bambooki
18.10.07, 23:53
Z prostytucją jest u nas tak, jak z benzyną w stanie wojennym:
paliwa nie ma, a wszyscy jeżdżą, aż się kurzy - twierdzi Jolanta
Roszkiewicz de Blieck, właścicielka warszawskiej agencji
towarzyskiej Gościniec Radość. Ma rację. Wszyscy udają, że nie ma
problemu, czasem tylko próbując "coś z tym zrobić". W efekcie mamy
to, co mamy. Burdele obok mieszkań, ogłoszenia agencji towarzyskich
na płachtach wystawionych w oknach agencji. Pornoulotki za
wycieraczkami aut z zaciekawieniem oglądane przez dzieci, a w lasach
stosy zużytych prezerwatyw porzuconych przez przydrożne prostytutki.
Wszystko to przy niemal całkowitej bierności aparatu państwa,
obojętności polityków i kompletnej bezradności opinii publicznej.
Jedyne ślady jakiejkolwiek debaty nad tym problemem to naiwne
jeremiady prawicowych moralistów, na które lewica reaguje
histerycznymi ostrzeżeniami przed zamachem na wolność człowieka.
Poza tym cisza.