ormo-prl
13.07.09, 17:44
Ricky Alardo, zwany Ricky Ricardo, dorywczo zamiatający ulice, w
dzień popija tanią wódkę na Washington Heights. Wieczorem dzwoni na
911 po karetkę. W szpitalu dostaje jedzenie i ciepłe łóżko do
spania. To jego sposób na życie.
Ricky robi tak 4-5 razy w tygodniu od 13 lat – czytamy w nowojorskim
dzienniku "New York Post". "Widzę go tak często, że jak umrze, to
pójdę na jego pogrzeb" – mówi lekarz ze szpitala na Washington
Heights.
Inny bezdomny – Robert, przesiadujący w okolicach 34 Ulicy na
Manhattanie, w ciągu ostatnich 3 lat pozorował choroby 40-50 razy.
Dzwoni na 911 i mówi, że ma bóle w klatce piersiowej, albo myśli
samobójcze i przyjeżdża po niego karetka. W szpitalu dostaje
posiłek, miejsce do spania i lekarstwa na depresję, które bierze od
lat.
Miasto nie ma dokładnych danych na temat liczby bezdomnych w ten
sposób korzystających z usług medycznych, ale pracownicy służby
zdrowia twierdzą, że jest ich kilkadziesiąt – czytamy w "NY Post".
Prawo zabrania pracownikom pogotowia (EMS) odmówić pomocy lub
transportu pacjenta na izbę przyjęć. Tam lekarze muszą przynajmniej
zbadać pacjenta, a w przypadku problemów zdrowotnych ustabilizować
jego stan.
Krytycy obliczają, że za każdą taką wizytę podatnik płaci co
najmniej 1200 dol. Służby medyczne narzekają, że nie mają dla nich
miejsca w szpitalach, oraz że udający choroby bezdomni zabierają
czas pielęgniarkom i lekarzom. Miasto nie ma jednak skutecznego
sposobu na rozwiązanie problemu i inny rodzaj pomocy bezdomnym.
www.dziennik.com/news/metropolia/2980