kasia8200
26.09.05, 17:34
Witam serdecznie, mam 23 lata, walczę z bulimią od 5 lat. Na początku nie
zdawałam sobie sprawy że ta straszna choroba tak uzależnia. Nie wiedziałam
skąd sie wzięła. Potem okazało sie że to moja reakcja obronna na stres.
Zaczęłam chorować w klasie maturalnej - wiadomo, matura, studniówka, oprócz
tego matka wariatka i alkoholiczka, rzucił mnie mój wymarzony (tak mi się
wtedy wydawało) książę. Po maturze nie dostałam sie na studia, bardzo to
przeżyłam ale znalazłam inną szkołe w której poznałam mojego przyszłego męża.
A co najważniejsze nie czułam się gruba - mam 172 cm wzrostu i ważyłam 58 kg.
Dlatego chciałam zwrócić uwagę że bulimia czy anoreksja nie zawsze oznacza
chęć schudnięcia, najczęsciej osoby chore po prostu nie radzą sobie ze
stresem, mają problemy w szkole czy w domu, często jest rodzajem nerwicy -
tak powiedział mi mój lekarz. Chodziłam na terapię ale po kilku miesiacach
zrezygnowałam. Mimo to wiele mnie nauczyła - wiem już dlaczego zachorowałam i
wiem jak z tym walczyć. Przede wszystkim pomógł mi mój obecny chłopak i
przyszły mąż:) Nie od razu mu powiedziałam dlaczego płaczą przy byle okazji,
dlaczego mam popękane dłonie, dlaczego jestem taka nerwowa i dlaczego nic
przy nim nie jem. Dzięki jego wsparciu i zrozumieniu, napady głodu zdarzały
mi się coraz rzadziej, najpierw cieszyłam sie z pierwszego dnia bez
wymiotowania - robiłam to codziennie po 2-3 razy - a teraz udało mi się
zwymiotować tylko raz w ciągu miesiąca. Gdyby nie on nawet nie wiem co by
teraz ze mną było - do tej pory jest mi często zimno, mam często zaparcia,
ale nareszcie jestem szczęśliwa - jestem na 3 roku studiów, matka (główna
przyczyna mojej choroby) od 3 lat nie mieszka z nami, mam dużo przyjaciół i
chciałabym pomóc wszystkim którzy zmagają sie z tą straszną chorobą. Wiem że
do końca życia muszę uważać na jedzenie - rodzina nie zmusza mnie do
jedzenia, jem małe porcje ale częste bo wiem że zjedzenie większej ilości
może sie źle skończyć. Niestety bulimia jest jak alkoholizm - zawsze
pozostanie, ale prawie udało mi się ją pokonać - tylko i wyłącznie dzieki
wsparciu osoby która udowodniła że chce być ze mną na dobre i na złe. Szlag
mnie trafia jak czytam że rodzina odwraca sie od osoby która miała odwagę
przyznać sie do tej choroby - przyznajac się prosi o pomoc a nie o kolejny
powód do zwymiotowania tego co zjadła. Jeśli ktoś potrzebuje ciepłych słów
wsparcia - piszcie na gg 8231561, w miarę możliwości postaram się pomóc, bo
wiem że czasami wystarczy świadomość że nie jest się samym w tej okropnej
walce. Pozdrawiam!