Dodaj do ulubionych

Kielce miastem akademickim? "Mamy takie atuty"

14.11.11, 08:36
Ten tytuł to kpina. Proponuję posłuchać opinii profesora Kika .
Akademickie Kielce znikną niedługo z powierzchni ziemi.
Argument?
Kieleckie uczelnie (za wyjątkiem niektórych specjalności na PŚk) wypuszczają bezrobotnych.
Kielce,są pomijane w procesach rekrutacyjnych dużych firm, korporacji.

Co nie znaczy, że mamy wielu utalentowanych studentów i wykładowców.
Obserwuj wątek
    • Gość: zez Re: Kielce miastem akademickim? "Mamy takie atuty IP: *.dynamic.chello.pl 14.11.11, 09:06
      zgadzam się. Kielce jako ośrodek akademicki, to przejaw życzeniowego postrzegania rzeczywistości głównie przez władze miasta. Możemy bez końca chwalic się, że studentów jest 50 tyś, ale nie dostrzegając, że poza miejscami w w salach wykładowych miasto i region nie oferuja im nic, albo prawie nic, przypomina to budowanie zamków z piasku. Uczelnie nie zdobedą prestiżu bez dokonań naukowych, których nie da się stworzyc na pustyni infrastrukturalno-przemysłowej. Chyba, że ktos zacznie doceniach tworzenie sztuki dla niej samej.
      • Gość: gość Re: Kielce miastem akademickim? "Mamy takie atuty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.11, 11:11
        Fundacja Centrum Europy Lokalnej, coś mi to mówi - poszukiwano stowarzyszenia przez które można by puszczać wnioski aplikacyjne tej Fundacji , o co więc chodzi, po nitce do kłębka i okaże się, że to jakaś góra lodowa ?
        • akson1 Gościu 14.11.11, 11:20
          Drogi Anonimie,

          co sugerujesz? Korupcję, przekręty? Przecież na obecne działania MAK nie otrzymano żadnych pieniędzy unijnych. Wszystko jest robione za darmo, jako wolontariat, dlatego że tak trzeba.
          Zapraszam do zespołu MAK, do pomocy, współpracy. Być może trzeba najpierw zobaczyć i wiedzieć o czym się pisze?
          mak.kielce.pl/informator.php
          Wskaż mi choć jedną rzecz która została zrobiona w obecnym MAK za publiczne pieniądze - te setki wizyt w firmach, strona, materiały promocyjne, cokolwiek na co poszły inne pieniądze niż własne ludzi w MAK zaangażowanych. Nie znajdziesz, więc przestań wypisywać insynuacje
          • Gość: gość Re: Gościu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.11, 11:40
            Nie mam na myśli MAK, jeśli zbyt daleka interpretacja to przepraszam, miałem na myśli Fundację o której mowa, bo naprawdę spotkałem się z taką propozycją i nie jest to dla mnie normalne, żywo reagujesz, nie przeczę, że Twoje intencje mogą być szlachetne, ale zrozum, że inni też mają szlachetne intencje i wypierani są przez praktykę o którą się otarłem, a to jest bardzo przykre jeśli wkłada się dużo pracy w swoje dzieło
            • akson1 Re: Gościu 14.11.11, 11:45
              Przepraszam, jeśli Cię uraziłem. Rzeczywiście, żywiołowość to jedna z moich wad / zalet (zależy w jakiej konfiguracji występuje)
      • akson1 Zezie, 14.11.11, 11:25
        Ja mógłbym tu wysypać worek miast, które będąc jeszcze mniejszymi niż Kielce (że wymienię jedno z bardziej znanych - Oxford), ze studentów uczyniły główne źródło rozwoju i tworzenie marki.
        Więc - to nie tylko od infrastruktury infrastrukturalno-przemysłowej zależy sukces akademickości.

        To w Polsce się przyjęło, że jak jest uczelnia, to w tym samym miejscu musi być praca i przemysł. Wcale nieprawda.
        Oczywiście, że to pomaga, ale absolutnie nie jest to warunkiem bezwzględnie koniecznym.
        Wręcz przeciwnie- często działa to w drugą stronę. To obecność studentów przyciąga biznes...
    • kostek_2004 Kielce miastem akademickim? "Mamy takie atuty" 14.11.11, 09:47
      40 czy 45 tys studentów i tak nie znajdzie pracy w Kielcach. Podobnie jak setki tysięcy z Warszawy czy Krakowa. Sprawa rozwoju miasta i województwa, zapewnienia odpowiedniej ilości miejsc pracy, konkurencyjności i mody na Kieleckie to sprawa samorządu. Zgadzam się że wywiązuje się z tego marnie. Ale te 45 tysięcy studentów to są dochody i miejsca pracy dla kolejnych kilku czy kilkunastu tysięcy kielczan (pracownicy uczelni, kwatery, stołówki, knajpy, kluby, rozrywka zakup produktów pierwszej potrzeby, książek, ubrań itp.). Warto po to się schylić.
      Z drugiej strony kiedyś nie trzeba było nic specjalnie dla studentów dawać. Sami sobie organizowali rozrywkę, kulturę i pracę w czasie studiów. Pytanie jak to promować teraz. Czy tylko piwo i dyskoteka będzie atrybutem rozrywki studenckiej? Studenci tu przyjdą jeśli będzie: a/tanio, b/nieźle pod względem poziomu mierzonego skutecznością zatrudnienia, c/ciekawie. Pamiętajmy że w latach 60 i 70 kieleckie uczelnie powstały jako inicjatywa pojedynczych ludzi jak np. p.Kucharzyk. Podobnie jak później Exbud jako inicjatywa p. Zaraski. Cersanit jako dzieło p. Sołowowa czy Kolporter Klickiego. Potrzeba pomysłu i pasji. Trzymam kciuki za medycynę w Kielcach (której zalążki już kiedyś były w postaci oddziałów klinicznych dla AM w Krakowie). I za prawo. Kierunki techniczne są zupełnie niezłe.
      • akson1 Kostku 14.11.11, 11:35
        Dziękuję za zwrócenie uwagi na kilka podstawowych elementów.
        Od siebie dołożę tylko tyle, że na całym świecie 50% absolwentów nigdy nie pracuje w zawodzie, kierunku, który zdobyło / ukończyło.
        Należy oczywiście robić wszystko, co możliwe, by to zmieniać, ale jak ktoś mądrzejszy ode mnie kiedyś napisał - z faktami się nie dyskutuje ;)

        Akademickość to są właśnie te dwie korzyści dla miasta, które wymieniłeś - po pierwsze pieniądze studiujących, po drugie - ich potencjał.
        Znów pewnie się narażę sceptykom (nad wyraz w świętokrzyskim licznym), ale kto wie czy któraś z tych firm, które zaczynają właśnie w Kieleckim Parku Technologicznym nie będzie kiedyś firmą na miarę Kolportera czy Echa.
        Ktoś by uwierzył, że osobówki rozwożącej gazety po sklepikach wyrośnie jedna z największych firm w Polsce?
        Zaś im więcej młodych tu przyjedzie (lub stąd nie wyjedzie) tym większe będą szanse na odkrycie ich następców...
        • Gość: xxx Re: Kostku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.11, 15:16
          Echo czy Kolporter jak niebawem sie przekonamy to nic dobrego dla miasta. Te firmy wysysają kapitał i potencjał miasta poprzez układy i szantaże, a i tak np wszystkie spółki Echa są zarejestrowane za granicą i Kielce z tego nic nie mają. Cwaniacki pazerny biznes bez związku z regionem
          • Gość: CK Kolporter IP: *.kielce.vectranet.pl 14.11.11, 16:48
            Kolporter od jakichś 3 lat tez jest już zarejestrowany w Luksemburgu. Więc poza miejscami pracy spółka ta nie daje nic miastu.
            • Gość: miejsca pracy Re: Kolporter IP: *.vf.kielce.pl 14.11.11, 19:29
              Nawet jeśli - to pomyśl sobie, jakie bezrobocie by było (i mniej wpływów z podatków pośrednich) gdyby te osoby były na bezrobociu.
              Zamiast marudzić, zastanów się co zrobić, żeby firmom nie opłacalo się rejestrować poza Polską, a także czy lepiej mieć x pracujących, czy x bezrobotnych?

              A potem - wróć z odpowiedzią...
    • akson1 Pełna wersja artykułu 14.11.11, 10:38
      Drodzy Czytelnicy.

      Oczywiście, absurdalnym jest porównywanie Kielc do czołowych ośrodków w Polsce (jeszcze), niemniej jednak osobiście uważam, że akademickość może (i ma sporą szansę) stać się jedną z wizytówek Kielc.
      Z liczbą 45 tysięcy studentów jesteśmy wśród 10 największych ośrodków akademickich w Polsce.
      (pamiętajmy jednak, że ok.5000 studentów UJK to filia w Piotrkowie Trybunalskim)
      Oczywiście, że wyprzedzają nas takie miasta jak Warszawa (280 tysięcy) czy Kraków (170 000), lecz Warszawa ma 1,7 miliona mieszkańców, a Kraków ponad 700 tysięcy.
      W relacji liczba mieszkańców do liczby studentów (200 tysięcy do 40, 1 do 5) należymy do najbardziej "zestudentczonych" miast w Polsce.
      Do roku 2015 w Kielcach na inwestycje związane z rozbudową uczelni i poprawą jakości kształcenia na nich zostanie wydanych ok. 600 mln zł.
      (to kwoty porównywalne do tego, co zostanie wydane w Poznaniu, Wrocławiu czy Krakowie)
      M.in. dzięki tym inwestycjom będziemy mieli jeden z najnowocześniejszych w Polsce campusów akademickich.
      W bardzo szybkim czasie doczekaliśmy się w Kielcach uniwersytetu klasycznego - Uniwersytetu Jana Kochanowskiego, który nie spoczywa na laurach, ale wciąż się rozwija idąc choćby w kierunku medycyny.
      Politechnika Świętokrzyska jest w czołówce uczelni w kraju, które zanotowały największy procentowy przyrost liczby studentów w ubiegłym roku. Do tego budownictwo jest drugie w kraju jeśli chodzi o poziom kształcenia w tyle zostawiając znacznie bardziej renomowane ośrodki...
      To w Kielcach, jako jedynym mieście w Polsce, udało się przyciągnąć do współpracy z uczelniami ponad 300 firm (pierwsza edycja MAK-Metropolii Akademickiej Kielce w 2009r, którą Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego uznało wówczas za najlepszy projekt dotyczący współpracy nauki z biznesem. Do dziś zresztą nigdzie (!) w Polsce nie udało się zgromadzić większej liczby przedsiębiorców), a twórcy MAK są zapraszani w całej Polsce jako eksperci, by dzielić się doświadczeniami w tej dziedzinie.

      Zresztą, mamy się do czego odwoływać i w historii. To w Kielcach powstała pierwsza w Polsce (!) wyższa uczelnia techniczna. Utworzona w 1816r staraniem Stanisława Staszica Szkoła Akademiczno-Górnicza.

      Dodatkowo, powstały właśnie Kielecki Park Technologiczny, z bardzo prężnym kierownictwem nastawionym na współpracę z uczelniami, może znacznie przyśpieszyć jedną z najbardziej w tej chwili chyba potrzebnych uczelniom sprawę (oprócz poprawy jakości kształcenia) – współpracę z biznesem.
      Podobną rolę może za kilka lat odgrywać Regionalne Centrum Naukowe-Technologiczne w Podzamczu Chęcińskim, Świętokrzyskie Centrum Innowacji i Transferu Technologii czy Biuro Innowacji Urzędu Marszałkowskiego.
      Dodajmy do tego inicjatywy oddolne – jak studiuje.eu czy w/w MAK –Metropolia Akademicka Kielce, a okaże się, że mamy całkiem interesujący potencjał.

      Oczywiście, że jest wiele rzeczy, które kładą się smugą – i to szeroką na akademickości Kielc. Nie oszukujmy się bowiem, że jest różowo.
      Najważniejsza, niejako wyciągnięta przed nawias, ponieważ w dużej części pociąga za sobą kolejne, to brak pracy i pomysłów na to jak przyciągnąć do nas inwestorów.
      Nie łudźmy się – wszystko co zrobimy dla samej akademickości miasta nie przyniesie efektów jeśli za tym nie pójdzie w świat wieść, że w Kielcach po studiach jest praca.
      Nigdy nie wykorzystamy naszych potencjalnych dla żaka, atutów – dobrego położenia, niskich kosztów, dużego wyboru uczelni i kierunków, jeśli nie będzie mógł po studiach znaleźć pracy.
      To jedna z głównych przyczyn odpływu młodych.

      Natomiast wśród największych zagrożeń stricte związanych z tworzeniem w Kielcach ośrodka akademickiego z prawdziwego zdarzenia należy wskazać oczywiście niż demograficzny, brak współpracy między uczelniami, bardzo słabe otwarcie uczelni na biznes (ale i biznesu na uczelnie – wynikające m.in. z dominacji w regionie małych i średnich przedsiębiorstw, nie zainteresowanych nią jeszcze), stosunkowo niską jakość kształcenia i niechęć najlepszych absolwentów szkół ponadgimnazjalnych do studiowania na naszych uczelniach.
      Problemem jest również, a może przede wszystkim (?) mentalność wielu osób odpowiedzialnych za szkolnictwo wyższe i z nim związanych. Niska świadomość potencjału jaki daje akademickość i duża liczba studentów wśród decydentów oraz często samej kadry, dla której student ma po prostu być (a nie jest partnerem)
      Mniejsze – jak nieobecność studentów z zagranicy, brak współpracy uczelni z innymi krajami, kiepskie często warunki lokalowe, słaba oferta imprez kulturalnych kierowanych do studentów, da się wyeliminować wraz z eliminowaniem głównych zagrożeń (wynikają one bowiem bezpośrednio właśnie z nich)

      Uczelnie publiczne nie chcą współpracować z niepublicznymi, traktując je jako zagrożenie i konkurencję, licząc na to, że niż wykończy lub osłabi je na tyle, by przestały im „odbierać” studentów.
      Trudno je przekonać, że wielu z tych studentów uczelni niepublicznych jest spoza regionu, że mogłyby się wiele od nich nauczyć (weźmy choćby zatrudnienie: na jednej z uczelni prywatnych 6000 studentów obsługuje ok. 60 pracowników administracyjnych, gdy na publicznej 20 tysiącami żaków zajmuje się niemal 800 osób. Nawet biorąc poprawkę pod to, że na państwowych większość uczących się stanowią stacjonarni, absorbujący więcej czasu…), że same nie wytworzą nigdy odpowiedniej masy krytycznej, by stworzyć w Kielcach ośrodek akademicki z prawdziwego zdarzenia.
      Niepubliczne z kolei nie chcą się włączać finansowo w żadne działania uczelni publicznych mogące ożywić życie akademickie, jakby nie zdawały sobie sprawy, że samymi wykładami studenta się dziś nie złowi. Do tego – w pogoni za studentem niektóre potrafią jeszcze w maju przyjmować studentów „od października” (proszę tylko dokonać przelewu, a egzaminów proszę się tak bardzo nie bać), co fatalnie wpływa na opinię i jakość.

      Wciąż na palcach jednej ręki można policzyć inicjatywy współpracy biznesu i uczelni mające realne przełożenie na gospodarkę. Naukowcy w regionie są już w zasadzie tylko dydaktykami, co widać choćby po śladowej liczbie patentów. Oczywiście to samo w sobie nie jest niczym złym, lecz dla rozwoju regionu jest fatalnym, gdyż nikt nie zajmuje się opracowywaniem rozwiązań mogących usprawnić działanie czegoś, na czym da się zarobić. A jaką, realną, policzalną, korzyść odniesie przedsiębiorca z kolejnego raportu?
      Z drugiej strony sam biznes – mimo, że w każdym badaniu narzeka, iż uczelnie kształcą źle i niezgodnie z ich potrzebami, nie pójdzie na wydział i nie powie: panie dziekanie, pan kształcisz ekonomistów, a ja mam bank i potrzebuję do niego pracownika, który umie to, to i to. Nie wyłoży choćby 100zł na staż dla studenta, gdy on się jeszcze uczy, chociaż potem będzie musiał go zatrudnić (z braku lepszych kandydatów) i płacić mu przez pół roku pensję, gdzie będzie go dopiero przyuczał do zawodu. A mógłby owego studenta przyuczyć już w czasie studiów – gdyby tylko zechciał współpracować z uczelnią.

      Władze lokalne zaś – jakby zupełnie nie dostrzegały relacji między emigracją najzdolniejszych absolwentów, a niską konkurencyjnością i innowacyjnością regionu. Weźmy reperkusje wynikające z faktu, że ponad 80% „Nadziei Kielc” (konkursu organizowane przez władze miasta dla najzdolniejszych, najbardziej aktywnych uczniów) nie studiuje na naszych uczelniach? Że im wyższe oceny, tym większa niechęć maturzystów do kontynuacji nauki u nas? Władze nic z tym nie robią. Nie widzą, (parafrazując słowa o śmierci Baczyńskiego) iż strzelamy do wroga z diamentów? Że nasze najlepsze dzieciaki będą budowały potencjał Wrocławia, Warszawy, Krakowa, a nie Kielc i województwa świętokrzyskiego? A wystarczyłoby, jak czynią to regiony zachodniej Europy, powiązać otrzymywane stypendia z pozostaniem w regionie. Skoro i tak wydajemy na wsparcie stypendialne dla młodych (za co należy pochwa
      • akson1 Cz II. Pełna wersja artykułu 14.11.11, 10:40
        Władze lokalne zaś – jakby zupełnie nie dostrzegały relacji między emigracją najzdolniejszych absolwentów, a niską konkurencyjnością i innowacyjnością regionu. Weźmy reperkusje wynikające z faktu, że ponad 80% „Nadziei Kielc” (konkursu organizowane przez władze miasta dla najzdolniejszych, najbardziej aktywnych uczniów) nie studiuje na naszych uczelniach? Że im wyższe oceny, tym większa niechęć maturzystów do kontynuacji nauki u nas? Władze nic z tym nie robią. Nie widzą, (parafrazując słowa o śmierci Baczyńskiego) iż strzelamy do wroga z diamentów? Że nasze najlepsze dzieciaki będą budowały potencjał Wrocławia, Warszawy, Krakowa, a nie Kielc i województwa świętokrzyskiego? A wystarczyłoby, jak czynią to regiony zachodniej Europy, powiązać otrzymywane stypendia z pozostaniem w regionie. Skoro i tak wydajemy na wsparcie stypendialne dla młodych (za co należy pochwalić i władze Kielc i władze regionu i kuratorium i podmioty prywatne), to spróbujmy zachęcić ich do studiowania na kieleckich uczelniach. Stypendium
        • akson1 Cz II. Pełna wersja artykułu 14.11.11, 10:41
          Władze lokalne zaś – jakby zupełnie nie dostrzegały relacji między emigracją najzdolniejszych absolwentów, a niską konkurencyjnością i innowacyjnością regionu. Weźmy reperkusje wynikające z faktu, że ponad 80% „Nadziei Kielc” (konkursu organizowane przez władze miasta dla najzdolniejszych, najbardziej aktywnych uczniów) nie studiuje na naszych uczelniach? Że im wyższe oceny, tym większa niechęć maturzystów do kontynuacji nauki u nas? Władze nic z tym nie robią. Nie widzą, (parafrazując słowa o śmierci Baczyńskiego) iż strzelamy do wroga z diamentów? Że nasze najlepsze dzieciaki będą budowały potencjał Wrocławia, Warszawy, Krakowa, a nie Kielc i województwa świętokrzyskiego? A wystarczyłoby, jak czynią to regiony zachodniej Europy, powiązać otrzymywane stypendia z pozostaniem w regionie. Skoro i tak wydajemy na wsparcie stypendialne dla młodych (za co należy pochwalić i władze Kielc i władze regionu i kuratorium i podmioty prywatne), to spróbujmy zachęcić ich do studiowania na kieleckich uczelniach. Stypendium tak, ale w zamian studia u nas. Że ograniczamy wybór? Cóż, skoro to są pieniądze podatników z Kielc i województwa, czemu mają z nich korzystać uczelnie Warszawy czy Krakowa? Lepsi studenci pozwolą naszym wykładowcom tworzyć lepsze projekty, badania, wzmacniając w ten sposób same uczelnie.

          Tylko że… praktycznie te same problemy mają niemal wszystkie ośrodki akademickie i uczelnie w Polsce. Niemal wszystkie.
          To nasza polska mentalność (nad wyraz rozwinięta w świętokrzyskim) nakazuje nam samobiczowanie i preferuje złe wiadomości przed dobrymi. Gdzieś jest źle? Dobra, to my pokażemy że u nas jest gorzej. Są dwie wiadomości? Ok, tą gorszą wrzućmy na pierwszą stronę.

          Oczywiście, że mamy problemy. Ale ma je również gros polskich uczelni i miast. Wg MNISW do roku 2020 zniknie w Polsce ok. 1/3 uczelni wyższych. Osobiście, bardzo się cieszę, gdyż niektóre w ogóle nie zasługują na to miano, ale co robimy, by było ich jak najmniej w świętokrzyskim? By nie dotknęło to żadnej z naszych 14 uczelni wyższych?
          Abstrahujmy już od tak oczywistych rzeczy jak to, że ilość studentów to jeden z głównych czynników przy wybieraniu miasta / regionu przez inwestorów zagranicznych (czego sam byłem świadkiem uczestnicząc w negocjacjach Della z Łodzią), że dziś gdy grozi nam bomba demograficzna i za chwilę będą ośrodki w Polsce, gdzie średnia wieku mieszkańców przekroczy 50 lat, każdy młody jest wart tyle złota ile sam waży…
          Zrzućmy maskę dżentelmenów i pomówmy o pieniądzach. O rzece pieniędzy jaka wpływa do ośrodków akademickich dzięki studentom. Kilka lat temu Uniwersytet Jagielloński ogłosił raport, gdzie wycenił finansowy zysk dla miasta z każdego studenta.
          My przyjmijmy dla naszych wyliczeń bardzo umiarkowane 10 000zł rocznie (które student wnosi jako opłaty za studia, mieszkanie, utrzymanie, rozrywkę) Przy 40 000 żaków daje to rocznie astronomiczną kwotę 400 mln złotych (gdzie budżet naszego miasta to ok. miliard zł)
          Które są wydawane w Kielcach. W naszych sklepach, lokalach, z których opłacane są pensje wykładowców i pracowników administracyjnych. Te 400 mln rocznie to kwota naprawdę minimalna. Nie wliczam tu bowiem pieniędzy z dotacji MNISW, która dla uczelni wyliczana jest na podstawie liczby studiujących w niej studentów, środków unijnych, które pozyskaliśmy dzięki temu, że mamy uczelnie na których studiowało po 20 tysięcy młodych ludzi.
          Każdy 1000 uczących się mniej to 4 mln mniej wydane w Kielcach, a jeden student to zysk 10 000zł dla miasta.
          Teraz – przyjmijmy, że rzeczywiście w 2020r mamy w Kielcach o 1/3 studiujących mniej. O 130 mln złotych mniej wydanych w naszym mieście. Czy trzeba będzie zwolnić 1/3 pracowników uczelni? Np. na UJK z 1800 osób na bruk wyrzucimy 600? Zamkniemy 1/3 knajpek, pubów, dyskotek, punktów ksero, księgarni? I tak mamy jeden z najwyższych poziomów bezrobocia w kraju. Gdzie znajdą zatrudnienie profesorowie, którzy nigdy nie robili nic innego niż nauczanie? Na budowach? Za kasami hipermarketów? W galerii Echo? Ale kto będzie od nich kupował, jeśli nie będzie klientów-studentów?
          • akson1 Cz III. Pełna wersja artykułu 14.11.11, 10:41

            Dziś, wbrew pozorom, promocja miast przez akademickość w Polsce praktycznie nie istnieje. Owszem, są rodzynki – jak Poznań, Wrocław czy Łódź, ale poza nimi zieje wielka czarna dziura. Nawet miasta tak wydawałoby się silne akademicko jak Kraków czy Warszawa nie mają specjalnych pomysłów kampanie pro-studenckie. Ich przewaga wynika z ich renomy i historii, a nie kompleksowych rozwiązań promocyjnych (jak w przypadku trzech pierwszych ośrodków)
            Do Stanów Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii, gdzie małe i średnie miasta (jak Oxford czy Cambridge) z akademickości właśnie tworzą swój główny atut, gdzie na tym opiera się ich cały wizerunek, gdzie są specjalne firmy, którym się płaci ryczałt lub procent od każdego pozyskanego dla uczelni studenta – jeszcze nam daleko. Tzn. mamy 2-3 lata. Może 4. Zanim ktoś w Polsce dostrzeże, że w sytuacji, gdy przemysł jako dostawca wpływów podatkowych jest zastępowany procentami od patentów i idei, że szansa na to, iż przyjdzie jeden duży inwestor i założy fabrykę, która zatrudni całe miasto jest coraz mniejsza i gdy ktoś się wreszcie doliczy, ile zyskuje miasto dzięki obecności studentów: ich pieniądze, ich entuzjazm, dynamizm, kreatywność, o, wówczas doczekamy się morderczej, naprawdę morderczej walki o młodych ludzi.
            Ale dziś – dziś jeszcze mamy chwilę, którą można wykorzystać na wzmocnienie i przygotowanie się do tej walki.

            Są 4 elementy, których zmiana może przynieść poprawę wizerunku Kielc jako ośrodka akademickiego, sprawić, byśmy przyciągali więcej osób na nasze uczelnie.
            To promocja sensu stricte, otwarcie się na biznes, działania zmierzające do poprawy jakości samych studiów oraz organizacja studenckiego życia kulturalno-rozrywkowego.

            Zacznijmy od tych ostatnich. Jakież wydarzenia w Kielcach predestynują do tej roli? Juwenalia na pewno. A później? Długo, długo nic aż dopiero studenckie czwartki w niektórych klubach muzycznych. Czy naprawdę 40 000 osób nie zasługuje na coś więcej? Czy nie dalibyśmy wspólnymi siłami zorganizować imprezy (w jakiejkolwiek z dziedzin) będące odpowiednikiem np. Studenckiego Festiwalu Piosenki z Krakowa czy łódzkiej YAPy? Moglibyśmy np. nawiązać do pięknej humanistycznej karty uczelni z której wywodzi się UJK, do tradycji literackiej regionu i zorganizować np. studencki odpowiednik nagrody literackiej Nike. Konkurs Literacki im Henryka Sienkiewicza lub Stefana Żeromskiego. Wypromować przy okazji Wierną Rzekę, Oblęgorek, naszą Sienkiewkę. Osobiście deklaruję 1000zł nagrody dla zwycięzcy. Jeśli wsparłyby nas władze i lokalny biznes – kto wie czy nie doszlibyśmy do kwoty 10 000zł, która to kwota naprawdę przyciągnęłaby młodych ludzi pióra z całej Polski. A jakaż promocja w mediach ogólnopolskich, gdzie minuta czasu antenowego kosztuje kilkadziesiąt / kilkaset tysięcy złotych.
            W mieście już się dużo dzieje jeśli chodzi o kulturę. Wykorzystajmy te atuty, użyjmy najpiękniejszego w Polsce amfiteatru na Kadzielni, współpracujmy z Centrum Designu, porozumiejmy się z właścicielami prywatnych lokali rozrywkowych – a mamy szansę w bardzo krótkim czasie stworzyć cykl imprez o konotacji studenckiej, które wykroczą poza granice naszego miasta.

            Otwarcie się na biznes – nic nie kosztuje powołanie Rad Biznesu (proponowanych dla części uczelni w znowelizowanej ustawie o szkolnictwie wyższym), nic nie kosztuje konsultowanie z pracodawcami zakresu materiału wykładanego na uczelni (gdzie nowa ustawa pozwala uczelniom na sporą autonomię w zakresie kształtowania doboru treści wykładanego materiału), nic nie kosztuje ustalanie z biznesem co powinien umieć absolwent danego kierunku. Utopia? Uczestniczyłem w Irlandii w spotkaniu trójstronnym (jeszcze przed kryzysem), gdzie do odpowiednika naszego województwa zgłosił się inwestor zamierzający otworzyć duży zakład. Odbyło się spotkanie jego, samorządu oraz przedstawicieli uczelni wyglądające mniej więcej tak: Panie inwestorze – jakich pracowników pan będzie potrzebował za rok, dwa, dziesięć? Otóż - 10 informatyków, 30 inżynierów, itd. Szanowny przedstawicielu uczelni, czy będziecie w stanie dostarczyć takich specjalistów? Informatyków tak, ale inżynierów tylko 20. Acha. Więc zastanówmy się (razem) jak wykształcić pozostałych 10.
            Tak już działa wiele uczelni na Zachodzie, ba, także niektóre polskie idą w tym kierunku. Skąd się wzięły sukcesy Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu, Szkoły Głównej Handlowej, Akademii Leona Koźmińskiego czy Polsko-Japońskiej Wyższej Szkoły Technik Komputerowych w Warszawie? W dużej części właśnie z takiego otwarcia na biznes i kształcenia wespół z firmami.
            Póki co – takie podejście nad Wisłą dopiero raczkuje, więc mielibyśmy szansę dotrzeć do wielu firm, zanim zrobią to inni.
            Dziś wiele uczelni na Zachodzie czerpie nawet kilkadziesiąt procent przychodów z szeroko rozumianej współpracy z biznesem. Ja nie mówię, by od razu wyznaczać sobie olbrzymie cele. Porywać się na 10 czy 20%. Na początek doprowadźmy do tego, iż do ok. 120 mln budżetu UJK wprowadzimy tylko 5% od biznesu. Czy 6 mln ekstra to pieniądze po które nie warto by się schylić?
            Ponieważ zaś tak niewiele uczelni w Polsce idzie w tym kierunku (jeszcze) jak wielkim echem odbiłaby się informacja, że kieleckie uczelnie, jako pierwsze miasto w Polsce chcą kompleksowo współpracować z firmami przy tworzeniu kierunków? A i czy samym uczelniom nie byłoby łatwiej pozyskiwać nowych studentów, gdyby mogły się pochwalić – studiując u nas współpracujesz z największymi polskimi firmami? Dziś, przy tej złej sytuacji na rynku pracy?
            A system zniżek MAK? Innowacyjne w skali kraju rozwiązanie w które zaangażowała się już niemal setka przedsiębiorców? Prace dyplomowe pisane na potrzeby biznesu? To nic nie kosztuje, a pozwala postawić Kielce w gronie liderów.

            No i wreszcie sama promocja Kielc jako ośrodka akademickiego. W chwili obecnej praktycznie nie istniejąca, stąd nawet małe wydarzenia będą wzrostem o 100%. Spójrzmy na promocję Łodzi, Wrocławia czy Poznania. Portal internetowy, raz do roku kilkadziesiąt billboardów, ale też kooperacja szkół wyższych i biznesu. Przeanalizujmy nagrody ”wielkich” konkursów promujących studiowanie w tych miastach:
            - opłacenie 10 miesięcznego czynszu
            - opłacenie miejsc w akademikach
            - stypendia 1000zł miesięcznie
            - 2000 zł nagrody dla autora najlepszej pracy o określonej tematyce
            - 3-miesięczny staż w Urzędzie Miasta
            dla zwycięzców / najlepszych absolwentów szkół ponadgimnazjalnych, którzy wybiorą studiowanie w danym mieście.
            Wydatki rzędu 20 – 30 tysięcy złotych rocznie (gdzie często część pokryli sponsorzy)
            Ileż było o tym w mediach, jak nagłośniały je TVN, TVP i Polsat.
            Czy to są wydatki mogące zrujnować budżet miasta?

            Promocja powinna być podzielona na 3 elementy: promocję w samych Kielcach, promocję w województwie oraz promocję w całym kraju.
            Złośliwi piszą, że Kielce to jedyne miasto, a świętokrzyskie to jedyne województwo, które promuje się u siebie. Akurat w tym wypadku to byłoby nad wyraz wskazane: co roku mamy niemal 50 tysięcy uczniów w szkołach ponadgimnazjalnych. Zatrzymajmy dodatkowo choćby 10% z tych, którzy mieliby nas opuścić i pójść do innych miast. Choćby i 1000 dodatkowych osób zachęćmy do studiowania w Kielcach. To dodatkowe 4 mln złotych wydanych u nas, a nie gdzie indziej.
            Zacznijmy jeździć po szkołach, ale nie od zrywu do zrywu, ale cyklicznie, stale, zacznijmy organizować ogólno-kieleckie (a nie tylko jednowydziałowe) Dni Otwarte, otwórzmy (na wzór zachodni) jedno Centrum Informacji Akademickiej,(CIA) gdzie potencjalny kandydat będzie mógł uzyskać informacje o wszystkich kieleckich uczelniach...

            Oczywiście, że akademickość Kielc nie jest (i nigdy nie będzie) remedium na wszystkie bolączki miasta. Oczywiście, że dzięki niej nie staniemy się ziemią obiecaną, mekką inwestorów i krainą mlekiem oraz miodem płynącym.
            Ale bez niej – spadniemy jeszcze niżej niż jesteśmy. Bez niej miano miasta wojewódzkiego, z taki
            • akson1 Cz. IV. Pełna wersja artykułu 14.11.11, 10:42
              Oczywiście, że akademickość Kielc nie jest (i nigdy nie będzie) remedium na wszystkie bolączki miasta. Oczywiście, że dzięki niej nie staniemy się ziemią obiecaną, mekką inwestorów i krainą mlekiem oraz miodem płynącym.
              Ale bez niej – spadniemy jeszcze niżej niż jesteśmy. Bez niej miano miasta wojewódzkiego, z takim trudem przecież wywalczone, będzie godne co najwyżej powiatowej, zapyziałej mieściny.
              W której, parafrazując pewne słowa, które padły na łamach tej gazety, tylko wyliniałe koty godne będą się wylegiwać.

              Stąd mój postulat, postulat Metropolii Akademickie Kielce – niech akademickość stanie się trzecim, obok funkcji targowej oraz handlowej, filarem rozwoju naszego miasta. Naszego ukochanego miasta.
    • akson1 Taborex'ie 14.11.11, 11:12
      Ale tak samo czyni większość uczelni w Polsce. Ba, żeby tylko w Polsce. Spójrz na Hiszpanię, Grecję, Włochy, wiele innych krajów, gdzie bezrobocie wśród młodych jest znacznie wyższe niż nad Wisłą...
      Ja oczywiście, nie chcę tu bronić jakoś wybitnie naszych kieleckich uczelni - bo bardzo widzę jak wiele jest do zrobienia, ale też nie mogę nie oddać im sprawiedliwości, że jednak się starają.
      Owszem, krytykować należy, ale też trzeba brać pod uwagę jak to wygląda na tle innych miast i uczelni. A tu już naprawdę nie wyglądamy źle...
      W Kielcach powstają co roku nowe kierunki, co roku zwiększa się liczba współpracujących z nimi firm, największe jednak się przełamują i zaczynają zatrudniać naszych absolwentów (w ubiegłym roku na UJK ruszył projekt unijny, którego byłem współautorem-w zakresie pomysłów na współpracę z biznesem właśnie, i efektem jest to, że większość z tych studentów znalazła pracę w jednych z największych polskich firm. Więc da się, naprawdę)

      Gdybyśmy zrobili taką klasyczną analizę SWOT dla akademickości Kielc - i zestawili ją z wieloma innymi miastami w Polsce, to naprawdę mielibyśmy powody do dumy.
      Ja nie mówię, żeby nie krytykować i pokazywać co jest nie tak - wręcz przeciwnie. Ale dyskutujmy i krytykujmy konstruktywnie.
      Dziś jeszcze mamy szansę - jesteśmy wśród 10 największych ośrodków akademickich w Polsce. Za kilka dosłownie lat - może już być za późno.
      I liczę, że to właśnie ta świadomość otworzy niektórym oczy. To w interesie samych uczelni i władz jest, aby tych studentów było tu jak najwięcej. Nie w moim tak naprawdę i ludzi, którzy robią MAK. My chcemy się stać takim inicjatorem dyskusji. Pokazać alternatywę dla rozwoju miasta...

      W chwili obecnej naprawdę nie trzeba wiele nakładów, aby przyciągnąć firmy do współpracy. Tylko ta świadomość musi dotrzeć też do uczelni. Spójrzmy na efekt pierwszego MAK - ok. 300 pozyskanych firm, z czego niemal połowa chętna na praktyki, staże, kooperację mniejszą lub większą - ale uczelnie wtedy jeszcze nie były na to gotowe.
      System praktyk to kpina - odbębniany papierek. A u Niemców np. bezrobocie wśród młodych na poziomie 8%. Dlaczego? Bo szkoły, firmy i uczelnie współpracują ze sobą tak ściśle jak to możliwe. U nas - jeszcze nie. Ale gdyby obie strony (naukowcy i przedsiębiorcy) zechciały, to są gotowe wzorce.
      Tylko trzeba by poświęcić kilka godzin w miesiącu na wystartowanie, a gwarantuję Ci, że mielibyśmy w kim wybierać. Czy kadra i biznes znajdą te kilka godzin - o, to już inna sprawa...

      Zaledwie jedno miasto w Polsce, Wrocław, może powiedzieć, że świadomie i celowo idzie w kierunku miasta akademickiego. Trochę Poznań, Łódź po odejściu Kropiwnickiego to zaniedbuje, Kraków i Warszawa robią niewiele licząc na renomę i to wszystko...
      O innych miastach się nie słyszy.
      Więc - mielibyśmy szansę, o ile się po nią schylimy...
      • Gość: Sceptyk Przyjacielu - kiedy ty masz czas na pracę ?! IP: 81.219.189.* 14.11.11, 11:59
        Bo w sumie trochę czasu zajęła Ci ta cała pisanina.
        • akson1 Re: Przyjacielu - kiedy ty masz czas na pracę ?! 14.11.11, 12:20
          Na całe szczęście sam jestem sobie sterem, żeglarzem i okrętem uprawiając coś, co można by zaliczyć do kategorii wolnego zawodu ;)
    • Gość: kielecki partyzant prowokacja lewaków na Marszu Niepodległości IP: *.adsl.inetia.pl 14.11.11, 11:15
      a2.sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-ash4/393711_10150392920450340_332030485339_8347991_779978317_n.jpg
      • Gość: Sceptyk Poczytaj trochę historii - faszyści w Niemczech IP: 81.219.189.* 14.11.11, 14:32
        wszczynali burdy, napadali na żydowskie sklepiki, podpalili nawet Reichstag i zawsze twierdzili że to prowokacje żydowskich bojówek.
        Na jakiego diabła kibole z różnych stron kraju przyjechali na pokojową manifestację ? Ktoś ich tam zapraszał ? - Kto ?
        Przyjechali w celu pokojowej manifestacji ?! - żenujące.
        A to że ktoś ośmiela się wam nie pozwalać na wszystko - to znaczy że jest lewakiem ?
        Święto Niepodległości jest dla wszystkich Polaków - także dla kolorowych, gejów, lesbijek, ludzi zyjących w wolnych związkach, wyznającyh inne religie lub ateistów.
        Polak - to nie tylko prawicowy, fanatyczny katolik, z dziada pradziada (do którego pokolenia wstecz ?) po mieczu i kądzieli rdzenny krajan. Inna sprawa - myślicie, że kibole chodzą do kościółka ? :-))) Nawet jeśli tak, to niewiele wynoszą z nauk tam głoszonych.
        A może tak zafundować im kapelana - takim owieczkom ? :-)))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka