Dodaj do ulubionych

Spóźniona rocznica

26.05.03, 14:39
Znalazłem fajny tekst na www.republika.pl
Oto on

Harald
W pięćdziesiątą smutną rocznicę śmierci Józefa Stalina,
ku jego czci i pocieszeniu jego dzieci

Początki zjawiska zwanego komunizmem są jakby nie patrzeć w jakimś sensie
naukowe. Marksowi zarzucić można wiele, na pewno jednak nie nieuctwo. Jego
kumpel Engels wygłupił się wprawdzie trochę z dialektyką przyrody, ale nie
można odmówić mu przynajmniej szacunku dla nauki. W dziewiętnastowiecznych
Niemczech funkcjonowało wprawdzie powiedzenie "Vierundzwanzig Professoren -
Vaterland du bist verloren", ale szacunek dla nauki był bardzo powszechny.
Trochę podobnie było zresztą w carskiej Rosji.

Cokolwiek by nie mówić o jego moralnych kwalifikacjach, był również Lenin
filozofem, a co najmniej dobrym dziennikarzem. To od niego pochodzi znane
powiedzenie "uczitsja, uczitsja i jeścio raz uczitsja". Po rewolucji powstał
jednak pewien problem. Wprawdzie wielu ludzi zajmujących się nauką przełknęło
zmianę ustroju, zniknęła jednak konieczna dla istnienia normalnej nauki baza
w postaci "klasy społecznej", która naukę ową na wiele sposobów hołubiła
wspierając ją na przykład finansowo. W pierwszym państwie robotników i
chłopów rolę tę szybko przejęło wprawdzie państwo, ale ceną było
wyodrębnienie z normalnej nauki tzw. "nauki radzieckiej". Odbyło się to
bardzo prosto; to, co było niewygodne dla Kraju Rad określone zostało mianem
nauki burżuazyjnej i każdy budujący jedynie słuszny ustrój obywatel wiedział
od razu, że jest to nauka niesłuszna i nieprawdziwa, a ci, którzy ją
uprawiają są najczęściej wrogami ludu.

Ten genialny wynalazek nie był dla wszystkich nauk równie pożyteczny.
Największe korzyści z tej nowej klasyfikacji odniosły nauki społeczne; nauki
przyrodnicze i techniczne wynalazcy potraktowali trochę po macoszemu. Nota
bene, nie wiadomo dlaczego, wielu, jak się później okazało znakomitych,
radzieckich (rosyjskich?) naukowców zamiast tworzyć nową radziecką np.
matematykę jechało do Getyngi czy Heidelbergu, aby fraternizować się z
rozmaitymi burżujami lub przenosić ich pomysły na grunt jedynie słusznej
nauki radzieckiej zaśmiecając ją w ten sposób. Byli nawet i tacy, co kalając
własne gniazdo pozostawali na zgniłym burżuazyjnym zachodzie; co więcej
wyrażali się negatywnie o ubranej teraz na czerwono matce Rasjii. Należy z
całą mocą podkreślić, że w naukach społecznych przypadki takie były wyjątkowo
rzadkie. Złośliwi twierdzą wprawdzie, że główną przyczyną był fakt, że były
one nader skutecznie tępione przez powoływane do stymulowania rozwoju nauki
instytucje w rodzaju komitetów rozmaitego szczebla oraz CZEKA, które
nieedukowanych, nieprawomyślnych naukowców po prostu eliminowały, ale my
oczywiście im wiary nie dajemy. Jest to klasyczny przykład zgniłej
burżuazyjnej propagandy i każdy uczciwy CZEKista brzydzi się takimi
poglądami.

Narodziny nowego ustroju sprawiedliwości społecznej wygenerowały natychmiast
zapotrzebowanie na nowe, nieznane bandyckim burżujom, nauki. Władza radziecka
musiała przecież jakoś uzasadnić przyczyny, dla których dobrze jest zabrać
kułakowi świnię, zatłuc nieprawomyślnego robotnika, albo wysłać jakiegoś
przygłupa, inteligenta na Sybir. Powstające jak grzyby po deszczu nowe
instytucje partyjno-rządowe również potrzebowały nie tylko światłych i
wiernych (ze wskazaniem na wiernych) funkcjonariuszy, ale wytwarzały również
zapotrzebowanie na różne teorie ich funkcjonowania. Powstawały więc np.
teoria propagandy (jest oczywiste, że tylko burżuazyjny matoł mógłby to
rozumieć pejoratywnie), teoria partii, rozmaite teorie (nie)istnienia Boga,
czy wreszcie wszechogarniający wszystko naukowy komunizm. Wytworzyło to
oczywiście ogromne zapotrzebowanie na kadrę naukową zupełnie nowego typu.
Nowi badacze mieli zgodnie ze słowami Marksa nie tyle opisywać świat, co
właśnie go zmieniać. I zmieniali. Na studia przyjmowano wedle kryterium
pochodzenia. Było to wprawdzie trochę podobne do tego, co pewien kulawy
aryjczyk skwitował powiedzeniem "Und wer der Jude ist entscheide Ich",
funkcjonowało jednak w praktyce całkiem nieźle.

System miał jednak pewien drobny mankament. Otóż okazywało się niekiedy, że
cenni i zasłużeni aktywiści byli inteligentni na trochę inny sposób niż ich
mniej ideologicznie uświadomieni koledzy. Pojawił się więc podstawowy problem
co z takim na przykład inteligentnym inaczej sekretarzem zrobić. O tym, aby
przywrócić go jego naturalnemu środowisku, na przykład małej syberyjskiej
wiosce czy lumpenproletariackiej dzielnicy Petersburga, przepraszam
Leningradu, myśleć mogli tylko samobójcy. A tych w żadnym narodzie nie ma
zbyt wielu. Stworzono więc dla tych specjalnych ludzi równie specjalne
uczelnie. Te "uniwersytety inaczej" spełniać musiały wiele warunków, o
których przeciętny radziecki, nie mówiąc już o burżuazyjnym, "nie społeczny"
naukowiec nie miał bladego pojęcia. Kształconym w tych uczelniach kadrom
należało przecież zapewnić stosowne do ich potrzeb warunki i wymagać od
każdego wedle jego możliwości. Nie można więc było dopuścić, aby student
takiej uczelni przeżywał stresy typowe dla studenta np. Uniwersytetu
Moskiewskiego czy nie przymierzając jakiejś Getyngi. Należało zatem pytać go
z właściwym wyczuciem i rozumieć, że może on odpowiadać nieco inaczej niż nie
uświadomiony ideologicznie student zwykłej uczelni. Należało też utajnić
obrony prac magisterskich, doktorskich i habilitacyjnych (przepraszam
kandydackich i doktorskich), aby nie narażać "uczonego inaczej" na głupie
pytania pospólstwa i uchronić kraj przed szpiegiem, który mógłby na przykład
zapytać o to, czy Lenin przebywając w wiosce Dupowoje zrobił tam jedną kupkę,
czy też może więcej.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka