Dodaj do ulubionych

urodziłam w klinice w katowicach i jestem zachwyco

01.10.07, 13:06
WITAM WSZYSTKIE CIĘŻARÓWECZKI smile
15.09.2007 r. o godzinie 21.20 przyszła na świat moja śliczna
córeczka Lenka. Urodziła się duża bo 3950 gram i 55 cm. Nie byłoby w
tym raczej nic dziwnego, bo ciąża przeważnie kończy się porodem 
gdyby nie fakt jak ten poród wyglądał. Chcę się z Wami tym
podzielić, ponieważ nigdzie indziej na forach nie spotkałam się z
taką historią, z takim podejściem do rodzącej, z taką opieką, z
takim zaangażowaniem położnych, z takim komfortem itd itd. A cały
ten cud zaczął się tak...
...15.09. o 6 rano obudziły mnie dosyć mocne bóle brzucha. Ból był
do wytrzymania jednak regularny co 2 minuty. Starałam się być
dzielna i nie panikować. Zakodowałam sobie w główce, że panika do
niczego nie prowadzi, i że lepiej pojechać do szpitala później niż
za wcześnie. Pojechaliśmy wiec na KTG o 12,00, a tam jak ręką odjął.
Zero skurczy, zero bóli. Położna Sabina bo tak miała na imię śmiała
się, że się wystraszyłam i podświadomie odstraszyłam skurcze. Kazała
nam wracać do domku i przyjechać o 16,00 po uprzedniej kąpieli i
mocnej fusiastej kawie.
Momentalnie kiedy przekroczyliśmy z narzeczonym próg mieszkania bóle
wróciły tyle że silniejsze i dodatkowo od kręgosłupa. Sebastian bo
tak ma na imię narzeczony masował więc ile się dało kręgosłup, a ja
podskakiwałam jakbym weszła w mrowisko. Tylko to przynosiło mi ulgę.
Za radą położnej Sabiny wzięłam długą kąpiel i wypiłam mocną kawę.
O 16,00 zabraliśmy spakowaną torbę i pojechaliśmy rodzić. Byłam
przerażona. To mój pierwszy poród a należę do grupy panikar
pierwszego stopnia do tego zupełnie nieodpornych na ból. To co
zastałam jednak na miejscu przerosło moje najśmielsze oczekiwania.
Wiedziałam, że będzie inaczej bo 9 miesięcy chodziłam do tej kliniki
do lekarza prowadzącego. Widziałam że klinika ta różni się „NIECO”
od zwykłych szpitali. Wiedziałam że będzie wyjątkowo bo to nie
państwowy szpital ale prywatna klinika położniczo-ginekologiczna
ale w najśmielszych snach nie przypuszczałam że narodziny mojej
córeczki staną się najwspanialszym i najbardziej mistycznym
przeżyciem w moim życiu. Po zrobieniu mi lewatywy ok. 17.00
trafiliśmy do pokoju w którym zgaszono światła, zapalono świece, a z
radia wydobywała się muzyka. Wanna była pełna ciepłej wody. Przyszły
dwie położne Sabina i Kasia. Sabina przedstawiła się jako osoba
która poprowadzi mój poród. Kasię znałam wcześniej. Dostałam jej
numer gadu gadu od koleżanki która wcześniej rodziła w tej klinice.
Kasia mimo że nie miała wtedy być w pracy, gdy dowiedziała się ze
rodzę specjalnie przyjechała. Nigdy wcześniej jej tego nie
proponowałam. Po prostu się zjawiła. To otwarta i pozytywnie
nastawiona do świata i ludzi kobietka, która nad wszystko kocha
swoją pracę. Sabina z kolei to ciepła i troskliwa dziewczyna, która
swoim uporem i determinacją sprawiła, że wszystko w końcu się udało
i mimo że bolało okrutnie to swoją osobą dawała ogromne poczucie
bezpieczeństwa i ogromne wsparcie. A nie było łatwo. Ale po kolei...
Zobaczywszy wannę weszłam do niej i to było naprawdę coś. Ciepła
woda sprawiła, że skurcze osłabły na tyle abym mogła zregenerować
siły do dalszej walki. Od razu pragnę zaznaczyć że skurcze ( faza I
i II porodu) są spoko do wytrzymania przynajmniej jeśli chodzi o
mnie. Mimo wszystko jednak zdecydowałam się na znieczulenie
zewnątrzoponowe. I przynajmniej w moim przypadku to był błąd. Moje
wyobrażenie o znieczuleniu było takie, że gdy już się je otrzyma to
ból minie i do końca porodu będzie już bezboleśnie i w ogóle jak w
raju. Byłam baaardzo naiwna  Prawda bowiem okazała się zupełnie
inna. Znieczulenie spowodowało że rozwarcie stanęło w miejscu i
działało tylko 1,5 godziny. Aby przyspieszyć rozwarcie podano mi
oksytocynę która zaczęła działać kiedy przestało działać
znieczulenie. Bóle wywołane oksytocyną były diabelnie mocne i był
moment że myślałam że będę chodzić po ścianie. Momentami zdawało mi
się że nadszedł mój koniec i że niebawem umrę. Mój narzeczony był
jednak silniejszy ode mnie i ciągle krzyczał żebym była silna żebym
się nie poddawała. Skakałam więc na piłce, leżałam w ciepłej wodzie.
Na szczęście trwało to niedługo bo szybko okazało się ze mam
wymagane do porodu rozwarcie i że za chwile zacznę rodzić. Nagle
wokół mnie znalazło się 7 osób. Mój narzeczony trzymał mnie za lewą
rękę, pani anestezjolog za prawą rękę, dwie położne Sabina i Kasia
przy kroczu i druga pani anestezjolog z boku, pediatra za mną i
lekarz prowadzący z doskoku  (jeśli kogos pominęłam to z góry
przepraszamwink. Zaczęły się bóle parte i jak dla mnie one były
najgorsze. Lenka miała niespełna 4 kg i nie umiałam jej zwyczajnie z
siebie wypchnąć. Sabina pomagała jak tylko umiała, Kasia
krzyczała „Go Lena go” jednak ja już po prostu nie miałam siły aby
przeć na tyle mocno, żeby Lenka wyszła. Wtedy Sabina poprosiła żebym
zeszła z łóżka i kucnęła na ziemi. Złapała mnie pod ramiona, a
dłońmi rozszerzyła nogi. Napierając całym ciężarem swojego ciała na
moje plecy poleciła żebym zaczęła przeć. Ta pozycja wertykalna
spowodowała że moja kruszyna zeszła niżej. I wtedy w radiu
usłyszałam piosenkę. Naszą piosenkę tzn moją i Sebastiana. Piosenkę
z czasów kiedy się poznaliśmy sprzed 12 laty. Czyż to nie cud? 
Nie miałam nawet siły żeby na niego spojrzeć i upewnić się że i on
ją słyszy, ale poczułam w sobie jakąś niezwykłą moc. Gdzieś w sobie
podjęłam decyzję, że teraz się uda, że za chwilę urodzę. Po kilku
takich parciach w pozycji wertykalnej wróciłam na łóżko i po paru
mocnych pchnięciach oraz pomocy lekarza prowadzącego w postaci
delikatnego nacięcia Lenka wyskoczyła (nacięcie NIC nie boli).
W momencie jak tylko wyszła i położono mi ją na brzuchu cała trauma
i ból porodowy minął. Mała zachłysnęła się wodami płodowymi i
musiano mi ją na godzinę zabrać aby oczyścić jej drogi oddechowe. W
radiu ciągle jeszcze brzmiała TA piosenka kiedy położono mi Lenkę na
brzuszku. Popłynęły łzy szczęścia. Sebastian do dzisiaj twierdzi, że
to był najwspanialszy moment jego życia i że mimo że powinien być
wtedy na meczu (jest piłkarzem) to żaden mecz, żaden puchar i żadna
ilość zdobytych bramek nie byłaby w stanie uczynić go tak
szczęśliwym jak fakt że mógł brać udział w czymś tak niezwykłym jak
przyjście na świat jego córeczki. W jednej z gazet ukazał się nawet
artykuł zatytułowany „Na porodówkę zamiast na mecz”  Kiedy Pan
doktor później mnie szył (szycie również NIC nie boli, lekarz podaje
bowiem znieczulenie miejscowe) byłam już na tyle przytomna i pełna
sił, że prowadziliśmy konwersacje na tematy związane z wychowaniem
dzieci. Musiało to śmiesznie wyglądać dla kogoś z boku. Kobieta z
rozwalonymi na za piętnaście trzecia nogami a w jej kroczu facet
(przystojny facet wink z igłą i nitką i ich swobodna konwersacja hihi.
Ok. godziny 24,00 przewieziono mnie do mojego pokoju. Pokój
jednoosobowy z łazienką i telewizorem plazmowym oraz sterowanym na
pilota łóżkiem. I tu znowu spotkała nas przemiła niespodzianka.
Położne Sabina i Kasia przywiozły również łóżko dla Sebastiana
żebyśmy mogli spać razem i żeby Sebastian nie musiał wracać do domu.
Lenka została na noc z położnymi żebyśmy mogli się wyspać i
odpocząć. Pamiętam że rozmawialiśmy do 3 w nocy zanim usnęliśmy. W
sumie na Łubinowej w Katowicach spędziliśmy 4 dni. 4 ponieważ
okazało się że mała ma żółtaczkę. Przez całe te 4 dni Sebastian spał
tam ze mną. Można powiedzieć że przez 4 dni mieszkaliśmy w klinice.
Jedzenie jakie nam serwowano było wyśmienite. Wszystko z myślą o
matkach karmiących. Codziennie moją kruszynę oglądał i badał
doskonały pediatra. Jeśli sobie życzyliśmy to mogliśmy dzidziusia
oddać na część nocy położnym aby się przespać. Myślę że nawet gdybym
zdecydowała się na poród w domu to takiej atmosfery j
Obserwuj wątek
    • patrycja22wiosny Re: urodziłam w klinice w katowicach i jestem zac 03.10.07, 14:19
      gratuluję i życzę wam wszystkiego najlepszego.

      napisz jeszcze ile was kosztował ten komfort?
    • iska76 Re: urodziłam w klinice w katowicach i jestem zac 03.10.07, 20:15
      Super opowiadanie. A można spytać ile taki luxus kosztuje ?
      • ulkadabrowska Re: urodziłam w klinice w katowicach i jestem zac 06.10.07, 17:47
        To ja dałam Jagodziance ten nr gg położnej Kasi smile
        A te wszystkie cuda i luksusy nie kosztują nic a nic smile (no... może poza
        znieczuleniem, ale tak chyba jest wszędzie - 500zł). Klinika ma podpisany
        kontrakt z NFZ. Polecam: www.narodziny.com.pl
        I chociaż ja byłam w podwójnej sali a kiedy na świat przychodził mój synek to
        były jeszcze cztery inne rodzące i wanny, piłki oraz świeczek nawet nie
        widziałam na oczy to i tak było przecudownie i bardzo rodzinnie
        • jagodzianka29 Re: urodziłam w klinice w katowicach i jestem zac 07.10.07, 11:14
          czesc Uluś wink Miło cię spotkać na kolejnym forum hihi. Tak to prawda
          ogolnie poród nic nie kosztuje, wszystko refunduje NFZ. Ja płaciłam
          500 zl za znieczulenie oraz 500 zł za pojedynczą sale bo taką sobie
          zażyczyliśmy. Dwójki nic nie kosztują, a czesto leży się tam również
          samej jak nie ma nawału pacjentek. Opieka wyśmienita. Jedzenie
          przepyszne. Naprawde nie ma sie do czego doczepic. Pozdrawiam i
          zycze milej niedzieli.
    • mama-smyka Re: urodziłam w klinice w katowicach i jestem zac 16.10.07, 12:36
      Ktoś Ci płaci za wklejanie tego tekstu gdzie tylko się da?
      • jagodzianka29 Re: urodziłam w klinice w katowicach i jestem zac 16.10.07, 14:25
        nie. po prostu uwazam ze to co dobre należy reklamowac. rodziłam tam
        miesiac temu i jestem b zadowolona. moja kruszyna zahłysnela sie
        wodami i miala zółtaczkę i zajęli sie nią bardzo fachowo.
        postanowilam sobie ze jak najwiecej osób kobiet ciężarnych powinno
        miec takie wspaniałe odczucia z porodu jak ja a nie jak z zażynania
        świni dlatego napisalam ten post w kilku kopiach. skoro tak cie to
        razi to NIE CZYTAJ. A i jeszcze jedno ktos ci płaci za
        antyreklamowanie tej kliniki?? Tak mi sie nasuwa że pewnie jestes ze
        środowiska panstwowej medycyny którą strasznie boli ze tak sie
        dobrze klinika przyjęła bo tracą pacjentki, które skuszone godną
        forma narodzin wybierają komfort a nie chamskie traktowanie.
        Pozdrawiam.
        • mama-smyka Re: urodziłam w klinice w katowicach i jestem zac 16.10.07, 14:41
          Hihi, bynajmniej. smile
          Ja mam po prostu dość siedzenia cicho i przyglądania się jak ten
          człowiek krzywdzi kolejne dziewczyny.
          Przeczytałaś mój post w drugim wątku o Łubonowej? Moją odpowiedź?
          Rozumiesz to?
          Nie mogę nie czytać, bo gdy widzę w tytule jego nazwisko albo nazwę
          tego szpitala, to mnie aż skręca.
          Nie boli mnie jego szpital, wręcz przeciwnie, mocno mu dopingowałam,
          bo z tym zamiarem nosił sie od paru ładnych lat.
          Uważam, że to świetne miejsce, świetny pomysł, tylko że ten pan nie
          powienien leczyć ludzi a najbardziej boli mnie bezsilność.
          Nikt nie uwierzy, dopóki nie będzie to jego dotyczyć, tylko że wtedy
          może być za późno.
          No nic, może niepotrzebnie sie odezwałam, może trzeba było poczekać
          aż ktoś inny opisze pierwszy swoje 'przygody' z tym lekarzem.
          Nieważne.
          Ja dziś się cieszę (chociaż nadal mam ogromny żal za zniszczenie
          zdrowia, bo można było zapobiec niedoczynności), bo znalazłam w
          końcu lekarza-pasjonatę, lekarza z powołania.
          I nie napiszę nazwiska, żeby nie było, że on mi 'płaci', by
          oczerniać konkurencię, bo naprawdę nie o to chodzi.
          • dorotadu Re: urodziłam w klinice w katowicach i jestem zac 16.10.07, 16:19
            możesz podac link do Twojej wcześmiejszej wypowiedzi - zastanawiam
            się nad Łubinową i wole znac wszystkie za i przeciw
    • mama-smyka Re: urodziłam w klinice w katowicach i jestem zac 16.10.07, 15:23
      Nie chce ciągnąć tej rozmowy, odkąd przeczytałam Twój post chodzę
      strasznie poddenerwowana a to teraz ostatnia rzecz, której
      potrzebuję.
      Nie chciałam napaść na Ciebie i rozumiem, że pacjentki pana dr są z
      niego zadowolone, bo sama byłam.
      Kiedy czytałam złą opinie o nim w wątku 'czarna lista ginekologów'
      to sama przed sobą go tłumaczyłam, choć nie znałam sprawy.
      Uważałam, że mógł się pomylić i że mnie to nie dotyczy.
      Pewnie Ty/WY też tak teraz myślicie.

      Wysłałam prośbę o usunięcie moich postów zaraz po ich napisaniu, bo
      wiedziałam, że będę tego żałować, że wdam się w rozmowę, zacznę
      wszystko wspominać.
      Jesli ktoś chce zapytać o coś konkretnego, to zapraszam na priv, na
      maila, oczywiście odpowiem, ale tutaj nie chcę się wicej wypowiadać,
      niepotrzebnie uległam swoim emocjom.
      • jagodzianka29 Re: urodziłam w klinice w katowicach i jestem zac 16.10.07, 16:34
        mimo wszystko bardzo cie prosze napisz cos wiecej
        podaje moje gg 207 80 46
        nie moge cie zmusic zebys mi napisala co sie stalo ale jesli
        faktycznie ten lekarz jest na jakiejs czarnej liscie lub zawinil nie
        pierwszy raz to powinnismy o tym wiedziec..
        • il-wika Re: urodziłam w klinice w katowicach i jestem zac 23.10.07, 11:11
          Też bym chciała wiedzieć , pisałam już gdzie indziej na ten
          temat.Mam rodzić w grudniu. Mam nadzieje że nie chodzi o doktora Ś.
          pozdrawiam
        • il-wika Re: urodziłam w klinice w katowicach i jestem zac 23.10.07, 11:11
          Też bym chciała wiedzieć , pisałam już gdzie indziej na ten
          temat.Mam rodzić w grudniu. Mam nadzieje że nie chodzi o doktora Ś.
          pozdrawiam
    • monik_a_23 Re: urodziłam w klinice w katowicach i jestem zac 25.10.07, 15:23
      cześć.Ja też tam rodziłam i popieram. Atmosfera jaka tam panuje i wszystko wokół jest zachęcające. Ja miałam cesarke planowaną bo moją córcia Amelia była w położeniu pośladkowym. W szpitalu znalazłam się 31.07 o 19:00 a 1.08 o 8:45 przyszła na świat moja córeczka. Jak miałabym jeszcze raz rodzić to tylko tam. Pozdrawiam.
    • olivierek7 Re: urodziłam w klinice w katowicach i jestem zac 10.01.08, 20:18
      właśnie przeczytałam te posty, jak o w końcu jest z tą kliniką. Mam rodzic w
      lutym, mój lekarz dr K pracuje w klinice, mam miec cesarkę bo pierwszy poród
      był bardzo ciężki. Czy naprawdę to wszystko nic nie kosztuje? Jestem normalną
      dziewczyną i nie mam na tyle kasy aby każdemu lekarzowi i anestezjologowi
      płacic. Co do właścicieli kliniki słyszałam niezbyt pochlebne opinie - no chyba
      że masz pieniążki. Proszę o odpowiedź bo jestem w strachu...
      • monik_a_23 Re: urodziłam w klinice w katowicach i jestem zac 11.01.08, 08:40
        Witam. Niestety zmartwie Cię ponieważ, ja rówiez miałam cesarkę i musiałam płaćić 400 lub 500zł za znieczulenie (niepamiętam dokładnie, to było pół roku temu), za nic więcej się nie płaci ale za to trzeba. Opieka wporządku, ja jestem zadowolona.
        • gajonka80 20.12 miałam cesarkę 14.01.08, 11:32
          i absolutnie za nic nie zapłaciłam. Zdecydowanie polecam ten
          szpital! Mam porównanie bo pierwsze cc było w CSK w Ligocie i... nie
          ma porównania!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka