swarozyc
17.01.03, 12:32
Po początkowym srogim ucisku Austria przyznała oderwanej od
Rzeczypospolitej Małopolsce szeroką autonomię. W roku 1866 zaczął działać
sejm galicyjski z siedzibą we Lwowie. Polakatolik odzyskał bardzo znaczny
wpływ na rządy we własnym kraju. Polityka wewnętrzna, administracja,
szkolnictwo, życie kulturalne, społeczne i gospodarcze znalazło się znów w
rękach szlachty. Tym się tłumaczy, dlaczego kraj, w którym nadal utrzymywał
się na widowni bohater czasów saskich, polakatolik, pozostał krajem nędzy.
Nie Poznańskiego, ani Królestwa Kongresowego, ale właśnie "Nędzę Galicji"
opisał Szczepanowski: "Formy rządu polskie, język polski, możliwość dana
pracy swobodnej, a niedołęstwo, bałamuctwo i nieradność na wszystkich
szczeblach życia publicznego. (...) Przeciętny Galicjanin pracuje za ćwierć
a je za pół człowieka". Według Szczepanowskiego, za jego czasów umierało w
Galicji z nędzy 55.000 ludzi rocznie! Równie nędznie jak gospodarstwo
przedstawiała się w Galicji oświata, pozostawiona przez rząd zaborczy we
władaniu autonomicznych władz szkolnych. Wyniki zestawił Aleksander
Świętochowski następująco: "W Czechach, posiadających o jeden milion ludność
mniejszą było ( w 1901) 17.900 klas ludowych, w Galicji 8.668. W Czechach
szkół jednoklasowych 19%, w Galicji 67,6%. W Czechach dzieci pozbawionych
nauki czytania 174, w Galicji 278.946. W Czechach całodzienna nauka odbywała
się w 5.023 szkołach, w Galicji w 274. W Czechach analfabetów (powyżej 6
lat) było 4,70 na 100, w Galicji 67,74. Ze wszystkich prowincji austriackich
Galicja stała w oświacie najniżej: A przecież posiadała autonomię, sejm i
rząd krajowy". Właśnie dlatego. W tym rządzie, w tym sejmie kwitły w
najlepsze, na progu XX wieku, rodzime tradycje z czasów księdza Baki. Na
sejmie w roku 1887 w czasie obrad o przymusie szkolnym, wystąpił poseł Paweł
Popiel: "Przymus szkolny to potworność. Ustawa, która ustawowo zmusza
człowieka do kształcenia się, prowadzi do socjalizmu. Szkoła powinna być
wyznaniowa i ograniczona w nauce. Nauki przyrodnicze i literatura podkopują
spokój ludności, wydzierają łaskę Boga i żywot wieczny. Nauczyciel duchowny
lepszy będzie niż świecki. W seminariach nauczycielskich powinni kandydatów
mniej uczyć. Kandydat z miernym uzdolnieniem będzie najlepszym
nauczycielem". Na tymże sejmie prawił poseł hr. Stadnicki: "Wolimy zakładać
skromne ochronki pod kierownictwem prostych sióstr służebniczek, niż mieć u
siebie szkoły ludowe pospolite, obawiając się trucizny, które one w
dzieciach wiejskich zaszczepiają. Dziecko ludu pod wpływem szkoły traci
prostotę chłopa a nie nabywa cywilizacji, traci rozsądek a nie nabywa
wiadomości; traci na nieszczęście bardzo często i wiarę".
Nic przeto dziwnego, że uchwała sejmowa z roku 1895 zalecała, by seminaria
dla nauczycieli ludowych posiadały: "mniejszy, więcej praktyczny plan nauk i
połączone były z klasztorami męskimi, w których zakonnicy udzielaliby
kandydatom stosownej nauki i wpływali w kierunku moralnym na ich przyszły
zawód i stanowisko".
Na zakończenie, jeszcze jeden fragment mowy posła Torosiewiczata wygłoszonej
na sejmie w roku 1899: "Nie jest zamiarem naszym, tworzyć malkontentów,
którzy stają się ciężarem dla kraju. I na to wydawać miliony! Z tych więc
powodów nie należy przeuczać naszych dzieci w szkołach, przede wszystkim
należy je wychowywać religijnie, a do zwykłej nauki nie potrzeba uczonych
pedagogów, którzy stawiają wielkie wymagania i żądają zapłaty".37
Jak widzimy, brakuje jedynie wołania expressis verbis o jezuitów, a
mielibyśmy kubek w kubek instrukcje sejmików w sprawach szkolnictwa,
instrukcje z roku 1790. Takie były poglądy i takie rządy tych, co ocaleli
spod noża i piły rabacji. Nie wyrzucali oni swoich milionów na oświatę.
Według świadectwa Szczepanowskiego z roku 1879, Galicja wydawała na wódkę,
piwo i wino 36-40 milionów, na całe zaś szkolnictwo krajowe - 8 milionów
rocznie, czyli pięć razy mniej. Galicję lat 1866 - 1918 można uważać za
miniaturę osiemnastowiecznej I Rzplitej, z tym, że ingerencji obcej w
wewnętrzne życie kraju, takiej jak ongiś Durinich, Repninów, Stackelbergów,
Archettich, nie było. Swobody w zaborze austriackim były tym większe a ich
niewykorzystanie tym bardziej potępienia godne, że ministrami Austrii bywali
Polacy, że premierem rządu w Wiedniu w latach 1895 - 1897 był Polak,
Kazimierz Badeni, że w austriackim parlamencie ponad 1/5 składu stanowili
posłowie z Galicji, a liczba urzędników Polaków w centralnej administracji w
Wiedniu dochodziła do 8%. Patrzył na to wszystko Szczepanowski i gorzkie
snuł refleksje. Przerażający kontrast pomiędzy tym, co oglądał za granicą a
potworną nędzą galicyjską stał się dla niego bodźcem w jego syzyfowych
wysiłkach poruszenia stojących wód polskiego życia. Pełne tragizmu są te
wysiłki, ślepe porywy nieprzeciętnego umysłu, który, choć widział jasno
polską rzeczywistość, do jej zatrutych źródeł dokopać się nie umiał. Umysł,
który stać było na trzeźwe porównanie życia krajów niekatolickich z nędzą
krajów skatoliczonych, cofa się jednak przed wyciągnięciem logicznego
wniosku. Na drodze do takiego wniosku stanął mur absolutu świadomości
narodowej i muru tego Szczepanowski przebić nie zdołał. Pomimo wszystko, do
czego w swych przemyśleniach doszedł, Szczepanowski nie może sobie wyobrazić
Polski bez katolicyzmu:
"Polska więc będzie katolicką i będzie w przyszłości dzieliła losy
katolicyzmu, tak samo jak je dzieliła w przeszłości. A te losy straszne są
od trzech wieków, od chwili, w której powstała Reformacja i dojrzała
rewolucja. Gdy patrzymy na to, co się od tego czasu dzieje z narodami
katolickimi, to serce się ściska i strach przejmuje na myśl, że my do nich
należymy - należeć musimy. Gdyby przyszłość nie miała być lepszą od
przeszłości, to los taki promienia nadziei lepszego bytu nie zostawiłby. Bo
w tym okresie narody katolickie żyją jakby pod klątwą bożą, wydziedziczone
od wszelkich nabytków postępu i cywilizacji, tym bardziej upośledzone, im
wyłączniej są katolickimi ". Wieś galicyjska tonęła w wulgarnym
katolicyzmie. Pamiętniki Wincentego Witosa stanowią najbardziej miarodajny w
tym względzie dokument. Klerykalizm panoszył się w życiu kulturalnym kraju.
Na otwarcie roku akademickiego 1885 na uniwersytecie lwowskim wykład
inauguracyjny miał prof. Benedykt Dybowski, zoolog, niepodległościowiec,
znany darwinista. Obecni przedstawiciele episkopatu w pewnej chwili
ostentacyjnie opuścili aulę.