jusiagra
26.04.05, 16:07
Wracamy od gastrologa dzieciecego bo moje dziecko od dłuzszego
czasu robi niesamowita ilość kup. Jakos od początku byłam sceptycznie
nastwaiona do tej wizyty cos mi mowiło ze i tak sie nie dowiem i odwlekałam
ja ciagle no ale nadszedł dzień . I tak na sam poczatek poradnia znajduje sie
w
przychodni przyszpitalnej Szpitala Wojewódzkiego w Gdańsku budynek gorzej niz
obleśny cos na wzór meliny pijackiej dosłownie (az wstyd to ma byc
specjalistyczna przychodnia wojewódzka i to przy samym Urzedzie Miasta) to
jest nic gabinet znajduje sie na drugim pietrze ale schodów to tam tyle jakby
pietro było co najmniej 5 pietro windy oczywiscie żadnej dobrze ze wózka nie
miałam ze sobą. Przed gabinetem tłumy pytam kto ostatni a ludzie na to ze
lekarz sam wzywa dobre nie? i takim to sposobem przesiedziałam na poczekalni
2,5 godziny jeszcze takiej bzdury to nie widziałam ludzie którzy przyszli
jeszcze wczesniej niz ja siedzieli a inni którzy ledwo co weszli byli odrazu
wyczytywani (zapomniałam wspomniec ze nie było ustalonych konkretnych godzin
przyjec na poszczególnego pacjenta) weszłam dziecko zostało zmierzone ,
zwazone,
pan doktor pyta czy miał robione badania kału ja ze nie wiec doktor
powiedział ze musze isc do rodzinnego po skierowania na wymienione badania
kału które wypisał na kartce i przyjsc za miesiac. Wkurzona na maksa ide do
lekarza rodzinego (spory kawałek do mojej przychodni z prawie śpiacym juz na
maksa synem na rekach) a ten ze musi sie skonsultowac z kierownikiem
przychodni czy takowe skierowania moze dac bo wg niego tylko 2 sposrod
wymienionych sa w jego kompetencji , wraca za jakies 15 minut i mówi ze na
decycje mam czekac jeszce 1/2 godzinki bo musza sie skonsultowac z NFZ,
spojrzałam na mojego umęczonego synka i wyszłam powiedziałam ze zgłosze sie
jutro bo dzis juz nie mam na nich sił. I taka to paranoja która sie z wami
chciałam podzielic