agagrusz
13.08.07, 10:40
Wiecie, jak czytam niektóre wątki na tym forum, to się bardzo
cieszę, że mnie to na szczęście nie dotyczy. Nie rozumiem jak ktoś
może mieć radochę z tego, że pojedzie do ślubu limuzyną, albo kupi
sobie kieckę za dwa tysiące, albo zaprosi 130 osób, albo bawi się w
te wszystkie obrządki typu - pierwszy taniec, oczepiny i cały ten
cyrk. Byłam na kilku ślubach i muszę wam powiedzieć, że to najgorszy
typ imprez. Przynajmniej dla mnie.
Sama niedlugo biorę ślub, ale skromny - przynajmniej w dzisiejszym
pojęciu tej imprezy - w urzędzie, a potem obiad dla najblizszych i
do domu.
Naprawdę cieszy was ta cała szopka? I robienie tego, co wypada, co
należy, bo tak trzeba? Naprawde jest to wasz najwspanialszy dzień w
zyciu?? Czy może tylko chęć "pokazania się" ?
Moim zdaniem ślub to jest święto przede wszystkim tych dwóch osób,
które się kochają i chcą się związać na resztę życia. A wydaje mi
się, że znakomita większość ludzi robi z tego przede wszystkim
imprezę dla rodziny i znajomych, a na końcu dopiero ( o ile w ogóle)
jest refleksja na temat istoty ślubu.
Myślicie, że jak wydacie na jeden wieczór 20 czy t30 tysięcy złotych
sprawi, że ktoś was bardziej polubi, że ktoś was będzie bardziej
szanował, albo że będziecie żyć długo i szczęśliwie?