wikea
04.06.09, 18:12
Godzinę temu zadzwonił do mnie mąż i po tym co mi powiedział, do tej pory nie
mogę dojść do siebie. Zeby jednak cała sprawa była dla Was bardziej oczywista
muszę wyjaśnić kilka faktów.
Mieszkam wspólnie z mężem od lutego 2008, ślub cywilny wzięliśmy w maju 2008.
Zameldowani jesteśmy w innych miejscach, w dwóch różnych dzielnicach. Obecnie
jesteśmy niecałe 3 miesiące przed ślubem kościelnym i zbieramy całą
dokumentację potrzebną na zapowiedzi itp. W międzyczasie doczekaliśmy się
córeczki, która dla kościoła, wiadomo, jest z nieprawego łoża. Wspominałam we
wcześniejszych wątkach, że córcia jest wcześniaczkiem i dlatego też
zdecydowaliśmy się na chrzest od razu po urodzeniu. W szpitalu ksiądz
ochrzcił ją jedynie z wody, teraz pozostało nam tzw dopełnienie chrztu, które
de facto chcemy połączyć z naszym ślubem. Tu oczywiście pojawił się problem. W
mojej parafii księża nie byli zachwyceni pomysłem podwójnej ceremonii, a i do
znudzenia powtarzali, że mąż (choć, oni ganili mnie za takie określenie dość
ostro, bo przecież dla mnie to tylko konkubent ;/) powinien się ode mnie
wyprowadzić jak najszybciej. Nie pomogły moje tłumaczenia, że córeczka jest
mała, że rodzi się więź między dzieckiem a tatą, że mi też jest potrzebny, bo
psychika mi trochę po tym wcześniejszym rozwiązaniu padła, że przecież chcemy
wziąc ślub kościelny i jesteśmy w trakcie przygotowań. Takie podejście księży,
jak i fakt, że mężowi w ogóle ten kościól nie przypadł do gustu, podjęliśmy
decyzję o ślubie w innym kościele. I tu właściwie zaczyna się cała akjca
dzisiejszego dnia. Mąż podjechał dzisiaj do swojej parafii po licencje, z
Waszych doświadczeń wiedzieliśmy bowiem, że łatwiej i taniej ją dostać w
parafii Pana Młodego. Powiedział o co chodzi i tu szok. Usłyszał: ale Pan nie
jest parafianinem tego kościoła, Pan przynależy pod parafię...i tu wymienił
nazwę i adres mojej. SZOK!!!! Jakby tego było mało, został skreślony równo 3
miesiące po tym jak się do mnie przeprowadził.Zastanawiam się skąd oni to
wiedzą. Nie przyjmowałam w tym roku księdza po kolędzie, sama nigdzie też tego
nie zgłaszałam, mąż także. Tak jak wspomniałam, meldunek też nie ma tu nic do
rzeczy. SKAD ONI TO WIEDZA? Powiecie, ze przeginam, ale poczułam się jak w
Państwie policyjnym.
Teraz tylko boję się, że "nasz" Proboszcz albo nie da nam tej licencji, albo
skasuje za nią tak, jak już kiedyś tu wspominała jedna dziewczyna. I
pomyśleć,że pól godziny wcześniej odebrałam paczkę z naszymi zaproszeniami.
Eh.