Dodaj do ulubionych

"Streafa 1000 tuneli"-artykuł

21.12.08, 10:28
"Za 3000 dolarów egipscy Beduini szmuglowali mnie do zamkniętej
Strefy Gazy. Podziemnym tunelem pod granicą z Egiptem.

I love Israel! - śmieje się Abu Mażdi. Wygląda dokładnie tak, jak
powinien wyglądać arabski mafioso. Od mafiosa włoskiego, jakiego
znamy z filmów, różni się kilkoma szczegółami: zamiast garnituru
nosi dżinsy i złote, a nie czarne, okulary. Jest też bardziej
wylewny. - Gdyby Izrael nie zrobił ze Strefy Gazy największego
więzienia świata, byłbym pewnie jednym z wielu klepiących biedę
egipskich Beduinów. A tak zostałem biznesmenem i jestem bogaty. A za
rok będę bardzo bogaty

Czarne audi A6 z ciemnymi szybami, w którym siedzimy, również pasuje
do mafijnych klimatów. Z przodu w telewizorze lekko roznegliżowane
gwiazdy egipskiego popu wyginają swoje gibkie ciała, nieustannie
zawodząc "habibi, habibi". To mocno nadużywane przez arabskich
tekściarzy słowo oznacza "kochany". - Już niedługo wymienię A6 na
A8 - mówi Abu Mażdi, jakby się usprawiedliwiał.
Pamiętam, kiedy tu był Izrael - wraca do ulubionego wątku.
Rozmawiamy w mieście Rafah na półwyspie Synaj, na granicy Egiptu i
Strefy Gazy; Izraelczycy zajęli Synaj w wojnie sześciodniowej 1967
roku, a oddali go Egiptowi

15 lat później. - W czasach izraelskich w szpita-lach leczyli, a nie
zarażali żółtaczką jak teraz. Byłem wtedy małym dzieckiem i uwierz
mi: izraelskie mleko w proszku było pyszne! Egipskie mleko, które
daję swoim dzieciom, to shit.

Jeszcze kilka minut i przechodzimy do kwestii zasadniczej: czy, jak
i za ile Abu Mażdi zgodzi się przeszmuglować mnie z Egiptu do Strefy
Gazy swoim podziemnym tunelem. Jednym z prawie tysiąca tuneli, które
wykopali pod granicą przemytnicy.

Abu Mażdi chce 3000 dolarów. Waham się. A raczej udaję, że się
waham, bo decyzję podjąłem już dawno.

Największe więzienie na świecie

Abu Mażdi trochę przesadza, przypisując swoje bogactwo wyłącznie
Izraelowi. Dużo zawdzięcza także muzułmańskiemu Hamasowi, który
rządzi w Strefie Gazy.

Hamas jest największą grupą palestyńską, która wciąż walczy z
Izraelem. Konkurencyjna partia Fatah, założona przez Jasera Arafata,
zgodziła się zrezygnować z przemocy i zaangażowała się w negocjacje
pokojowe, które już od ponad dziesięciu lat absolutnie nic nie
przyniosły.

Kiedy Fatah z Izraelem prowadził rozmowy, Hamas wysyłał ze swojego
matecznika w Gazie fanatyków, którzy wysadzali się w autobusach,
hotelach i centrach handlowych Tel Awiwu, Jerozolimy i Ejlatu. W
tych zamachach zginęło około 500 Izraelczyków.

Dlatego Izrael postanowił odizolować Gazę - w końcu malutki pasek
lądu wzdłuż Morza Śródziemnego. Granicę otoczono drutem kolczastym
lub murem. W 2005 roku Izrael wycofał stąd wszystkich swoich
żołnierzy i osadników.

Nie mógł jednak całkowicie odciąć enklawy, zamknąć jej na cztery
spusty, ponieważ przez 38 lat okupacji całkowicie ją od siebie
uzależnił. Dlatego prąd, benzyna i żywność - opłacane przez Unię
Europejską i ONZ - dalej płyną tam z Izraela, inaczej półtora
miliona ludzi czekałaby śmierć głodowa.

Twoja sytuacja jest bardzo poważna!

Jeśli Izraelczycy kogokolwiek wpuszczają do Gazy, to tylko
zagranicznych dziennikarzy i działaczy humanitarnych. Jednak od razu
traktują ich jako podejrzanych.

- Dlaczego chcesz odwiedzić terrorystów z Gazy? - pyta policjantka
na lotnisku Ben Guriona, kiedy o czwartej rano wysiadam z samolotu z
Warszawy.

- Chcę zrobić reportaż o przemycie w tune-lach do Egiptu - mówię,
prowokując lawinę pytań, poczynając od zrozumiałych, poprzez
dziwaczne i niestosowne, a kończąc na kompletnie idiotycznych.

Od kiedy jesteś dziennikarzem?

Co studiowałeś?

Jakie kraje odwiedzałeś wcześniej?


Co robiłeś w Iraku?

A co podczas poprzedniej wizyty w Gazie?

Czy byłeś zaangażowany w działalność terrorystyczną lub niezgodną z
prawem Izraela?

Czy masz dziewczynę?

Od jak dawna się znacie?

Czy w Iraku i Gazie masz jakichś znajomych lub przyjaciół?

Podaj nam ich nazwiska i numery telefonów! Nie chcesz podać?
Dlaczego?

Wreszcie: co sądzisz o żydowskich osadnikach w Judei i Samarii? (Tak
Izraelczycy nazywają palestyński Zachodni Brzeg Jordanu, który
okupują od 1967 roku).

- Sądzę, że żydowskie osiedla są złem i trzeba je rozebrać - mówię.

- Kogo popierasz w palestyńskim konflikcie zbrojnym Hamasu z
Fatahem? - to pytanie wydaje mi się już zbyt absurdalne.

- Jestem z Polski i popieram wojsko polskie - odpowiadam i wybucham
śmiechem.

- Nie wiem, czemu się śmiejesz. Twoja sytuacja jest bardzo poważna! -
grozi policjantka. Ale po trzech godzinach maglowania puszcza mnie
wolno.
Gaza odpala rakiety i kopie

Przeciętny mieszkaniec Gazy nic nie robi, tylko siedzi w domu, gapi
się w telewizor i przeklina Izrael, Hamas oraz cały świat (nie
wyłączając Unii Europejskiej i ONZ, które płacą mu za prąd i
jedzenie).

- Nawet nie wiesz, jakie to dla człowieka zabójcze: wiedzieć, że
każdy następny dzień, aż do śmierci, będzie taki sam jak poprzednie -
mówi mi stary znajomy, tłumacz. - Czasem myślę, że zamiast tak żyć,
już lepiej opasać się trotylem i wysadzić...

Większość ludzi nie pracuje, bo farmy i fabryki trzeba było
pozamykać. Nędza wygląda z każdego kąta, szczególnie w tzw. obozach
uchodźców, gdzie żyją potomkowie Palestyńczyków, którzy uciekli z
rodzinnych domów po powstaniu Izraela. Poczucie bezradności i
krzywdy sprzed 60 lat jest wciąż sensem ich życia, pielęgnowanym i
przekazywanym dzieciom.

Są jednak wśród mieszkańców Gazy dwie grupy ludzi, które nie
utraciły nadziei i do czegoś dążą.

Pierwsza to bojownicy Hamasu, którzy koncentrują się na odpalaniu
prymitywnych rakiet domowej roboty na Izrael. Rakiety spadają
najczęściej na przygraniczne, głównie pustynne tereny. W tym roku
wystrzelono ich już ponad tysiąc, zabiły dwóch Izraelczyków.

Druga grupa to kopacze tuneli do Egiptu.

Pionierskie tunele powstawały już w latach 80., służyły wtedy
wyłącznie do szmuglowania broni dla palestyńskich grup zbrojnych.
Kiedy żołnierze izraelscy byli jeszcze w Gazie, szukali tuneli i je
niszczyli.


Na skalę przemysłową tunele zaczęto kopać dwa lata temu. Hamas,
który przejął władzę w Gazie po wycofaniu się Izraelczyków,
oficjalnie do tego zachęca. Palestyńskich przemytników, dawniej
uważanych za gangsterów, zaczęto przedstawiać jako bohaterów
narodowych, którzy walczą z izraelską blokadą i dostarczają ludziom
niezbędnych do normalnego życia produktów: żywności, benzyny,
lekarstw."


--
Forum dla Egiptomaniaków, bez cenzury
www.fauna.rsl.pl/
Obserwuj wątek
    • iberia.pl Re: "Streafa 1000 tuneli"-artykuł 21.12.08, 10:29
      "Nie wylewam łez po dziennikarzach

      Na początku listopada z Gazy poleciały rakiety i enklawa została
      całkowicie zamknięta. ONZ alarmował, że jego magazyny z żywnością,
      odcięte od dostaw, są puste i setkom tysięcy ludzi grozi głód.
      Izrael jak zwykle odpowiadał, że winę ponoszą terroryści z Hamasu.

      Mam pecha: tym razem izraelska blokada objęła także zagranicznych
      dziennikarzy. - Decyzja ta nie jest wymierzona przeciw mediom.
      Podjęliśmy ją ze względów bezpieczeństwa - powiedział Szlomo Dror,
      rzecznik ministerstwa obrony, ale dodał też: - Nie wylewam łez po
      odciętych od Gazy dziennikarzach, ponieważ ich dotychczasowe relacje
      stamtąd były stronnicze...

      Postanawiam jechać do Egiptu, przedostać się do Rafah, miasta na
      granicy z Gazą, i przejść jednym z tuneli.

      Wcześniej idę do biura prasowego izraelskiego rządu w Jerozolimie i
      pytam, czy moje przejście przez tunel uznane tu zostanie za akt
      wrogi lub łamiący prawo. - Nie mamy pojęcia, proszę zapytać armię -
      słyszę.

      Ponieważ izraelscy wojskowi na granicy z Gazą nie odbierają
      telefonów, jadę tam i powtarzam pytanie. - To jakiś żart, do którego
      nie mam zamiaru się ustosunkowywać - mówi mi oficer dyżurny.

      Kupuję bilet na autobus do Ejlatu, na południowy kraniec Izraela,
      gdzie jest jedyne przejście graniczne z Egiptem.

      Oni wysysają nam całą benzynę

      W Egipcie udaję turystę.

      Jadę taksówką na północ półwyspu Synaj. Przebijam się przez kolejne
      punkty kontrolne egipskiej policji i wojska. Wyjaśniam patrzącym
      spode łba funkcjonariuszom, że moim celem jest El Arish, 100-
      tysięczne nadmorskie miasteczko położone 50 kilometrów od granicy z
      Gazą.

      Nie mogę się przyznać, że chcę dotrzeć do granicy, bo to wywołałoby
      podejrzenia. Na granicy nie ma nic ciekawego dla turystów. Tymczasem
      w El Arish jest kameralna, piękna plaża z pal-mami. W końcu nie
      każdy - mówię policjantom - lubi gwar i zgiełk słynnych kurortów.

      W El Arish, gdzie jestem jedynym obcokrajowcem, zatrzymuję się w
      małym hoteliku na plaży. Oprócz ceny - pięć dolarów za dobę - hotel
      Moonlight ma inną zaletę: wejście do hotelu jest tylko jedno, od
      ulicy, ale od plaży oddziela go wysoki na półtora metra, a więc
      łatwy do przeskoczenia, murek. Może się on okazać nieoceniony w
      przypadku, gdybym chciał opuścić hotel bez wiedzy jego właściciela i
      egipskich organów ścigania.

      Na razie ruszam taksówką do Rafah. Po 15 kilometrach zatrzymują nas
      policjanci. Nie dają wiary, że jadę odwiedzić sklepikarza Muhammada,
      którego poznałem dzień wcześniej w taksówce z Suezu do El Arish.
      Dzwonią gdzieś w mojej sprawie, po czym oznajmiają: obcokrajowcy
      mają zakaz wjazdu do Rafah!

      Zawracamy. Jestem wściekły. W Rafah miał czekać na mnie Muhammad,
      ale nie sklepikarz, tylko człowiek załatwiony przez mojego tłumacza
      z Gazy. On miał mnie zaprowadzić do tunelu.

      Na szczęście taksówkarz wyjaśnia mi niespodziewanie, że jest
      Beduinem i jak wszyscy Beduini zna drogi przez pustynie omijające
      posterunki policyjne. W notesie rozrysowuje mapkę: są trzy
      posterunki, dwa policyjne i jeden wojskowy. Pierwszy i trzeci musimy
      ominąć szerokim łukiem z lewej, a drugi mniejszym łukiem z prawej. I
      już będziemy w Rafah - a wszystko za jedyne 20 dolarów.

      Musimy jednak poczekać do nocy. Po pierwsze, po ciemku zawsze
      bezpieczniej. Po drugie, taksówkarz ma prawie pusty bak i musi
      jakimś cudem zdobyć paliwo. - W całym El Arish nie ma ropy, bo
      wykupują ją przemytnicy - wyjaśnia mi taksówkarz. - Gaza wysysa nam
      całą benzynę.

      Przez większość tuneli przeciągnięto węże, którymi pompowana jest
      egipska ropa.

      600 milionów dolarów rocznie

      Przeciętny tunel ma kilometr długości i jest klasycznym
      przedsięwzięciem typu joint venture, w którym równe udziały mają
      Palestyńczycy (z jednego końca tunelu) i egipscy Beduini (z drugiego
      końca).


      Po stronie palestyńskiej tunele są całkowicie legalne: Hamas wydaje
      oficjalne zezwolenia na ich budowę, pobiera za każdy tunel roczny
      podatek w wysokości 2,5 tys. dolarów i dodatkowo cło od każdej
      przemyconej z Egiptu partii towaru.

      Dlatego wejścia do tuneli w palestyńskiej części Rafah nie są w
      ogóle ukrywane. Ze wzgórza po stronie egipskiej widać dziesiątki
      namiotów tuż za barierą graniczną. W każdym znajduje się wejście do
      tunelu, do którego podjeżdżają auta rozwożące towary do sklepów.

      W egipskiej części Rafah tunele pozostają nielegalne, a ich wejścia
      ukryte są w piwnicach domów. Ponieważ Hamas zarejestrował już ponad
      800 tuneli po stronie palestyńskiej, można zakładać, że wejście jest
      w dosłownie każdym egipskim domu przy granicy. Policja udaje, że o
      tym nie wie, ponieważ dostaje od Beduinów ogromne łapówki.

      Palestyńscy ekonomiści obliczają, że obecnie 90 proc. wymiany
      handlowej w całej Strefie Gazy przechodzi przez tunele. Przemyt daje
      miesięczny dochód rzędu 50 milionów dolarów. Przy kopaniu,
      szmuglowaniu towarów i ich dystrybucji pracuje kilkadziesiąt tysięcy
      ludzi.

      - Niemal całe zaopatrzenie dla półtora miliona ludzi idzie przez
      nielegalne podkopy. To jest przecież kompletne szaleństwo! - irytuje
      się mój tłumacz z Gazy, kiedy przez telefon wypytuję go o
      dobrodziejstwa tuneli.

      Na tunelach zyskuje także Hamas. Miała go zniszczyć izraelska
      blokada, ale stały dochód z ceł za przemycane towary sprawił, że
      muzułmańscy bojownicy mają więcej pieniędzy niż kiedykolwiek.
      Grunt to nie zabłądzić przy kopaniu

      O dziesiątej wieczorem mój Beduin wraca z pełnym bakiem. Ruszamy.
      Piasek na wyboistym szlaku, którym jedziemy, nie jest żółty, tylko
      prawie czarny i lepki. - To przez ropę, która trochę wylewa się
      przemytnikom podczas transportu - wyjaśnia taksówkarz.

      Nie jesteśmy sami - z przodu i z tyłu widać jakieś samochody. Ale,
      jak mówi mój Beduin, lepiej nie wiedzieć, kto i po co nimi jedzie.
      Drugi punkt kontrolny objeżdżamy niewielkim łukiem, wracając na
      główną drogę zaledwie kilkaset metrów za nim. Policjanci widzą nas,
      ale nie reagują. - Tędy jeżdżą Beduini, którzy trudnią się
      najbardziej hardcore'owym przemytem, są uzbrojeni po zęby i nie
      żartują. Policja woli nie ryzykować - wyjaśnia ten fenomen
      taksówkarz.

      Bardziej ugodowi przemytnicy jadą główną drogą, płacąc łapówki za
      przejazd na każdym posterunku.

      W Rafah taksówkarz wyrzuca mnie w ciemnym zaułku przy alei Saladyna,
      wokół której skupia się większość tuneli. Czekam na sygnał od
      Muhammada, łącznika załatwionego przez tłumacza z Gazy.

      Choć minęła północ, miasto tętni życiem. Podejrzane typki rozbijają
      się po ulicach w samochodach z przyciemnionymi szybami, omawiają
      jakieś biznesy, żartują. Szosą z El Arish nadjeżdżają obładowane
      pikapy i busy, znikając w ciemnych zaułkach miasta. Każdej nocy
      przyjeżdżają ich tu setki.

      Wszystkiemu leniwie przyglądają się egipscy policjanci.

      Około pierwszej pojawia się Muhammad, który - sądząc po obfitej
      brodzie - musi być sympatykiem Hamasu. Zabiera mnie do domu, w
      którym czekają przemytnicy.

      - 2000 dolarów i za dwie godziny jesteś w Gazie! - mówią na
      powitanie. Ich tunel jest podobno dość szeroki i prawie w ogóle nie
      trzeba się czołgać.
      • iberia.pl Re: "Streafa 1000 tuneli"-artykuł 21.12.08, 10:30
        "Targuję się, ale są nieugięci.

        Opowiadają, że tunel kopie się kilka miesięcy, czasem nawet i pół
        roku. Koszt, zależnie od średnicy tunelu, jego głębokości i poziomu
        zabezpieczeń, waha się od 50 do nawet 200 tysięcy dolarów (w kwotę
        tę wchodzą łapówki dla egipskiej policji).

        Obecnie nie kopie się już tuneli płycej niż 15 metrów pod ziemią.
        Optymalna głębokość studni to 20 metrów. Kopanie zaczyna się
        najczęściej po stronie egipskiej, tak jest bezpieczniej. - Gdybyś
        zaczął od strony palestyńskiej i zabłądził podczas kopania, nie
        trafiając do piwnicy umówionego domu w Egipcie, wielomiesięczna
        praca pójdzie na marne - mówią Beduini. Egipska policja zalewa
        zdekonspirowane tunele betonem.

        Zabójczy gaz w tunelach

        Kopacz tunelu to niebezpieczny zawód. Według oficjalnych danych w
        tym roku w tunelach zginęło już ponad 50 osób.


        Około tysiąca tuneli jest skupionych na przestrzeni zaledwie kilku
        kilometrów. Stworzyły gęstą podziemną sieć, której mapy nikt nie
        zna. Kopacze często nieumyślnie doprowadzają do zawalenia sąsiednich
        tuneli. Ofiary są też prawie zawsze, kiedy pada deszcz i tunele
        zapadają się same. Ludzie giną też często od porażenia prądem, bo w
        tunelach jest zwykle plątanina kabli elektrycznych. Narzędzia do
        kopania potrzebują prądu, w gotowych tunelach towary przeciągane są
        za pomocą maszyn, a w bardziej luksusowych jest oświetlenie.

        Hamas utworzył specjalny fundusz ubezpieczeniowy dla zabitych w
        tunelach, których uważa się za męczenników sprawy palestyńskiej i
        bohaterów. Ich rodziny dostają odszkodowania po 30 tysięcy dolarów,
        a plakaty z ich podobiznami wywieszane są na murach w palestyńskiej
        części Rafah.

        Palestyńczycy opowiadają czasem mrożące krew w żyłach historie o
        zabójczym gazie, który egipska policja pompuje rzekomo do tuneli.
        Ale Beduini, z którymi rozmawiam tej nocy, kwitują takie opowieści
        śmiechem. - Bzdura, mamy dobre układy z policją. Kilka osób zatruło
        się gazem z nieszczelnych butli, które sami przeciągali w tunelach.
        Tam i tak jest duszno, mało tlenu - wyjaśniają mi.

        Ostatnio jednym z najczęściej przemycanych towarów jest bydło -
        kozy, owce czy cielaki - które potrzebne jest w Gazie na Święto
        Ofiar, najważniejsze w kalendarzu muzułmańskim (w tym roku
        przypadające 10 grudnia). Każdy muzułmanin powinien tego dnia
        zarżnąć jakieś zwierzę domowe i podzielić się jego mięsem z biednymi.

        Zwierzęta spuszczane są do studni na sznurze, po czym muszą przejść
        tunelem, żeby ktoś wyciągnął je na górę w studni po stronie
        palestyńskiej. - Kiedy wychodzą z tunelu, są ledwo żywe - opowiadają
        mi Beduini. Na każdym cielaku - jak się przechwalają - zarabiają 200
        dolarów.

        Przemycenie mnie do Gazy jest zatem równoważne przemyceniu zaledwie
        dziesięciu cielaków! Superokazja! Mówię, że to i tak za drogo, i
        proponuję, żeby tylko pokazali mi tunel, bo ciekaw jestem, jak
        wygląda.

        Zdradzony, w egipskiej niewoli

        Beduini chwilę naradzają się, po czym wyprowadzają nas z domu. Każą
        nam wracać na aleję Saladyna, gdzie ma przyjechać ktoś, kto zabierze
        mnie do tunelu. Muhammad podrzuca mnie tam autem, po czym ulatnia
        się.

        Kiedy czekam na obiecane spotkanie, podchodzą dwaj mężczyźni.
        Prowadzą mnie przed oblicze postawnego wąsacza, który wygląda jak
        bandyta albo policjant w cywilu, co w egipskim Rafah jest
        szczególnie trudne do rozróżnienia.

        - Kim jesteś? Dokąd się wybierasz: do Palestyny czy do El Arish? -
        pyta wąsacz.

        - Mój hotel jest w El Arish... - odpowiadam ostrożnie.

        - Co tu robisz? Czy mogę ci jakoś pomóc? - dopytuje wąsacz.

        - To zależy. Kim jesteś?

        - Pułkownik Abdel Karim. Paszport poproszę

        Najprawdopodobniej Beduini, kiedy tylko zorientowali się, że nic na
        mnie nie zarobią, sami wydali mnie policji. W Rafah wszyscy -
        dostawcy towarów, przemytnicy i policja - dzielą się grubą kasą z
        przemytu, dlatego wolą, żeby obcy tutaj nie węszyli.

        Pułkownik Karim wsadza mnie do samochodu z trzema osiłkami.

        - Gdzie jedziemy? Czy odwieziecie mnie za darmo do El Arish? -
        pytam, jak przystało na zagubionego turystę.

        - Tak, ale najpierw wpadniemy do nas, na herbatę - odpowiadają
        policjanci.

        - As an Egyptian policeman, I am very pleased to see you - mówi z
        szerokim uśmiechem policjant, witając mnie na posterunku. Szybko
        okazuje się, że nic więcej po angielsku powiedzieć nie umie. Zapewne
        nauczył się tego zdania na kursie policyjnego savoir-vivre'u na
        użytek kontaktów z turystami.

        Obiecanej herbaty nie ma, jest za to godzinne przesłuchanie i
        czekanie na wyrok zapadający gdzieś po drugiej stronie linii
        telefonicznej, może nawet w samym Kairze. Cały czas utrzymuję, że
        jestem turystą, który przyjechał odwiedzić w Rafah swojego nowego
        przyjaciela, właściciela sklepu z elektrycznością - Muhammada.
        Pokazuję nawet policjantom jego numer telefonu zapisany w komórce
        (zmyślony i wpisany tam specjalnie na taką okazję).

        Wreszcie policjanci dostają rozkaz mnie wypuścić i odesłać do El
        Arish. - Proszę więcej nie przyjeżdżać do Rafah. Mamy tutaj pewne
        problemy i ponowny przyjazd mógłby się okazać dla ciebie bardzo
        niebezpieczny - mówi na pożegnanie przesłuchujący mnie oficer. I nie
        wiadomo do końca, czy jest to jeszcze polecenie, czy już groźba.

        Jego podwładnym nie chce się odwozić mnie do El Arish. Posyłają mnie
        do głównej szosy pod opieką aspiranta, który ma dopilnować, żebym
        wsiadł do taksówki. Aspirantowi nie chce się czekać na taksówkę i
        zostawia mnie samego, pokazując, w którą stronę mam jechać.

        Kiedy wreszcie łapię taksówkę, każę kierowcy jechać w przeciwnym
        kierunku, z powrotem do Rafah. Jeszcze przez kilka godzin snuję się
        po ciemnych uliczkach. Ruch samochodów dostawczych nie słabnie nawet
        o trzeciej w nocy.

        Wracam do hotelu Moonlight."
        • iberia.pl Re: "Streafa 1000 tuneli"-artykuł 21.12.08, 10:31
          "Zastrzelą cię i powiedzą, że to bandyci

          Rano właściciel hotelu zaczepia mnie na dziedzińcu i zniesmaczony
          pyta, dlaczego wczoraj w nocy pojechałem do Rafah. Musiał dostać
          cynk od policji, zapewne otrzymał polecenie, żeby mnie obserwować.
          Na ulicy przed hotelem pojawia się policjant z drogówki.

          Do Muhammada postanawiam już więcej nie dzwonić. Zdaję się na łut
          szczęścia i błąkam się taksówkami po El Arish w nadziei, że w
          którymś z kierowców znajdę odpowiedniego przewodnika na kolejną noc.

          Na ulicach miasta widać, jak sklepikarze pakują towary do białych
          worków i pikapów, które wieczorem znów pojadą na granicę.

          Mam szczęście: trafiam na Abu Mustafę. Też jest Beduinem, sam
          proponuje, że za 100 dolarów przewiezie mnie przez pustynię do Rafah
          i pozna z mężem swojej siostry, który ma tunel. Umawiamy się na
          wieczór.

          W nocy wychodzę z pokoju przez okno, przeskakuję mur i idę plażą do
          miejsca, gdzie umówiliśmy się z Abu Mustafą.

          Jedziemy dokładnie tym samym szlakiem pustynnym, którym wiózł mnie
          taksówkarz poprzedniej nocy. Po drodze niespodziewanie Abu Mustafę
          ogarniają wątpliwości. - Nie wiem, czy powinieneś tam jechać. Mój
          szwagier Abu Mażdi nie jest takim pokojowym Beduinem jak ja - mówi.
          Taksówkarz boi się nawet policji, która zarabia na przemycie. - Mogą
          cię zastrzelić i powiedzieć, że zrobili to bandyci - twierdzi.

          Relacje o gigantycznym przemycie tunelami są przecież absolutnie nie
          na rękę Egiptowi. Prezydent Hosni Mubarak jest pupilem i rentierem
          Amerykanów, dostaje od nich miliardy dolarów na wojsko i utrzymanie
          reżimu. Naturalne zatem, że musi się liczyć z interesami Izraela,
          najbliższego sojusznika USA. Dlatego oficjalnie opowiada, że egipska
          policja robi, co może, żeby ukrócić przemyt przez tunele.

          Egipcjanie kupili nawet specjalne amerykańskie maszyny do wykrywania
          tuneli, ale jakimś cudem (jak potem opowiedział mi Abu Mażdi)
          maszyny te wykrywają tylko te tunele, których właściciele podpadli
          policji

          Im więcej myślę o tym wszystkim, z tym większą obawą wracam do
          Rafah. W zasadzie dla wszystkich - egipskiej policji, Beduinów,
          Hamasu - moja obecność jest tam skrajnie niewygodna.

          Ale po dwóch godzinach, kiedy siedzę w audi Abu Mażdiego w centrum
          Rafah i oglądam gwiazdy egipskiego popu wyginające swoje gibkie
          ciała, strach stopniowo ustępuje ekscytacji. Tunel jest tuż-tuż.

          3000 dolarów i ani centa mniej

          Lekarstwa. Mleko w proszku. Telefony komórkowe. Coca-cola. Pieluchy.
          Viagra. Buty. Marlboro. Kozy do zarżnięcia na Święto Ofiar. Lodówki.
          Benzyna. Gotówka. Części samochodowe. Płyty główne do komputerów.

          Takie towary Abu Mażdi może przemycać w swoim tunelu. - Zwykli
          biznesmeni, tacy jak ja, mają surowy zakaz szmuglowania ludzi i
          broni - mówi. Zakaz wydały jednocześnie Hamas, kontrolujący tunele
          po stronie palestyńskiej i egipska policja.

          Podobno istnieją supertajne tunele militarne kontrolowane wyłącznie
          przez Hamas. Nikt nie wie, co i kto nimi przechodzi. Hamas
          zmonopolizował przerzut broni, żeby zachować przewagę nad innymi
          palestyńskimi grupami i lokalnymi gangami.


          - Jeśli przyłapaliby mnie na przemycie broni lub ludzi, byłbym
          skończony! - powtarza Abu Mażdi. I dodaje, że ze względu na ryzyko
          cena mojego przejścia tunelem to 3000 dolarów i ani centa mniej.

          Zgadzam się, choć tak naprawdę wcale nie chcę iść do Gazy, a w
          kieszeni mam ledwie 1200 dolarów. Jednak jeśli chcę zobaczyć tunel,
          muszę blefować. Lekcja ostatniej nocy była prosta: Beduini nie robią
          nic z sympatii, za to robią wiele za pieniądze.

          Jedziemy do jakiegoś domu, gdzie w salonie mężczyzna podaje nam
          kawę. Potem schodzimy do piwnicy. Krząta się tutaj trzech mężczyzn,
          którzy ładują worki z kartonami papierosów na siodełko zwisające na
          sznurze podłączonym do kołowrotka. Siodełko znika w studni.

          Rzut oka w głąb przyprawia o zawrót głowy - obita deskami studnia
          jest głęboka na siedem pięter. Zanim zostaniemy kolejno spuszczeni
          na tym samym siodełku, musimy poczekać na rozładunek całej partii
          papierosów.

          - Mój tunel jest dość nowoczesny, ale daleko mu do najlepszych -
          opowiada Abu Mażdi. - Za parę miesięcy wstawię stalowe szyny, a
          towary będą przewożone prawdziwymi wagonikami, tak jak w najbardziej
          luksusowych tunelach!

          Dół, góra, awantura

          Pytam o najdziwniejsze towary, które przemycał swoim tunelem. - Dwa
          lwy i trzy małpy. Ale to nie w moim tunelu, tylko w tunelu mojego
          kuzyna - wyjaśnia. Dzikie zwierzęta zostały uśpione i przeciągnięte
          jak zwykłe towary, same by prawdopodobnie nie przeszły.

          Teraz lwy i małpy stały się główną atrakcją malutkiego zoo w Gazie,
          a ich przemyt zamówił i opłacił ponoć sam dyrektor zoo.

          Zjeżdżamy na dół - ja i Abu Mażdi. Na dole jest dość ciasno i duszno
          (jest tam jeszcze pracownik, który rozładowywał papierosy). Tunel ma
          trochę ponad metr wysokości, można nim iść tylko mocno zginając się
          wpół. Nie ma ścian z desek (jak w studni), tylko co kilkadziesiąt
          metrów futryny z belek. Towary przeciągane są liną, w rządku kilku
          plastikowych beczek przypominających wagoniki, do których są
          zapakowane. Ten prymitywny pociąg ciągnięty jest przez silnik
          elektryczny.

          - Czasem coś się zaczepia albo zacina, wtedy mój pracownik musi
          wejść do tunelu i poprawić, ale zwykle pociąg przechodzi bez
          problemu - mówi Abu Mażdi.

          Drugiego końca nie widać, bo kilometrowy tunel trochę skręca. - 20
          minut spacerku i będziesz w Gazie - obiecuje Abu Mażdi i zapewnia,
          że przez telefon poinformował drugą stronę o moim przybyciu.

          Czas się wycofać.

          Mówię, że pękam, że boję się i chcę to wszystko jeszcze przemyśleć.
          Abu Mażdi wpada w furię. Krzyczy najpierw do swojego pracownika, a
          potem w górę studni. Wyciągają nas, najpierw jego, potem mnie.

          Na górze Abu Mażdi naradza się z kumplami, wyciąga telefon i gdzieś
          wściekły dzwoni. Naprawdę zaczynam się bać. W głowie kołaczą mi
          przestrogi taksówkarza Abu Mustafy: "Szwagier nie jest tak pokojowym
          Beduinem jak ja Mogą cię zastrzelić i powiedzieć, że zrobili to
          jacyś bandyci ".

          Awantura trwa chyba z pół godziny. - Masz szczęście, że zostałeś
          przywieziony przez mojego kuzyna! - żegna mnie wciąż zły Abu Mażdi.
          Wychodzimy, przed domem czeka już Abu Mustafa, mój pokojowy Beduin.

          Wracamy przez pustynne wertepy, omijając posterunki, w milczeniu.
          Podziwiam w duchu dawnych konstruktorów Daimlera-Benza, którym
          niezniszczalny 37-letni mercedes Abu Mustafy wystawia fantastyczne
          świadectwo.

          Do pokoju hotelowego wracam tak samo, jak go opuściłem - przez okno.

          Jestem zagrożeniem dla bezpieczeństwa Izraela

          Następnego ranka ruszam w drogę powrotną do Ejlatu. Na granicy
          izraelska policjantka pyta mnie, co robiłem w Egipcie. Mówię prawdę,
          co kończy się maglowaniem. Każda skarpetka i każda koszula zostaje
          sprawdzona na obecność śladów ładunków wybuchowych. Każą rozebrać
          się do slipek.

          Izraelscy policjanci tradycyjnie domagają się, żebym podał im
          nazwiska i telefony osób, które poznałem w Egipcie. Znów dziesiątki
          różnych dziwnych pytań.


          Potem czekanie. Po czterech godzinach przychodzi decyzja z Tel
          Awiwu: mam opuścić Izrael w ciągu dwóch dni. Wpisują to do
          paszportu. Pytam, dlaczego. Mówią: - Stanowisz zagrożenie dla
          bezpieczeństwa państwa.

          Prosto z granicy jadę na lotnisko w centrum Ejlatu, skąd za godzinę
          odleci ostatni, nocny samolot do Tel Awiwu. Znów kontrola osobista,
          znów rozbierają do slipek. Przed przejściem bramki z wykrywaczem
          metalu każą włożyć telefon komórkowy do koszyka - jak na wszystkich
          lotniskach świata. Tutaj jednak różnica jest taka, że do pokoju
          wpada dziewczyna, porywa mój telefon i zamyka się z nim w drugim
          pokoju. Kiedy ruszam za nią i żądam oddania telefonu, wzywa ochronę.

          Telefon dostaję z powrotem po kilku minutach. Na pytanie, co z nim
          robiła, dziewczyna odpowiada: - Nieważne. Kontrola bezpieczeństwa.

          Następnego dnia składam skargę na policji w Jerozol
          • iberia.pl Re: "Streafa 1000 tuneli"-artykuł 21.12.08, 10:32
            "Następnego dnia składam skargę na policji w Jerozolimie. Wpadam też
            do biura prasowego rządu, żeby wyrobić nową izraelską legitymację
            prasową. Starą zniszczyłem w Egipcie, żeby nie wpaść przy
            ewentualnym przeszukaniu. Zwykle wyrobienie legitymacji zajmuje

            15 minut, ale tym razem oznajmiają mi, że rozpatrzenie mojej prośby
            zajmie 90 dni i że jest to niezwykle skomplikowany proces.

            Informują mnie także, że Strefa Gazy nadal jest zamknięta dla
            mediów. Najważniejsze światowe agencje, gazety i telewizje
            (m.in. "New York Times" i Reuters) podpisały oficjalny protest do
            rządu Izraela: "Jesteśmy poważnie zaniepokojeni przedłużającym się
            bezprecedensowym odcięciem mediów od Strefy Gazy, które łamie zasadę
            wolności prasy".

            Komentarz redakcyjny izraelskiego dziennika "Haarec": "To, co
            zagraniczni dziennikarze piszą o Izraelu - pozytywnie czy
            negatywnie - nie może być kryterium ich wpuszczania lub nie do Gazy.
            Zakaz szkodzi wizerunkowi Izraela bardziej niż jakikolwiek negatywny
            materiał prasowy".

            Na lotnisku Ben Guriona ostatnie, tym razem dwugodzinne, maglowanie
            i ponowne rozbieranie do slipek. Ale już jestem w samolocie - Izrael
            z lotu ptaka jest fajny. Ciekawe, czy mnie jeszcze tu kiedykolwiek
            wpuszczą?

            Dziennikarze na dole czekają na wjazd do Gazy. Gaza nie czeka na
            nic, kopie tunele. "

            zrodlo:wyborcza.pl/1,75480,6061167,Strefa_1000_tuneli.html
    • iberia.pl moderacja 27.12.08, 21:28
      widze, ze ktos ma ewidentny problem tutaj, dlatego niestety ale
      odbieram niektorym prawo do moderacji bez informacji na maila-
      zachowam sie dokladnie jak ta osoba, ktora po raz enty kasuje ten
      watek.
    • iberia.pl Tunele zbombardowane ... 28.12.08, 19:08
      "Izraelskie samoloty zbombardowały ponad 40 tuneli pod granicą
      Egiptu ze Strefą Gazy - poinformowała rzeczniczka sił izraelskich,
      potwierdzając wcześniejsze informacje Hamasu i mieszkających w
      pobliżu Palestyńczyków.
      Gazy. Naszym zdaniem tunele te były wykorzystywane do przemytu
      broni, materiałów wybuchowych, a czasem także do przerzucania ludzi -
      powiedziała rzeczniczka.

      W warunkach blokady tunele stanowią główny szlak zaopatrzeniowy dla
      Strefy Gazy. Strefa Gazy jest blokowana przez Izrael i Egipt od
      czerwca 2007 roku, kiedy władzę przejął tam Hamas."

      ttp://wiadomosci.onet.pl/1887500,12,item.html
      • derduch.milutki.facio Iberia narozrabiała! :-( 28.12.08, 19:39
        Pisałaś o tych tunelach, kontrwywiad Hamasu temat kasował aż nagle Mosad z
        naszego Forum o nich wyczytał i zbombardowali.
        Iberia uważaj, jadą po Ciebie :-)))))
        • iberia.pl Re: Iberia narozrabiała! :-( 29.12.08, 14:18
          Aj Ty paplo, wszystko musisz wyspiewac? :-P

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka