klaris29
21.07.05, 09:04
Termin szczepienia mojego dziecka minął 30 czerwca.Chorowało, więc siłą rzeczy
odłozylismy wizytę w ośrodku. Dlatego, że dziecko zachorowało w piatek po
południu skorzystalismy z porady lekarza prywatnego. Zapisał on szczepionkę
Polyvaccinum mite i kazał brać według ulotki. Właśnie rozpoczęłam czwarty
tydzień podawania ( ma brać jeszcze przez trzy tygodnie rano i wieczorem). Na
kontroli bylismy w ośrodku ( tydzień po chorobie) i lekarz, który nas
przyjął powiedział, że trzeba jeszcze trochę poczekać ( dwa tygodnie) i
przyjsć do szczepienia, a ta szczepionka w niczym nie przeszkadza. Więc dziś
rano dzwonię do ośrodka i przedstawiam jak się sprawa ma. I Szok. Pani
pediatra zaczęła na mnie krzyczec, dosłownie! Co ja robię swojemu dziecku, że
szczepionki podaje się dopiero od roku, że jak chcę info. czy mogę go
szczepi,ć to niech idę do lekarza prywatnego, a nie dzwonię do ośrodka.
Powiedziała, że robię krzywdę (!!! :-() swojemu dziecku, że szczepionki w
ośrodku są ważniejsze. Poczułam się jak głupia gęś. Mam dośc. Nie wiem co
teraz zrobić, każdy lekarz mówi co innego, ale najgorsze jest to, że cierpi
na tym moje dziecko. Panie Doktorze prosze powiedzieć co będzie lepsze. Czy
mam dawać tą szczepionkę dalej, czy przerwać i iśc do szczepienia
planowanego, jesli przerwać, to ile dni odczekać? A jesli będę podawać dalej
to faktycznie robię tym krzywdę dziecku? ( kończy za parę dni 7 miesiąc i nie
zauważyłam, by reagował na nią źle). Bardzo mnie to wszytsko wytrąciło z
równowagi. Dziekuję za odpowiedź.
Klara