Dodaj do ulubionych

"Polska to zadupie "

27.12.05, 17:45
Cytat ten dotyczy wypowiedzi polskiego wybitnego pisarza S. Lema. Wnioski
jakie wysuwają się z jego wywiadu są przerażające. Tak w ramach podwórka
zwanego Polską. Pisarz wyjechał by z Polski. Krytykuje Kaczyńskich . Jak
dobrze , że robi to on , przecież moje wnioski - co więcej identyczne
spowodowały by zaplucie mojej skromnej osoby. Tak dalej ciągnąc dodam od
siebie , że drogi a raczej poziom logistyki zawsze świadczył o poziomie
cywlizacyjnym danego kraju. Polska naprawdę robi co może i niedługo osiągnie
poziom w tym względzie Keni ? Burkina Faso ?
Jak by przełozyć to na poziom edukacji i stale rosnącego rozwoju patentów i
prac naukowych nic tylko płakać.
Tak reasumując wszytkiego czego w tym kraju dotkną się obywatele zamieniają
to w.... Może trochę zmian , konstruktywnych zmian , organizacyjnych państwa -
wykonawczych , sądowniczych , wykonawczych . Może warto popatrzec dokąd
zmierzają Czesi , Węgrzy ? Jeżeli tego nie zrobi się w tym kraju to za 10 lat
stwierdzenie , że Polska to zadupie będzie komplementem.
Obserwuj wątek
    • Gość: Pit Ach ten Lem...... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 27.12.05, 18:11
      ....z fantastyki mnaukowej przezucił się na political fiction. W tym pierwszym
      był dużo lepszy. W tym drugim może konkurować z Geremkiem i Frasyniukiem
      • placidus Re: Ach ten Lem...... 27.12.05, 18:28
        Pit a ja myślałem , że Lem jest w oczach inteligentnych ludzi autorytetem .
        Jest to człowiek oczytany , znany na całym świecie , o skrystalizowanych
        poglądach , którego opinie są istotne w świecie literackim , społecznym. Jak
        zauważyłeś dotyczy to inteligentnych ludzi więc skoryguj swoja opinię bo chyba
        nie jesteś deb..lem. A może chcesz go ( Lema) skorygować - jak tak to
        konkretnie- gdzie pan Lem się myli ?
        • Gość: Pit Re: Ach ten Lem...... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 27.12.05, 22:48
          Wiesz co Placidus nie każdy pisarz musi znać sie dobrze na polityce. Spojrz na
          casus Knuta Hamsuna, moim zdaniem jednego z najlepszych pisarzy XX wieku.
        • wiksadyba1 Re: Ach ten Lem...... 27.12.05, 23:03
          Kilka uwag:

          1. Opinie Lema nie są istotne w świecie "literackim, społecznym" choćby z racji
          tego, że Lem usunął się już dano temu na dalszy plan i rzadko zabiera głos.
          Jeżeli to robi, jest oczywiście słuchany jako autorytet, ale nie jest
          pierwszoplanową postacią życia intelektualnego w Polsce. Tym bardziej na
          świecie, gdzie Lem był swego czasu dość ceniony, ale odbierano go niezgodnie z
          jego intencjami np. jako tzw. dekonstrukcjonistę (mówię o jego literaturze,
          jako myśliciel nie jest szczególnie znany), przed czym się bronił w wielu
          wywiadach.
          2. Czy Lem urósł do rangi świętości, a w każdym razie niekwestionowanego
          autorytetu w oczach autonomistów śląskich, a przynajmniej w oczach jednego z
          nich:)??? Czyli nie zgadzać się z Lemem= być debilem:)- vide Tw. post. W takim
          razie doleję benzyny do ognia i powiem, że Lem - jako autorytet intelektualny
          jest dla mnie stanowczo przeceniany; jako pisarz też - od pewnego momentu.
          Dobre książki pisał dawno temu.Aha, czy dla Ciebie, niepodważalnym autorytetem
          jest każdy, kto źle coś mówi o Polsce???:)
          3. Zgadzam się niestety z większością uwag Lema, jeżeli chodzi o Polskę
          (zresztą nie trzeba być wielkim autorytetem, żeby takie rzeczy jak on zauważyć
          i w tym może główna słabość tekstu- w zasadzie zero odkrywczości tylko
          sarkanie). Nie chcę odpowiadać za Pita, więc powiem gdzie się myli moim
          skromnym zdaniem: Lemowi brakuje ujęcia syntetycznego, spojrzenia z szerszej
          perspektywy, porównania Polski z punktem startu i z innymi państwami, z którymi
          takie porównanie może być zasadne. Zamiast tego wyciąga poszczególne słabości
          Polski i na ogół ma rację, ale nie można wychodząc od tego wyciągać jakichś
          skrajnie pesymistycznych ogólnikowych konkluzji. Poza tym kto zna Lema, wie -
          czego nie tylko ten tekst, a nawet na pewno nie w pierwszej kolejności jest
          dowodem -, że pisarz popadł od dawna w starcze zgorzknienie. Uważny czytelnik
          zauważy, że przebija z niego pesymizm nie tylko co do Polski ale i całego
          świata - nie widzi zresztą dla Polski żadnej przekonującej alternatywy
          ("Szwajcaria nudna, Stany głupie:). Lema przepełnia mopim zdaniem dość pochopny
          katastrofizm - zwłaszcza co do wizji globalnej. Co do Polski, Lem popada
          właśnie w typowo polskie kompleksy - uznaje problemy charakterystyczne dla
          wielu państw za typowo polskie, co gorsza - za nieuleczalnie polskie i na tej
          podstawie dochodzi do skrajnie negatywnych konluzji. Poza tym - najpierw
          zauważa gorzko, że Polska nie liczy się w świecie i z tego powodu tragizuje.
          Polska liczy sie tak w świecie, jak kraj na jej miarę - mniej więcej 30 pod
          względem ludności, mniej więcej 20 pod względem znaczenia gospodarki i dorobku
          naukowego. Nie uważam, że - patrząc "całościowo" - jest to kraj szczególnie
          niedoceniany albo przeceniany. Trzeba wiedzieć, w jakiej lidze się gra.
          Niektórzy Polacy popełniają ten błąd, że porównują sie ze ścisłą czołówką, do
          czego nie ma szczególnych podstaw historycznych, a kiedy się okaże, że w niej
          nie są, popadają w drugą skrajność i widzą się na dnie, na poziomie właśnie
          Kenii czy Burkina Faso. Tak jakby uznać, że jeżeli drużyna piłkarska nie gra w
          Lidze Mistrzów, to od razu znaczy, że nadaje się tylko do ligi "podwórkowej".
          Nieprawdą jest też, że o ile prasa zagraniczna pisze o PL to zawsze negatywnie.
          Trzeba jednak mieć na uwadze, że to krótki wywiad dla popularnego magazynu i
          nie sądzę, żeby wyrażał wszystko, co Lem ma do powiedzenia...
          • Gość: harc mistrz Re: Ach ten Lem...... IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 28.12.05, 00:51
            Ech, kurza twarz, co to się dzieje z ludźmi na stare lata, że stają się tacy
            atorytatywni i upierdliwi, wszystko naokoło krytykując i tylko narzekając???
            Stanisław Lem choć częściowo ma rację, to doprawdy nie wiem, jakie są
            rzeczywiste motywy tej jego sarkastycznej i bardzo złośliwej wypowiedzi.(?)
            Wydaje mi się, że to, jak zauważył Wiksadyba, STARCZE ZGORZKNIENIE jest obecnie
            immanentnym imperatywem jego "autorytatywnych" wrażliwych wynurzeń.
            Dlatego boję się starości,
            żeby nie stracić z wiekiem
            barwnej wizji tego świata,
            i b. realnej rzeczywistści.
            (HKP)
            ...
            CZUWAJ I NIE ŚPIESZ SIĘ ZANADTO,
            MOJA STARCZA SKLEROZO OSOBISTA!!!
            DOPÓKI SIŁ MI STARCZA... BĘDĘ TAŃCZYŁ TWISTA.

            PS: Nie chcę wymieniać wielu nazwisk wybitnych i b. zasłużonych ludzi, którzy na
            stare lata nieco sami potrafili się... zdezawuować.
            Dlatego cenię ICH za... c a ł o k s z t a ł t .
            "Starość - nie radość!"...
          • Gość: van deer Przywilej wieku pozwala na takie dywagacje IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 28.12.05, 20:02
            > Lemowi brakuje ujęcia syntetycznego, spojrzenia z szerszej perspektywy,
            > porównania Polski z punktem startu i z innymi państwami, z którymi takie
            > porównanie może być zasadne.

            Patrzac na punkt startu nikogo nie powinno dziwic, ze Chiny i Wietnam maja
            bardzo wysoki wzrost, ktorego pozazdroscic moze im caly szeroko pojety Zachod.

            W pelni zgadzam sie tez z tym, ze najwiekszymi krytykami Polski sa sami Polacy,
            ktorzy polonocentrycznie uwazaja ogolnoludzkie cechy za typowo polskie cechy
            narodowe, ktore nawet jesli po czesci nimi sa/moga byc, nie tworza pelnego
            obrazu naszego panstwa i narodu(ow) w nim mieszkajacego(ych).

            Gramy w drugiej lidze i nie badzmy jej beniaminkiem a szansa na "awans" bedzie
            blizej niz sie wydaje. Przepasc dzieli nas od swiatowej czolowki i podobna, byc
            moze nawet wieksza, dzieli nas od ogona. - Ogolem mysle: nie jest az tak zle.

            Pozdrawiam!
    • grba Niszczyciel Lem 27.12.05, 18:31
      Tak w 1965 gromił Motozbyt...


      Sz. Pan Dyrektor
      Motozbytu
      Kraków, dn. 17 sierpnia 1965

      Szanowny Panie Dyrektorze,

      czy nie zauważył Pan dotąd, w jak znacznej mierze posiada funkcjonowanie
      licznych naszych przedsiębiorstw charakter zabawowy? Mam na myśli zabawy małych
      dzieci, które bawią się np. w sklep, i od których nie można rozumie się
      oczekiwać, ze dostarczą nam towaru, jaki rzekomo sprzedają, ponieważ ich
      czynności, jako zabawowe, mają charakter pozorny.

      Takie pozorne, imitujące działanie dorosłych w innych krajach kuli ziemskiej,
      przejawia m.in. podwładna Panu instytucja. Tak na przykład na początku lutego
      br., to jest siedem miesięcy temu, nabyłem w Motozbycie samochód marki Fiat
      1800B, który uległ awarii wskutek niedopatrzeń nie przeze mnie zawinionych, a w
      którym brakowało m.in. drugiej pary kluczyków i pewnej nakrętki.

      Zechciał Pan uznać moje słuszne pretensje i zlecił oddziałowi Motozbytu przy
      ul. Stalingradzkiej w Warszawie, aby wyrównał poniesione przeze mnie szkody
      pieniężne i materialne. Motozbyt ów w czerwcu br., to jest po pięciu
      miesiącach, listownie zapewnił mnie, iż istotnie prześle mi kluczyki, nakrętkę,
      zwróci pieniądze, etc. Znów minęły dwa miesiące, ja zaś, w tym czasie, mogłem
      wielokrotnie już uzyskać owe drobne części, zwracając się bezpośrednio do
      Włoch. Tak na przykład, zdając sobie sprawę z zabawowego charakteru działania
      Motozbytu, gdy zaszła potrzeba wymiany uszczelki wału kardanowego, uzyskałem ją
      bezpośrednio z Włoch w czasie około 14 (czternastu) dni.

      Jak z tego wynika, również sprawę kluczyków dałoby się załatwić w czasie bardzo
      krótkim. Jednakże widać nie jest to możliwe dla podwładnej Panu instytucji. Nie
      pozostaje mi nic innego, jak tylko wyrazić przekonanie, że stać na czele takiej
      instytucji może być czymś godnym małego, bawiącego się dziecka, lecz dla
      człowieka dorosłego, który wszak zajmuje się tylko imitowaniem pracy, sytuacja
      taka jest doprawdy głęboko żenująca. Zaczem pozwalam sobie przesłać Panu wyrazy
      szczerego i głębokiego współczucia. Byłoby też dobrze, gdyby Motozbyt wyjaśnił
      mi, że nie jest po prostu w stanie, jako instytucja z natury swej działająca
      tylko pozornie, wykonać przyjętych zobowiązań, a wtedy w ciągu jakichś dalszych
      czternastu dni we własnym zakresie załatwię sobie wszystko, co mi trzeba do
      Fiata.

      Z poważaniem,
      Stanisław Lem

      • grba Niszczyciel Lem #2 27.12.05, 18:33
        Banki...

        Dyrekcja Banku PeKao
        Warszawa, ul. Mazowiecka 14

        Kraków, dn. 4 października 1967

        Zażalenie

        Szanowni Panowie,

        niżej podpisany, z zawodu literat, Stanisław Lem, składa na ręce Dyrekcji Banku
        PeKao zażalenie w poniższej sprawie.

        Żona moja, Barbara, otrzymała w lipcu br. przekaz z Anglii, jako dar, na kwotę
        35 funtów, czyli 98$. Kwotę ową doręczono pocztą w złotych polskich, których
        żona moja nie przyjęła, lecz zwróciła pieniądze Bankowi, chcąc otrzymać bony
        dolarowe Banku PeKao.

        Otrzymała wówczas dn. 2 sierpnia list Wasz ze znakiem “Dot. konta KE/200674”,
        będący drukiem powielaczowym, w którym oznajmiono, że kwotę 98 dolarów, po
        potrąceniu dwóch dolarów tytułem kosztów poniesionych przez Bank, otrzymać
        może, i że kwota do jej dyspozycji, tj. 96 dolarów, znajduje się na koncie, jak
        wyżej.

        Powielony druk listu zawiera passus, pytający o przyczyny, dla jakich odmówiono
        przyjęcia daru w złotówkach. Przyczynę tę, dziwnie prostą, ośmielam się
        niniejszym Dyrekcji zakomunikować. Przypuszczam, iż gdyby dowolny człowiek,
        pracujący w Waszym Banku, miał do wyboru otrzymać kwotę większą albo mniejszą,
        wybrałby raczej większą, a też uważałby, iż człowiek, który wybiera jednak
        mniejszą kwotę, jest albo dziwakiem albo niespełna rozumu.

        Wyrażam niniejszym nadzieję, iż powyższymi słowami udało mi się rozwiać
        niewiedzę oraz zdziwienie PT. Banku PeKao w owej kwestii odmowy przyjęcia
        złotówek w zamian za dolary amerykańskie po kursie 72 złote za jeden dolar
        amerykański. Gdyby jednak one nie wystarczały, wynikałoby z tego, że możliwości
        intelektualne tych, którzy ów druk powołali do istnienia, nie są wystarczające
        nie tylko dla pracy w Banku, ale dla żadnej w ogóle, która wymaga minimum
        sprawności na poziomie dziecka z jakiejś czwartej lub piątej klasy szkoły
        powszechnej.

        Nie ośmielam się sądzić, iż sprawcami listu powielonego powodowała zwyczajna
        obłuda.

        W dalszym ciągu tej sprawy żona moja zwróciła się do banku z prośbą o
        przekazanie polecenia wydania bonów do filii krakowskiej PeKao. Ciekawa się
        wówczas pokazała rzecz. Podczas, gdy kwotę złotówkową bank przesłał jej był bez
        żadnych dodatkowych trudności i listonosz z pieniędzmi zawitał do domu, teraz
        bank zażądał specjalnego potwierdzenia, iż moja żona, która mieszkała
        poprzednio na ul. Fortowej, przeprowadziła się na ulicę Narwik, i nadto, że w
        miejscowości naszej, tj. w całym Krakowie, nie mieszka inna osoba o tym samym
        imieniu i nazwisku.

        Miejska Rada Narodowa wydała odp. zaświadczenie o tym, że żona moja mieszka
        przy ul. Narwik, a nie przy Fortowej, lecz nie może potwierdzić faktu
        przeprowadzki, bo go nie było. Po prostu Rada Miejska zmieniła nazwę ulicy
        Fortowej na Narwik.

        MRN nie wydała natomiast opinii w kwestii innych ewentualnie osób, o tym samym
        nazwisku i imieniu, a mieszkających w Krakowie. Postępowanie banku ulegnie więc
        pewno znowu powstrzymaniu: najwyraźniej bank, który był skłonny rozstać się ze
        złotówkami bez sprawdzeń opatrzonych okrągłą pieczęcią, nie może się rozstać w
        tym samym przypadku z bonami dolarowymi. Domagając się potwierdzenia, iż żadna
        inna osoba o nazwisku i imieniu mojej żony nie mieszka w Krakowie, bez względu
        na ulicę, bank postępuje niekonsekwentnie. Prawdziwą konsekwencją byłoby
        żądanie, aby Prezydium Rady Ministrów przeprowadziło specjalny spis ludności,
        stwierdzający, czy osoba o nazwisku mojej żony nie mieszka np. w Kłaju lub na
        Pomorzu. Jeśli bowiem bank nie jest pewien adresu właściwego, i to nawet wtedy,
        gdy krakowska MRN wydaje zaświadczenie, iż Barbara Lem przy ul. Narwik mieszka,
        to dlaczego bank ma być pewien, że ta osoba mieszka w Krakowie? Może mieszkać
        gdzie indziej. Takich osób może być pięć. Sprawa w ten sposób ulegnie dalszemu
        przeciągnięciu.

        Postępowanie powyższe uważam za skandaliczne. Rozumiem, że bank stara się
        zabezpieczyć przed możliwością wypłacenia darów z zagranicy innym osobom, niż
        tym, do jakich dary adresowano. Jednakże podanie nazwiska, imienia, roku
        urodzenia, adresu, czyli miasta, ulicy i numeru domu, musi wystarczyć.
        Niezwykle rzadkie wypadki, w których w tym samym mieście, na ulicy, domu, w
        mieszkaniu znajduje się więcej, niż jedna osoba pewnego nazwiska i imienia, nie
        uprawniają Banku PeKao do domagania się, aby ofiarobiorca przy pomocy
        urzędowych dokumentów DOWODZIŁ, że nikt tego nazwiska nie tylko pod podanym
        adresem, LECZ W DANEJ MIEJSCOWOŚCI nie mieszka.

        Zapytuję uprzejmie, czy, gdyby np. w Krakowie jednak mieszkała osoba o nazwisku
        Barbara Lem, żoną moją nie będąc, to Bank by mojej żonie daru z Anglii nie
        wypłacił? Ofiarodawca nie napisał przecież, adresując przekaz do
        Banku, “Barbara Lem, Kraków”, ale podał nazwę ulicy oraz numer domu.

        Jest nie tylko oburzające, ale domaga się prawdziwie silniejszych słów
        postępowanie, wyżej opisane. Jest ono całkowicie nielogiczne, wykazuje duże
        nasilenie złej woli oraz bezmyślność i opieszałość. Domagam się niniejszym, aby
        Dyrekcja Banku spowodowała niezwłoczne załatwienie owej skandalicznej sprawy,
        aby bony dolarowe zostały przekazane mojej żonie na adres krakowskiej filii
        Banku, a także proszę mi zacytować odpowiednie państwowe ustawy, zarządzenia
        stosownych władz, które pozwalają Bankowi ściągać z kwot dolarowych, czy innych
        dewizowych – należność za koszta przesyłki pieniędzy w złotówkach wysłanych a
        nieprzyjętych – w owych dewizach, zamiast zwykłego domagania się, żeby odbiorca
        przesyłki poniósł koszty nadania owej kwoty i jej zwrotu bankowi, skoro
        złotówek nie przyjął, właśnie – w złotówkach. Albowiem Poczta Polska nie za
        dolary ani za funty, lecz za złote polskie, w opłatach pocztowych uiszczane,
        przesyła listy i pieniądze adresatom.

        Jeżeli na powyższy list nie otrzymam odpowiedzi, zwrócę się do innych Władz.
        Piszę tak dlatego, ponieważ widzę coraz wyraźniej, że doprawdy, aby otrzymać
        kilka parszywych dolarów, wypada u nas zawracać coraz częściej głowę najwyższym
        władzom i dostojnikom państwowym. Lecz wina za taki haniebny stan rzeczy
        obciąża tylko tych, co go swoim biurokratyzmem powodują.

        Z poważaniem,
        Stanisław Lem

        • grba Niszczyciel Lem #3 27.12.05, 18:35
          "Kumitet Cyntralny"...

          KC PZPR
          Wydziału Kultury
          Warszawa

          Kraków, dn. 5 stycznia 1978

          Szanowni Panowie!

          Jako pisarz, którego książki ukazały się dotąd w 32 językach, w 257 wydaniach
          poza krajem, muszę prowadzić szeroką korespondencję w sprawach wydawniczych i z
          nimi związanych. Ponieważ jest to już zadanie ponad siły jednego człowieka,
          korzystam z usług agencji literackich, z których jedna, z Wiednia, zawiaduje
          moimi sprawami europejskimi, a druga, z Hanoweru – pozaeuropejskimi.

          Od dawna wiadomo mi, że moja poczta zagraniczna jest w kraju otwierana,
          przetrzymywana i przeglądana. Choć uważam to postępowanie za wysoce niewłaściwe
          (by użyć eufemizmu), byłem gotów pogodzić się z nim, o ile nie narusza ono mej
          działalności tak, aby ją sparaliżować.

          W ubiegłym roku byłem przez sześć miesięcy stypendystą Akademii Sztuk w
          Berlinie Zachodnim. Od mego powrotu do kraju w październiku 1976 kierowane do
          mnie listy z Republiki Federalnej poczęły ginąć. Przede wszystkim nie dochodzą
          do mnie systematycznie listy z Hanoweru od tamtejszego agenta literackiego.
          Wiem na pewno o trzech listach zaginionych w okresie kilku tygodni.

          Zarówno moje dochody, jak rozgłos mojego nazwiska sprawiają, że w zasadzie
          mógłbym osiąść i pracować w dowolnie wybranym przez siebie kraju poza Polską.
          Życzeniem moim jako polskiego pisarza jest jednak żyć i pracować w kraju,
          oczywiście dopóty, dopóki władze PRL mi tego nie uniemożliwią. Na skutek
          nazwanych zaginięć korespondencji poniosłem już poważne straty materialne, lecz
          nie są one rzeczą najważniejszą, bardziej bowiem dotkliwa jest moralna strona
          tych szykan, jakie mnie spotykają. Sądzę, że nadszedł czas wypowiedzenia rzeczy
          w sposób wyraźny. Nie widzę żadnego powodu, abym miał godzić się na milczące
          znoszenie tej sytuacji. Nie godzę się na ciągłe tracenie czasu, celem
          nawiązywania telegramami i telefonami rwących się kontaktów, i nie zamierzam
          też uciekać się do żadnych kłamstw, wobec zagranicznych instytucji bądź osób,
          aby tłumaczyć się, czemu nie odpowiadam na listy i nie wywiązuję się ze
          zobowiązań już wobec zagranicznych kontrahentów podjętych.

          Uważam za wskazane zwrócić się w powstałej sytuacji do WK KC PZPR z żądaniem
          interwencji w mojej sprawie, interwencji, której skutkiem ma być zaniechanie
          praktyk, czyniących mój pobyt i moją pracę w kraju coraz trudniejszą. Sens
          nazwanych szykan jest dla mnie niezrozumiały, boż nie leżą ani w moim, ani w
          państwa interesie. Jeśli chodziłoby o to, aby moją dalszą pracę w kraju uczynić
          całkowicie niemożliwą i tym samym zmusić mnie do podjęcia koniecznych kroków,
          to wyjaśniam, że niezbyt wiele już do tego brakuje.

          Z poważaniem,
          Stanisław Lem
        • placidus Re: Niszczyciel Lem #2 27.12.05, 18:41
          Grba to coś znaczy ? Może zastanowisz się jak z "vip ostwa" korzystli i
          korzystają inni znani pisarze i mysliciele aktorzy .Rozumiem - jeżeli krytykują
          najjaśniejszą Rzeczpospolitą to juz nie są tacy cacy. Grba a może warto
          zastanowić się czy Lem nie ma racji ? Nie , nie ktoś kto krytykuje jest zły ,
          be .
          • placidus Re: Niszczyciel Lem #2 27.12.05, 18:45
            Z Ludowej socjalistycznej ojczyzny korzystali : Olbryski, Rodowicz, nie wspomnę
            ilu naukowców , wykładowców . Nie bronię Lema , ale zadaję pytanie - czy on nie
            ma racji ? Polska to nie zadupie ? Jak nie to dlaczego ?
            • grba Re: Niszczyciel Lem #2 27.12.05, 19:11
              Łagodny, spokojny , cichy, źle zrozumiałeś. Z listów Lema wyziera ból życia na
              peerelowskim zadupiu. Nawet on miał kłopoty ze sprawami, które dzisiaj są
              drobiazgami dla zwykłego obywatela...
              • placidus Re: Niszczyciel Lem #2 27.12.05, 19:33
                Wydaje mi się , że dobrze chwyciłem . Co do określenia tytułowego tematu to na
                razie nikt mi nie odpowiedział ( tylko konkretnie i bez złośliwosci ). Znam
                takiego Preisnera ( współpraca z Kieslowskim ) który z podobnych powodów
                wyjechał do Szwajcarii. Uwierz mi , stan tego kraju mnie nie cieszy.
                Zastanawiam się tylko dlaczego staje się on tym przysłowiowym ... Odpowiedz
                jeżeli nie mam racji tylko konkretnie - jeżeli nie jest zadupiem to dlaczego?
                • grba Re: Niszczyciel Lem #2 27.12.05, 20:16
                  placidus napisał:

                  > Wydaje mi się , że dobrze chwyciłem . Co do określenia tytułowego tematu to
                  na
                  > razie nikt mi nie odpowiedział ( tylko konkretnie i bez złośliwosci ). Znam
                  > takiego Preisnera ( współpraca z Kieslowskim ) który z podobnych powodów
                  > wyjechał do Szwajcarii. Uwierz mi , stan tego kraju mnie nie cieszy.
                  > Zastanawiam się tylko dlaczego staje się on tym przysłowiowym ... Odpowiedz
                  > jeżeli nie mam racji tylko konkretnie - jeżeli nie jest zadupiem to dlaczego?


                  Preisner działa i tworzy w kilku krajach. Studio ma w Niepołomicach pod
                  Krakowem. Pamiętam jak się wściekł po wyborach i wyjechał do Szwajcarii.
                  Lema lubię. Kiedyś nawet amatorsko wystawiliśmy jego opowiadanie. Grałem
                  rolę "zakrywcy"... Teraz Lem dramatyzuje; pewnie mocno słabią go niektórzy
                  politycy, a i wiadomości to kronika kryminalna.
                  Co do kwestii, czy jesteśmy zadupiem. Jesteśmy, nie takim jak byliśmy, ale
                  jeszcze dużo nam brakuje...
                  • sss9 Re: Niszczyciel Lem #2 27.12.05, 20:27
                    grba napisał:
                    >
                    > Preisner działa i tworzy w kilku krajach. Studio ma w Niepołomicach pod
                    > Krakowem. Pamiętam jak się wściekł po wyborach i wyjechał do Szwajcarii.
                    > Lema lubię. Kiedyś nawet amatorsko wystawiliśmy jego opowiadanie. Grałem
                    > rolę "zakrywcy"... Teraz Lem dramatyzuje; pewnie mocno słabią go niektórzy
                    > politycy, a i wiadomości to kronika kryminalna.
                    > Co do kwestii, czy jesteśmy zadupiem. Jesteśmy, nie takim jak byliśmy, ale
                    > jeszcze dużo nam brakuje...

                    w zasadzie się zgadza grba, z jednym wyjątkiem - otóż Preisner tylko buńczucznie
                    zapowiadał, że opuści na stałe Polskę dla Szwajcarii, ot gość się chwilowo zbyt
                    przejął. :)
                    • grba Re: Niszczyciel Lem #2 27.12.05, 20:45
                      Tylko agenci Preisnera wiedzą, gdzie teraz jest nasz wielki. Może w tej chwili
                      przelatuje nad naszymi głowami w samolocie lecącym na odległy kraniec świata?
                      Nadal jest wziętym kompozytorem i niech mu wena darzy.
                      • sss9 Re: Niszczyciel Lem #2 27.12.05, 20:48
                        niech mu się szczęści, zwłaszcza, że gość potrafi się swoimi koneksjami czasem
                        podzielić - vide L.Możdżer. :)
                      • wiksadyba1 Re: Niszczyciel Lem #2 27.12.05, 23:10
                        Może uwaga na marginiesie, ale nie mogłem się powstrzymać - Preisner to
                        kompozytorskie beztalencie IMHO, np. "Requiem dla mojego przyjaciela" to jedna
                        z najgorszych muzycznych szmir wszechczasów. Nieprawdopodobna buta tego
                        osobnika jest odwrotnie proporcjonalna do jego talentu - czyli dokładne
                        przeciwieństwo np. Lutosławskiego...
                        • arnold7 Re: Niszczyciel Lem #2 27.12.05, 23:20
                          Wiesz co Wik, chyba antypolskie byloby w sam raz na to. :)
                          Mam nadzieje znalezc na nie troche czasu w Nowym Roku.

                          • wiksadyba1 Re: Niszczyciel Lem #2 27.12.05, 23:33
                            Tak, przydało by się je rozkręcić, bo jakoś zamarło, a sporo tam było różnych
                            wątków+ postaci:)
                  • wiksadyba1 Re: Niszczyciel Lem #2 27.12.05, 23:07
                    > Co do kwestii, czy jesteśmy zadupiem. Jesteśmy, nie takim jak byliśmy, ale
                    > jeszcze dużo nam brakuje...

                    Dokładnie się zgadzam. Oczywiście, niestety w niektórych - pojedynczych
                    kwestiach (np. nauka, sztuka) widzę wręcz regres. Po 1989 poszło dużo lepiej
                    niż by się mogło wydawać, ale w ostatnich kilku latach idzie pod każdym niemal
                    względem gorzej, niż można było mieć nadzieję po pierwszych powiedzmy 7-8
                    latach przemian (gdzieś tak do połowy Buzka).
                    • black.ok Re: Niszczyciel Lem #2 27.12.05, 23:24
                      wiksadyba1 napisał:

                      > > Co do kwestii, czy jesteśmy zadupiem. Jesteśmy, nie takim jak byliśmy, al
                      > e
                      > > jeszcze dużo nam brakuje...
                      >
                      > Dokładnie się zgadzam. Oczywiście, niestety w niektórych - pojedynczych
                      > kwestiach (np. nauka, sztuka) widzę wręcz regres. Po 1989 poszło dużo lepiej
                      > niż by się mogło wydawać, ale w ostatnich kilku latach idzie pod każdym
                      niemal
                      > względem gorzej, niż można było mieć nadzieję po pierwszych powiedzmy 7-8
                      > latach przemian (gdzieś tak do połowy Buzka).

                      Pod jakim względem idzie gorzej? Tak na dobrą sprawę, cała Europa jest
                      kulturalnym zadupiem. Wystarczy spojrzeć na film. Dzisiaj sztuka filmowa to
                      tylko Ameryka. Nie jest to zbyt odkrywcze, ale czy ktoś widział dobry niemiecki
                      film? Albo w ostatnim czasie francuski film? Przykłady możnaby mnożyć i w
                      innych gatunkach sztuki.

                      Artyści z górnej półki tworzą tam gdzie osiągają duże korzyści finansowe.
                      Ucieczka tychże artystów do krajów bogatych, a w szczególności do USA, jest
                      faktem i nie ma co rozdzierać szat, nie da się ich zatrzymać. Nawet jeśli tam
                      będzie tylko pomocnikiem pomocnika, będzie miał szansę zaistnieć, czytaj
                      godziwie zarobić.
                      • wiksadyba1 Re: Niszczyciel Lem #2 27.12.05, 23:41
                        black.ok napisał:

                        > wiksadyba1 napisał:
                        >
                        > > > Co do kwestii, czy jesteśmy zadupiem. Jesteśmy, nie takim jak byliś
                        > my, al
                        > > e
                        > > > jeszcze dużo nam brakuje...
                        > >
                        > > Dokładnie się zgadzam. Oczywiście, niestety w niektórych - pojedynczych
                        > > kwestiach (np. nauka, sztuka) widzę wręcz regres. Po 1989 poszło dużo lep
                        > iej
                        > > niż by się mogło wydawać, ale w ostatnich kilku latach idzie pod każdym
                        > niemal
                        > > względem gorzej, niż można było mieć nadzieję po pierwszych powiedzmy 7-8
                        >
                        > > latach przemian (gdzieś tak do połowy Buzka).
                        >
                        > Pod jakim względem idzie gorzej? Tak na dobrą sprawę, cała Europa jest
                        > kulturalnym zadupiem. Wystarczy spojrzeć na film. Dzisiaj sztuka filmowa to
                        > tylko Ameryka. Nie jest to zbyt odkrywcze, ale czy ktoś widział dobry
                        niemiecki
                        >
                        > film? Albo w ostatnim czasie francuski film? Przykłady możnaby mnożyć i w
                        > innych gatunkach sztuki.
                        >
                        > Artyści z górnej półki tworzą tam gdzie osiągają duże korzyści finansowe.
                        > Ucieczka tychże artystów do krajów bogatych, a w szczególności do USA, jest
                        > faktem i nie ma co rozdzierać szat, nie da się ich zatrzymać. Nawet jeśli tam
                        > będzie tylko pomocnikiem pomocnika, będzie miał szansę zaistnieć, czytaj
                        > godziwie zarobić.

                        Czy jesteś pewien, że sztuka współczesna, w tym kinematrografia jest Twoją
                        mocną działką???

                        Powiem tak, bo tu chyba nie ma co się rozpisywać - po pierwsze porównywałem III
                        Rp z czasami PRL, a tu sytuacja jest dla mnie ewidentnie gorsza - co uważam, za
                        żenujące. Po drugie - mówiąc ogólnie sztuka europejska jest rzeczywiście na
                        niższym poziomie niż powiedzmy 30 lat temu, czego powody są różne i złożone.
                        Czy amerykańska jest na wyższym niż parę ładnych lat temu- też nie jestem
                        pewien. W każdym razie Polska to kulturalna prowincja nawet w porównaniu do
                        mających rzeczywiście lepsze dużo lata za sobą Niemiec i Francji. W niektórych
                        dziedzinach (np. teatr) nie jest źle, ale już kino polskie to tragedia, chociaż
                        jakby coś lekko drga ostatnio; literatura nawet jeżeli czasem jest dobrze
                        napisana, jest z gruntu prowincjonalna i, co gorsza stara się czynić z tej
                        prowincjonalności główny atut...
                        • black.ok Re: Niszczyciel Lem #2 28.12.05, 00:16
                          wiksadyba1 napisał:

                          > Czy jesteś pewien, że sztuka współczesna, w tym kinematrografia jest Twoją
                          > mocną działką???
                          >
                          > Powiem tak, bo tu chyba nie ma co się rozpisywać - po pierwsze porównywałem
                          III
                          >
                          > Rp z czasami PRL, a tu sytuacja jest dla mnie ewidentnie gorsza - co uważam,
                          za
                          >
                          > żenujące. Po drugie - mówiąc ogólnie sztuka europejska jest rzeczywiście na
                          > niższym poziomie niż powiedzmy 30 lat temu, czego powody są różne i złożone.
                          > Czy amerykańska jest na wyższym niż parę ładnych lat temu- też nie jestem
                          > pewien. W każdym razie Polska to kulturalna prowincja nawet w porównaniu do
                          > mających rzeczywiście lepsze dużo lata za sobą Niemiec i Francji. W
                          niektórych
                          > dziedzinach (np. teatr) nie jest źle, ale już kino polskie to tragedia,
                          chociaż
                          >
                          > jakby coś lekko drga ostatnio; literatura nawet jeżeli czasem jest dobrze
                          > napisana, jest z gruntu prowincjonalna i, co gorsza stara się czynić z tej
                          > prowincjonalności główny atut...

                          Sztuka współczesna nie jest moją silną stroną, powiem szczerze, że jej nie
                          rozumiem. Jednak jeśli sprawę zwęzić do filmu, to w moim odczuciu, cała
                          wspóczesna produkcja europejska jest prowincjonalna.

                          Sztuka PRL-u obrosła w mity, nie wiem czy ty ją dobrze znasz:) ale na standardy
                          współczesne była bardzo prowincjonalna. Fakt, w tym czasie wybiło się paru
                          zmakomitych twórców, ale to jest tylko ich zasługą, nie czasów w których żyli,
                          nie PRL-u.

                          Jaką ty masz miarę prowincjonalizmu sztuki. Jeśli chodzi ci o to, że ta sztuka
                          nie jest w Europie znana, to wynika z niskiej pozycji ekonomiczej Polski w
                          tejże Europie. A czy ty, czy przeciętny odbiorca w Polsce, zna sztukę
                          francuską, hiszpańską, czy niemiecką? Nie zna, bo głównym dawcą szeroko
                          rozumianej sztuki jest krąg angloamerykański.
                          • wiksadyba1 Re: Niszczyciel Lem #2 28.12.05, 01:17
                            black.ok napisał:

                            > wiksadyba1 napisał:
                            >
                            > > Czy jesteś pewien, że sztuka współczesna, w tym kinematrografia jest Twoj
                            > ą
                            > > mocną działką???
                            > >
                            > > Powiem tak, bo tu chyba nie ma co się rozpisywać - po pierwsze porównywał
                            > em
                            > III
                            > >
                            > > Rp z czasami PRL, a tu sytuacja jest dla mnie ewidentnie gorsza - co uważ
                            > am,
                            > za
                            > >
                            > > żenujące. Po drugie - mówiąc ogólnie sztuka europejska jest rzeczywiście
                            > na
                            > > niższym poziomie niż powiedzmy 30 lat temu, czego powody są różne i złożo
                            > ne.
                            > > Czy amerykańska jest na wyższym niż parę ładnych lat temu- też nie jestem
                            >
                            > > pewien. W każdym razie Polska to kulturalna prowincja nawet w porównaniu
                            > do
                            > > mających rzeczywiście lepsze dużo lata za sobą Niemiec i Francji. W
                            > niektórych
                            > > dziedzinach (np. teatr) nie jest źle, ale już kino polskie to tragedia,
                            > chociaż
                            > >
                            > > jakby coś lekko drga ostatnio; literatura nawet jeżeli czasem jest dobrze
                            >
                            > > napisana, jest z gruntu prowincjonalna i, co gorsza stara się czynić z te
                            > j
                            > > prowincjonalności główny atut...
                            >
                            > Sztuka współczesna nie jest moją silną stroną, powiem szczerze, że jej nie
                            > rozumiem. Jednak jeśli sprawę zwęzić do filmu, to w moim odczuciu, cała
                            > wspóczesna produkcja europejska jest prowincjonalna.
                            >
                            > Sztuka PRL-u obrosła w mity, nie wiem czy ty ją dobrze znasz:) ale na
                            standardy
                            >
                            > współczesne była bardzo prowincjonalna. Fakt, w tym czasie wybiło się paru
                            > zmakomitych twórców, ale to jest tylko ich zasługą, nie czasów w których
                            żyli,
                            > nie PRL-u.

                            Generalnie zgadzam się z Tobą, jeżeli chodzi o wątpliwe zasługi PRl-u. Ale
                            jeżeli mowa o tym, że "Polska to zadupie", to należy mieć na uwadze nie tylko
                            poziom ustroju politycznego, ale też stan np. stan elit kulturalnych i ich
                            znaczenie w świecie. A z tym jest gorzej niż było - stare elity (jak np. Pan
                            Tadeusz Wajda:) i wielu wielu innych), nie odnalazły się po 1989, nowych jak na
                            lekarstwo, chociaż widzę jakieś przebłyski...
                            >
                            > Jaką ty masz miarę prowincjonalizmu sztuki. Jeśli chodzi ci o to, że ta
                            sztuka
                            > nie jest w Europie znana, to wynika z niskiej pozycji ekonomiczej Polski w
                            > tejże Europie.

                            Ma to niewątpliwie coś do rzeczy, ale nie jestem pewien, czy da się wszystko
                            usprawiedliwić ekonomią. Np. film czy muzyka polska były znane w Europie w
                            czasach PRL, kiedy pozycja ekonomiczna nie była wyższa nie mówiąc już o innych,
                            znacznie gorszych, uwarunkowaniach, a w tej chwili ostatnim nazwiskiem z
                            polskiego kina, które mówi coś komuś na zachodzie jest nieżyjący Kieślowski, w
                            muzyce Penderecki i Górecki (70-cio latkowie), ew. ktoś kojarzy z jazzu
                            Możdżera (z młodszych) Poza tym np. kinematografie słabszych ekonomicznie od
                            Polski krajów jak Iran, Meksyk czy Brazylia są dużo bardziej w tej chwili znane
                            od polskiej; dotyczy to też krajów bogatszych ale dużo mniejszych np. Dania.

                            A czy ty, czy przeciętny odbiorca w Polsce, zna sztukę
                            > francuską, hiszpańską, czy niemiecką?

                            "Przeciętny odbiorca" to w ogóle z samej definicji niewiele kojarzy:) Jeżeli
                            natomiast aspirujący do jakiejś wiedzy odbiorca z Krakowa, Warszawy czy Katowic
                            dajmy na to, nie kojarzy paru podstawowych trendów ze sztuki francuskiej czy
                            niemieckiej ostatnich 20 lat, to źle to raczej świadczy o Polsce i dowodzi jej
                            prowincjonalizmu, na szczęście aż tak nie jest. W każdym razie wykształcony
                            mieszkaniec Nowego Jorku czy San Francisco nie powinien z tym mieć problemów:)

                            Nie zna, bo głównym dawcą szeroko
                            > rozumianej sztuki jest krąg angloamerykański.

                            Jak "szeroko" rozumianej? Britney Spears, Spielberg, Dan Brown?:) A serio -
                            oczywiście Ameryka też przoduje w dziełach bardziej ambitnych, chociaż też
                            skądinąd w zasadzie nic skrajnie przełomowego w ostatnich latach nie pokazuje.
                            Zdecydowanie nie niedoceniałbym jednak np. rynku niemieckiego (w muzyce
                            poważnej i nie tylko, w sztukach plastycznych) - bardzo mocnego cały czas - i
                            paru innych. Paradoks właśnie jest taki (o czym była mowa), że taki Amerykanin
                            ma dużo większy dostęp i dużo większą wiedzę (mowa oczywiście o zdecydowanej
                            mniejszości zainteresowanych sztuką mieszkańców USA, ale w każdym kraju tych na
                            prawdę zainteresowanych była, jest i będzie "zdecydowana mniejszość" -
                            Amerykanie szczególnie tu nie odstają) nt. co ciekawszych zjawisk w nie-
                            amerykańskiej kulturze niż przeciętny Polak. Jeżeli pojawi się np. nowatorska
                            powieść dajmy na to z... Wietnamu:), to prawdopodobnie po roku od wydania na
                            miejscu będzie tłumaczenie na angielski i obszerne artykuły w "New York Reviews
                            of Books", "New York Times", "The New Republic" czy "Village voice", Paryż czy
                            Berlin nie będą daleko w tyle. W Polsce coś w GW pojawi się po 10 latach:( i to
                            na marginiesie między recenzjami Harry Pottera a jakimiś krajowymi pseudo-
                            ambitnymi powieściami o tym jak bieda pisczy w dawnych PGR-ach.

                            No właśnie - chociaż zgadzam się z Tobą, że nie dzieje się w sztuce tyle co
                            powiedzmy w latach międzywojennych czy tuż po wojnie, to nieprawdą jest, że się
                            nic nie dzieje np. w Europie - powszechny brak wiedzy o tym jest właśnie
                            dowodem na polski prowincjonalizm. Upraszczając, ale niestety nie tak wkiele
                            upraszczając - Polaków interesuje albo komercja albo to, co związane jest z ich
                            podwórkiem (moda na rózne regionalizmy), względnie dotyczy bliskiej Polakom
                            historii, czego np. dowodem jest natrętne lansowanie w mediach niejakiej Herty
                            Muller (emigrantki z komunistycznej Rumunii), która nie jest pierwszplanową
                            postacią życia literackiego Niemiec jako czołowej pisarki niemieckiej czy wręcz
                            europejskiej, podczas gdy najwyżej ceniony niemiecki pisarz ostatnich 25 lat
                            W.G. Sebald, prawdziwy nowator, miał w Polsce tylko jeden przekład (który
                            przeszedł raczej bez echa), chyba tylko dlatego, że wydana powieść dotyczyła
                            pośrednio Holocaustu - ech, szkoda gadać...

                            A poza tym, a może przede wszystkim - nawet jeżeli w Europie było by tragicznie
                            (a tragicznie nie jest, chociaż - zgadzam sie - nie jest świetnie)- to jakie to
                            usprawiedliwienie dla Polaków?
                            • black.ok Re: Niszczyciel Lem #2 28.12.05, 02:19
                              wytłumaczmy sobie jedno, stan elit polskich w stosunku do światowych, ma sie
                              tak jak zainteresowanie świata sprawami polskimi. Gdy była moda na Polskę to
                              zainteresowanie to było wysokie. Miarą tego był i nobel Miłosza i oskar Wajdy.
                              Zainteresowanie Polską spadło, to znaczy że Polska stała się normalnym
                              cywilizowanyn krajem śrdniej wielkości, bez predyspozycji do wielkości. Takich
                              krajów jest dziesiątki. Ważne jest to co my, mieszkańcy Polski, odbieramy jako
                              sztukę z wyższej półki, czy też z niższej. Możemy mieć przecież kompleks
                              niższości i bedziemy uważać, że nasz udział w globalnej sztuce jest niski, to
                              co chciał może mimowolnie przekazać Lem, ale to przecież odnosi się do
                              zdecydowanej większości populacji świata. Możemy też mieć wrażenie, że polska
                              sztuka jest na przyzwoitym poziomie i czerpać z tego zadowolenie.

                              Film i aktorstwo jest jednym z najłatwiej porównywalnych aspektów kondycji
                              sztuki. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że aktorzy polscy mają
                              zdecydowanie lepszy warsztat niż np. brytyjscy, których często równiez oglądam.
                              • wiksadyba1 Re: Niszczyciel Lem #2 28.12.05, 10:52
                                Co do tego, co piszesz - nie należy popadać w skrajności- tzn. ani nie
                                tragizować wyłącznie z tego powodu, że świat sztuki polskiej nie zna albo
                                prawie nie zna, ani też nie uważać, że znajomość albo nieznajomość polskiej
                                kultury za granicą kompletnie nic nie mówi o jej poziomie - jedno i drugie
                                stwierdzenie to dowód kompleksu (w jednym przypadku kompleksu
                                traktowania "zachodu" jako "absolutnej wyroczni", w drugim przypadku kompleksu
                                bycia niesłusznie niedocenianym, tego, że "tylko my się znamy, a reszta to
                                ignoranci")
                                Jak piszesz - była wręcz "moda na Polskę" w okresie PRL-u, ale właśnie warto
                                zastanowić się, dlaczego ta moda się skończyła. Czy tylko dlatego, że skończył
                                się komunizm i Polska stała się "zbyt normalnym krajem", żeby kogoś interesować
                                (z czasem tak się stało), czy może jednak też dlatego, że niewiele ciekawych
                                rzeczy się pojawiło? Z tego co wiem, to na przełomie lat 80-tych i 90-tych
                                pokładano spore nadzieje w Polsce i dawnych krajach bloku sowieckiego - ci
                                ludzie z zachodu, którzy znali mniej więcej Polskę, byli pod dużym wrażeniem
                                poziomu podziemnego "życia intelektualnego" i uważali, że kiedy skończy się
                                żelazna kurtyna i cenzura, tym więcej Polacy pokażą; stało się na odwrót. Nie
                                uważam, że sam fakt, że polscy artyści np. filmowcy nie robią furory za
                                granicą, z góry znaczy, że nie ma wielkich polskich twórców. Ale niestety, po
                                prostu prawie takich nie znam. A jeżeli ktoś się pojawi, to raczej mu się udaje
                                zaistnieć za granicą- np. niejaki Piotr Anderszewski, urodzony i wykształcony w
                                Warszawie, zamieszkały w Paryżu pół-Polak, pół-Węgier (po matce),uchodzi na
                                świecie za najoryginalniejszego pianistę od wielu lat, za najciekawszego w
                                pokoleniu 30-latków na świecie, niektórzy (poza Polską) stawiają go już wyżej
                                od Zimmermana. Poza Polskę wypłynęło też paru reżyserów teatralnych - Krystian
                                Lupa (zdaje się, Ślązak z pochodzenia) czy osoby skupione wokół warszawskiego
                                Teatru Rozmaitości (Warlikowski, Jarzyna) - a akurat polski teatr stoi dość
                                dobrze, przynajmniej jest sporo nowego i nie ma alternatywy: albo dziadki/albo
                                komercja (albo ewentualnie jakaś post-punkowa amatorka). W dzisieszym świecie
                                obieg informacji jest tak szybki i szeroki, że łatwiej niż kiedykolwiek jest
                                wypłynąć na świecie; nie twierdzę, że "każdy polski artysta, jeśli jest na
                                prawdę dobry, będzie doceniony", ale jeżeli taki Mickiewicz był za życia znany;
                                to teraz jest o to, trochę łatwiej. Właśnie wrzuciłem w google
                                hasło "indonesian literature":), pojawiło sie 1 600 000 odpowiedzi:))))). Tylko
                                trzeba mieć z czym wypływać. Jak dla mnie polska kultura rozdarta jest między z
                                jednej strony - trzeciorzędną komercją, z drugiej strony jakby
                                poszukiwaniem "etosu artysty zaangażowanego w sprawy kraju", co było dobre (i
                                to też nie jestem pewien) w czasach Żeromskiego albo w PRL, ale dziś to
                                przeżytek...Polska sztuka, od XIX wieku była jakby "w awangardzie" tzn.
                                wykraczała ponad ogólny poziom cywilizacyjny kraju i przebijała się mimo takiej
                                a nie innej sytuacji politycznej. Dzisiaj mam wrażenie, że jest odwrotnie...
                                • black.ok Re: Niszczyciel Lem #2 28.12.05, 22:08
                                  Znam to, spotkałem się z wypowiedziami intelektualistów zachodnioeuropejskich,
                                  że czują zawód w stosunku do Polski i innych krajów wyzwolonych, że Polacy
                                  zamiast przekuwać idee na wzniosłe czyny, wolą po prostu zarabiać pieniądze. Że
                                  wolne w końcu kraje nie są takie ładne, uduchowione, a zwyczajne, takie jak u
                                  nich. Że polscy naukowcy, intelektualiści, nie chcą mieć żadnej misji do
                                  spełnienia, ale chcą normalnie żyć, że rząd polski dba o interesy Polski, nie
                                  Europy. Ten żal pobrzmiewa i w wypowiedziach Lema, tylko, że on z kolei nie
                                  bierze pod uwagę faktu, że sam będąc twórcą z wysokiej półki, tworzy polską
                                  rzeczywistość w znacznie większym stopniu niż inni, że jeśli mówi: „Polska to
                                  zadupie”, sam będąc twórcą tego zadupia mógłby wykazać więcej samokrytycyzmu, a
                                  nie zwalać winy na szarych ludzi. W jego wypowiedzi pobrzmiewa również żal
                                  do „moherowych beretów”, które głosowały na Kaczyńskich, że znowu Polacy
                                  wybrali nie tak jak trzeba. Kiedyś już tak ktoś powiedział, a było to z okazji
                                  pierwszych wolnych wyborów.

                                  Zgadzam się. Gorzej jest rzeczywiście w sztuce pisanej, tutaj też widzę spory
                                  regres, jak czytam niektórych szemranych pisarzy, redaktorów, to myślę, że
                                  mogliby się jeszcze trochę podciągnąć, pouczyć, odbyć staż. Zadam pytanie, czy
                                  ci zdolniejsi nie siedzą, aby w reklamie? Czy nie piszą tasiemcowych seriali?
                                  Nie produkują się w telewizji? Tak sobie myślę, że żeby zostać pisarzem trzeba
                                  przejść „swoją drogę”, gehennę, a na to nie ma czasu.

                                  • wiksadyba1 Re: Niszczyciel Lem #2 28.12.05, 23:22
                                    black.ok napisał:

                                    Zadam pytanie, czy
                                    > ci zdolniejsi nie siedzą, aby w reklamie? Czy nie piszą tasiemcowych seriali?
                                    > Nie produkują się w telewizji? Tak sobie myślę, że żeby zostać pisarzem
                                    trzeba
                                    > przejść „swoją drogę”, gehennę, a na to nie ma czasu.

                                    Wiesz, ja sobie często zadaję takie same pytanie:) W sumie można przyjąć, że
                                    kiedyś artyści (ci z górnej półki, nie zmanierowani nieudacznicy, których
                                    zawsze siłą rzeczy pełno) wyrózniali się nie tylko talentem w swojej
                                    dziedzinie, ale też inteligencją, bystrością,szerokością horyzontów. Innymi
                                    słowy - te najbardziej uzdolnione, najbardziej wyjątkowe jednostki kończyły w
                                    dużej mierze jako naukowcy albo jako artyści - w dużym uproszczeniu patrząc
                                    rzecz jasna. Wydaje mi się, że najbardziej zdolni Polacy po 1989 poszli raczej
                                    w biznes, czy karierę medialną, a w większości dziedzin sztuki zostali jacyś
                                    totalnie przypadkowi ludzie - może siłą rzeczy jednak zdolniejsi w swoim fachu
                                    (takiej powieści, jakie się u nas wydaje i nagradza nie napisałby jednak
                                    przeciętny obywatel), ale niezbyt inteligentni, o wąskich horyzontach i małej
                                    wiedzy ogólnej, poza tym bez wiekszych ambicji doskonalenia się (no właśnie -
                                    to ostatnie - żaden młody polski pisarz po 1989 nie napisał arcydzieła, było
                                    jednak trochę niezłych debiutów- który jednak pisarz zrobił od czasu debiutu
                                    WYRAŹNY krok do przodu?). Tego wszystkiego dowodem może być, że np. w muzyce
                                    poważnej czy w aktorstwie zwłaszcza teatralnym, gdzie trzeba jednak
                                    niekoniecznie geniuszu, ale jakiegoś wymiernego, niedostępnego większości
                                    talentu, nie jest jeszcze najgorzej. Trochę przesadzam może z tą nawałnicą
                                    miernoty, bo kilka rzeczy w miarę cenię, ale mam często takie odczucia...
                                    >
                                    • arnold7 Re: Niszczyciel Lem #2 28.12.05, 23:32
                                      Moze po prostu juz sie wypaliliscie? A moze najbardziej tworczy element po
                                      prostu wybral latwiejszy chleb, dostepny na wielu terenach nie bedacych pod
                                      polska administracja? A moze brak suwerennosci sluzy polskiej kulturze?




                                      • wiksadyba1 Re: Niszczyciel Lem #2 29.12.05, 00:02
                                        arnold7 napisał:

                                        > Moze po prostu juz sie wypaliliscie?

                                        Eee, w przyrodzie niewiele rzeczy jest ostatecznie przesądzone:)))

                                        A moze najbardziej tworczy element po
                                        > prostu wybral latwiejszy chleb, dostepny na wielu terenach nie bedacych pod
                                        > polska administracja?

                                        Tylko, że mało znam Polaków, którzy by zrobili karierę artystyczną po 1989 na
                                        zachodzie. Teraz oczywiście trend taki będzie narastał, już się zaczyna - np.
                                        niektórzy polscy plastycy przebijają się powoli do szerokiej czołówki
                                        zachodniej; mnie oni akurat nie przekonują. To zależy jednak, w jakiej
                                        dziedzinie sztuki- np. szeroko rozumiane sztuki plastyczne to totalny biznes i
                                        w takim np. Londynie średnio zdolny ale jako tako obrotny malarz czy grafik
                                        może się utrzymać na przyzwoitym poziomie, w Polsce już niekoniecznie, chociaż
                                        też akurat w tej dziedzinie trochę się zmienia. Ale już np. pisarzowi jest
                                        dość trudno, zwłaszcza zaczynać, poza krajem, w którego języku pisze.


                                        A moze brak suwerennosci sluzy polskiej kulturze?

                                        He he, racjonalnie to nie ma uzasadnienia, ale trochę faktów na to wskazuje:)
                                        Co prawda może nie do końca - XVI wiek był dobry i dla ogólnej sytuacji kraju i
                                        dla kultury, no ale to było dawno temu:) W II RP też sporo rzeczy się
                                        rozkręcało, niektóre nazwiska (jak np. Gombrowicz) wypłynęły tuż przed smutnym
                                        końcem tejże...
                                        >
                                        Aha,współczesnych Ślązaków nie traktuję tu oddzielnie:) Siłą rzeczy większość
                                        twórców ze Śląska (o ile nie mieszkają np. w Niemczech, a nie słyszałem, żeby
                                        ostatnio jakiś tam się wybił) należy - w tym co robi - do kultury polskiej i
                                        chyba jakoś nie wyróżnia się z ogólnego trendu:)
                                        >
                                        >
                                        • arnold7 Re: Niszczyciel Lem #2 29.12.05, 00:37
                                          Czy kultura musi miec nacjonalistyczna nalepke? Jesli ja jako Slazak po polsku
                                          napisze najbardziej antypolska w swoim wyrazie powiesc, jaka kiedykolwiek
                                          powstala, a rownoczesnie zostanie ona za swoje walory uznana za arcydzielo
                                          literatury, to to tez bedzie zaliczone do polskiego dziedzictwa kulturowego?



                                          • black.ok Re: Niszczyciel Lem #2 29.12.05, 00:51
                                            W takim krótkim poście tyle błędów, Boże drogi. Po piwerwsze, ty nie napiszesz
                                            żadnej powieści, więc ci jej nie opublikują. Nawet jeśli skleciłbyś pare
                                            antypolskich zdań, to nie będzie powieść tylko broszura propagandowa. Jeśli byś
                                            rzeczywiście to sklecił, to będzie ta broszura miała nacjonalistyczną nalepkę.
                                            Żadna broszura propagandowa nie została jeszcze uznana za arcydzieło. Do
                                            poskiego dziedzictwa kulturowego nie można się zapisać, więc by ci tego nie
                                            zaliczyli. Do nienieckiego też nie, bo jakbyś nawet przetłumaczył to na
                                            nieniecki, najwyżej zaliczyli by to do nienieckiego dziedzictwa nazistowskiego.
                                          • wiksadyba1 Re: Niszczyciel Lem #2 29.12.05, 01:04
                                            arnold7 napisał:

                                            > Czy kultura musi miec nacjonalistyczna nalepke? Jesli ja jako Slazak po
                                            polsku
                                            > napisze najbardziej antypolska w swoim wyrazie powiesc, jaka kiedykolwiek
                                            > powstala, a rownoczesnie zostanie ona za swoje walory uznana za arcydzielo
                                            > literatury, to to tez bedzie zaliczone do polskiego dziedzictwa kulturowego?

                                            Będą się toczyły latami akademickie spory, czy to jest literatura polska:))
                                            Sprawa była by chyba zresztą precedensowa w historii literatury:) A jak z kolei
                                            potraktowano by powieść Polaka, który napisałby najbardziej antypolską powieść
                                            w historii:)??
                                            >
                                            >
                                            >
                                    • black.ok Re: Niszczyciel Lem #2 29.12.05, 00:13
                                      Jak co roku amerykańska Biblioteka Kongresu Stanów Zjednoczonych wybrała 25
                                      filmów, które wejdą w skład National Film Registry - listy zawierającej tytuły
                                      produkcji budujących dziedzictwo kulturowe USA w dziedzinie filmu.

                                      "Baby Face" (1933)
                                      "The Buffalo Creek Flood: An Act of Man" (1975)
                                      "Człowiek z kamerą" (1928)
                                      "Commandment Keeper Church, Beaufort, S.C., May 1940" (1940)
                                      "Nieugięty Luke" (1967)
                                      "Beztroskie lata w Ridgemont High" (1982)
                                      "Francuski łącznik" (1971)
                                      "Olbrzym" (1956)
                                      "H2O" (1929)
                                      "Hands Up" (1926)
                                      "W obręczy marzeń" (1994)
                                      "Zagłada domu Usherów" (1960)
                                      "Imitacja życia" (1934)
                                      "Jeffries-Johnson world championship fight" (1910)
                                      "Making of an American" (1920)
                                      "Cud na 34. ulicy" (1947)
                                      "Mom and Dad" (1944)
                                      "The Music Man" (1962)
                                      "Power of the Press" (1928)
                                      "A Raisin in the Sun" (1961)
                                      "The Rocky Horror Picture Show" (1975)
                                      "San Francisco earthquake and fire, April 18, 1906" (1906)
                                      "Żądło" (1973)
                                      "A Time for Burning" (1966)
                                      "Toy Story" (1995)

                                      Zwróć uwagę, nie ma najnowszej produkcji, większość z tych filmów jest w Polsce
                                      nieznana. A przecież amerykańską sztukę filmową postrzega się przez pryzmat
                                      zupełnie innych fimów. Wszystko więc jest względne, zależne od przyjętych
                                      kryteriów.
          • arnold7 Re: Niszczyciel Lem #2 27.12.05, 18:52
            Oni sa bezkrytycznie zauroczeni tym smiesznawym panstwem, to taka przypadlosc
            ludzi majacych klapki na oczach. Cos jak ballest, tyn zas ino te Niymce i
            Niymce.
            • Gość: ramon Re: Niszczyciel Lem #2 IP: 8.3.* / *.proxy.aol.com 27.12.05, 19:01
              arnold7 napisał:
              Cos jak ballest, tyn zas ino te Niymce i
              > Niymce.

              to sie mylisz, bo jak by miou "ino te Niymce", to by go tukej jusz downo niy
              bouo.
              • arnold7 Re: Niszczyciel Lem #2 27.12.05, 19:09
                Chyba niy do konca rzes chycil.

                • sss9 Re: Niszczyciel Lem #2 27.12.05, 20:29
                  arnold7 napisał:

                  > Chyba niy do konca rzes chycil.
                  >

                  chyba obaj chyciliście tylko po troszku.
                  ty nie chyciłeś, że ramon dobrze się orientuje kto to placidus. ;)
            • master_in_lunacy a ja myslałem, że to forum o największym zadupiu 27.12.05, 19:03
              w Polsce czyli Dziurnym Śląsku;)
    • milik1954 Re: "Polska to zadupie " 27.12.05, 19:58
      sprawa jest prosta- Lemowi wolno , a tobie nie! znasz przysłowie: co wolno
      wojewodzie to nie tobie smrodzie. dla Polaków tacy ludzie jak Lem są kimś, a
      wy jesteście niczym.oni krytykuja Polskę tak jak robił to Frycz Modrzewski,
      Krasicki, Słowacki, Żeromski- bo Ją kochają, a wy ją obszczekujecie zza węgła,
      jak gromada tchórzliwych kundli
      • Gość: madre Re: "Polska to zadupie " IP: *.dip0.t-ipconnect.de 27.12.05, 20:33
        no to do roboty mrowy aby na co szczekac nie bylo, zza wegla.
        Jak jo wos kochom, oczywiscie ino zza wegla, hehehehe
      • Gość: aletujużbyło Re: "Polska to zadupie " IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.12.05, 16:46
        milik1954 napisał:

        > sprawa jest prosta- Lemowi wolno , .... tak jak robił to Frycz Modrzewski,
        > Krasicki, Słowacki, Żeromski- bo kochają, .....

        Tak po prawdzie to on kocha cały świat, bo prawie każdemu się od niego dostało.
        Pozdr.
    • builder Re: "Polska to zadupie " 28.12.05, 02:18
      to je prowda!,
      a czamu?,
      bo Polokuf uokradali psziys 500 lot,

      by,
      the builder,
      • builder Re: re, 28.12.05, 02:22


        builder napisał:

        > to je prowda!,
        > a czamu?,
        > bo Polokuf uokradali psziys 500 lot,
        >
        > by,
        > the builder,

        som siy dziwia zy jyszczy tyn kraj na mapie istnieje,
        mocny jeeees,
        i sondza zy bydzie jeszcze mocniyjszy=pou trupach do celu,

        by,
    • Gość: rufus Re: "Polska to zadupie " IP: *.cymes.net / 213.20.123.* 28.12.05, 12:20
      No niestety Lem Ameryki nie odkryl
    • Gość: Tomek Re: "Polska to zadupie " IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.12.05, 12:44
      Lem słynie z kontrowersyjnych wypowiedzi. Szanuję go jako pisarza, ale
      najlepszym analitykiem, obserwatorem życia politycznego to on chyba nie jest.
      • Gość: rudy Re: "Polska to zadupie " IP: *.dip0.t-ipconnect.de 28.12.05, 12:48
        Lem to ciul, jak On tak moze nasza najjasniejsza zadupie nazwac.
        fantastyczny polebus i tyle.
        • Gość: harc mistrz Re:"Polska to zadupie" - Ejże, p. Stanisławie...!? IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 29.12.05, 22:14
          A taki Janusz Głowacki (ur. w 1938 r.) - prozaik, dramaturg, scenarzysta.
          Zasygnalizuję tylko jego wcześniejsze dzieła i dokonania ("Wirówka nonsensu",
          "Nowy taniec la-ba-da", "My sweet Raskolnikow", "Moc truchleje", "Ostatni cieć",
          czy chociażby autorstwo scenariuszy "Polowania na muchy" i współautorstwo
          kultowego "Rejsu"...
          Od grudnia 1981 r. mieszka i tworzy za granicą(po stanie wojennym).
          Duże sukcesy w Stanach Zjednoczonych odniosły jego dramaty "Polowanie na
          karaluchy", "Antygona w Nowym Jorku", Czwarta siostra".
          Jego sztuki teatralne grane były przez wiele lat, i są nadal wystawiane w wielu
          krajach świata.
          Jest laureatem prestiżowych nagród literackich, m.in. American Theatre Criticks
          Association Award, 1987, John S. Guggenheim Award, 1987, Hollywood Drama-Logue
          Critics Award, 1987, National Endowment for the Arts, 1988.
          A więc jednak jakiś współczesny pozytyw... jest.

          Wydaje mi się, że Stanisław Lem, jest bardzo sfrustrowany tym, że jego książki
          to już przeszłość, mało kto się nim interesuje, jego objawionych myśli i syntez
          politycznych nie bierze się poważnie.
          Wkurzył się chłopina ostatnio, że prezydentem Polski został Kaczyński, a nie
          Tusk - i stąd pewnie to wielkie JEGO rozgoryczenie.(?)
          Pamiętam, jak obrzucano nas wszystkich (czyli społeczeństwo polskie) epitetami
          typu "homo sovieticus" i też robiła to wielce zasłużona, niemal charyzmatyczna
          osoba. Też autorytet moralny...
          (HKP)
          ...
          CZUWAJMY I NIE DAJMY SIĘ ZWARIOWAĆ!!!
          Życie toczy się dalej. Są okresy lepsze i gorsze - przeczekamy!
          • black.ok Re:"Polska to zadupie" - Ejże, p. Stanisławie...! 29.12.05, 22:34
            Czytałeś jego felietony? Każdy jeden był swoistą perełką. Nie pamiętam w której
            książce je zawarł.

            pozdro.
            • Gość: harc mistrz Re:"Polska to zadupie" - Ejże, p. Stanisławie...! IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 30.12.05, 22:38
              Nie wiem, czy wydany został w formie książkowej zbiór felietonów Janusza
              Głowackiego? Jeśli nie - to powinien to (KTOŚ) zrobić.
              Natomiast ostatnio czytałem w cyklu NOWA PROZA POLSKA, wydaną w 2004 roku przez
              "Świat Książki", pozycję pt. "Z głowy JaNUsz GŁoWACki", będącej
              autobiograficznym zbiorem najnowszych jakby felietonów autora.
              Ponieważ bardzo lubię autoironię, to zacytuję sympatyczny fragment tej książki:

              "...Niedawno szedłem wieczorem do domu, a z drugiej strony murku wystawała głowa
              parkingowego. "Panie Januszu - zawołał - niech pan pozwoli". Parę razy mocno
              potrząsnął moją reką: "Pan nawet nie wie, jak ja pana szanuję. Przepraszam, że w
              tej chwili oddaję mocz". Pomyślałem, że chyba jednak powinienem wrócić do
              Polski...".

              Jednak, mimo wszystko, żal mi Lema.
              (HKP)
              ...
              CZUWAM I POZDRAWIAM!!!
              • black.ok Re:"Polska to zadupie" - Ejże, p. Stanisławie...! 30.12.05, 22:46
                Tak, zostały wydane, może je znajdę jeszcze w chacie w przepastnej bibilotece.
                Mnie też żal Lema, a mam jego wszystkie dzieła.
                • Gość: harc mistrz Przeczytałem w Przegl.Tyg. ten wywiad ze St. Lemem IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 31.12.05, 20:52
                  Szkoda, że autor nin. wątku (Placidus), powołując się na ostrą i krytyczną
                  wypowiedź Stanisława Lema, nie dał linku ani adresu do tego wywiadu.
                  Dlatego swój post oparłem na wcześniejszych spostrzeżeniach dot. innych
                  ostatnich wypowiedzi tego pisarza SF i jego... postępującym starzeniu.
                  Przekonałem sie teraz, że jest o wiele gorzej z tym zramolałym i zgryźliwym
                  starcem, niż myślałem dotąd i się spodziewałem(!).
                  Przykry to widok, ale JEMU już... "bije mu całkiem na dekiel" (że się tak
                  wyrażę). Naprawdę przykre...!
                  Talent jest w młodości lub w wieku średnim DAREM OD BOGA, ale kultywując i
                  rozwijając ten DAR, należy przez mądrość, rozwagę i samokrytycyzm zasłużyć na
                  równie ważną rzecz, jaką jest umiejętność... ZESTARZENIA SIĘ Z GODNOŚCIĄ.(!)
                  Tu St.Lema casus, uplasował bym w tym samym szeregu "przypadków twórczych", co
                  J.Dobraczyńskiego, A.Żuławskiego czy K.Kutza.
                  Jest coś ohydnego w takim eksploatowaniu przez dzienniakarza Przeglądu
                  Tygodniowego goryczy i starczej frustracji, zasłużonego niegdyś dla polskiej
                  kultury i literatury człowieka, uległego (być może w naturalny sposób)
                  psycho-biologicznej i geriatycznej degradacji.
                  To jest niegodziwe, aby dla dorażnych i koniunkturalnych zapotrzebowań,
                  utylitarnie niemal, wykorzystywać znaną o wielkim dorobku twórczym postać, która
                  się, niestety... kompromituje i ośmiesza, w konsternację stawiając grono swoich
                  wielbicieli i sympatyków.(?!)
                  ...Prezydenta Stanów Zjednoczonych G.Busha nazywa głupcem, a gloryfikuje i
                  zachwyca się b.prezydentem Polski A.Kwaśniewskim. To tylko jedno z JEGO
                  autorytatywnych stwierdzeń oprócz katastroficznych wizji dla Polski i Świata(!).
                  SF - sama fikcja, sam fałsz, samobójstwo frustrata (twórcze, niestety!).
                  ...
                  Uważam, że powinny być jakieś związki twórcze, albo organizacje etyczne,
                  humanitarno-opiekuńcze, żeby skutecznie chronić dobre imię i dorobek twórczy
                  starzejących się wybitnych ludzi przed... hienami prasowymi, żerującymi na ICH
                  frustracjach, maniactwach lub postępującym z wiekiem niedołęstwie.
                  (HKP)
                  ...
                  CZUWAĆ I STARZEĆ SIĘ... "Z GODNOŚCIOM"!!! ("OSOBISTOM")
                  Nie każdego stać być Giedroyciem...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka