privus
19.07.10, 20:46
W tej coraz bardziej gorącej grze politycznej wygląda na to, że PiS
swoimi agresywnymi wypowiedziami chce coś usilnie przykryć
odwracając uwagę w kierunku preparowanej eskalacji konfliktu między
tzw. kato-pismenami a resztą społeczeństwa.
Ryszard Czarnecki zdążył już złożyć interpelację w Brukseli w
sprawie rosyjskiego śledztwa związanego z katastrofą smoleńską
umiędzynaradawiając wewnętrzny konflikt między PiS-em a rządem. Nie
wiem, czy kopię tej interpelacji dla podkreślenia wagi własnych
zastrzeżeń był uprzejmy wysłać do rosyjskiej dumy. Jeżeli nie, to
Rosjanie ciągle nie mając jeszcze pojęcia o jego zastrzeżeniach i
interpelacji Czarneckiego, w błogiej nieświadomości nadal będą
robili swoje, a nie to, czego domaga się Czarnecki. A przecież to
nie uchodzi, skoro Czarnecki walczy za miliony bez względu na to, w
której jest aktualnie partii, jego zawsze musi być na wierzchu. Jak
widać, w tym wypadku zew krwi jest zawsze ten sam i taki sam.
Poseł PiS Mariusz Błaszczak żąda już nie tylko krzyża przed Pałacem,
ale i pomnika. O tyle jednak korzystniej wygląda w stosunku do
naszego Szmita, że ten pierwszy przynajmniej chce coś budować a nie
burzyć.
Jarosław Kaczyński podjął się wręcz ryzyka szantażu twierdząc, że do
póki nie ma pomnika, postawiony na dziko krzyż przed Pałacem
Prezydenckim będzie stał i stał, i stał…
Jest to niestety bardzo niepokojąca eskalacja konfliktu, którego
końca trudno jest dostrzec. Kołtuńska umysłowość wspierana przez
Kaczyńskiego (nazywanie Żydami, Ruskimi w ramach symboliki
religijnej mających inne poglądy) świadczy o jednym, że pod
symboliką krzyża tworzony jest konflikt nie ideologiczny a
polityczny. Oficjalne milczenie kościoła w tej sprawie jest co
najmniej nie zrozumiałe i stwarza wrażanie dalszej gry hierarchii
kościelnej na Kaczyńskiego.
CO TO JEST TO PIS-OWSKIE COŚ?
Otóż od 10 kwietnia wiadomo, że tym COŚ jest treść rozmowy
telefonicznej dwóch braci przez telefon satelitarny tuż przed tym
wielkim męczeńskim BĘC. Ogólnie także wiadomo, że Lech nie był w
stanie podjąć żadnej decyzji bez akceptacji Jarosława. Wyraźnie to
było widać w trakcie podpisywania traktatu lizbońskiego, kiedy to
telefony od Lecha do Jarosława rozgrzewały się do czerwoności. Skoro
PiS z takim zacietrzewieniem domaga się dokumentów, nagrań i PiS-
owski Bóg wie czego jeszcze od Rosjan, to dlaczego tak trudno jest
dostrzec do tej tak ważnej przecież w tej sytuacji rozmowy?
Dziwnym jest, że sam nie chce nic wspomnieć na temat treści rozmowy,
czego ona dotyczyła tak, jakby się obawiał, że techniczne możliwości
w niedługiej przyszłości bezlitośnie i niezbyt przychylnie
skonfrontują dla niego ten skrywany fakt.
A do przykrycia może być wiele faktów np. poczynając od nacisków na
pilotów kończąc na nocnej imprezie z 9 na 10 kwietnia. Może jest i
jeszcze coś, bo PiS-mani zachowują się tak, jakby to była już
ostateczna walka na noże. Jeśli okaże się, że Lechu kazał lądować na
telefoniczny rozkaz Jarosława, pod znakiem zapytania pozostaną losy
stworzonej legendy tego PiS-o męczeństwa łącznie z całą imprezą
zorganizowaną Wawelu nie wykluczając w efekcie ew. błazeństwa
prezesa.
Zadziwiającym jest przede wszystkim to, że PiS woli zniknąć ze sceny
politycznej wywołując kolejną wojnę o krzyże, niż
ujawnić "oczywistą" prawdę o katastrofie i jej otoczce. Prezes dwa
miesiące przekonywał jak tylko potrafił na wszystkie strony, jak to
się zmienił po katastrofie, a teraz raz-dwa wraca do starej znanej z
okresu budowy IV RP retoryki. Przecież ten – jak przypuszczam –
chyba spontanicznie postawiony krzyż, stał się od samego początku
fałszem politycznym wykorzystywanym do najzwyklejszych wieców
poparcia Jarosława pod przykryciem składania hołdów dla Lecha i
tworzenia czegoś, czego wcale nie było. Niedawno jeszcze przecież
opowiadał, jak to pokochał w okresie żałoby lewicę, a teraz
twierdzi, że Komorowski jeśli usunie nielegalnie postawionego
krzyża, to może stanąć tam gdzie Zapatero i Napieralski. Nie
rozumiem, dla czego krzyż w rękach działaczy PiS ma być symbolem
nienawiści?
A swoją drogą zgodnie z wypowiedzią Kaczyńskiego ZOMO też stało tam
gdzie stało, czyli razem z nim ;)
W sprawie Zapatero wypowiedź można traktować jako wielce nierozważną
(co nie było by żadnym zaskoczeniem), albo też jako skłonność do
wywołania nawet konflikt dyplomatycznego z Hiszpanią dla skrycia
tego, co jest jemu wyraźnie niewygodne?
Uważam, że przede wszystkim tajemna treść rozmów telefonicznych
między braćmi leży u podstaw tych manipulacji i wybuchu agresji.
Wygrana w wyborach ułatwiła by wyciszenie tej sprawy zgodnie z
potrzebami. Dzisiaj ujawnienie treści rozmów może w efekcie uderzyć
w polityka żyjącego i aspirującego do wysokich stanowisk. Może mu
zamknąć na zawsze do nich drogę. I tu też leży przyczyna, dla której
Kaczyński gotów jest na wszystko. A przecież nie od dzisiaj wiadomo,
że walka o władzę była i jest jego jedynym priorytetem.