Gość: adiunkt
IP: *.olsztyn.vectranet.pl
09.12.10, 20:04
Jestem młodym adiunktem na UWM i z ręką na sercu mówię że to co rząd robi polskim naukowcom to jest CZYSTY KRYMINAŁ. Jako adiunkt zarabiam na rękę 2.5 tys i można powiedzieć ze mam szczęście bo wielu moich kolegów (też po doktoracie) pracują jako asystenci a nawet pracownicy techniczni i wtedy zarabiają 1,5 tysiąca. Pytam się czy to jest normalne żeby najlepiej wykształceni obywatele w tym kraju zarabiali mniej niż robotnik niewykwalifikowany? Rząd cały czas opowiada o tym jak to popiera naukę i jak troszczy się o naukowców lecz nic za tym nie idzie. Żeby zrobić habilitację muszę opublikować około 30 artykułów w renomowanych pismach międzynarodowych - jest to możliwe tylko wtedy kiedy pracuje się w świetnie funkcjonującej katedrze o uznanej pozycji itd. Niestety takich katedr jest stosunkowo niewiele na naszym uniwersytecie. Tak więc mimo że będę się starał i powiedzmy zabraknie mi kilku publikacji za te parę lat to usłyszę: Do widzenia? I co wtedy: ja będę musiał przed 40-stką poszukać całkiem nowej pracy a uczelnia zatrudni na moje miejsce młodego absolwenta, który przez klika kolejnych lat będzie musiał się uczyć wszystkiego co ja już wiem i dopiero po tym okresie zajmie się prowadzeniem swoich badań? Śmiem wątpić czy postępując w ten sposób polska nauka dorówna nauce japońskiej, amerykańskiej itp. No ale w ministerstwie oczywiście nie pracują naukowcy tylko URZĘDNICY którzy o rzeczach o których ja tu piszę mają bardzo blade pojęcie. No ale pewnie ONI też mają postawione jakieś zadania i jak nie wprowadzą w życie jakiegoś "rewolucyjnego" pomysłu to może ich czeka zwolnienie z pracy? Do panów decydentów: NIE IDŹCIE TĄ DROGĄ!!!