Gość: dr
IP: *.adsl.inetia.pl
03.07.11, 11:31
Gdy w 1946 roku z Moskwy do Krakowa przyjechał nikomu nieznany Sergiusz Demakow i w otoczeniu partyjnej świty wytyczył kombinat i miasto Nową Hutę wszyscy byli zdumieni i przerażeni. Machnął bowiem ręką przed siebie i skazał : "tu budiet gorod, a tam kombinat", wskazując powtórnie, ale w kierunku przeciwnym. I tak miasto Nowa Huta z jej kombinatem zostały faktycznie wytyczone przez nieuka partyjnego z politbiura, który nie zapomniał jeszcze ochrzcić przedmiotu wytyczeń imieniem wodza proletariatu, towarzysza Włodzimierza Iljicza Lenina.
W niedawnej przeszłości inny towarzysz, generalissimus Józef Stalin w otoczeniu świty; premiera Wielkiej Brytanii Winstona Churchila i prezydenta Stanów Zjednoczonych Franklina Delano Roosevelta, uprzednio w Teheranie, później w Jałcie, palcem po mapie wymazali z niej Kresy Południowo - Wschodnie II RP na rzecz Związku Sowieckiego, m. in. rdzennie polski Lwów. Świta biła brawo, a toast Churchila: "trzykrotne hurra na cześć marszałka Stalina" pobił wszystkie inne. Świta uznała oczywistą dominację sowiecką nad Polską, a konferencja zakończyła się w atmosferze przyjaźni. Paralityk, również umysłowy /Roosvelt/, alkoholik /Churchil / i zbrodniarz wszechczasów, nieprzejednany wróg i morderca Polaków Stalin, w Jałcie zadecydowali o naszych losach po II wojnie światowej, oddając Polskę w ręce morderczego systemu sowieckiego, tym bardziej haniebnie, iż Wielkiej Brytanii i Stanom Zjednoczonym znane były zbrodnie stalinowskie łącznie z pierwszym kłamstwem katyńskim.
Transakcja była identyczna jak w Monachium, gdzie Hitlerowi "przehandlowano" Czechosłowację.
W Jałcie było inaczej, nikt nikomu nie zagrażał, nie istniała jeszcze zimna wojna, a Kresy Południowo - Wschodnie II RP ze Lwowem sprzedano Stalinowi bez dyskusji, wprost na jego żądanie, bez słowa protestu, bo cóż tam Polska, jakiś mały kraik, często bywała zmową katów.
Nie inaczej jest obecnie; jesteśmy świadkami drugiego kłamstwa katyńskiego.
Panowie prezydent i premier wznosząc w Jałcie kielichy toastu dla przypieczętowania następnej zbrodni dokonanej na narodzie polskim, jakoś zapomnieli o bitwie o Anglię, Tobruku, Monte Casino, "pomocy" armii sowieckiej bohaterskiemu Powstaniu Warszawskiemu, Katyniu, Miednoje, Charkowie, Starobielsku, czy Kozielsku i Ostaszkowie.
Lwów wówczas już krwawił sześć lat i krwawi nadal przeszło siedemdziesiąt lat, to pod okupacją sowiecką, to pod hitlerowską, znów sowiecką i obecnie ukraińską, jako miasto "wolnej" Ukrainy, oczywiście integralnej części agenturalnego imperium sowieckiej Rosji, której w pas kłania się obecnie polska racja stanu z rezydentem Komorowskim i premierem "miłości" Tuskiem.
Co będzie jutro?
Lwowianie z gołymi tyłkami zostali wysiudani ze swojego miasta w bydlęcych wagonach, bez wody i strawy, a to na "Ziemie Odzyskane", a to na Sybir, a to do kazamatów bolszewickich.
Wsio rawno, good bye. Po drodze nieszczęśnicy byli jeszcze przedmiotem okrucieństwa ukraińsko - hitlerowskiego batalionu Nachtigall na Wzgórzach Wuleckich we Lwowie, gdzie wymordowano kwiat polskiej inteligencji - 45 profesorów wyższych lwowskich uczelni z trzykrotnym premierem II RP Kazimierzem Bartlem, lub mordów dokonanych przez hitlerowców przy współudziale ukraińskich nacjonalistów w lwowskich Brygidkach, w więzieniach przy ulicach Łąckiego i Zamarstynowskiej.
To był dopiero początek martyrologii ludności Kresów Południowo Wschodnich II RP z województw lwowskiego, stanisławowskiego , tarnopolskiego, wołyńskiego.
A cóż dzisiaj we Lwowie w czerwcu 2011 roku?
Ulicami Lwowa spontanicznie przebiegają „lekkoatleci” i inni „sportowcy” i z towarzyszeniem klaksonów samochodów biorących udział w tych „paradach wyszywanek” wznoszą okrzyki: „niech żyje Roman Szuchewycz, niech żyje Stepan Bandera”.
8 kwietnia 2011 r. we Lwowie odbył się marsz "nacjonalistów autonomicznych" na cześć 68 rocznicy utworzenia 14 Dywizji Grenadierów Waffen SS "Galicja". Według danych obecnych podczas akcji służb policyjnych, w marszu wzięło udział około 700 uczestników.
Na czele marszu, który wyruszył spod pomnika Stepana Bandery w kierunku placu Wolności, szedł koordynator akcji, radny Rady Miejskiej Lwowa z partii "Swoboda" Jurij Mychalczyszyn. W komentarzu wygłoszonym dla dziennikarzy określił akcję jako "tradycyjną", ponieważ już w ubiegłym roku podobny marsz się odbył jako "parada wyszywanek" (czyli ozdobionych charakterystycznym haftem koszul ukraińskich).
"To jest - patriotyczna młodzież Lwowa, która popiera idee sprawiedliwości społecznej i narodowej, która troszczy się o to, aby Ukraińcy zachowali swoją pamięć historyczną, która występuje przeciwko temu, aby bojownicy o niepodległość Ukrainy byli piętnowani jako wspólnicy nazistowscy i wrogowie państwowości ukraińskiej" - powiedział.
Odnośnie Dywizji "SS Galizien" Mychalczyszyn podkreślił: "To są nasi bohaterowie, z których jesteśmy dumni, których będziemy bronić i których dzieło będziemy kontynuować".
"W rzeczywistości my nie słowami, ale czynem udowadniamy, że Lwów - to Bandersztadt, to stolica ukraińskiego nacjonalizmu" - dodał.
Bezpośrednio w trakcie przemarszu, uczestnicy skandowali hasła "Galicja" - Dywizja bohaterów!"," Melnyk, Bandera - Bohaterowie Ukrainy, Szuchewycz, Bandera - Bohaterowie Ukrainy!", "Jedna rasa, jeden naród, jedna Ojczyzna!","Pamiętaj , cudzoziemcze, tutaj gospodarzem jest Ukrainiec!", "Twoja obojętność - twoje niewolnictwo!"," Bandera przyjdzie, zaprowadzi porządek!" i inne.
Ponieważ niektórzy uczestnicy akcji ukrywali twarze pod ciemnymi maskami, jeden z nich wyjaśnił, że "są śledzeni przez służby specjalne" i ukrywają swoje twarze dla własnego bezpieczeństwa i bezpieczeństwa swoich rodzin".
W styczniu 2011 roku w czasie obchodów rocznicy bitwy pod Krutami odbył się we Lwowie marsz nacjonalistów ukraińskich z pochodniami. Uczestnicy marszu wznosili antypolskie okrzyki znane już przecież z przeszłości:
"Smert Lachom - sława Ukrainie"
"Lachy za San"
"Riazy Lachiw"
"Lachow budut rizaty i wiszaty"
"Dosyć już Lachy paśli się na ukraińskiej ziemi, wyrywajcie każdego Polaka z korzeniami".
Ukraińska służba graniczna nie jest życzliwa Polakom. W marcu 2011 w czasie przekraczania granicy w Medyce usłyszeliśmy z żoną od umundurowanego ukraińskiego funkcjonariusza, iż:
"… my was do tiurmy…"
W czasie podróży tramwajowej "kontrolerzy" zatrzymali tramwaj, kazali mnie i żonie wysiąść, doprowadzili nas do kantoru, pod groźba "tiurmy ", pobrali grzywnę kilkudziesięciu hrywien, po czym bez wystawienia pokwitowania uciekli.
4 lipca 1941 r. - hitlerowsko - ukraiński batalion Nachtigall na Wzgórzach Wuleckich we Lwowie dokonał mordu 45 profesorów lwowskich wyższych uczelni.
Bezpośrednio po dokonaniu tej zbrodni oddziały ukraińskiego batalionu SS - Galizien maszerując ulicami Lwowa niosły transparenty z hasłami "Smert Lachom". Manifestanci to jednostka SS zbrodniczej niemieckiej formacji złożona z ukraińskich kolaborantów powołana przez Niemców dla uzupełnienia braków kadrowych, która "wsławiła " się licznymi zbrodniami na Polakach.
Po ucieczce bolszewików ze Lwowa 22 czerwca 1941 roku brama do lwowskich Brygidek była otwarta. Sam widziałem na murach podworca Brygidek krwawą maź mózgów z krwią więźniów zakatowanych tam przez NKWD kolbami karabinów.
Największą liczbę więźniów zamordowano we Lwowie. Część ewakuowano 22 czerwca 1941 roku na wschód pieszo, drogą na Tarnopol, Czortków , Berdyczów - aż do Moskwy, dokąd dotarli 28 sierpnia 1941 roku. W czasie marszu ci, którzy nie mogli nadążyć za kolumną, byli mordowani przez konwojentów.
Pozostali, załadowani w Moskwie do wagonów bydlęcych, przewiezieni zostali do Pierwouralska. W czasie przewozu wielu zmarło na tyfus.
Z ośmiuset wyprowadzonych ze Lwowa, ewakuację do Pierwouralska przeżyło tylko dwustu czterdziestu ośmiu.
Mimo ewakuacji części więźniów, więzienia lwowskie nie opustoszały, gdyż na miejsce ewakuowanych trafil