mojorisin1 12.08.05, 16:19 www.warserwis.pl/xxx.jpg Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: bolo Re: Interesy p STARON IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.08.05, 18:27 Prezes i jego drużyna ( Piotr Miączyński, współpraca Anita Chudzińska 05-06-2005 , ostatnia aktualizacja 03-06-2005 17:24) Specjalista od nawożenia buraków, któremu w Olsztynie nikt nie podskoczy Bohater 1. Prezes - gość, któremu się klaszcze Na jednym końcu korytarza - pokoje pracowników, na drugim - sekretariat. Godzina 15. Czas urzędowania się skończył i można by iść do domu. Ale w sekretariacie siedzi prezes i obserwuje, kto wyjdzie pierwszy. - Jak w starym dowcipie o Stalinie. Kto najpierw przestanie klaskać - czapa. Mija 16. Nadal nikt się nie rusza. Co tu robić? Ano, wychodzimy całą grupą. Cichutko, na paluszkach. Dobrze nas wyszkolił, co? - ironizuje jeden z pracowników spółdzielni. Prezes to szef olsztyńskiej spółdzielni mieszkaniowej Pojezierze Zenon P. Niski, wąsaty facet w eleganckim garniturze. Specjalista od nawożenia buraków, urlopowany pracownik naukowy olsztyńskiego uniwersytetu, radny miasta. W mieście ma opinię gościa, któremu nikt nie podskoczy. Pisałem o nim rok temu w "Gazecie". W rozmowie telefonicznej powiedział: - Panie Piotrze, niech pan sobie pisze, co chce, jak będą jakieś pomówienia, to pana pozwiemy i tyle. Bohater 2. Barbara - eksmitowana, czyli ofiara Barbara jest po czterdziestce, ale wygląda na starszą. Siedzi skulona, kurczowo zaciskając dłonie. Biała bluzka i granatowa spódnica jak na szkolną akademię. Wzrok spuszczony. Mówi cicho. Głos jej drży. Kiedy mówi, nie patrzy w oczy. Wstydzi się? Barbara i jej mąż Szczepan skończyli zawodówkę. On ślusarz, ona krawcowa. Mają siedmioro dzieci, wliczając w to Jolę, która urodziła się kilka dni po "TYM". Barbara unika słowa eksmisja. Ciężko przechodzi jej przez gardło. Sześć lat temu miała mieszkanie w Pojezierzu. Twierdzi, że wyrzucił ją komornik, mimo że spłaciła wszystkie długi. W dniu eksmisji była w dziewiątym miesiącu ciąży. Komornik przeniósł ją do mieszkania zastępczego. - Je też mi zabrali - wspomina. I prawie 40 000 wkładu budowlanego. Kto zabrał? - Prezes i księgowa spółdzielni! (pauza) Wierzy mi pan? Bohater 3. Lidia Staroń - kobieta z zasadami Budzi zaufanie. Blondynka, średniego wzrostu. Uśmiech na twarzy. Sympatyczna. Z wykształcenia inżynier budownictwa. Znajomy: - To w sumie dobra kobieta. Ale jak ktoś jej zajdzie za skórę - nie popuści. Jest jak pitbull. Skoczy do gardła i będzie trzymać. Wojna między Staroniami a prezesem zaczęła się tak. Kilka lat temu Staroniowie za swoje pieniądze wybudowali na terenie spółdzielni pawilon użytkowy. - Wystąpiłam do Pojezierza o ustanowienie spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu - opowiada pani Lidia. Zgodnie z prawem - zaznacza. - To była formalność. - Dzwoniłam. Nic! Pisałam. Też nic. Umówiłam się więc z prezesem. Siedzimy, gadamy. Rozmowa była krótka: - Żądam przydziału! - Nie ma problemu. Za 30 000. - 30 000? - Chcę prowizję 30 000 - przytaknął radośnie prezes. Powiedziałam, że nie zapłacę. Prezes przydziału więc nie dał. Drużyna prezesa Prezes w Pojezierzu - największej spółdzielni mieszkaniowej Olsztyna - pojawił się 12 lat temu. Ma tu małe mieszkanko. Szybko został członkiem a potem szefem rady nadzorczej spółdzielni. "Aby zmienić siermiężną spółdzielczą rzeczywistość, w której się nic nie dzieje" - deklarował w wywiadach dla lokalnej prasy. Chętnych zbyt wielu wtedy nie było. Takie czasy. Ludzie byli zajęci innymi sprawami. W 1997 roku został prezesem. Jednym z najważniejszych ludzi w Olsztynie. Podziwianym, bo miał to, co najważniejsze: kasę, mieszkania i pracę. I potrafił się tym dzielić. Zenon P. niczym wzorowy menedżer potęgę budował na ludziach. W jego układzie ludzie są najważniejsi. Do dziś lubi podejść do podwładnego i powiedzieć: "Pamiętaj, jesteś w mojej drużynie. Grasz ze mną!". A drużyna jest zorganizowana jak wojsko. Na szczycie są "oficerowie" - główna księgowa i dwóch wiceprezesów. Cała trójka stoi przy prezesie murem. - Gdzie odejdą? Kto im w Olsztynie da pracę za 15 000 miesięcznie? - pyta Wiktor, były pracownik spółdzielni. Niżej w armii są żołnierze. Hydraulicy, sprzątaczki. Sprzątaczki to pretorianie prezesa. - Prezes je zagaduje, czaruje uśmiechem, wydzwania do domu, wypytuje o dzieci, męża, zdrowie - opowiada Wiktor. One za to mają oczy szeroko otwarte. Są wewnętrzną służbą bezpieczeństwa. Jeśli na osiedlu pojawia się telewizja czy prasa i rozmawia z mieszkańcami, od razu dają sygnał do spółdzielni. I krążą, obserwują. Spisują. Z kim dziennikarze gadali. Co kto mówił. Później się przyda. Brak lojalności oznacza wyrzucenie z pracy. A w Olsztynie bezrobocie wynosi około 30 proc. Mieszkanie Mieszkanie było duże. 60 metrów? 70 metrów? Pani Barbara (krawcowa z siedmiorgiem dzieci) już nie pamięta ile. Ale duże. Za komuny mówiło się na nie M-5. Cztery pokoje, kuchnia, łazienka. Jasne i wygodne. W sam raz dla dużej rodziny. Kupili je w 1991 roku. Wiodło się im wówczas nieźle. On pracował w Olsztyńskich Zakładach Opon Samochodowych, ona szyła w prywatnej firmie. Pomogli też rodzice. Kłopoty zaczęły się dwa lata po przeprowadzce, kiedy Barbara urodziła szóste dziecko - Jarka. Poszła wtedy na urlop macierzyński. Jakiś czas później mąż stracił pracę. Sąsiadka 1: - W domu żadnych patologii czy wódki. Niebogato, ale spokojnie. Sąsiadka 2: - Dzieci zawsze grzeczne i miłe. Złego słowa nie mogę powiedzieć. Widać było, że ubranka mają cerowane i takie trochę podniszczone, ale zawsze czyściutkie i uczesane. Zaległości rosły przez kilka lat. Najpierw kilka, później kilkanaście tysięcy. W końcu uzbierało się 24 000 zł. Połowa z tego to odsetki. Spółdzielnia założyła sprawę o eksmisję. Mimo to Barbara spłacała dług. Co teściowa sprzedała kawałek ziemi, to wpłacała na konto spółdzielni duże kwoty: 5000, 10 000, a raz nawet 15 000. W dniu eksmisji była winna 8300 zł. Po prośbie Komornik przyszedł 8 października 1998 roku. Miał być o 10 rano, ale spóźnił się 15 minut. Barbara pamięta, że był ładny dzień. Nie padało. W nocy nie mogła spać. Poprzedniego dnia pożyczyła od rodziny - "na dług". W spółdzielni zjawiła się już o 7 rano. Aby odkręcić wszystko. W sekretariacie usłyszała: niech pani idzie do prezesa. Barbara poszła - prosić o łaskę. Z wielkim brzuchem - była w dziewiątym miesiącu ciąży. Kurczowo ściskała uciułane pieniądze w garści. Nie udało się. - Potraktował mnie bardzo brzydko - wspomina i opuszcza głowę. - Jak? - Mówił: "Wynoś się". Śmiał się ze mnie. Mało brakowało, żeby wziął mnie za kołnierzyk i wyrzucił z gabinetu. Zabronił mi pójść wpłacić dług do kasy. Powiedział, że nikt ode mnie pieniędzy nie przyjmie. Że mam iść i czekać na eksmisję. Barbara poszła na pobliską pocztę i wpłaciła na konto spółdzielni pieniądze. Wróciła do Pojezierza. Pokazała prezesowi dowód wpłaty 8300 zł. - Mam sześcioro dzieci. Jestem w ciąży. Nie jestem nic już winna. Panie prezesie, niech pan zostawi mi mieszkanie, proszę. Prezes mógł to zrobić. - Zgodnie z prawem wierzyciel, czyli spółdzielnia, może odwołać komornika - twierdzi Iwona Karpiuk-Suchecka, prezes Krajowej Rady Komorniczej. Mógł, ale nie chciał. Prezes P. odpowiedział twardo: "Nie mamy o czym rozmawiać. To będzie dla pani nauczka. Trzeba było płacić. Niech pani idzie i czeka na komornika. Mam ważniejsze sprawy". Wypchnął ją z gabinetu. Przyjazny sędzia Lidia Staroń (kobieta z zasadami) przydział na lokal otrzymała, grożąc prezesowi sądem. Kilka tygodni później dostała za to decyzję zarządu, w której za lokal naliczono jej 16-krotnie większy czynsz niż ten, jaki płacą inni spółdzielcy. - Za co - zdziwiła się. - To haracz! To ja sama lokal postawiłam, sama sprzątam, remontuję, śmieci wywożę! I spółdzielnię pozwała. Batalia w sądzie była, jak wspomina Lidia Staroń, dziwna. - Sędzia Sz. krzyczał na mnie: - Będzie pani płacić! Musi Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bolo Re: Interesy p STARON IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.08.05, 18:36 - Sędzia Sz. krzyczał na mnie: - Będzie pani płacić! Musi pani płacić! Albo doradzał adwokatowi spółdzielni w trakcie rozprawy, co trzeba zrobić, żeby wygrać sprawę. Zmienić pozew? To Pojezierze zmieniało pozew. Staroń wygrała proces tylko dlatego, że sędzia Sz. był delegowany do sądu okręgowego - gdzie sprawa się toczyła - tylko na cztery miesiące. Tuż przed końcem rozprawy musiał wrócić do rejonu, a wyrok wydał ktoś inny. Pieniądze z łapówek Prezes żyje skromnie. Według oświadczenia majątkowego zarabia miesięcznie ponad 11 000. Ma na współwłasność z żoną dom - 250 m kw. oraz mieszkanie - 50 m. Jeździ renault mégane z 1998 roku. Oszczędności? Niecałe 100 000. - Pan żartuje - śmieje się jeden z pracowników spółdzielni, kiedy przytaczam mu te dane. - A premie? A łapówki? Plotki o łapówkach potwierdza Marek, właściciel firmy budowlanej, który poznał prezesa P. na imprezie, przy drinku, przez "znajomych znajomych". Prezes zagadnął go, czy nie byłby zainteresowany startem w przetargu na wymianę kilkunastu tysięcy spółdzielczych okien. Budowlaniec umówił się z prezesem na spotkanie w spółdzielni. Marek: - Gadamy, gadamy, nagle prezes patrzy mi głęboko w oczy i mówi: "Marek, możesz mieć ten kontrakt, ale ja chcę 10 procent od wartości transakcji". - Chciał łapówkę? - Tak. - I pan dał? - Co miałem zrobić? Przecież kroił mi się interes życia. - Kilka miesięcy po zakończeniu zlecenia prezes zadzwonił i powiedział: "Obrót miałeś ponad 230 000, należy się prowizja 23 000 zł. Daj Ł. [czyli wiceprezesowi spółdzielni - red.] forsę w poniedziałek" - opowiada Marek. - Przyniosłem pieniądze w kopercie. Powiedziałem, że to prowizja. Ł. nawet nie przeliczał. Schował pieniądze do szuflady. Podejrzanych kontraktów w Pojezierzu było zresztą tyle, ile nierasowy pies ma pcheł. Jak choćby wymiana podzielników w spółdzielni trzy lata temu. Kontrakt był gigantyczny - chodziło o 39 000 urządzeń. Spółdzielnia miała do wyboru podzielniki Metrony oraz Vittery. Wybrała Vitterę, mimo że jej oferta była gorsza. Jeden podzielnik tej firmy kosztował każdego mieszkańca 53,50 zł. Dla porównania - o klasę lepsze podzielniki Metrona proponowała po 35 zł. Pojezierze, instalując nowe podzielniki, musiało też zmienić ich system rozliczania. Kosztowało to spółdzielców dodatkowo 500 000 zł. Dziwnym zbiegiem okoliczności w trakcie przetargu szefem rady nadzorczej Pojezierza był Tadeusz M., "w cywilu" przedstawiciel Vittery. Jego firma miała nawet biuro w budynku zarządu spółdzielni. W ciąży - można eksmitować Barbara wróciła do domu. Usiadła na krześle i czekała. Dookoła stały spakowane rzeczy. Komornik przyjechał z pomocnikiem. Spróbowała jeszcze raz. Powiedziała: - Zapłaciłam już dług. Podetknęła pod nos dowód wpłaty. Niech mnie pan tutaj zostawi. Jestem w ciąży - wypięła ogromny brzuch. - Zaklinam pana. Nie pomogło. - W 1998 roku nie obowiązywała jeszcze ustawa o ochronie praw lokatorów, która zabrania eksmisji ciężarnych kobiet czy osób bezrobotnych - wzdycha Karpiuk-Suchecka. Komornik z pomocnikiem zapakowali meble na ciężarówkę i przenieśli je do mieszkania zastępczego. Ciasnej dziury - 30 m kw. Z łazienką wielkości toi-toi. Podłogi w nowym mieszkaniu były jeszcze mokre od mycia. Ściany niechlujnie pobiałkowane. Barbara spojrzała na nowe mieszkanie. Na swoje meble leżące na kupie. Dzieci tłoczące się dookoła. Zapytała, co będzie dalej. Komornik odpowiedział: "Spółdzielnia panią poinformuje". Eksmisja, czyli zamiana Dwa dni po eksmisji Barbara poszła rodzić. Przed terminem, z wysokim ciśnieniem i przez cesarskie cięcie. Na świat przyszła Jola. Barbara leżała jeszcze w szpitalu, kiedy listonosz przyniósł zawiadomienie ze spółdzielni. W sprawie "załatwienia formalności". Do Pojezierza pojechał Szczepan. Barbara nie mogła się jeszcze ruszać. W spółdzielni mąż spotkał się z księgową Władysławą W. Była miła. Mówiła "panie Szczepanie". Proponowała herbatę, kawę. I wtedy wybuchła bomba. - Wie pan, panie Szczepanie, mieszkanie, do którego przeniósł was komornik, należy do mojej córki - powiedziała księgowa. I uśmiechnęła się. Miała propozycję: - Zrobimy zamianę, nikomu nie mówcie o eksmisji. Księgowa miała wziąć mieszkanie Barbary i Szczepana, państwo S. "mieszkanie zastępcze" znajdujące się zresztą w zasobach innej spółdzielni - Perkoz. Szczepan wyszedł wstrząśnięty. Na pożegnanie usłyszał: - Tylko bądźcie cicho! Nikomu nic nie mówcie. - Co mieliśmy zrobić? - pyta się Barbara. Wybory w spółdzielni Lidia Staroń po raz drugi prezesa spotkała wiosną 2002 roku. Na spółdzielczych wyborach. - Wywołują nazwiska moich znajomych, wstają obcy ludzie i za nich głosują - opowiada. - Wszystkiemu przygląda się prezes i przez komórkę dyktuje różne liczby. Później załapałam, że decydował, ile głosów ma być za, a ile przeciw. Byłam porażona. Wybory jak na Białorusi. Jak to zrobił? - Przygotowania do wyborów przedstawicieli zaczynają się w Pojezierzu na przełomie grudnia i stycznia - opowiada Jan, były pracownik spółdzielni. Pracownicy spółdzielni tworzą specjalne listy. Lista wygląda tak: u góry numer grupy członkowskiej i liczba delegatów na zgromadzenie przedstawicieli. Dalej adresy ulic, które grupa obejmuje. Poniżej nazwiska osób, które przyniosły sprzątaczki, ich adresy (ulica, numer mieszkania). To ci, którzy na wybory na pewno nie pójdą. - W spółdzielni dane z list określa się jako "lewe dane". Pracownicy dostają kartki z "lewymi danymi" i idą głosować na zebrania grup członkowskich, które wybierają delegatów na zebranie przedstawicieli. Ciągną ze sobą rodziny i znajomych. Oni też mają kartki z lewymi nazwiskami i głosują za tych ludzi. Takie lotne brygady chodzą na zebrania wielu grup członkowskich. Zawsze z dokładnymi instrukcjami, kogo poprzeć. - Nie myli się pan? - Nie. Widziałem pracowników z takimi kartkami. Widziałem, jak głosują. O fałszowanie wyborów zapytała kiedyś prezesa dziennikarka. - Ludzie mówią, że zebrania grup członkowskich to zorganizowana przez pana farsa. Co pan na to? Prezes zripostował szybko: - A ludzie mówią, że jest pani dziwką. Co pani na to? Prywatne śledztwo Po "białoruskich wyborach" Staroń zaczęła węszyć w spółdzielni. Rozmawiała z pracownikami, członkami rady nadzorczej, wykonawcami pracującymi dla Pojezierza. I pokrzywdzonymi. Zbierała dokumenty. Faktury, przetargi i informacje. Od jednej z osób wyciągnęła nawet całą księgowość Pojezierza. Jak przekonywała informatorów? - Ludzie muszą czuć zaufanie do człowieka. Wiedzieć, że niczym tak naprawdę nie ryzykują. Wtedy dadzą wszystko. A poza tym wszyscy mają dość tej spółdzielczej mafii. Staroń sprawą Pojezierza starała się zainteresować, kogo tylko mogła. Spotykała się z posłami, ekspertami sejmowymi, rzecznikiem praw obywatelskich, prokuratorem generalnym i krajowym. Dzwoniła do wszystkich mediów w kraju. "Polityka", "Wyborcza", "Rzeczpospolita', Polsat i TVN. Opowiadała o sfałszowanych wyborach, ustawianych przetargach i chorym prawie spółdzielczym. Lokalnym gazetom nie ufa. Twierdzi, że prezes P. steruje nimi za pomocą ogłoszeń. Pojezierze daje ich dużo i jest dla lokalnych gazet strategicznym klientem. Wiktor: - Jednego dnia można dać ogłoszenie tylko tu, drugiego - tylko tam. Rządzi tym skomplikowany grafik układany wedle prezesowego widzimisię. W zamian prezes ma mieć spokój. Artystka Po wyborach Staroń z kilkoma innymi rebeliantami założyła Stowarzyszenie Obrony Spółdzielców Pojezierza. Pierwszym ich ruchem był pozew o uchylenie uchwał zebrania przedstawicieli, jako sfałszowanych. Prezes P. zareagował błyskawicznie. W lokalnych gazetach pojawił się komunikat, w którym członkowie rady nadzorczej opisywali Lidię Staroń i innych buntowników jako dłużników (mimo że czynsz płaciła jak inni), złodziei oraz awanturników. Byli wymienieni z imienia, nazwiska i miejsca zamieszkania. M Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bolo Re: Interesy p STARON IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.08.05, 18:37 Materiał wykupiony przez spółdzielnię w części gazet nie był nawet oznaczony jako reklama. Ksero komunikatu wydrukowanego w gazetach błyskawicznie zawisło w każdej klatce schodowej na spółdzielczym osiedlu. Sprzątaczki opowiadały: - Staroń to złodziejka. Za lokal nie płaci i do prezesa się przypieprza. A prezes to przecież taki dobry człowiek. Ludzie wierzyli. - Dlaczego mają nie wierzyć? - pyta Staroń. - Przecież w gazecie przeczytali. Staroń opowiada, że zaczęła mieć głuche telefony. Później ktoś, dysząc w słuchawkę, groził, że spali jej lokal. Do domu zaczęły przychodzić anonimy z wyzwiskami. W samochodzie ktoś pociął jej opony, innego razu przecięto przewód hamulcowy. - To samo powtarzało się u ludzi, którzy z nami współpracowali - opowiada. - Bałam się o dzieci, że ktoś im zrobi krzywdę. Kolega usłyszał, że z jego dziecka zrobią inwalidę. Prezes P. wykluczył ją też ze spółdzielni. Po co? - Żebym nie mogła chodzić na zebrania spółdzielcze - twierdzi Staroń. Sąd kazał ją przywrócić w prawach członka. Prezes P. znów ją więc wykluczył, a Staroń ponownie odwołała się do sądu. Rozprawę znowu prowadził sędzia Sz. Sprawa ciągnęła się jak guma do żucia. Zaczęła się w czerwcu zeszłego roku i skończyć nie mogła, mimo że strony nie miały już żadnych wniosków, a Staroń cały czas składała wnioski o wyrokowanie. Między sędzią a podsądną stosunki były napięte. W styczniu na rozprawę przyjechał TVN. W trakcie przerwy, gdy wszyscy wyszli z sali, Sz. wystrzelił: - Artystka, żeby telewizję ściągać! Ile to trzeba mieć kasy, żeby telewizję sprowadzić... Powstało zamieszanie, bo wypowiedź zarejestrowała kamera, a TVN ją wy-emitował. Budynek, który przeszedł do legendy Prezes P. bardzo dba, by w mieście znać każdego. I aby każdy mu coś zawdzięczał. Zna redaktorów i dziennikarzy, radnych, sędziów, prokuratorów, lokalnych senatorów, prezesów innych spółdzielni. Kiedy ma imieniny, drzwi się nie zamykają. Cała elita składa mu życzenia. Lubią go, bo prezes się bardzo o to stara. Lubi podejść, zagadnąć: "Wiesz, zwolniło się akurat u mnie mieszkanko, bo lokator zmarł. Bardzo tanie. Nie potrzebujesz przypadkiem?". Mieszkania rotacyjne są zwykle w złym stanie. Spółdzielnia remontuje je na swój koszt i siłami własnych pracowników. Zużyte materiały dopisuje się do innych robót. Do legendy przeszła już w mieście sprawa kameralnego bloku z podziemnym garażem przy ul. Dworcowej, który trzy lata temu P. zbudował dla prominentów. Ma tu mieszkania kilku sędziów, pracownicy uniwersytetu, jeden prokurator, dzieci prezesa, księgowa i jej córka, członek rady miasta, córka byłego prezydenta Olsztyna. Za metr kwadratowy mieszkania płacili po 1511 zł. Obcym, którzy dzwonili do spółdzielni, mówiono, że metr będzie kosztował 2300, a poza tym wolnych lokali już nie ma. Cud gospodarczy osiągnięto dzięki temu, że z kosztów budowy wyłączono koszt zakupu gruntu i budowy parkingu - w sumie nawet 500 000 zł. Na budowie działy się też inne ciekawe rzeczy. Nadzór nad nią powierzono prywatnej firmie, której właścicielem jest obecny wiceprezydent Olsztyna z ramienia SLD Piotr Grzymowicz. Za swoje usługi trzyosobowa firma skasowała 69 000 zł. Grzymowicz nie chce rozmawiać o tym kontrakcie. Przysłał tylko oświadczenie: "Uprzejmie informuję, że przed objęciem funkcji Zastępcy Prezydenta Miasta Olsztyn prowadziłem samodzielną działalność gospodarczą, a jednym z moich wielu zleceniodawców była SM Pojezierze. W ramach tej działalności prowadziłem nadzór inspektorski przy ul. Dworcowej. Obecnie ze SM ani z jej prezesem Z.P. nic mnie nie łączy". Eksmisja, czyli zamiana Barbara i Szczepan umówili się z księgową u notariusza przyklepać zamianę. Barbara zostawiła niemowlaka w domu pod opieką starszych dzieci. Do transakcji jednak nie doszło, bo księgowa wycofała dokumenty. Barbara zaczęła się bać. - Kłuło mnie tu - pokazuje na brzuch. Następnego dnia wstała rano. Poszła razem z mężem do spółdzielni zapytać, co się dzieje. Władysława W. uspokajała. - Załatwimy to wewnątrz spółdzielni. Po co mamy wydawać pieniądze na prawników? Jest prostszy sposób. Wymienimy wkłady budowlane. Mój wkład za pani. Czysty interes. - Mężowi kazała zostać na korytarzu - wspomina Barbara. - Szczeknęła: Niech pan zostanie, załatwimy to same. - Zabrała mnie do kasy. Podetknęła kilka dokumentów. Podpisywałam jak leci. Człowiek prosty, to i się nie zna na prawie. Kierowała mną, jak chciała. Na samym końcu księgowa oddała kwity kasjerce. A wkład gdzie Dzień później spotkali się w spółdzielni Perkoz. Przyszła księgowa z córką. W biegu podpisały jakieś dokumenty i szybko wyszły. Jakie? Tego Barbara nie wie. Nie wytłumaczyły jej - jedna spieszyła się do pracy, druga do szkoły. Została sama. Barbara zaczęła wypełniać papiery: podanie o przyjęcie do spółdzielni, formularz meldunkowy. Urzędniczka zapytała - kto pani wyrówna wkład budowlany? Nie wiedziała wtedy, o co chodzi. - Pani wkład budowlany jest o wiele wyższy od wkładu pani W. Kto pani go wyrówna? Bo my na pewno nie. A należy się pani kilkadziesiąt tysięcy. Bo pani mieszkanie jak nic było warte z 80 patyków. Barbara wyszła ze spółdzielni. Z deklaracją członkowską w jednej, a długopisem w drugiej ręce. W głowie jej huczało: wkład budowlany? Wyrównanie? Kilkadziesiąt tysięcy? Barbara wzięła prawnika. Umówiła się na rozmowę z prezesem i księgową. Zapytała: kto mi wyrówna wkład? - Nikt - stwierdził prezes. - Zgodziła się pani na zamianę, nie? - Oddajcie mi mieszkanie! Oddajcie mi mój wkład! - Jaki wkład? Pani przecież już wzięła pieniądze. Księgowa i prezes pokazali jej polecenie wypłaty z kasy spółdzielni. Z jej podpisem zaświadczającym, że wzięła 39 000 zł. Czego więc może chcieć? - Nie dostałam tych pieniędzy - Barbara spogląda mi prosto w oczy (pauza). - Pan mi wierzy? Radca prawny, która towarzyszyła Barbarze w trakcie rozmowy u prezesa, nie chce podawać swojego nazwiska, bo boi się Zenona P. Rozmowę wspomina jako mało przyjemną. Wierzy Barbarze. - Panią Sz. potraktowano potwornie. Płakała, prosiła, starała się, a mimo to straciła mieszkanie i została oskarżona o kradzież. Po wizycie w spółdzielni Barbara i Szczepan wyprowadzili się z dziećmi na wieś do teściów. On jeszcze odmalował nowe mieszkanie. Mieszkać się tam jednak nie dało - za ciasno dla dziewięciu osób, bez prądu - elektrownia go wyłączyła, bo umowa była na córkę księgowej. Kilka miesięcy później do pani Barbary na wieś przyjechała ciężarówka. Robotnicy wynieśli meble wyciągnięte z "mieszkania zastępczego" i postawili je przed domem. Od kierowcy Barbara dowiedziała się, że księgowa wyłamała zamek, a jej rzeczy kazała odwieźć na wieś. Kardynał Richelieu Stowarzyszenie Obrony Spółdzielców Pojezierza stosunkami P. z olsztyńskimi sędziami zainteresowało Centralne Biuro Śledcze. Śledztwo trwało dwa lata. Na początek policjanci założyli prezesowi podsłuch. - Nic się, skubany, nie domyślił - uśmiecha się pracownik biura, nazwijmy go Pawłem. Efekty dochodzenia były zaskakujące. Do P. dzwonili lokalni politycy, władze uniwersytetu, miasta i województwa. Tacy, którzy oficjalnie go krytykowali i nie przyznawali się do znajomości z prezesem. - P. jest jak kardynał Richelieu - przyznaje śledczy. - Pociąga za sznurki, ale nikt nie widział jak. Prawdziwą bombą były jednak kontakty prezesa z sędziami. - Przynajmniej trójka udzielała prezesowi porad prawnych - opowiada Paweł. - Ci sędziowie prowadzili sprawy Pojezierza. I ich rady dotyczyły właśnie tych spraw. - Jakie to były rady? - Niezgodne z prawem. Na przykład jeden z sędziów doradzał prezesowi, aby na rozprawę "zorganizował" dla radcy prawnej reprezentującej Pojezierze, fałszywe zwolnienie lekarskie. Dyktowali pisma procesowe. Radzili, co fałszować w dokumentach. Sędziowie, zdaniem Pawła, informowali też prezesa, co się dzieje w sądzie. Kto awansuje. Kto Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bolo Re: Interesy p STARON IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.08.05, 18:38 Kto awansuje. Kto może pójść na współpracę. Do prezesa P. dzwonili również prokuratorzy. - Przynajmniej dwóch z nich było jego ludźmi - twierdzi Paweł. Prokuratorzy mieli się troszczyć o to, aby sprawy przeciwko spółdzielni załatwiano jak najwolniej. Tak aby się przedawniły. Albo po prostu odmawiali wszczęcia postępowań. W tym celu jeden z nich miał np. zarządzić przesłuchania kilku tysięcy świadków w sprawie fałszowania podpisów na spółdzielczych wyborach. Prezes kontakty załatwiał prosto. Wpierw szukał tzw. dojścia. Innymi słowy kogoś, kto jest w stanie doprowadzić go do wybranej osoby. Z prokuratorem np. skontaktował go znajomy notariusz. Później brał walizkę, wsiadał do samochodu i wyjeżdżał na kilka dni. Przekonywał. Nie tylko słownie. - Jak słuchałem rozmów telefonicznych z sędziami, to się zastanawiałem, jak to możliwe, że ludzie, którzy powinni być poza wszelkim podejrzeniem, dali dupy za tak małe sprawy jak np. mieszkanie - wścieka się policjant. Epilog Zenon P. został zatrzymany przez Centralne Biuro Śledcze 15 maja. Ponieważ sąd uznał, że może mataczyć w sprawie, aresztowano go na trzy miesiące. Policja zarzuciła mu, że doprowadził do podpisania niekorzystnej umowy na dostawę podzielników ciepła, czym spowodował straty spółdzielni w wysokości 950 000 zł. Prokuratura dodatkowo twierdzi, że prezes P. podrabiał dokumenty (m.in. w sporach z mieszkańcami spółdzielni), posługiwał się nimi w sądzie i prokuraturze, a także nakłaniał podwładnych do składania fałszywych zeznań. Zabroniono mu kierowania spółdzielnią i zabrano paszport. Podobne zarzuty przedstawiono jego zastępcom, zakazując wykonywania funkcji i pobierając kaucję w wysokości 50 000 zł, głównej księgowej spółdzielni, radcom prawnym, szefowi rady nadzorczej, lekarzowi oraz innym pracownikom. W sumie 19 osobom. Po ujawnieniu afery Pojezierza prezes sądu zawiesił sędziów: Marię M. z wydziału gospodarczego, Jarosława Sz. z wydziału cywilnego (sam się zwolnił) i jego żonę Krystynę Sz., Centralne Biuro Śledcze złożyło kolejne wnioski o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec sędziów i prokuratorów. Ich liczba nie jest znana, nieoficjalnie mówi się o trzech do sześciu. Prezes P. nie przyznał się do winy w żadnym z zarzutów. Nie rozmawia z "Gazetą". Barbara Sz. poszła na policję. Prokuratura umorzyła jednak postępowanie w jej sprawie. W uzasadnieniu napisała: "Po eksmisji w kasie SM Pojezierze Sz. odebrała swój wkład mieszkaniowy w wysokości 39 716,08 potwierdzając ten fakt podpisem złożonym na dowodzie wpłaty pieniędzy". Co ciekawe, prokuratura w uzasadnieniu twierdzi również, że "w dniu 29 stycznia 1973 roku Barbara S. poprzez wpłacenie wkładu budowlanego stała się członkiem SM Pojezierze i otrzymała mieszkanie, które znajdowało się w zasobach spółdzielni". W rzeczywistości Barbara S. mieszkanie kupiła w 1991 roku, a w księgach meldunkowych spółdzielni była od 8 stycznia 1992 roku. Jej stare mieszkanie córka księgowej sprzedała 17 października 2000 roku za 95 000 zł. "Gazeta" ma kopię aktu notarialnego sprzedaży. Na wniosek Stowarzyszenia jej sprawa ma być jeszcze raz badana przez prokuraturę. Lidię Staroń w prawach członka Pojezierza przywrócono dopiero, gdy minął termin kolejnego zebrania przedstawicieli. W sprawie orzekał inny sędzia (Sz. był już zawieszony). Nadal jest szefem Stowarzyszenia Obrony Spółdzielców. Chce walczyć o ich prawa. Ostatnio dostała propozycję kandydowania do parlamentu z listy PO. Waha się. - Miałabym za mało czasu dla rodziny - twierdzi. *** Przypadek Barbary S. nie był jej zdaniem odosobniony. W czerwcu 2001 roku z 50-metrowego własnościowego mieszkania w Pojezierzu została wyrzucona staruszka chora na stwardnienie rozsiane, którą opiekowali się córka i wnuk. Przeniesiono ich do "mieszkania na zamianę". Po pewnym czasie okazało się, że ich "nowe" mieszkanie jest czasowo wynajmowane od gminy Olsztyn, a "nowi właściciele" nie mają do niego żadnych praw. Gmina wydała im skierowanie do lokalu socjalnego - dla bezdomnych. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: vcvvcvc Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.08.05, 21:29 www.warserwis.pl/xxx.jpg A sprawdź to. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: !!! Re: Interesy p STARON IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.08.05, 18:31 interwencja.interia.pl/archiwum/news?inf=621167 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Alla Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.08.05, 01:45 >Ma tu >mieszkania kilku sędziów, pracownicy uniwersytetu, jeden prokurator, dzieci >prezesa, księgowa i jej córka, członek rady miasta, córka byłego prezydenta >Olsztyna. Chyba odpowiedzi na poniższe pytania powinna być znane mieszkańcom Olsztyna: 1. Córka, którego byłego prezydenta Olsztyna? 2. Który z członków rady miasta? 3. Którzy sędziowie? Polsat donosił, że pięciu.. a tylko trzem grożą konsekwencje. 4. Który prokurator? 5. Którzy pracownicy uwm? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sam_sob Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.08.05, 07:51 Udzielenie odpowiedzi w tej sprawie jest obowiązkiem władzy publicznej, który wynika wprost z treści artykułu 10 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka. Z braku tych informacji uprawnione jest twierdzenie, że w Olsztynie władza publiczna nie przestrzega prawa wynikającego z przyjętych zobowiązań przez Polskę w deklarowanym zakresie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Uchachany po pachi Re: Interesy p STARON IP: *.olsztyn.mm.pl 13.08.05, 13:14 HA HA HA ! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Alla Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.08.05, 14:26 śmieszne prawda???? I jakie zabawne, że osoby publliczne w Olsztynie mają takie "koneksje". Przypominają się listy osób publicznych, które (osoby) swoim autorytetem wspierały syna Ryńskiego i Procyka... to jeszcze śmieszniejsze... wręcz groteskowe. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Uchachany po pachi Re: Interesy p STARON IP: *.olsztyn.mm.pl 13.08.05, 21:10 Smieje sie z czego innego. Art. 10 Konwencji o Ochronie Praw Czlowieka? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sam_sob Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.08.05, 07:22 Czy to rzeczywiści powód do śmiechu zważywszy na to, co na podstawie tegoż artykułu Trybunał stwierdził: "Wolność prasy zapewnia społeczeństwu jeden z najlepszych środków ujawniania i kształtowania opinii w sprawie idei i stanowisk jego liderów politycznych. W szczególności, zapewnia ona politykom sposobność odzwierciedlenia i skomentowania przedmiotów zainteresowania społecznego; umożliwia zatem każdemu uczestnictwo w swobodnej debacie politycznej, która leży u samego rdzenia koncepcji społeczeństwa demokratycznego". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Uchachany po pachi Re: Interesy p STARON IP: *.olsztyn.mm.pl 14.08.05, 11:46 Hi hi hi! A czytales o czym czego dotyczy ten artykul? Czy znowu wyciales jakies zdanie z kontekstu nie rozumiejac go? Albo pomylily ci sie numerki alo ty na prawde nie masz pojecia o czym piszesz... Hi hi hi Art 10 Konwencji (jesli mnie pamiec nie myli) traktuje o wolnosci kazdego do wypowiedzi. NIE O OBOWIAZKU WLADZY PUBLICZNEJ DO UDZIELANIA INFORMACJI. Mala rada: Naprawde warto zagladac do zrodel prawa zanim cos sie napisze (a raczej przepisze) Odpowiedz Link Zgłoś
labeotropheus Re: Interesy p STARON 14.08.05, 12:36 Gość portalu: Uchachany po pachi napisał(a): > Art 10 Konwencji (jesli mnie pamiec nie myli) traktuje o wolnosci kazdego do > wypowiedzi. Nie myli pamięć kolegi, nie myli.... Artykuł 10 Wolność wyrażania opinii 1. Każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Niniejszy przepis nie wyklucza prawa Państw do poddania procedurze zezwoleń przedsiębiorstw radiowych, telewizyjnych lub kinematograficznych. 2. Korzystanie z tych wolności pociągających za sobą obowiązki i odpowiedzialność może podlegać takim wymogom formalnym, warunkom, ograniczeniom i sankcjom, jakie są przewidziane przez ustawę i niezbędne w społeczeństwie demokratycznym w interesie bezpieczeństwa państwowego, integralności terytorialnej lub bezpieczeństwa publicznego ze względu na konieczność zapobieżenia zakłóceniu porządku lub przestępstwu, z uwagi na ochronę zdrowia i moralności, ochronę dobrego imienia i praw innych osób oraz ze względu na zapobieżenie ujawnieniu informacji poufnych lub na zagwarantowanie powagi i bezstronności władzy sądowej. Ale z drugiej strony - ani to pierwszy, ani ostatni, który przypisuje sobie szeroką wiedzę prawniczą, a po prawdzie niewiele jej ma - prawda? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sam_sob Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.08.05, 07:16 Z tego powodu warto pamiętać o tym, że: "Ograniczenia wolności ekspresji dozwolone na podstawie art. 10 ust. 2 "dla utrzymania autorytetu i bezstronności sądownictwa" nie dają Państwom tytułu do ograniczania wszelkich form dyskusji publicznej nad sprawami zawisłymi przed sądami (...) Istnieje powszechne uznanie faktu, że sądy nie mogą działać w vacum. Aczkolwiek to sądy stanowią forum dla określania winy bądż niewinnoąści stającej pod zarzutem karnym, nie znaczy to, iż nie może być gdzie indziej żadnej wcześniejszej czy równoczesnej dyskusji nad przedmiotem procesów karnych, czy to w wyspecjalizowanych czasopismach, czy też w prasie ogólnej, czy wśród opinii publicznej w ogóle (...) Z zastrzeżeniem, że nie przekroczy to granic nałożonych w interesie właściwego wymiaru sprawiedliwości, sprawozdawanie, włączając w to komentowanie, postępowania sądowego przyczynia się to jego publicity, a zatem doskonale wspólbrzmi z wymogiem art. 6 ust. 1 Konwencji, stosownie do którego rozprawy mają być publiczne (...) ( na podstawie "Orzecznictwo Strasburskie", TNOiK Toruń 1998, w opracowaniu Tadeusza Jasudowicza). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Uchachany po pachi Re: Interesy p STARON IP: *.olsztyn.mm.pl 15.08.05, 11:30 Ale ten cytat nadal dotyczy art. 10 Konwencji ktory reguluje wolnosc wypowiedzi a nie obowiazek wladzy publicznej do udzielania informacji. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sam_sob Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.08.05, 08:01 A nie przyszło ci do głowy, iż debata to przedstawianie swoich stanowisk. Ma to istotne znaczenie, jako że jak to powiedział Trybunał: "umożliwia zatem każdemu uczestnictwo w swobodnej debacie politycznej, która leży u samego rdzenia koncepcji społeczeństwa demokratycznego". Z braku informacji ze strony władzy publicznej w tej sprawie, mamy sytuację "rozmowy dziada z obrazem" i nic ponadto. I to wszystko cię zadowala? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Uchachany po pachi Re: Interesy p STARON IP: *.olsztyn.mm.pl 16.08.05, 10:14 Debata debata, ale co ma art. 10 Konwencji do obowiazku wladzy publicznej o ktorej napisales? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sam_sob Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.08.05, 16:44 W świetle znanej publikacji wiele. Rzecz w tym by pewne rzeczy znać, np. to: W art. 10 Konwencji Europejskiej o Prawach Człowieka i Podstawowych Wolnościach przewidziano "prawo do informacji" służące "każdemu", czyli członkom społeczeństwa. Dotyczy ona nawet kwestii drażliwych, kłopotliwych, poglądów odrzucanych (lito niekiedy gwałtownie) przez pewne ugrupowania polityczne i społeczne. Temu mają właśnie "sprostać" media. W sprawie Lingenes przeciw Austrii (1986) Trybunał w Strasburgu wypowiedział następujące poglądy: "wolność prasy dostarcza opinii publicznej najlepszych narzędzi poznania i oceny poglądów i zachowań osób u władzy". Ujmując rzecz ogólnie, wolność polityczna debaty tworzy jądro pojęcia demokratycznego społeczeństwa, które przesyca całość postanowień Konwencji". (Na podstawie artykułu zamieszczonego w Polityce Nr 38 z września 1996 r. z Panią profesor Ewą Łętowską). Konwencja obowiązuje od 1993 r., to powinno powodować jej lepszą znajomość u większości obywateli, a że tak nie jest, jesteś tego bezspornym przykładem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Uchachany po pachi Re: Interesy p STARON IP: *.olsztyn.mm.pl 16.08.05, 22:24 > Rzecz w tym by pewne rzeczy znać To nie wszystko. Trzeba jeszcze je rozumiec. To co przepisales tez dotyczy WOLNOSCI do wypoweidzi a nie OBOWIAZKU wladzy publicznej do udzielania informacji. Odpowiedz Link Zgłoś
muraszka1 Re: Interesy p STARON 16.08.05, 22:31 Górecki,Żyliński,Staroń(nie musiala?),to olsztynska Platforma? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sam_sob Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.05, 07:08 A od kiedy to władza w Polsce nie rządzi? "Prawo do informacji" służące "każdemu" winikające z art. 10 Konwencji, to kto ma zabezpieczyć? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Uchachany po pachi Re: Interesy p STARON IP: *.olsztyn.mm.pl 17.08.05, 09:56 Ale o co chodzi? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wajrus Re: Interesy p STARON IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.08.05, 10:25 o ten tramwaj co nie chodzi hahahahahahahahaha Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hihi Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.08.05, 00:40 Nie dziwne przecież tym tranwajem Lidzia dowodzi! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: boczny Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.08.05, 09:53 Prawada jest taka, że Lidia Staroń jako kandydat na posła stała się osobą publiczną i teraz sama na własnej skórze doświadczy co to znaczy przyglądanie się na ręce władzy. Nie da sie już dłużej ukrywać majątku i jego pochodzenia, spraw związanych z interesami męża i np. Spółdzielnią Jaroty, urzędem skarbowym, czy też z prezydentem wszystkich olsztyniaków. Pozostanie także do wyjaśnienia udział w zbieraniu zwałszowanych podpisów pod petycją. Ale naciekawsze bedzie zakończenie spraw związanych z długiem lokalu użytkowego i odprowadzaniem podatku dochodowego od dochodów związanych z jego wynajmowaniem. US też nie bedzie mógł wiecznie tych problemów niedostrzegać i udawać że nic się niedzieje. Jeszcze trochę czasu i te pytania będą się mnożyc i będzie trzeba na nie w końcu odpowiedzieć a nie chować głowę w piasek w imię szczytynych celów Lidii Staroń. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sam_sob Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.08.05, 07:09 O nic wielkiego, tylko o umiejętność korzystanie między innymi z orzecznictwa ETS, które sztywność przepisów prawa dostosowują do obecnej rzeczywistości, np. wiele znich ma wieloletnią historię i mają nadal zastosowanie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Uchachany po pachi Re: Interesy p STARON IP: *.olsztyn.mm.pl 21.08.05, 20:51 > O nic wielkiego, tylko o umiejętność korzystanie > między innymi z orzecznictwa ETS Ale orzecznictwo trzeba wybierac odpowiednio do tego o czym chce sie mowic. A nie przypadkowo. Co ma wspolnego art 10 konwencji z obowiazkiem wladzy publicznej do udzielania informacji? Czy ty rozumiesz w ogole o czym mowi art. 10 Konwencji. Odpowiedz Link Zgłoś
labeotropheus Re: Interesy p STARON 21.08.05, 21:00 Gość portalu: Uchachany po pachi napisał(a): > Co ma wspolnego art 10 konwencji z obowiazkiem wladzy publicznej do udzielania > informacji? Ja właśnie nie wiem. Z resztą cytowałem nieco wyżej ten przepis. Wyjścia są 2: - albo sam_sob ma jakąś inną Konwencję, - albo ................... :))))) Strasznie się uczepił tego art 10. Na pewno już myśli nad kolejną błyskawiczną i boleśnie ciętą ripostą. Z "Polityki" nr tysiąc pięćset sto dziewięćset. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Eryk Re: Interesy p STARON IP: *.olsznet.ec.pl 24.08.05, 09:49 Ale w końcu jak z tym interesem Pani Staroń? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Uchachany po pachi Re: Interesy p STARON IP: *.olsztyn.mm.pl 24.08.05, 10:33 >Wyjścia są 2: > - albo sam_sob ma jakąś inną Konwencję, Hi hi !! Chyba tak... :-)) > Strasznie się uczepił tego art 10. > Na pewno już myśli nad kolejną błyskawiczną i boleśnie > ciętą ripostą. Z "Polityki" nr tysiąc pięćset sto dziewięćset. Ale tym razem strasznie dlugo mu to zajmuje... Az sie boje pomyslec kogo tym razem zacytuje... :-)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sam_sob Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.08.05, 08:09 Byłoby mi łatwiej gdybyś zdradził to, komu jesteś gotów zaufać, kogo uznajesz za autorytet poza sobą samym? Odpowiedz Link Zgłoś
muraszka1 Re: Interesy p STARON 25.08.05, 08:17 bede glosowac na Pania Staroń! mieszkam w tym "Pojezierzu" i wiele zlego zawdzieczam panu P. (nie jestem zadluzona) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hi hi hi Re: Urząd Skarbowy założył ten watek, czy też IP: *.torun.mm.pl 25.08.05, 09:27 zazdrosny sąsiad ? A może tak każdy z formułowiczów napisze o swoim majątku oraz w jaki sposób go osiągnął. Odpowiedz Link Zgłoś
muraszka1 Re: Urząd Skarbowy założył ten watek, czy też 25.08.05, 09:30 Hi hi hi ,jestes super :)))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Uchachany po pachi Re: Interesy p STARON IP: *.olsztyn.mm.pl 25.08.05, 10:19 > Byłoby mi łatwiej gdybyś zdradził to, komu jesteś gotów > zaufać, kogo uznajesz za autorytet poza sobą samym? Dlaczego mialoby ci byc latwiej? Dostosujesz sie do nowej sytuacji i zasypiesz mnie cytatami przeciwnikow osoby ktora uwazam za autorytet? Bedzie ci latwiej jak zmienisz zainteresowania (chodzi o prawo) albo zglebisz ten temat troche wiecej nie ograniczajac sie do prasy... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sam_sob Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.08.05, 21:21 Rzecz w tym, iż zgodnie z tym co twierdzi profesor doktor habilitowany Andrzej Redelbach w "Wstęp do Prawoznawstwa". Na rozumienie prawa wpływa charakteryzująca dane środowisko tradycja, wierzenia i wyznawana religia, autorytety rodzinne, lokalne i środowiskowe, a także osobiste doświadczenie zebrane w toku stosowania prawa. W pracy prawnika- praktyka ważna okazuje się także literatura popularnonaukowa, np. broszury z serii "Prawo dla kązdego", czy dodatki do "Rzeczpospolitej". Zatem, twoje twierdzenia są mało przekonywujące i bezzasadne w świetle przytoczonej wypowiedzi uznanego autorytetu prawniczego, który wykonuje ekspertyzy i opracowuje projekty różnorakich aktów normatywnych, jak Statut Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Uchachany po pachi Re: Interesy p STARON IP: *.olsztyn.mm.pl 26.08.05, 10:09 > W pracy prawnika- praktyka ważna okazuje się także literatura > popularnonaukowa, np. broszury z serii "Prawo dla kązdego", > czy dodatki do "Rzeczpospolitej". Pod warunkiem ze stanowia one dopelnienie juz posiadanej wiedzy. A nie podstawe owej "wiedzy"... Poza tym... rece mi opadaja... Prawo to twoje hobby czy nispelnione ambicje? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sam_sob Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.08.05, 11:49 Gość portalu: Uchachany po pachi napisał(a): > > Poza tym... rece mi opadaja... Tak jest zawsze gdy myśli się rękami, a nie głową > Prawo to twoje hobby czy nispelnione ambicje? A jakie to ma znaczenie w sytuacji, kiedy bardzo często "w postępowaniu przed organami sprawiedliwości zderzyć się może doświadczenie wytrawnego recydiwisty i podręcznikowa jeszcze wiedza młodego sędziego". Znowu winien będzie recydywista? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Uchachany po pachi Re: Interesy p STARON IP: *.olsztyn.mm.pl 26.08.05, 14:59 > A jakie to ma znaczenie w sytuacji, kiedy bardzo często > "w postępowaniu przed organami sprawiedliwości zderzyć się > może doświadczenie wytrawnego recydiwisty i podręcznikowa > jeszcze wiedza młodego sędziego". Znowu winien będzie > recydywista? Jestes tym pierwszym czy tym drugim? Bo nie rozumiem do czego pijesz.. Poniewaz lubujesz sie w przytaczaniu cytatow mniej lub wiecej znanych profesorow to podam ci jeden. Prof. Lech Kaczynski powiedzial kiedys "spieprzaj dziadu". Co prawda ta celna mysl nie zostala jeszcze umieszczona w zadnym podreczniku ale mysle ze nalezy ja przytoczyc ja tutaj - na forum. Ale tylko po to by unaocznic ze nie kazdy kto ma przed nazwiskiem "prof" musi byc wart cytowania... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Toruńcztyk Re: Po co podrzymujecie ten wątek ? IP: *.torun.mm.pl 26.08.05, 15:26 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Uchachany po pachi Re: Po co podrzymujecie ten wątek ? IP: *.olsztyn.mm.pl 26.08.05, 19:23 Przeszkadza ci? Jest jeszcze forum torunskie. I kilka innych miast. Nie musisz czytac akurat tego. A tym bardziej pisac. Nikt cie nie zmusza. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Toruńczyk Re: Po co podrzymujecie ten wątek ? IP: *.torun.mm.pl 26.08.05, 21:13 Nie przeszkadza, ale myślę że kulturalnych formułowiczów nie powinny interesować interesy prowadzone przez osoby prywatne / w tej chwili p. Staroń jest jeszcze osobą prywatną, a nie publiczną i chyba z tym się wszyscy zgodzą/. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Uchachany po pachi Re: Po co podrzymujecie ten wątek ? IP: *.olsztyn.mm.pl 27.08.05, 00:05 Jesli dobrze poczytasz to zauwazysz ze z tego watku ostal sie jedynie jego tytul. Rozmawiamy o czym innym. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ksenia Re: Po co podrzymujecie ten wątek ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 21:35 Toruńczyku, Pani Lidia Staroń jako kandydat na posła jest już osobą publiczną. Będzie musiła złożyc deklarację majatkową. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Toruńczyk Re: Po co podrzymujecie ten wątek ? IP: *.torun.mm.pl 27.08.05, 22:08 Jako kandydat na posła nie jest się osoba publiczną i nie musi sie składać deklaracji majatkowej - to wie nawet przedszkolak. Inna sytuacja będzie jak p. Staroń zostanie wybrana na posła i dopiero wówczas wypadać będzie nawet i formułowiczom zagladac do kieszeni p. Staroń. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tORUŃCZYKU Re: INTERESY IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.05, 18:44 JAKO KANDTDAT NA POSLA JEST OSOBA PUBLICZNĄ IPODLEGA OCENIENIE JAK OSOBA PUBLICZNA. TEGO NIE PRZEWIDZIAŁA. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sam_sob Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 09:24 A kto powiedział, iż profesorowie są wolni od emocji. To znacznie lepsze niż lizusostwo Nałęcza. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Uchachany po pachi Re: Interesy p STARON IP: *.olsztyn.mm.pl 27.08.05, 20:41 Nie interesuje mnie to. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Alla Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 22:39 Ten wątek forum pokazał się po założeniu przeze mnie wątku "Małkowskiego interesy" ;))))) To taka próba rewanżu. Nieudolna i nietrafiona. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: b28 Re: Interesy p STARON IP: *.go.net.pl 27.08.05, 22:47 Przypadkowo zalozyciel watku wpisal sie jeszcze raz, i tylko raz na forum GW: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=24324155&a=24905328 Sprawa dotyczy podzielnikow, ciekawe skad takie dokladne dane? Czy to przypadek? Czy to przypadek podciaganie watku? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Toruńczyk Re: Dzięki przypadkowemu autorowi p. Staroń IP: *.torun.mm.pl 27.08.05, 23:05 zostanie wybrana posłem na sejm i na forum sejmu będzie robiła porzadki w spółdzielczosci mieszkaniowej - tak to już jest, jak nieudolnie robi się komuś antykampanię wyborczą. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Toruńczyk Re: Głosujcie na p. Staroń to wówczas spółdzielcy IP: *.torun.mm.pl 27.08.05, 23:21 będą mieli wreszcie swojego człowieka w Sejmie, który zna wszystkie przewały prezesów od podszefki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DO TORUCZYKA Re: DARMOWY GRUNT POD BUDOWĘ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.05, 18:19 Toruńczyku, rodzina pani Staroń już zrobiła porządki w spółdzielczosci 10 lat temu, w Spółdzielni Mieszkaniowej Jaroty.Jej siostra była prezesem tej spółdzielni i o tym skandalu pisały gazety. Mąż Lidii, Ryszard Staroń przedsiebiorca budowalny bardzo dobrze sobie radzil w przetargach budowlanych organizowanych przez spółdzielnię Jaroty. Konsekwencją tego była sprawa sądowa z inicjatywy Lidii Staroń, którą przegrała. Ponadto czas wyjaśnić, jak to się stało, że na początku 1990 r. dostała od spółdzielni mieszkaniowej grunt pod budowę pawilonu handlowego, za który nic nie zapałaciała. Po jego wybudowaniu przez kolejne 10 lat wszyscy członkowie spółdzielni za ten grunt płacili podatek za użytkowanie wieczyste dla gminy Olsztyn. niech lidia Staroń wyjaśni kto i za co dał jej 1990 r. uzbrojony grunt na terenie miasta pod budowę pawilonu handlowego. Czy po wyborach w ramach porzadków w spółdzielni każdy kto będzie chciał dostać taki grunt otrzyma go bez płacenia spółdzielni. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pojezierzak Re: Interesy p STARON IP: *.olsznet.ec.pl 28.08.05, 11:02 W kwestii, ze tak [powiem formalnej. szykuja sie nam podwyzki cen cieplej wody. W Pojezierzu to bedzie yule, ile podniesie swoja cene Michelin, MPEC doda do tego jeszcze swoja podwyzke. Zwolennicy p. Staron danal twiedzicie, ze rura jest nieoplacalna dla mieszkancow i odzdzielenie sie od MPEC bylo bledem? Odpowiedz Link Zgłoś