Dodaj do ulubionych

Interesy p STARON

12.08.05, 16:19
www.warserwis.pl/xxx.jpg
Obserwuj wątek
    • Gość: bolo Re: Interesy p STARON IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.08.05, 18:27
      Prezes i jego drużyna

      ( Piotr Miączyński, współpraca Anita Chudzińska 05-06-2005 , ostatnia
      aktualizacja 03-06-2005 17:24)

      Specjalista od nawożenia buraków, któremu w Olsztynie nikt nie podskoczy

      Bohater 1. Prezes - gość, któremu się klaszcze

      Na jednym końcu korytarza - pokoje pracowników, na drugim - sekretariat. Godzina
      15. Czas urzędowania się skończył i można by iść do domu. Ale w sekretariacie
      siedzi prezes i obserwuje, kto wyjdzie pierwszy.

      - Jak w starym dowcipie o Stalinie. Kto najpierw przestanie klaskać - czapa.
      Mija 16. Nadal nikt się nie rusza. Co tu robić? Ano, wychodzimy całą grupą.
      Cichutko, na paluszkach. Dobrze nas wyszkolił, co? - ironizuje jeden z
      pracowników spółdzielni.

      Prezes to szef olsztyńskiej spółdzielni mieszkaniowej Pojezierze Zenon P. Niski,
      wąsaty facet w eleganckim garniturze. Specjalista od nawożenia buraków,
      urlopowany pracownik naukowy olsztyńskiego uniwersytetu, radny miasta.

      W mieście ma opinię gościa, któremu nikt nie podskoczy.

      Pisałem o nim rok temu w "Gazecie". W rozmowie telefonicznej powiedział: - Panie
      Piotrze, niech pan sobie pisze, co chce, jak będą jakieś pomówienia, to pana
      pozwiemy i tyle.

      Bohater 2. Barbara - eksmitowana, czyli ofiara

      Barbara jest po czterdziestce, ale wygląda na starszą. Siedzi skulona, kurczowo
      zaciskając dłonie. Biała bluzka i granatowa spódnica jak na szkolną akademię.
      Wzrok spuszczony. Mówi cicho. Głos jej drży. Kiedy mówi, nie patrzy w oczy.
      Wstydzi się?

      Barbara i jej mąż Szczepan skończyli zawodówkę. On ślusarz, ona krawcowa. Mają
      siedmioro dzieci, wliczając w to Jolę, która urodziła się kilka dni po "TYM".

      Barbara unika słowa eksmisja. Ciężko przechodzi jej przez gardło. Sześć lat temu
      miała mieszkanie w Pojezierzu.

      Twierdzi, że wyrzucił ją komornik, mimo że spłaciła wszystkie długi. W dniu
      eksmisji była w dziewiątym miesiącu ciąży. Komornik przeniósł ją do mieszkania
      zastępczego.

      - Je też mi zabrali - wspomina. I prawie 40 000 wkładu budowlanego.

      Kto zabrał?

      - Prezes i księgowa spółdzielni! (pauza) Wierzy mi pan?

      Bohater 3. Lidia Staroń - kobieta z zasadami

      Budzi zaufanie. Blondynka, średniego wzrostu. Uśmiech na twarzy. Sympatyczna. Z
      wykształcenia inżynier budownictwa.

      Znajomy: - To w sumie dobra kobieta. Ale jak ktoś jej zajdzie za skórę - nie
      popuści. Jest jak pitbull. Skoczy do gardła i będzie trzymać.

      Wojna między Staroniami a prezesem zaczęła się tak. Kilka lat temu Staroniowie
      za swoje pieniądze wybudowali na terenie spółdzielni pawilon użytkowy.

      - Wystąpiłam do Pojezierza o ustanowienie spółdzielczego własnościowego prawa do
      lokalu - opowiada pani Lidia.

      Zgodnie z prawem - zaznacza. - To była formalność.

      - Dzwoniłam. Nic! Pisałam. Też nic. Umówiłam się więc z prezesem. Siedzimy,
      gadamy. Rozmowa była krótka:

      - Żądam przydziału!

      - Nie ma problemu. Za 30 000.

      - 30 000?

      - Chcę prowizję 30 000 - przytaknął radośnie prezes.

      Powiedziałam, że nie zapłacę. Prezes przydziału więc nie dał.

      Drużyna prezesa

      Prezes w Pojezierzu - największej spółdzielni mieszkaniowej Olsztyna - pojawił
      się 12 lat temu. Ma tu małe mieszkanko. Szybko został członkiem a potem szefem
      rady nadzorczej spółdzielni. "Aby zmienić siermiężną spółdzielczą rzeczywistość,
      w której się nic nie dzieje" - deklarował w wywiadach dla lokalnej prasy.

      Chętnych zbyt wielu wtedy nie było. Takie czasy. Ludzie byli zajęci innymi
      sprawami.

      W 1997 roku został prezesem. Jednym z najważniejszych ludzi w Olsztynie.
      Podziwianym, bo miał to, co najważniejsze: kasę, mieszkania i pracę. I potrafił
      się tym dzielić.

      Zenon P. niczym wzorowy menedżer potęgę budował na ludziach. W jego układzie
      ludzie są najważniejsi. Do dziś lubi podejść do podwładnego i powiedzieć:
      "Pamiętaj, jesteś w mojej drużynie. Grasz ze mną!".

      A drużyna jest zorganizowana jak wojsko. Na szczycie są "oficerowie" - główna
      księgowa i dwóch wiceprezesów.

      Cała trójka stoi przy prezesie murem. - Gdzie odejdą? Kto im w Olsztynie da
      pracę za 15 000 miesięcznie? - pyta Wiktor, były pracownik spółdzielni.

      Niżej w armii są żołnierze. Hydraulicy, sprzątaczki. Sprzątaczki to pretorianie
      prezesa.

      - Prezes je zagaduje, czaruje uśmiechem, wydzwania do domu, wypytuje o dzieci,
      męża, zdrowie - opowiada Wiktor.

      One za to mają oczy szeroko otwarte. Są wewnętrzną służbą bezpieczeństwa.

      Jeśli na osiedlu pojawia się telewizja czy prasa i rozmawia z mieszkańcami, od
      razu dają sygnał do spółdzielni.

      I krążą, obserwują. Spisują. Z kim dziennikarze gadali.

      Co kto mówił. Później się przyda.

      Brak lojalności oznacza wyrzucenie z pracy. A w Olsztynie bezrobocie wynosi
      około 30 proc.

      Mieszkanie

      Mieszkanie było duże. 60 metrów? 70 metrów? Pani Barbara (krawcowa z
      siedmiorgiem dzieci) już nie pamięta ile. Ale duże. Za komuny mówiło się na nie
      M-5. Cztery pokoje, kuchnia, łazienka. Jasne i wygodne. W sam raz dla dużej
      rodziny.

      Kupili je w 1991 roku. Wiodło się im wówczas nieźle. On pracował w Olsztyńskich
      Zakładach Opon Samochodowych, ona szyła w prywatnej firmie. Pomogli też rodzice.

      Kłopoty zaczęły się dwa lata po przeprowadzce, kiedy Barbara urodziła szóste
      dziecko - Jarka. Poszła wtedy na urlop macierzyński. Jakiś czas później mąż
      stracił pracę.

      Sąsiadka 1: - W domu żadnych patologii czy wódki. Niebogato, ale spokojnie.

      Sąsiadka 2: - Dzieci zawsze grzeczne i miłe. Złego słowa nie mogę powiedzieć.
      Widać było, że ubranka mają cerowane i takie trochę podniszczone, ale zawsze
      czyściutkie i uczesane.

      Zaległości rosły przez kilka lat. Najpierw kilka, później kilkanaście tysięcy. W
      końcu uzbierało się 24 000 zł. Połowa z tego to odsetki. Spółdzielnia założyła
      sprawę o eksmisję.

      Mimo to Barbara spłacała dług. Co teściowa sprzedała kawałek ziemi, to wpłacała
      na konto spółdzielni duże kwoty: 5000, 10 000, a raz nawet 15 000.

      W dniu eksmisji była winna 8300 zł.

      Po prośbie

      Komornik przyszedł 8 października 1998 roku. Miał być o 10 rano, ale spóźnił się
      15 minut. Barbara pamięta, że był ładny dzień. Nie padało.

      W nocy nie mogła spać. Poprzedniego dnia pożyczyła od rodziny - "na dług". W
      spółdzielni zjawiła się już o 7 rano. Aby odkręcić wszystko. W sekretariacie
      usłyszała: niech pani idzie do prezesa.

      Barbara poszła - prosić o łaskę. Z wielkim brzuchem - była w dziewiątym miesiącu
      ciąży. Kurczowo ściskała uciułane pieniądze w garści.

      Nie udało się.

      - Potraktował mnie bardzo brzydko - wspomina i opuszcza głowę.

      - Jak?

      - Mówił: "Wynoś się". Śmiał się ze mnie. Mało brakowało, żeby wziął mnie za
      kołnierzyk i wyrzucił z gabinetu. Zabronił mi pójść wpłacić dług do kasy.
      Powiedział, że nikt ode mnie pieniędzy nie przyjmie. Że mam iść i czekać na
      eksmisję.

      Barbara poszła na pobliską pocztę i wpłaciła na konto spółdzielni pieniądze.
      Wróciła do Pojezierza. Pokazała prezesowi dowód wpłaty 8300 zł.

      - Mam sześcioro dzieci. Jestem w ciąży. Nie jestem nic już winna. Panie
      prezesie, niech pan zostawi mi mieszkanie, proszę.

      Prezes mógł to zrobić.


      - Zgodnie z prawem wierzyciel, czyli spółdzielnia, może odwołać komornika -
      twierdzi Iwona Karpiuk-Suchecka, prezes Krajowej Rady Komorniczej.

      Mógł, ale nie chciał.

      Prezes P. odpowiedział twardo: "Nie mamy o czym rozmawiać. To będzie dla pani
      nauczka. Trzeba było płacić. Niech pani idzie i czeka na komornika. Mam
      ważniejsze sprawy".

      Wypchnął ją z gabinetu.

      Przyjazny sędzia

      Lidia Staroń (kobieta z zasadami) przydział na lokal otrzymała, grożąc prezesowi
      sądem. Kilka tygodni później dostała za to decyzję zarządu, w której za lokal
      naliczono jej 16-krotnie większy czynsz niż ten, jaki płacą inni spółdzielcy.

      - Za co - zdziwiła się. - To haracz! To ja sama lokal postawiłam, sama sprzątam,
      remontuję, śmieci wywożę!

      I spółdzielnię pozwała.

      Batalia w sądzie była, jak wspomina Lidia Staroń, dziwna.

      - Sędzia Sz. krzyczał na mnie: - Będzie pani płacić! Musi
      • Gość: bolo Re: Interesy p STARON IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.08.05, 18:36
        - Sędzia Sz. krzyczał na mnie: - Będzie pani płacić! Musi pani płacić!

        Albo doradzał adwokatowi spółdzielni w trakcie rozprawy, co trzeba zrobić, żeby
        wygrać sprawę. Zmienić pozew? To Pojezierze zmieniało pozew.

        Staroń wygrała proces tylko dlatego, że sędzia Sz. był delegowany do sądu
        okręgowego - gdzie sprawa się toczyła - tylko na cztery miesiące.

        Tuż przed końcem rozprawy musiał wrócić do rejonu, a wyrok wydał ktoś inny.

        Pieniądze z łapówek

        Prezes żyje skromnie. Według oświadczenia majątkowego zarabia miesięcznie ponad
        11 000. Ma na współwłasność z żoną dom - 250 m kw. oraz mieszkanie - 50 m.
        Jeździ renault mégane z 1998 roku.

        Oszczędności? Niecałe 100 000.

        - Pan żartuje - śmieje się jeden z pracowników spółdzielni, kiedy przytaczam mu
        te dane. - A premie? A łapówki?

        Plotki o łapówkach potwierdza Marek, właściciel firmy budowlanej, który poznał
        prezesa P. na imprezie, przy drinku, przez "znajomych znajomych". Prezes
        zagadnął go, czy nie byłby zainteresowany startem w przetargu na wymianę
        kilkunastu tysięcy spółdzielczych okien.

        Budowlaniec umówił się z prezesem na spotkanie w spółdzielni.

        Marek: - Gadamy, gadamy, nagle prezes patrzy mi głęboko w oczy i mówi: "Marek,
        możesz mieć ten kontrakt, ale ja chcę 10 procent od wartości transakcji".

        - Chciał łapówkę?

        - Tak.

        - I pan dał?

        - Co miałem zrobić? Przecież kroił mi się interes życia.

        - Kilka miesięcy po zakończeniu zlecenia prezes zadzwonił i powiedział: "Obrót
        miałeś ponad 230 000, należy się prowizja 23 000 zł. Daj Ł. [czyli wiceprezesowi
        spółdzielni - red.] forsę w poniedziałek" - opowiada Marek. - Przyniosłem
        pieniądze w kopercie. Powiedziałem, że to prowizja. Ł. nawet nie przeliczał.
        Schował pieniądze do szuflady.

        Podejrzanych kontraktów w Pojezierzu było zresztą tyle, ile nierasowy pies ma
        pcheł. Jak choćby wymiana podzielników w spółdzielni trzy lata temu.

        Kontrakt był gigantyczny - chodziło o 39 000 urządzeń. Spółdzielnia miała do
        wyboru podzielniki Metrony oraz Vittery. Wybrała Vitterę, mimo że jej oferta
        była gorsza. Jeden podzielnik tej firmy kosztował każdego mieszkańca 53,50 zł.
        Dla porównania - o klasę lepsze podzielniki Metrona proponowała po 35 zł.

        Pojezierze, instalując nowe podzielniki, musiało też zmienić ich system
        rozliczania. Kosztowało to spółdzielców dodatkowo 500 000 zł.

        Dziwnym zbiegiem okoliczności w trakcie przetargu szefem rady nadzorczej
        Pojezierza był Tadeusz M., "w cywilu" przedstawiciel Vittery. Jego firma miała
        nawet biuro w budynku zarządu spółdzielni.

        W ciąży - można eksmitować

        Barbara wróciła do domu. Usiadła na krześle i czekała. Dookoła stały spakowane
        rzeczy. Komornik przyjechał z pomocnikiem. Spróbowała jeszcze raz. Powiedziała:
        - Zapłaciłam już dług. Podetknęła pod nos dowód wpłaty. Niech mnie pan tutaj
        zostawi. Jestem w ciąży - wypięła ogromny brzuch. - Zaklinam pana.

        Nie pomogło.

        - W 1998 roku nie obowiązywała jeszcze ustawa o ochronie praw lokatorów, która
        zabrania eksmisji ciężarnych kobiet czy osób bezrobotnych - wzdycha
        Karpiuk-Suchecka.

        Komornik z pomocnikiem zapakowali meble na ciężarówkę i przenieśli je do
        mieszkania zastępczego. Ciasnej dziury - 30 m kw. Z łazienką wielkości toi-toi.
        Podłogi w nowym mieszkaniu były jeszcze mokre od mycia. Ściany niechlujnie
        pobiałkowane.

        Barbara spojrzała na nowe mieszkanie. Na swoje meble leżące na kupie. Dzieci
        tłoczące się dookoła. Zapytała, co będzie dalej. Komornik odpowiedział:
        "Spółdzielnia panią poinformuje".

        Eksmisja, czyli zamiana

        Dwa dni po eksmisji Barbara poszła rodzić. Przed terminem, z wysokim ciśnieniem
        i przez cesarskie cięcie. Na świat przyszła Jola.

        Barbara leżała jeszcze w szpitalu, kiedy listonosz przyniósł zawiadomienie ze
        spółdzielni. W sprawie "załatwienia formalności".

        Do Pojezierza pojechał Szczepan. Barbara nie mogła się jeszcze ruszać. W
        spółdzielni mąż spotkał się z księgową Władysławą W. Była miła. Mówiła "panie
        Szczepanie". Proponowała herbatę, kawę. I wtedy wybuchła bomba.

        - Wie pan, panie Szczepanie, mieszkanie, do którego przeniósł was komornik,
        należy do mojej córki - powiedziała księgowa. I uśmiechnęła się.

        Miała propozycję: - Zrobimy zamianę, nikomu nie mówcie o eksmisji.

        Księgowa miała wziąć mieszkanie Barbary i Szczepana, państwo S. "mieszkanie
        zastępcze" znajdujące się zresztą w zasobach innej spółdzielni - Perkoz.

        Szczepan wyszedł wstrząśnięty. Na pożegnanie usłyszał: - Tylko bądźcie cicho!
        Nikomu nic nie mówcie.

        - Co mieliśmy zrobić? - pyta się Barbara.

        Wybory w spółdzielni

        Lidia Staroń po raz drugi prezesa spotkała wiosną 2002 roku. Na spółdzielczych
        wyborach.

        - Wywołują nazwiska moich znajomych, wstają obcy ludzie i za nich głosują -
        opowiada. - Wszystkiemu przygląda się prezes i przez komórkę dyktuje różne
        liczby. Później załapałam, że decydował, ile głosów ma być za, a ile przeciw.
        Byłam porażona. Wybory jak na Białorusi.

        Jak to zrobił?

        - Przygotowania do wyborów przedstawicieli zaczynają się w Pojezierzu na
        przełomie grudnia i stycznia - opowiada Jan, były pracownik spółdzielni.

        Pracownicy spółdzielni tworzą specjalne listy.

        Lista wygląda tak: u góry numer grupy członkowskiej i liczba delegatów na
        zgromadzenie przedstawicieli. Dalej adresy ulic, które grupa obejmuje. Poniżej
        nazwiska osób, które przyniosły sprzątaczki, ich adresy (ulica, numer
        mieszkania). To ci, którzy na wybory na pewno nie pójdą.

        - W spółdzielni dane z list określa się jako "lewe dane". Pracownicy dostają
        kartki z "lewymi danymi" i idą głosować na zebrania grup członkowskich, które
        wybierają delegatów na zebranie przedstawicieli. Ciągną ze sobą rodziny i
        znajomych. Oni też mają kartki z lewymi nazwiskami i głosują za tych ludzi.
        Takie lotne brygady chodzą na zebrania wielu grup członkowskich. Zawsze z
        dokładnymi instrukcjami, kogo poprzeć.

        - Nie myli się pan?

        - Nie. Widziałem pracowników z takimi kartkami. Widziałem, jak głosują.

        O fałszowanie wyborów zapytała kiedyś prezesa dziennikarka.

        - Ludzie mówią, że zebrania grup członkowskich to zorganizowana przez pana
        farsa. Co pan na to?

        Prezes zripostował szybko:

        - A ludzie mówią, że jest pani dziwką. Co pani na to?

        Prywatne śledztwo

        Po "białoruskich wyborach" Staroń zaczęła węszyć w spółdzielni. Rozmawiała z
        pracownikami, członkami rady nadzorczej, wykonawcami pracującymi dla Pojezierza.
        I pokrzywdzonymi.

        Zbierała dokumenty. Faktury, przetargi i informacje. Od jednej z osób wyciągnęła
        nawet całą księgowość Pojezierza.

        Jak przekonywała informatorów?

        - Ludzie muszą czuć zaufanie do człowieka. Wiedzieć, że niczym tak naprawdę nie
        ryzykują. Wtedy dadzą wszystko. A poza tym wszyscy mają dość tej spółdzielczej
        mafii.

        Staroń sprawą Pojezierza starała się zainteresować, kogo tylko mogła. Spotykała
        się z posłami, ekspertami sejmowymi, rzecznikiem praw obywatelskich,
        prokuratorem generalnym i krajowym. Dzwoniła do wszystkich mediów w kraju.
        "Polityka", "Wyborcza", "Rzeczpospolita', Polsat i TVN.

        Opowiadała o sfałszowanych wyborach, ustawianych przetargach i chorym prawie
        spółdzielczym.

        Lokalnym gazetom nie ufa. Twierdzi, że prezes P. steruje nimi za pomocą
        ogłoszeń. Pojezierze daje ich dużo i jest dla lokalnych gazet strategicznym
        klientem.

        Wiktor: - Jednego dnia można dać ogłoszenie tylko tu, drugiego - tylko tam.
        Rządzi tym skomplikowany grafik układany wedle prezesowego widzimisię. W zamian
        prezes ma mieć spokój.

        Artystka

        Po wyborach Staroń z kilkoma innymi rebeliantami założyła Stowarzyszenie Obrony
        Spółdzielców Pojezierza. Pierwszym ich ruchem był pozew o uchylenie uchwał
        zebrania przedstawicieli, jako sfałszowanych.

        Prezes P. zareagował błyskawicznie. W lokalnych gazetach pojawił się komunikat,
        w którym członkowie rady nadzorczej opisywali Lidię Staroń i innych buntowników
        jako dłużników (mimo że czynsz płaciła jak inni), złodziei oraz awanturników.
        Byli wymienieni z imienia, nazwiska i miejsca zamieszkania. M
        • Gość: bolo Re: Interesy p STARON IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.08.05, 18:37
          Materiał wykupiony przez spółdzielnię w części gazet nie był nawet oznaczony
          jako reklama.

          Ksero komunikatu wydrukowanego w gazetach błyskawicznie zawisło w każdej klatce
          schodowej na spółdzielczym osiedlu. Sprzątaczki opowiadały: - Staroń to
          złodziejka. Za lokal nie płaci i do prezesa się przypieprza. A prezes to
          przecież taki dobry człowiek. Ludzie wierzyli. - Dlaczego mają nie wierzyć? -
          pyta Staroń. - Przecież w gazecie przeczytali.

          Staroń opowiada, że zaczęła mieć głuche telefony. Później ktoś, dysząc w
          słuchawkę, groził, że spali jej lokal. Do domu zaczęły przychodzić anonimy z
          wyzwiskami. W samochodzie ktoś pociął jej opony, innego razu przecięto przewód
          hamulcowy.

          - To samo powtarzało się u ludzi, którzy z nami współpracowali - opowiada. -
          Bałam się o dzieci, że ktoś im zrobi krzywdę. Kolega usłyszał, że z jego dziecka
          zrobią inwalidę.

          Prezes P. wykluczył ją też ze spółdzielni.

          Po co?

          - Żebym nie mogła chodzić na zebrania spółdzielcze - twierdzi Staroń.

          Sąd kazał ją przywrócić w prawach członka. Prezes P. znów ją więc wykluczył, a
          Staroń ponownie odwołała się do sądu.

          Rozprawę znowu prowadził sędzia Sz. Sprawa ciągnęła się jak guma do żucia.
          Zaczęła się w czerwcu zeszłego roku i skończyć nie mogła, mimo że strony nie
          miały już żadnych wniosków, a Staroń cały czas składała wnioski o wyrokowanie.

          Między sędzią a podsądną stosunki były napięte.

          W styczniu na rozprawę przyjechał TVN. W trakcie przerwy, gdy wszyscy wyszli z
          sali, Sz. wystrzelił: - Artystka, żeby telewizję ściągać! Ile to trzeba mieć
          kasy, żeby telewizję sprowadzić...

          Powstało zamieszanie, bo wypowiedź zarejestrowała kamera, a TVN ją wy-emitował.

          Budynek, który przeszedł do legendy

          Prezes P. bardzo dba, by w mieście znać każdego. I aby każdy mu coś zawdzięczał.
          Zna redaktorów i dziennikarzy, radnych, sędziów, prokuratorów, lokalnych
          senatorów, prezesów innych spółdzielni. Kiedy ma imieniny, drzwi się nie
          zamykają. Cała elita składa mu życzenia. Lubią go, bo prezes się bardzo o to
          stara. Lubi podejść, zagadnąć: "Wiesz, zwolniło się akurat u mnie mieszkanko, bo
          lokator zmarł. Bardzo tanie. Nie potrzebujesz przypadkiem?".

          Mieszkania rotacyjne są zwykle w złym stanie. Spółdzielnia remontuje je na swój
          koszt i siłami własnych pracowników. Zużyte materiały dopisuje się do innych robót.

          Do legendy przeszła już w mieście sprawa kameralnego bloku z podziemnym garażem
          przy ul. Dworcowej, który trzy lata temu P. zbudował dla prominentów. Ma tu
          mieszkania kilku sędziów, pracownicy uniwersytetu, jeden prokurator, dzieci
          prezesa, księgowa i jej córka, członek rady miasta, córka byłego prezydenta
          Olsztyna.

          Za metr kwadratowy mieszkania płacili po 1511 zł. Obcym, którzy dzwonili do
          spółdzielni, mówiono, że metr będzie kosztował 2300, a poza tym wolnych lokali
          już nie ma.

          Cud gospodarczy osiągnięto dzięki temu, że z kosztów budowy wyłączono koszt
          zakupu gruntu i budowy parkingu - w sumie nawet 500 000 zł.

          Na budowie działy się też inne ciekawe rzeczy. Nadzór nad nią powierzono
          prywatnej firmie, której właścicielem jest obecny wiceprezydent Olsztyna z
          ramienia SLD Piotr Grzymowicz. Za swoje usługi trzyosobowa firma skasowała 69
          000 zł.

          Grzymowicz nie chce rozmawiać o tym kontrakcie. Przysłał tylko oświadczenie:
          "Uprzejmie informuję, że przed objęciem funkcji Zastępcy Prezydenta Miasta
          Olsztyn prowadziłem samodzielną działalność gospodarczą, a jednym z moich wielu
          zleceniodawców była SM Pojezierze. W ramach tej działalności prowadziłem nadzór
          inspektorski przy ul. Dworcowej. Obecnie ze SM ani z jej prezesem Z.P. nic mnie
          nie łączy".

          Eksmisja, czyli zamiana

          Barbara i Szczepan umówili się z księgową u notariusza przyklepać zamianę.
          Barbara zostawiła niemowlaka w domu pod opieką starszych dzieci. Do transakcji
          jednak nie doszło, bo księgowa wycofała dokumenty.

          Barbara zaczęła się bać.

          - Kłuło mnie tu - pokazuje na brzuch. Następnego dnia wstała rano. Poszła razem
          z mężem do spółdzielni zapytać, co się dzieje.

          Władysława W. uspokajała.

          - Załatwimy to wewnątrz spółdzielni. Po co mamy wydawać pieniądze na prawników?
          Jest prostszy sposób. Wymienimy wkłady budowlane. Mój wkład za pani. Czysty interes.

          - Mężowi kazała zostać na korytarzu - wspomina Barbara. - Szczeknęła: Niech pan
          zostanie, załatwimy to same.

          - Zabrała mnie do kasy. Podetknęła kilka dokumentów. Podpisywałam jak leci.
          Człowiek prosty, to i się nie zna na prawie. Kierowała mną, jak chciała.

          Na samym końcu księgowa oddała kwity kasjerce.

          A wkład gdzie

          Dzień później spotkali się w spółdzielni Perkoz. Przyszła księgowa z córką. W
          biegu podpisały jakieś dokumenty i szybko wyszły. Jakie? Tego Barbara nie wie.


          Nie wytłumaczyły jej - jedna spieszyła się do pracy, druga do szkoły. Została
          sama. Barbara zaczęła wypełniać papiery: podanie o przyjęcie do spółdzielni,
          formularz meldunkowy.

          Urzędniczka zapytała - kto pani wyrówna wkład budowlany?

          Nie wiedziała wtedy, o co chodzi.

          - Pani wkład budowlany jest o wiele wyższy od wkładu pani W. Kto pani go
          wyrówna? Bo my na pewno nie. A należy się pani kilkadziesiąt tysięcy. Bo pani
          mieszkanie jak nic było warte z 80 patyków.

          Barbara wyszła ze spółdzielni. Z deklaracją członkowską w jednej, a długopisem w
          drugiej ręce. W głowie jej huczało: wkład budowlany? Wyrównanie? Kilkadziesiąt
          tysięcy?

          Barbara wzięła prawnika. Umówiła się na rozmowę z prezesem i księgową. Zapytała:
          kto mi wyrówna wkład?

          - Nikt - stwierdził prezes. - Zgodziła się pani na zamianę, nie?

          - Oddajcie mi mieszkanie! Oddajcie mi mój wkład!

          - Jaki wkład? Pani przecież już wzięła pieniądze.

          Księgowa i prezes pokazali jej polecenie wypłaty z kasy spółdzielni. Z jej
          podpisem zaświadczającym, że wzięła 39 000 zł. Czego więc może chcieć?

          - Nie dostałam tych pieniędzy - Barbara spogląda mi prosto w oczy (pauza). - Pan
          mi wierzy?

          Radca prawny, która towarzyszyła Barbarze w trakcie rozmowy u prezesa, nie chce
          podawać swojego nazwiska, bo boi się Zenona P.

          Rozmowę wspomina jako mało przyjemną. Wierzy Barbarze. - Panią Sz. potraktowano
          potwornie. Płakała, prosiła, starała się, a mimo to straciła mieszkanie i
          została oskarżona o kradzież.

          Po wizycie w spółdzielni Barbara i Szczepan wyprowadzili się z dziećmi na wieś
          do teściów.

          On jeszcze odmalował nowe mieszkanie. Mieszkać się tam jednak nie dało - za
          ciasno dla dziewięciu osób, bez prądu - elektrownia go wyłączyła, bo umowa była
          na córkę księgowej.

          Kilka miesięcy później do pani Barbary na wieś przyjechała ciężarówka. Robotnicy
          wynieśli meble wyciągnięte z "mieszkania zastępczego" i postawili je przed
          domem. Od kierowcy Barbara dowiedziała się, że księgowa wyłamała zamek, a jej
          rzeczy kazała odwieźć na wieś.

          Kardynał Richelieu

          Stowarzyszenie Obrony Spółdzielców Pojezierza stosunkami P. z olsztyńskimi
          sędziami zainteresowało Centralne Biuro Śledcze. Śledztwo trwało dwa lata. Na
          początek policjanci założyli prezesowi podsłuch.

          - Nic się, skubany, nie domyślił - uśmiecha się pracownik biura, nazwijmy go Pawłem.

          Efekty dochodzenia były zaskakujące. Do P. dzwonili lokalni politycy, władze
          uniwersytetu, miasta i województwa. Tacy, którzy oficjalnie go krytykowali i nie
          przyznawali się do znajomości z prezesem.

          - P. jest jak kardynał Richelieu - przyznaje śledczy. - Pociąga za sznurki, ale
          nikt nie widział jak.

          Prawdziwą bombą były jednak kontakty prezesa z sędziami.

          - Przynajmniej trójka udzielała prezesowi porad prawnych - opowiada Paweł. - Ci
          sędziowie prowadzili sprawy Pojezierza. I ich rady dotyczyły właśnie tych spraw.

          - Jakie to były rady?

          - Niezgodne z prawem. Na przykład jeden z sędziów doradzał prezesowi, aby na
          rozprawę "zorganizował" dla radcy prawnej reprezentującej Pojezierze, fałszywe
          zwolnienie lekarskie. Dyktowali pisma procesowe. Radzili, co fałszować w
          dokumentach.

          Sędziowie, zdaniem Pawła, informowali też prezesa, co się dzieje w sądzie. Kto
          awansuje. Kto
          • Gość: bolo Re: Interesy p STARON IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.08.05, 18:38
            Kto awansuje. Kto może pójść na współpracę.

            Do prezesa P. dzwonili również prokuratorzy. - Przynajmniej dwóch z nich było
            jego ludźmi - twierdzi Paweł.

            Prokuratorzy mieli się troszczyć o to, aby sprawy przeciwko spółdzielni
            załatwiano jak najwolniej. Tak aby się przedawniły. Albo po prostu odmawiali
            wszczęcia postępowań.

            W tym celu jeden z nich miał np. zarządzić przesłuchania kilku tysięcy świadków
            w sprawie fałszowania podpisów na spółdzielczych wyborach.

            Prezes kontakty załatwiał prosto. Wpierw szukał tzw. dojścia. Innymi słowy
            kogoś, kto jest w stanie doprowadzić go do wybranej osoby. Z prokuratorem np.
            skontaktował go znajomy notariusz.

            Później brał walizkę, wsiadał do samochodu i wyjeżdżał na kilka dni.
            Przekonywał. Nie tylko słownie. - Jak słuchałem rozmów telefonicznych z
            sędziami, to się zastanawiałem, jak to możliwe, że ludzie, którzy powinni być
            poza wszelkim podejrzeniem, dali dupy za tak małe sprawy jak np. mieszkanie -
            wścieka się policjant.

            Epilog

            Zenon P. został zatrzymany przez Centralne Biuro Śledcze 15 maja.

            Ponieważ sąd uznał, że może mataczyć w sprawie, aresztowano go na trzy miesiące.

            Policja zarzuciła mu, że doprowadził do podpisania niekorzystnej umowy na
            dostawę podzielników ciepła, czym spowodował straty spółdzielni w wysokości 950
            000 zł.

            Prokuratura dodatkowo twierdzi, że prezes P. podrabiał dokumenty (m.in. w
            sporach z mieszkańcami spółdzielni), posługiwał się nimi w sądzie i
            prokuraturze, a także nakłaniał podwładnych do składania fałszywych zeznań.
            Zabroniono mu kierowania spółdzielnią i zabrano paszport.

            Podobne zarzuty przedstawiono jego zastępcom, zakazując wykonywania funkcji i
            pobierając kaucję w wysokości 50 000 zł, głównej księgowej spółdzielni, radcom
            prawnym, szefowi rady nadzorczej, lekarzowi oraz innym pracownikom. W sumie 19
            osobom.

            Po ujawnieniu afery Pojezierza prezes sądu zawiesił sędziów: Marię M. z wydziału
            gospodarczego, Jarosława Sz. z wydziału cywilnego (sam się zwolnił) i jego żonę
            Krystynę Sz.,

            Centralne Biuro Śledcze złożyło kolejne wnioski o wszczęcie postępowania
            dyscyplinarnego wobec sędziów i prokuratorów. Ich liczba nie jest znana,
            nieoficjalnie mówi się o trzech do sześciu.

            Prezes P. nie przyznał się do winy w żadnym z zarzutów. Nie rozmawia z "Gazetą".


            Barbara Sz. poszła na policję. Prokuratura umorzyła jednak postępowanie w jej
            sprawie. W uzasadnieniu napisała: "Po eksmisji w kasie SM Pojezierze Sz.
            odebrała swój wkład mieszkaniowy w wysokości 39 716,08 potwierdzając ten fakt
            podpisem złożonym na dowodzie wpłaty pieniędzy".

            Co ciekawe, prokuratura w uzasadnieniu twierdzi również, że "w dniu 29 stycznia
            1973 roku Barbara S. poprzez wpłacenie wkładu budowlanego stała się członkiem SM
            Pojezierze i otrzymała mieszkanie, które znajdowało się w zasobach spółdzielni".

            W rzeczywistości Barbara S. mieszkanie kupiła w 1991 roku, a w księgach
            meldunkowych spółdzielni była od 8 stycznia 1992 roku.

            Jej stare mieszkanie córka księgowej sprzedała 17 października 2000 roku za 95
            000 zł. "Gazeta" ma kopię aktu notarialnego sprzedaży.

            Na wniosek Stowarzyszenia jej sprawa ma być jeszcze raz badana przez prokuraturę.

            Lidię Staroń w prawach członka Pojezierza przywrócono dopiero, gdy minął termin
            kolejnego zebrania przedstawicieli. W sprawie orzekał inny sędzia (Sz. był już
            zawieszony). Nadal jest szefem Stowarzyszenia Obrony Spółdzielców. Chce walczyć
            o ich prawa.

            Ostatnio dostała propozycję kandydowania do parlamentu z listy PO. Waha się. -
            Miałabym za mało czasu dla rodziny - twierdzi.

            ***

            Przypadek Barbary S. nie był jej zdaniem odosobniony. W czerwcu 2001 roku z
            50-metrowego własnościowego mieszkania w Pojezierzu została wyrzucona staruszka
            chora na stwardnienie rozsiane, którą opiekowali się córka i wnuk. Przeniesiono
            ich do "mieszkania na zamianę".

            Po pewnym czasie okazało się, że ich "nowe" mieszkanie jest czasowo wynajmowane
            od gminy Olsztyn, a "nowi właściciele" nie mają do niego żadnych praw. Gmina
            wydała im skierowanie do lokalu socjalnego - dla bezdomnych.
      • Gość: vcvvcvc Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.08.05, 21:29
        www.warserwis.pl/xxx.jpg
        A sprawdź to.
    • Gość: !!! Re: Interesy p STARON IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.08.05, 18:31
      interwencja.interia.pl/archiwum/news?inf=621167
    • Gość: Alla Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.08.05, 01:45
      >Ma tu
      >mieszkania kilku sędziów, pracownicy uniwersytetu, jeden prokurator, dzieci
      >prezesa, księgowa i jej córka, członek rady miasta, córka byłego prezydenta
      >Olsztyna.
      Chyba odpowiedzi na poniższe pytania powinna być znane mieszkańcom Olsztyna:
      1. Córka, którego byłego prezydenta Olsztyna?
      2. Który z członków rady miasta?
      3. Którzy sędziowie? Polsat donosił, że pięciu.. a tylko trzem grożą
      konsekwencje.
      4. Który prokurator?
      5. Którzy pracownicy uwm?
      • Gość: sam_sob Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.08.05, 07:51
        Udzielenie odpowiedzi w tej sprawie jest obowiązkiem władzy publicznej, który
        wynika wprost z treści artykułu 10 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw
        Człowieka. Z braku tych informacji uprawnione jest twierdzenie, że w Olsztynie
        władza publiczna nie przestrzega prawa wynikającego z przyjętych zobowiązań
        przez Polskę w deklarowanym zakresie.
        • Gość: Uchachany po pachi Re: Interesy p STARON IP: *.olsztyn.mm.pl 13.08.05, 13:14
          HA HA HA !

          • Gość: Alla Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.08.05, 14:26
            śmieszne prawda????
            I jakie zabawne, że osoby publliczne w Olsztynie mają takie "koneksje".
            Przypominają się listy osób publicznych, które (osoby) swoim autorytetem
            wspierały syna Ryńskiego i Procyka... to jeszcze śmieszniejsze... wręcz
            groteskowe.
            • Gość: Uchachany po pachi Re: Interesy p STARON IP: *.olsztyn.mm.pl 13.08.05, 21:10
              Smieje sie z czego innego.
              Art. 10 Konwencji o Ochronie Praw Czlowieka?
              • Gość: sam_sob Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.08.05, 07:22
                Czy to rzeczywiści powód do śmiechu zważywszy na to, co na podstawie tegoż
                artykułu Trybunał stwierdził:
                "Wolność prasy zapewnia społeczeństwu jeden z najlepszych środków ujawniania i
                kształtowania opinii w sprawie idei i stanowisk jego liderów politycznych. W
                szczególności, zapewnia ona politykom sposobność odzwierciedlenia i
                skomentowania przedmiotów zainteresowania społecznego; umożliwia zatem każdemu
                uczestnictwo w swobodnej debacie politycznej, która leży u samego rdzenia
                koncepcji społeczeństwa demokratycznego".
                • Gość: Uchachany po pachi Re: Interesy p STARON IP: *.olsztyn.mm.pl 14.08.05, 11:46
                  Hi hi hi!
                  A czytales o czym czego dotyczy ten artykul? Czy znowu wyciales jakies zdanie z
                  kontekstu nie rozumiejac go?

                  Albo pomylily ci sie numerki alo ty na prawde nie masz pojecia o czym
                  piszesz... Hi hi hi

                  Art 10 Konwencji (jesli mnie pamiec nie myli) traktuje o wolnosci kazdego do
                  wypowiedzi. NIE O OBOWIAZKU WLADZY PUBLICZNEJ DO UDZIELANIA INFORMACJI.

                  Mala rada:
                  Naprawde warto zagladac do zrodel prawa zanim cos sie napisze (a raczej
                  przepisze)
                  • labeotropheus Re: Interesy p STARON 14.08.05, 12:36
                    Gość portalu: Uchachany po pachi napisał(a):
                    > Art 10 Konwencji (jesli mnie pamiec nie myli) traktuje o wolnosci kazdego do
                    > wypowiedzi.
                    Nie myli pamięć kolegi, nie myli....
                    Artykuł 10  
                    Wolność wyrażania opinii
                    1. Każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność
                    posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez
                    ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Niniejszy
                    przepis nie wyklucza prawa Państw do poddania procedurze zezwoleń
                    przedsiębiorstw radiowych, telewizyjnych lub kinematograficznych.
                    2. Korzystanie z tych wolności pociągających za sobą obowiązki i
                    odpowiedzialność może podlegać takim wymogom formalnym, warunkom, ograniczeniom
                    i sankcjom, jakie są przewidziane przez ustawę i niezbędne w społeczeństwie
                    demokratycznym w interesie bezpieczeństwa państwowego, integralności
                    terytorialnej lub bezpieczeństwa publicznego ze względu na konieczność
                    zapobieżenia zakłóceniu porządku lub przestępstwu, z uwagi na ochronę zdrowia i
                    moralności, ochronę dobrego imienia i praw innych osób oraz ze względu na
                    zapobieżenie ujawnieniu informacji poufnych lub na zagwarantowanie powagi i
                    bezstronności władzy sądowej.

                    Ale z drugiej strony - ani to pierwszy, ani ostatni, który przypisuje sobie
                    szeroką wiedzę prawniczą, a po prawdzie niewiele jej ma - prawda?
                    • Gość: sam_sob Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.08.05, 07:16
                      Z tego powodu warto pamiętać o tym, że:
                      "Ograniczenia wolności ekspresji dozwolone na podstawie art. 10 ust. 2 "dla
                      utrzymania autorytetu i bezstronności sądownictwa" nie dają Państwom tytułu do
                      ograniczania wszelkich form dyskusji publicznej nad sprawami zawisłymi przed
                      sądami (...) Istnieje powszechne uznanie faktu, że sądy nie mogą działać w
                      vacum. Aczkolwiek to sądy stanowią forum dla określania winy bądż niewinnoąści
                      stającej pod zarzutem karnym, nie znaczy to, iż nie może być gdzie indziej
                      żadnej wcześniejszej czy równoczesnej dyskusji nad przedmiotem procesów
                      karnych, czy to w wyspecjalizowanych czasopismach, czy też w prasie ogólnej,
                      czy wśród opinii publicznej w ogóle (...) Z zastrzeżeniem, że nie przekroczy to
                      granic nałożonych w interesie właściwego wymiaru sprawiedliwości,
                      sprawozdawanie, włączając w to komentowanie, postępowania sądowego przyczynia
                      się to jego publicity, a zatem doskonale wspólbrzmi z wymogiem art. 6 ust. 1
                      Konwencji, stosownie do którego rozprawy mają być publiczne (...)
                      ( na podstawie "Orzecznictwo Strasburskie", TNOiK Toruń 1998, w opracowaniu
                      Tadeusza Jasudowicza).
                      • Gość: Uchachany po pachi Re: Interesy p STARON IP: *.olsztyn.mm.pl 15.08.05, 11:30
                        Ale ten cytat nadal dotyczy art. 10 Konwencji ktory reguluje wolnosc wypowiedzi
                        a nie obowiazek wladzy publicznej do udzielania informacji.
                        • Gość: sam_sob Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.08.05, 08:01
                          A nie przyszło ci do głowy, iż debata to przedstawianie swoich stanowisk. Ma to
                          istotne znaczenie, jako że jak to powiedział Trybunał: "umożliwia zatem każdemu
                          uczestnictwo w swobodnej debacie politycznej, która leży u samego rdzenia
                          koncepcji społeczeństwa demokratycznego". Z braku informacji ze strony władzy
                          publicznej w tej sprawie, mamy sytuację "rozmowy dziada z obrazem" i nic
                          ponadto. I to wszystko cię zadowala?
                          • Gość: Uchachany po pachi Re: Interesy p STARON IP: *.olsztyn.mm.pl 16.08.05, 10:14
                            Debata debata, ale co ma art. 10 Konwencji do obowiazku wladzy publicznej o
                            ktorej napisales?
                            • Gość: sam_sob Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.08.05, 16:44
                              W świetle znanej publikacji wiele. Rzecz w tym by pewne rzeczy znać, np. to:
                              W art. 10 Konwencji Europejskiej o Prawach Człowieka i Podstawowych Wolnościach
                              przewidziano "prawo do informacji" służące "każdemu", czyli członkom
                              społeczeństwa. Dotyczy ona nawet kwestii drażliwych, kłopotliwych, poglądów
                              odrzucanych (lito niekiedy gwałtownie) przez pewne ugrupowania polityczne i
                              społeczne. Temu mają właśnie "sprostać" media. W sprawie Lingenes przeciw
                              Austrii (1986) Trybunał w Strasburgu wypowiedział następujące poglądy: "wolność
                              prasy dostarcza opinii publicznej najlepszych narzędzi poznania i oceny
                              poglądów i zachowań osób u władzy". Ujmując rzecz ogólnie, wolność polityczna
                              debaty tworzy jądro pojęcia demokratycznego społeczeństwa, które przesyca
                              całość postanowień Konwencji". (Na podstawie artykułu zamieszczonego w Polityce
                              Nr 38 z września 1996 r. z Panią profesor Ewą Łętowską).
                              Konwencja obowiązuje od 1993 r., to powinno powodować jej lepszą znajomość u
                              większości obywateli, a że tak nie jest, jesteś tego bezspornym przykładem.
                              • Gość: Uchachany po pachi Re: Interesy p STARON IP: *.olsztyn.mm.pl 16.08.05, 22:24
                                > Rzecz w tym by pewne rzeczy znać

                                To nie wszystko. Trzeba jeszcze je rozumiec.
                                To co przepisales tez dotyczy WOLNOSCI do wypoweidzi a nie OBOWIAZKU wladzy
                                publicznej do udzielania informacji.
                                • muraszka1 Re: Interesy p STARON 16.08.05, 22:31
                                  Górecki,Żyliński,Staroń(nie musiala?),to olsztynska Platforma?
                                • Gość: sam_sob Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.05, 07:08
                                  A od kiedy to władza w Polsce nie rządzi? "Prawo do informacji"
                                  służące "każdemu" winikające z art. 10 Konwencji, to kto ma zabezpieczyć?
                                  • Gość: Uchachany po pachi Re: Interesy p STARON IP: *.olsztyn.mm.pl 17.08.05, 09:56
                                    Ale o co chodzi?
                                    • Gość: wajrus Re: Interesy p STARON IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.08.05, 10:25
                                      o ten tramwaj co nie chodzi hahahahahahahahaha
                                      • Gość: hihi Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.08.05, 00:40
                                        Nie dziwne przecież tym tranwajem Lidzia dowodzi!
                                      • Gość: boczny Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.08.05, 09:53
                                        Prawada jest taka, że Lidia Staroń jako kandydat na posła stała się osobą
                                        publiczną i teraz sama na własnej skórze doświadczy co to znaczy przyglądanie
                                        się na ręce władzy. Nie da sie już dłużej ukrywać majątku i jego pochodzenia,
                                        spraw związanych z interesami męża i np. Spółdzielnią Jaroty, urzędem
                                        skarbowym, czy też z prezydentem wszystkich olsztyniaków. Pozostanie także do
                                        wyjaśnienia udział w zbieraniu zwałszowanych podpisów pod petycją. Ale
                                        naciekawsze bedzie zakończenie spraw związanych z długiem lokalu użytkowego i
                                        odprowadzaniem podatku dochodowego od dochodów związanych z jego
                                        wynajmowaniem. US też nie bedzie mógł wiecznie tych problemów niedostrzegać i
                                        udawać że nic się niedzieje. Jeszcze trochę czasu i te pytania będą się mnożyc
                                        i będzie trzeba na nie w końcu odpowiedzieć a nie chować głowę w piasek w imię
                                        szczytynych celów Lidii Staroń.
                                    • Gość: sam_sob Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.08.05, 07:09
                                      O nic wielkiego, tylko o umiejętność korzystanie między innymi z orzecznictwa
                                      ETS, które sztywność przepisów prawa dostosowują do obecnej rzeczywistości, np.
                                      wiele znich ma wieloletnią historię i mają nadal zastosowanie.
                                      • Gość: Uchachany po pachi Re: Interesy p STARON IP: *.olsztyn.mm.pl 21.08.05, 20:51
                                        > O nic wielkiego, tylko o umiejętność korzystanie
                                        > między innymi z orzecznictwa ETS

                                        Ale orzecznictwo trzeba wybierac odpowiednio do tego o czym chce sie mowic. A
                                        nie przypadkowo.

                                        Co ma wspolnego art 10 konwencji z obowiazkiem wladzy publicznej do udzielania
                                        informacji?

                                        Czy ty rozumiesz w ogole o czym mowi art. 10 Konwencji.
                                        • labeotropheus Re: Interesy p STARON 21.08.05, 21:00
                                          Gość portalu: Uchachany po pachi napisał(a):
                                          > Co ma wspolnego art 10 konwencji z obowiazkiem wladzy publicznej do
                                          udzielania
                                          > informacji?

                                          Ja właśnie nie wiem. Z resztą cytowałem nieco wyżej ten przepis. Wyjścia są 2:
                                          - albo sam_sob ma jakąś inną Konwencję,
                                          - albo ................... :)))))

                                          Strasznie się uczepił tego art 10.
                                          Na pewno już myśli nad kolejną błyskawiczną i boleśnie ciętą ripostą.
                                          Z "Polityki" nr tysiąc pięćset sto dziewięćset.
                                          • Gość: Eryk Re: Interesy p STARON IP: *.olsznet.ec.pl 24.08.05, 09:49
                                            Ale w końcu jak z tym interesem Pani Staroń?
                                          • Gość: Uchachany po pachi Re: Interesy p STARON IP: *.olsztyn.mm.pl 24.08.05, 10:33
                                            >Wyjścia są 2:
                                            > - albo sam_sob ma jakąś inną Konwencję,

                                            Hi hi !! Chyba tak... :-))

                                            > Strasznie się uczepił tego art 10.
                                            > Na pewno już myśli nad kolejną błyskawiczną i boleśnie
                                            > ciętą ripostą. Z "Polityki" nr tysiąc pięćset sto dziewięćset.

                                            Ale tym razem strasznie dlugo mu to zajmuje... Az sie boje pomyslec kogo tym
                                            razem zacytuje... :-))
                                            • Gość: sam_sob Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.08.05, 08:09
                                              Byłoby mi łatwiej gdybyś zdradził to, komu jesteś gotów zaufać, kogo uznajesz
                                              za autorytet poza sobą samym?
                                              • muraszka1 Re: Interesy p STARON 25.08.05, 08:17
                                                bede glosowac na Pania Staroń!
                                                mieszkam w tym "Pojezierzu" i wiele zlego zawdzieczam panu P.
                                                (nie jestem zadluzona)
                                                • Gość: hi hi hi Re: Urząd Skarbowy założył ten watek, czy też IP: *.torun.mm.pl 25.08.05, 09:27
                                                  zazdrosny sąsiad ?

                                                  A może tak każdy z formułowiczów napisze o swoim majątku oraz w jaki sposób go
                                                  osiągnął.
                                                  • muraszka1 Re: Urząd Skarbowy założył ten watek, czy też 25.08.05, 09:30
                                                    Hi hi hi ,jestes super :))))))))))
                                              • Gość: Uchachany po pachi Re: Interesy p STARON IP: *.olsztyn.mm.pl 25.08.05, 10:19
                                                > Byłoby mi łatwiej gdybyś zdradził to, komu jesteś gotów
                                                > zaufać, kogo uznajesz za autorytet poza sobą samym?

                                                Dlaczego mialoby ci byc latwiej? Dostosujesz sie do nowej sytuacji i zasypiesz
                                                mnie cytatami przeciwnikow osoby ktora uwazam za autorytet?

                                                Bedzie ci latwiej jak zmienisz zainteresowania (chodzi o prawo) albo zglebisz
                                                ten temat troche wiecej nie ograniczajac sie do prasy...
                                                • Gość: sam_sob Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.08.05, 21:21
                                                  Rzecz w tym, iż zgodnie z tym co twierdzi profesor doktor habilitowany Andrzej
                                                  Redelbach w "Wstęp do Prawoznawstwa". Na rozumienie prawa wpływa
                                                  charakteryzująca dane środowisko tradycja, wierzenia i wyznawana religia,
                                                  autorytety rodzinne, lokalne i środowiskowe, a także osobiste doświadczenie
                                                  zebrane w toku stosowania prawa. W pracy prawnika- praktyka ważna okazuje się
                                                  także literatura popularnonaukowa, np. broszury z serii "Prawo dla kązdego",
                                                  czy dodatki do "Rzeczpospolitej".
                                                  Zatem, twoje twierdzenia są mało przekonywujące i bezzasadne w świetle
                                                  przytoczonej wypowiedzi uznanego autorytetu prawniczego, który wykonuje
                                                  ekspertyzy i opracowuje projekty różnorakich aktów normatywnych, jak Statut
                                                  Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
                                                  • Gość: Uchachany po pachi Re: Interesy p STARON IP: *.olsztyn.mm.pl 26.08.05, 10:09
                                                    > W pracy prawnika- praktyka ważna okazuje się także literatura
                                                    > popularnonaukowa, np. broszury z serii "Prawo dla kązdego",
                                                    > czy dodatki do "Rzeczpospolitej".

                                                    Pod warunkiem ze stanowia one dopelnienie juz posiadanej wiedzy. A nie podstawe
                                                    owej "wiedzy"...

                                                    Poza tym... rece mi opadaja... Prawo to twoje hobby czy nispelnione ambicje?
                                                  • Gość: sam_sob Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.08.05, 11:49
                                                    Gość portalu: Uchachany po pachi napisał(a):

                                                    >
                                                    > Poza tym... rece mi opadaja...

                                                    Tak jest zawsze gdy myśli się rękami, a nie głową

                                                    > Prawo to twoje hobby czy nispelnione ambicje?

                                                    A jakie to ma znaczenie w sytuacji, kiedy bardzo często "w postępowaniu przed
                                                    organami sprawiedliwości zderzyć się może doświadczenie wytrawnego recydiwisty
                                                    i podręcznikowa jeszcze wiedza młodego sędziego". Znowu winien będzie
                                                    recydywista?


                                                  • Gość: Uchachany po pachi Re: Interesy p STARON IP: *.olsztyn.mm.pl 26.08.05, 14:59
                                                    > A jakie to ma znaczenie w sytuacji, kiedy bardzo często
                                                    > "w postępowaniu przed organami sprawiedliwości zderzyć się
                                                    > może doświadczenie wytrawnego recydiwisty i podręcznikowa
                                                    > jeszcze wiedza młodego sędziego". Znowu winien będzie
                                                    > recydywista?

                                                    Jestes tym pierwszym czy tym drugim? Bo nie rozumiem do czego pijesz..

                                                    Poniewaz lubujesz sie w przytaczaniu cytatow mniej lub wiecej znanych
                                                    profesorow to podam ci jeden. Prof. Lech Kaczynski powiedzial kiedys "spieprzaj
                                                    dziadu".

                                                    Co prawda ta celna mysl nie zostala jeszcze umieszczona w zadnym podreczniku
                                                    ale mysle ze nalezy ja przytoczyc ja tutaj - na forum. Ale tylko po to by
                                                    unaocznic ze nie kazdy kto ma przed nazwiskiem "prof" musi byc wart cytowania...

                                                  • Gość: Toruńcztyk Re: Po co podrzymujecie ten wątek ? IP: *.torun.mm.pl 26.08.05, 15:26
                                                  • Gość: Uchachany po pachi Re: Po co podrzymujecie ten wątek ? IP: *.olsztyn.mm.pl 26.08.05, 19:23
                                                    Przeszkadza ci? Jest jeszcze forum torunskie. I kilka innych miast. Nie musisz
                                                    czytac akurat tego. A tym bardziej pisac. Nikt cie nie zmusza.
                                                  • Gość: Toruńczyk Re: Po co podrzymujecie ten wątek ? IP: *.torun.mm.pl 26.08.05, 21:13
                                                    Nie przeszkadza, ale myślę że kulturalnych formułowiczów nie powinny
                                                    interesować interesy prowadzone przez osoby prywatne / w tej chwili p. Staroń
                                                    jest jeszcze osobą prywatną, a nie publiczną i chyba z tym się wszyscy zgodzą/.
                                                  • Gość: Uchachany po pachi Re: Po co podrzymujecie ten wątek ? IP: *.olsztyn.mm.pl 27.08.05, 00:05
                                                    Jesli dobrze poczytasz to zauwazysz ze z tego watku ostal sie jedynie jego
                                                    tytul. Rozmawiamy o czym innym.
                                                  • Gość: Ksenia Re: Po co podrzymujecie ten wątek ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 21:35
                                                    Toruńczyku, Pani Lidia Staroń jako kandydat na posła jest już osobą publiczną.
                                                    Będzie musiła złożyc deklarację majatkową.
                                                  • Gość: Toruńczyk Re: Po co podrzymujecie ten wątek ? IP: *.torun.mm.pl 27.08.05, 22:08
                                                    Jako kandydat na posła nie jest się osoba publiczną i nie musi sie składać
                                                    deklaracji majatkowej - to wie nawet przedszkolak. Inna sytuacja będzie jak p.
                                                    Staroń zostanie wybrana na posła i dopiero wówczas wypadać będzie nawet i
                                                    formułowiczom zagladac do kieszeni p. Staroń.
                                                  • Gość: tORUŃCZYKU Re: INTERESY IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.05, 18:44
                                                    JAKO KANDTDAT NA POSLA JEST OSOBA PUBLICZNĄ IPODLEGA OCENIENIE JAK OSOBA
                                                    PUBLICZNA. TEGO NIE PRZEWIDZIAŁA.
                                                  • Gość: sam_sob Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 09:24
                                                    A kto powiedział, iż profesorowie są wolni od emocji. To znacznie lepsze niż
                                                    lizusostwo Nałęcza.
                                                  • Gość: u Re: Interesy p STARON IP: *.olsztyn.mm.pl 27.08.05, 20:40
                                                  • Gość: Uchachany po pachi Re: Interesy p STARON IP: *.olsztyn.mm.pl 27.08.05, 20:41
                                                    Nie interesuje mnie to.
                                                  • Gość: Alla Re: Interesy p STARON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 22:39
                                                    Ten wątek forum pokazał się po założeniu przeze mnie wątku "Małkowskiego
                                                    interesy" ;)))))
                                                    To taka próba rewanżu.
                                                    Nieudolna i nietrafiona.



                                                  • Gość: b28 Re: Interesy p STARON IP: *.go.net.pl 27.08.05, 22:47
                                                    Przypadkowo zalozyciel watku wpisal sie jeszcze raz, i tylko raz na forum GW:

                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=24324155&a=24905328
                                                    Sprawa dotyczy podzielnikow, ciekawe skad takie dokladne dane? Czy to przypadek? Czy to przypadek podciaganie watku?
                                                  • Gość: Toruńczyk Re: Dzięki przypadkowemu autorowi p. Staroń IP: *.torun.mm.pl 27.08.05, 23:05
                                                    zostanie wybrana posłem na sejm i na forum sejmu będzie robiła porzadki w
                                                    spółdzielczosci mieszkaniowej - tak to już jest, jak nieudolnie robi się komuś
                                                    antykampanię wyborczą.
                                                  • Gość: Toruńczyk Re: Głosujcie na p. Staroń to wówczas spółdzielcy IP: *.torun.mm.pl 27.08.05, 23:21
                                                    będą mieli wreszcie swojego człowieka w Sejmie, który zna wszystkie przewały
                                                    prezesów od podszefki.
                                                  • Gość: DO TORUCZYKA Re: DARMOWY GRUNT POD BUDOWĘ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.05, 18:19
                                                    Toruńczyku, rodzina pani Staroń już zrobiła porządki w spółdzielczosci 10 lat
                                                    temu, w Spółdzielni Mieszkaniowej Jaroty.Jej siostra była prezesem tej
                                                    spółdzielni i o tym skandalu pisały gazety. Mąż Lidii, Ryszard Staroń
                                                    przedsiebiorca budowalny bardzo dobrze sobie radzil w przetargach budowlanych
                                                    organizowanych przez spółdzielnię Jaroty. Konsekwencją tego była sprawa sądowa
                                                    z inicjatywy Lidii Staroń, którą przegrała. Ponadto czas wyjaśnić, jak to się
                                                    stało, że na początku 1990 r. dostała od spółdzielni mieszkaniowej grunt pod
                                                    budowę pawilonu handlowego, za który nic nie zapałaciała. Po jego wybudowaniu
                                                    przez kolejne 10 lat wszyscy członkowie spółdzielni za ten grunt płacili
                                                    podatek za użytkowanie wieczyste dla gminy Olsztyn. niech lidia Staroń wyjaśni
                                                    kto i za co dał jej 1990 r. uzbrojony grunt na terenie miasta pod budowę
                                                    pawilonu handlowego. Czy po wyborach w ramach porzadków w spółdzielni każdy kto
                                                    będzie chciał dostać taki grunt otrzyma go bez płacenia spółdzielni.

    • Gość: pojezierzak Re: Interesy p STARON IP: *.olsznet.ec.pl 28.08.05, 11:02
      W kwestii, ze tak [powiem formalnej. szykuja sie nam podwyzki cen cieplej wody.
      W Pojezierzu to bedzie yule, ile podniesie swoja cene Michelin, MPEC doda do
      tego jeszcze swoja podwyzke. Zwolennicy p. Staron danal twiedzicie, ze rura
      jest nieoplacalna dla mieszkancow i odzdzielenie sie od MPEC bylo bledem?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka