edico
16.07.06, 20:01
Na 102 szkoły wyższe należące do Kościoła katolickiego, tylko dwie działają
legalnie. Pozostałe bezprawnie wydają dyplomy z orłem w koronie i na dodatek
jeszcze finansuje się taką działalność z budżetu Państwa.
Art. 1. ust 2 ustawy z dnia 27 lipca 2005 r. Prawo o szkolnictwie wyższym
(Dz.U. z 2005 r. Nr 164, poz. 1365) mówi wyraźnie, że "Ustawy nie stosuje się
do szkół wyższych i wyższych seminariów duchownych prowadzonych przez kościoły
i związki wyznaniowe, z wyjątkiem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, chyba
że ustawa lub umowa między rządem a władzami kościołów lub związków
wyznaniowych stanowi inaczej".
Co zatem reguluje tę kwestię w państwie kaczego prawa?
Nie jest nim na pewno konkordat, bowiem uznanie osobowości prawnej nie jest
jednoznaczne ani do wydawania w imieniu Rzeczypospolitej wspomnianych dyplomów
ani nie stanowi podstawy prawnej do finansowania tych szkół. Na próżno szukać
takiej regulacji w ustawie z dnia 17 maja 1989 r. o stosunku Państwa do
Kościoła Katolickiego w Rzeczypospolitej Polskiej (Dz.U.89.29.154 z dnia 23
maja 1989 r., z późniejszymi zmianami: Dz.U.90.51.297; Dz.U.90.55.321;
Dz.U.90.86.504; Dz.U.91.95.425; Dz.U.91.107.459; Dz.U.93.7.34; Dz.U.94.1.3).
Co prawda jest tam zapis w art. 23 ust. 2 "Status wyższych uczelni papieskich
oraz tryb i zakres uznawania przez Państwo kościelnych stopni i tytułów
naukowych regulują umowy między Rządem Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej a
Konferencją Episkopatu Polski.
Niestety, wśród katalogu źródeł prawa wymienionych w art. 97 konstytucji nie
ma żadnej wzmianki o umowach tego typu. Konferencja Episkopatu Polski nie jest
także żadnym podmiotem prawa międzynarodowego, a więc zaliczać ich do tej
kategorii nie można. Ustawami też nie są z oczywistych względów a konstytucja
nie przewiduje uprawnień dla Konferencji Episkopatu Polski do wydawania
rozporządzeń wykonawczych, bo i w stosunku do jakiego aktu prawnego?
I tak to od roku 1989 kościelne szkoły wyższe działają nielegalnie i wbrew
prawu. Przyczyna jest banalnie prosta. Prywatne umowy (bo do takich trzeba je
przecież zaliczyć) zawarte przez urzędników państwowych z Episkopatem bez
umocowania prawnego nie mogą być ani ustawami, ani rozporządzeniami ani nawet
decyzjami administracyjnymi.
Trudno się dziwić stawianym pytaniom dla PiS (czyli dla zwolenników hasłowego
przecież prawa i takiej samej sprawiedliwości):
1) Na jakiej podstawie na kościelne uczelnie widma wydaje się co roku z
budżetu Państwa ponad 72 miliony zlotych? Gdyby bowiem RP była państwem prawa,
to od ponad 17 lat żaden dyplom kościelnej uczelni nie miałby orła na okładce.
2) Za co płacimy prawnikoim zatrudnionym przez tyle lat w Kancelarii Premiera
i Rządowym Centrum Legislacji, skoro nie są w stanie upilnować tak prostej
sprawy i naszych pieniędzy?
Sprawę tę wyciągnął na światło dzienne dr Edward Gryczko w obronionej
rozprawie doktorskiej w roku 2004, przykrytej od tego czasu globalną zmową
milczenia.
(Za M.Popielaty, J.Stachurska)