Gość: Andulka
IP: 158.66.18.*
08.04.03, 13:22
Piątek
8.00 Chyba za lekko sie ubrałam
16.00 Zaczyna prószyć śnieg. Założyłam pod płaszczyk zapasowy sweter co go
mam w pracy.
Sobota
10.00 Wiater wieje, pada deszcz, od czasu do czasu ze śniegiem. Lecę do
sklepu po winko, goście przyjdą.
16.00 Goście przyszli. Cósik zziębnięci. Nie ma wódeczki ani czerwonego wina
żeby zrobić grzańca bo zaplanowałam białe winko. Wydałam gościom cały domowy
zapas rutinoscorbiny i witaminy "C". Wypili winko i trzy dzbanki herbaty z
cytryną.
21.00. Za oknem zadymka śnieżna.Goście wyszli. Pożyczyli trzy czapki, dwa
swetry i jeden polar.
Niedziela.
10.00 Wściekłe słońce przez pięć minut później wściekła zadymka przez
dziesięć i tak w kółko.
16.00 Muszę wyjść.
19.00 Wróciłam. Wyglądam jak śniegowy bałwan.
Poniedziałek
8.00 Śnieg wali. Wkładam ocieplany paltot,beretkę, długie buty i idę do
roboty.
17.00. Muszę ze zwierzakiem do weterynarza. Przedzieram się przez miasto dwie
godziny.
19.00 U weta ludzie ze zwierzakami omotanymi w koce.
21.00 Wróciłam. Jeszcze żyję, królik też.
Poniedziałek
8.00 Śnieg wali. Zakładam futro i idę do roboty.
14.00 Zaglądam do prognozy pogody a tam: wtorek: śnieg wali, środa: śnieg
wali, czwartek...
A w Olsztynie pewnie znowu jeziora zamarzły. Zapakuję do plecaka łyżwy :)))