Dodaj do ulubionych

Lwie sianokosy

IP: *.acn.waw.pl 31.07.03, 21:41
Tytuł brzmi oczywiście dość idiotycznie, ale da się wyjaśnić.
Lwie są te sianokosy na cześć Lwa Tołstoja i jego nieśmiertelnego, choć –
przyznajmy – mogącego niektórych znużyć, opisu sianokosów w dziele „Anna
Karenina”.
Sprzyja również tytułowi czas żniw, niepewności co do żniwnego sukcesu, oraz
czas prawdziwie letniego lata.
Obserwuj wątek
    • brzoza Re: Lwie sianokosy 01.08.03, 07:45
      Lew Lwem, z całym szacunkiem dla Jego Lwiej wielkości, ale ja wciąż przed
      oczami mam sianokosy i wszelakie inne prace w polu w Reymontowskich "Chłopach".
      Tam dopiero pachnie latem, sianem i nie tylko!
      <<<-------------->>>
        • Gość: rita Re: Lwie sianokosy IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 01.08.03, 20:55
          Do Chłopów jeszcze nie doszłam, nad ziemiaństwem jeszcze pracuję.

          Tak - żniwa są wdzięcznym tematem pisarzy szczególnie tych, którzy choć raz
          trzymali kosę w rękach i poczuli zapach siana.
          A oto wstępna rozmowa bohaterów Lwa do ulubionego zajęcia:
          - Bardzo lubię kosić
          - Ja za tym przepadam
          - To doskonały zdrowy ruch, zresztą to taka wesoła, a zarazem trudna praca, że
          nie ma czasu na rozmyślania.
          Jest bardzo cięzka, ale potem człowiek się wciąga.

          Wiadomo, że do tej pracy potrzebna jest kosa, dobrze wyklepana i naostrzona.
          Rączka kosy musi być dobrze osadzona, nie za nisko , nie za wysoko.
          A w czasie koszenia trzeba naciskać na piętkę kosy. Ciekawe czy wiecie , gdzie
          ta piętka się znajduje ?
          Tyle o sprzęcie- jutro jak będzie pogoda zaczniemy z Liwinem sianokosy.
          Technika koszenia jest prosta, jak tylko ją się załapie , będzie to sama
          przyjemność.
          Pewnie jd i brzoza zapytacie- skąd u mnie takie dodatkowe hobby - a więc, zaraz
          po opuszczeniu Olsztyna wpadłam w rodzinne gospodarstwo: króliki, mnóstwo
          królików i żeby nie zdechły z głodu na mnie spoczywał obowiązek karmienia.
          Nie wiem czy pamiętacie dawniej były w gospodarstwach jednokołowe drewniane
          taczki (teraz je się wykorzystuje w innych celach ), brałam te taczki i
          wyklepaną i naostrzonę kosę i na pole, gdzie rosła lucerna dla moich królików.
          Miałam wtenczas 12 lat, kosiłam tak przez 3 lata dwa razy dziennie, póżniej się
          wstydziłam i króliki zostały zamienione na nutrie - uuu, one to były czyściochy!
          Po latach okazało się , że mogę być dumna z koszenia i robić z tego pokazówki.
          Nigdy pewnie nie zrozumię dlaczego kobiety nie koszą ?
          A jak myślicie do czego teraz wykorzystuje się te tradycyjne , pamiętne i
          muzealne taczki ?
          Może coś opowiecie o swoich pracach rolnych, ogródkowych , działkowych ?

          zaraz wracam
            • Gość: rita Re: Lwie sianokosy IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 01.08.03, 22:04
              Jeszcze chcę powiedzieć, że spotykam się z miłym odzewem za czytanie Króla.
              Dziś klient mocny , tak go nazywam, kupuje tylko mocne pyta : a przepraszam ,
              co pani czyta ?
              Kiedy usłyszał Król szczurów, powiedział, że 20 lat temu czytał i do dziś
              pamięta. Zachwycajc się nad ksiązką opowiadaliśmy o tych szokujących scenach
              burzliwie, tymbardziej , że mocny należy też do ludzi burzliwych.
              Wysnuliśmy nawet wspólny wniosek , że Anglicy uwielbiają Amerykanów za Króla
              szczurów.

              Dziś również bylo poszukiwanie Darwina, który zniknął, wszyscy koledzy go
              poszukiewli, a dziś pierwszy !
                • Gość: rita Re: Lwie sianokosy IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 02.08.03, 21:49
                  no cóż jd - psy chyba nie zauważyły gwiazdy na niebie, ich pyski znajdowały się
                  w trawie i krzakach.
                  Jeśli chodzi zaś o Liwina - wydaje mi się, że on miał swoją filozofię życia, a
                  było nią ciągłe poszukiwanie sensu życia i cieszę się, że ją znalazł i nie było
                  za póżno.
                  Krucho było z jego rozmyślaniami, popadał w depresje i mogło się to dla niego
                  żle skończyć. Wniosek - filozofia jest niebezpieczna kiedy jest pesymistyczna.
                  Dlatego uciekał w sianokosy gdzie przestawał myśleć i rozmyślać.

                  Jak już poczujecie zapach siana to zrobimy koniec sianokosów.
                  Teraz jak obiecałam trochę techniki koszenia.
                  Wszyscy starają się kosić jak najlepiej, nie okazując najmniejszego zmęczenia.
                  Kiedy jednak organizm nie wytrzymuje bierze się garść trawy by otrzeć kosę, a
                  pózniej ostrzy się ją osełką długo i spokojnie by nabrać ponownie siły .
                  Gdy zauważycie, że rząd pokosu nie jest równy wtenczas zacznijcie mniej machać
                  ręką, a więcej pracować tułowiem ;-))))))
                  Kosa tnie sama i są to największe chwile szczęścia dla kosiarzy.

                  Przytoczyłam słowa Lwa Tołstoja - przyznacie , że dobry z niego znawca techniki
                  koszenia.
                  A poczekajcie jeszcze na finał sianokosów - też dobry!

                  jd- mam nadzieję, że nie masz dwóch rąk w gipsie, bo te sianokosy mogły by na
                  ciebie wpłynąć destrukcyjnie.;-)))
                  A taki przypadek miałam na Krakowie gdzie znany ci Mikołaj złamał obydwie ręce
                  na deskorolce i za niego pisał na forum brat.

                  • brzoza Re: Lwie sianokosy 03.08.03, 08:33
                    Boze drogi - jd z kosą w ręku! Juz to widze, hi, hi:)))
                    rita - a ten gisp to odpukaj w niemalowane, bo licho nie spi i tez czyta nasze
                    forum!
                    jd - a dokąd i do kiedy wybierasz sie na zasłuzony odpoczynek?
                    <<<~~~~~~~~~~>>>
                    • Gość: rita Re: Lwie sianokosy IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 03.08.03, 21:26
                      brzoza - to , że jd ciężko wyobrazić sobie z kosą nie jest zaskoczeniem, ale
                      może ciebie przekonam do zdrowego wiejskiego trybu życia.
                      Działka to najlepsze miejsce do treningu i ten niezapomniany zapach siana
                      będzie ci się śnił po nocach. Chyba, że wynajmujesz tubylców do koszenia i
                      skorzystasz tylko z samego zapachu.
                      Zresztą , nigdy nie wiadomo co kto będzie jeszcze musiał w życiu robić.

                      Dochodzimy do finału jeszcze trochę się namęczymy koszeniem i koniec.

                      "Im bardziej Lewin kosił, tym częściej nachodziły nań chwile zapamiętania, w
                      czasie których już nie ręce machają kosą, lecz sama kosa pociągała za sobą całe
                      świadome siebie, pełne żywotnosci ciało koszacego.
                      To były te minuty najbardziej błogie.
                      Trawa pośrodku była tam po pas, delikatna , mięciutka i liściasta.

                      Teraz uwaga ! -bardzo liczę, że już poczujecie zapach.
                      "Podcinana z soczystym dzwiękiem trawa pachniała korzennie i kładła się
                      wysokimi pokosami u stóp kosiarza z wdzięczności.
                      Kosić mokrą, nieoporną trawę przychodziło łatwo, ale na zapach jej trzeba było
                      czekać do drugiego dnia, kiedy to trawa przeszła pod władanie porannych
                      promieni słońca.

                      Całą łąkę skosiliśmy ! Ach jakie to było przyjemne, nie macie pojęcia !"

                      Sianokosy zakończone, jutro oddaję książkę do biblioteki, aż wstyd, najdłużej
                      trzymana ksiązka.
                      Z tematów bieżących mogę powiedzieć, że jest upał i wpadłam na pomysł porannych
                      treningów zamiast popołudniowych.
                      Kiedy chciałam przesunąć na godziny wieczorne okazywało sie , że korty są
                      zajęte.
                      Cyganka kiedyś pod Sukienicami wróżyła i powiedziała - sprawdzi mi się słowo
                      pisane - więc go napiszę - Wimblendon !
                      Tylko chciałam cygance przypomnieć.


                      • Gość: jd Re: Lwie sianokosy IP: *.acn.waw.pl 04.08.03, 20:36
                        Kosa nie jest tematem mi obcym. Moi drudzy, nieolsztyńscy dziadkowie mieszkali
                        na zapadłej wsi na ścianie wschodniej. Dziadek długo unikał wszelkiej
                        mechanizacji i nowoczesnosci i mam na koncie niejedne z nim klasyczne żniwa.
                        Zaczynałem od wiązania snopków, a doszedłem oczywiście do koszenia kosą, choć
                        nie zdobyłem w tym wprawy mistrzowskiej, bo jednak dziadek na starość zaczął
                        zamawiać kosiarkę z kółka rolniczego.
                        W połowie sierpnia ruszam w Bory Tucholskie, choć i teraz co i raz jeżdże pod
                        Warszawę do teściowej na koszenie i kopanie.
                        • Gość: rita Re: Lwie sianokosy IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 04.08.03, 20:58
                          nic dodać nic ująć koszenie jest śliczne, temat był piekny jak Olsztyn jest
                          piekny ale cóż nowe klopoty z poniedziałkiem pojawiły się.
                          Otóż , przed treningiem otwieram sklep, właczam kasę fiskalną, a tu nic.
                          Okazuje się , że od dziś mam przymusowy urlop. Bez kasy nie mozna pracować, bo
                          wtenczas mogę oszukać państwo. Czeka mnie wymiana modemu w kasie i mnóstwo
                          spraw urzedowych zwiążanych z nią. Napewno będę się tłumaczyła z 13 klienta o
                          13 godz dnia 13 - ego.
                          Brak mi, strasznie brak klientów i ich rozmow, cięzko sie teraz przyzwyczaić do
                          nowej rzeczywistości. Nie wiem jak wytrzymam ten tydzień. Zabrałam sie do
                          sprzatania w domu. Trzy okna wymyte i dwa pokoje wysprzatane na glanc.
                          Dobrze zrobilam z tymi rannymi treningami.
                          cdn
                          • Gość: rita Re: Lwie sianokosy IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 04.08.03, 21:04
                            Treningi poranne to chyba to aby wytrzymać te upały i dusznosci. Rano czlowiek
                            jest pełen werwy chociaż u mojego przeciwnika tego nie widać. Chyba biedaczysko
                            nie przystosowany na ranną gimnastykę. Mam nadzieje , że się przyzwyczai i
                            wejdzie mu w krew, bo juz powienien zacząć ćwiczyć też rano. Jutro jeszcze
                            wcześniej jedziemym, poniewaz korty nawet w godzinach rannych zajete.
                            jd- prace na działce u teściów polegały na zbiorach li tylko , czy też kopałeś
                            dołki ? Teraz tak nie ma nic do roboty jedynie podlewanie mogło ci zostać
                            • Gość: jd Re: Lwie sianokosy IP: *.acn.waw.pl 04.08.03, 21:33
                              Gratuluję nagłego urlopu. Naśpij się na zapas.
                              Może parę szczegółów o postępach Tomka.
                              U teściowej kopię, tnę, piłuję, koszę, grabię, wiercę, wkręcam, przybijam,
                              przenoszę, zanoszę, donoszę, odnoszę, wynoszę i noszę, ale najbardziej cenię
                              sobie, gdy grilluję.
                              • Gość: rita Re: Lwie sianokosy IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 04.08.03, 21:55
                                to były prace typowo męskie, ale teściowie muszą być zadowoleni ?
                                Czytania pewnie nie bylo, ja też rozpaczam , że zostawiłam Króla i nie będę
                                miała czasu w tygodniu czytać - nic , a nic, bo w domu na to nie mam czasu.
                                Jeśli chodzi o Tomka to drań , naprawdę leń, nie wiem jak go zmusić by miał
                                ochotę. Dziś powiedziałam mu , że by nie mowił tacie, że żle grał, bo po co
                                martwić tatę, kazdy ma swoje problemy i po co jeszcze jeden - to będzie do mnie
                                należało jak go zmusić do pracy. Już dziś widziałjak obok nas grali zawodnicy z
                                Olszy i jak trenowali , widział to i może jutro będzie lepiej. Tu jd nie ma
                                drogi odwrotu, to byłby błąd tymbardziej , że od września dzieciaki będa
                                należeć do klubu i dalej powinny być pod moją opieką. Tak ja uważam, ponieważ
                                niechcę dla nich żle, a wręcz przeciwnie.
                                Wiesz, wczoraj u teściowej grzebałam w bibliotece i porwałam książkę Tołstoja.
                                W domu zauważyłam, że jest to Alexy Tołstoj .
                                  • Gość: rita Re: Lwie sianokosy IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 04.08.03, 22:11
                                    Piękna Nieznajoma - dwa tomy. Strasznie czuję żle bez sklepu, zawsze marzyłam o
                                    wolnym , a teraz kiedy mam, brak mi go. Pierwszym moim odruchem , było
                                    polozenie się do lózka, ale pózniej powiedziałam sobie - dość, trzeba
                                    zorganizować sobie czas i tak zabijam czas pracą tylko inną.
                                    Jutro wstaję wcześniej, mam na 7.00 na korty.
                                          • Gość: rita Re: Lwie sianokosy IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 05.08.03, 21:13
                                            Tak, to się nazywa szaleństwo nagłych wolnych dni. Wczoraj poszalałam z
                                            porządkami i dziś to odczuwam. Dlatego nic mi nie pozostało jak labować w taki
                                            upał.
                                            Upał jest niedowytrzymania i jak pomyślę ile bym sprzedała napoi i zimnych piw
                                            to ......Ale w ogrodzie zapominam i odcinam się od świata, to mój azyl.
                                            Włąściwie też zaczynam rozmyślać dlaczego tomek nie ma ochoty do gry i dochodze
                                            do wniosku, że wina jest też moja. Zrozumiałam, że jak komuś będę mówić ciągle
                                            żle robisz, niedobrze, brzydko to on się może załamać i dziś postanowiłam
                                            rozegrać trening pozytywny mimo , że będzie zły.
                                            Rozumiesz jd- nawet jak żle zagra pochwalę go, bo przecież specjalnie nie psuje
                                            tylko mu nie wychodzi i taka jest prawda. Poza tym, myślę, że ja nie wiem jak
                                            wytłumaczyć mu szczegóły przyśpiszenia rakiety w danym momencie, kąt uderzenia
                                            pilki, rotacje piłki i dawnie siły uderzenia tak by piłka była najmocniejsza i
                                            mieściła sie w korcie.
                                            Tej sztuki sama nie posiadłam i myślę, że w Polsce nie ma takich fachowców,
                                            którzy rozpracowali by uderzenia pod względem fizycznym - nie wiem czy mnie
                                            rozumiesz jd, ale gdybym ja posiadała tą wiedzę to....
                                            Mimo wszystko przyszły rok będzie decydujący dla nas.
                                            Dziwnie się gra tak wcześnie rano, niby jest dobrze, a jest też żle, ponieważ
                                            rosa moczy nam piłki i przy końcu treningu są mokre i ciężkie i jeszcze
                                            oblepione suchą mączką ceglaną.

                                            Jeśli chodzi o sprawy urzędowe, to poszły nadzwyczaj super. O ustalonej
                                            godzinie czekałam w urzędzie na ławeczce i czytałam gazetę, kiedy punktualnie
                                            podchodzi serwisant, który mnie wcześnie nie znał i zapytał grzecznie czy ja to
                                            ja i zaprosił mnie do okienka, gdzie szybko i sprawnie załatwiliśmy sprawy.
                                            Teraz mam do piątku całkowitą labę, myślę, żeby wsiąść w samochód i przed
                                            siebie, może uda mi sie moich domatorów namówić ?
                                            • Gość: jd Re: Lwie sianokosy IP: *.acn.waw.pl 05.08.03, 21:32
                                              No tak, kasa, która ma rachować twoje zyski postanowiła ci je mocno zastopować.
                                              Nie martw się, pieniądze itd.
                                              Rozumiem jak najbardziej metodę pozytywnego wychowywania dzieciaczków;
                                              sympatyzuję z nią zdecydowanie, choć nie zawsze wszystko mi wychodzi w
                                              praktyce, ale moje dzieci bywają naprawdę okropne. Rozumiem też problem wiedzy
                                              tenisowej, której czujesz brak. To by się pewnie dało opracować w program
                                              komputerowy, ale bardzo skomplikowany i raczej bezużyteczny, bo to kwestia
                                              raczej odruchów i intuicji.
                                                  • Gość: rita Re: Lwie sianokosy IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 05.08.03, 21:46
                                                    jeśli nie zamieszasz wodę w Dlugim rozwiną sie sinice - właśnie chcę
                                                    powiedzieć, że Długie wygląda na jezioro nie do kąpieli - dlaczego ?
                                                    Jak go ujarzałam , wiedziałam, że nigdy się w nim nie wykąpię, tak jak by mi o
                                                    tym mówiło. Piękna roślinność, woda, ale nie dla ludzi - dlaczego ?
                                                  • Gość: rita Re: Lwie sianokosy IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 05.08.03, 22:44
                                                    Wytłumaczyłeś dobrze wyższość swego jeziora, ale myślę, że jest w nim jakaś
                                                    tajemnica, że ludzie nie chodzą się tam kąpać, najstarsi pewnie wiedzą, czy
                                                    zrażają ich ilość topielców, czy coś w nim jest takiego odrażającego, czy jakiś
                                                    urok padł, czy zaklęcia, czy wogóle jest to jezioro nie dla ludzi - nie wiem
                                                    czy mnie dobrze zrozumiałeś ?

                                                    okazuje się, że jak sie ma pieniądze w domu to nie są one bezpieczne. Nasz
                                                    znajomy właśnie się żalił, że jemu one znikają. Miszka sam i ciągle zauważa ich
                                                    brak. Ostatnio znów mu zgineły i przypuszczamy, że ktoś podrobił klucze i
                                                    spokojnie pod jego nieobecność wyciąga z kupki tak sprytnie, że nie zauważalnie.
                                                    Teraz musi zmienić zamki. Jacy złodzieje są teraz kulturalni i tacy nie chciwi,
                                                    biorą tylko trochę, nie wszystko - świat się zmienia czy idzie z postępem ?
                                                  • Gość: jd Re: Lwie sianokosy IP: *.acn.waw.pl 06.08.03, 18:04
                                                    Jezioro Długie wyraża sobą wolność i autonomię przyrody, która nie życzy sobie
                                                    niekiedy byśmy wszędzie wścibiali swoje nosy, a w tym wypadku ciała do kąpieli.
                                                    Są jeziora do kąpania, są do łowienia, są do żeglowania, są do podziwiania, i
                                                    należy tę różnorodność uszanować.
                                                    A teraz ogłaszam swoją przerwę urlopową.
                                                  • Gość: rita Re: Lwie sianokosy IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 06.08.03, 20:37
                                                    nie ma na to rady , urlop to urlop , chyba przez ten czas powstanie blog, bo
                                                    zanosi się że sierpień może być ciekawy, ja zaczynam treningi Daria już też
                                                    wróciła i odwiedziła mnie z prezentem z Wloch. Jest to figurka dwóch
                                                    słodziutkich delfinek, które zmieniają barwę w zależności od pogody. Zobaczymy
                                                    czy będzie stęskniona za tenisem. Ale nie mogę odżałować , że nie
                                                    poinformowałam ich o turnieju Wimblendonu w Sopocie, bo akurat tam byli i nic
                                                    nie wiedzieli, chociaż elity zauważyli. Ale Daria powinna na żywo zobaczyć
                                                    mecze, zobaczyć swoje idolki i je naśladować. To była okazja naprawdę - co za
                                                    strata, myślę nad tym cały czas, ile by ludzie dali by tam właśnie być.

                                                    Dziś postanowiłam kontynuować porządki i układałam w szafach rzeczy - to
                                                    nadzwyczaj ciekawe rzeczy, kiedy segreguje sie stare ubiory, melancholia mmnie
                                                    wzieła przy ukladaniu beretów , wszystkie kolory i wiele innych starych rzeczy.
                                                  • Gość: rita Re: Lwie sianokosy IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 06.08.03, 20:47
                                                    jeszcze zpomniałam najwazniejszej rzeczy ci powiedzieć, znalazłam stare rakiety
                                                    swoje - drewniany Dunlop, drewniany Orion, metalowa Polonez - jakie one piekne,
                                                    jak patrzę na nie to przypomina mi się Gąsiorek.
                                                    I jeszcze znalazłam apaszkę , czy chustę z olimpijskimi kółkami WKS LEGIA - w
                                                    bardzo dobrym stanie - jak mnie to cieszyło. Jutro chyba wezmę sie za układanie
                                                    proporczyków klubów już prawie nieistniejących - to będzie tęsknota
                                                  • Gość: rita Re: Lwie sianokosy IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 06.08.03, 21:10
                                                    te berety z antenką mam całą kolekcję i we wszystkich kolorach i tak myślę, czy
                                                    już w tą jesień wróci moda, chyba je sprzedam , żal wyrzucić
                                                    Rakiety drewniane są imponujące i jak patrzę to one miały małą główkę, a długą
                                                    rączkę i tak myslę czy je kiedyś nie wziąść na korty i zobaczyć jak się nimi
                                                    gra.
                                                    A póżniej dać do renowacji i trzymać jako maskotkę

                                                    Teraz może zdążę jeszcze pożyczyć ci miłego urlopu, dużo wrazeń , całkowitego
                                                    lenistwa i zapomnienie o pracy. Niech Wam sie wszystkim wiedzie w te sierpniowe
                                                    ciepłe dni i chłodne noce, bo jesień tuż , tuż. Zycze również wiele radości o
                                                    poranku, wiele pięknych zjawisk natury - wszystkiego najlepszego !
                                                    Do września
                                                  • brzoza Re: Lwie sianokosy 06.08.03, 22:13
                                                    Moze i ja jeszcze zdąże, wpadając w ostatniej chwili na peron i wołając do jd:
                                                    spokojnego, zasłuzonego i szczęśliwego w wypoczynek oraz taki sam powrót
                                                    urlopu:)))
                                                    <<<~~~~~~~~~~>>>
                                                  • brzoza Re: Lwie sianokosy 06.08.03, 22:19
                                                    Nie było mnie, bom ogromnie duzo miała zajęć i obowiązków. Wciąz je mam i tak
                                                    sobie myślę, że niektórym ludziom nic za darmo nie przychodzi - jeśli nawet
                                                    jadą na jakiś urlop, to koniecznie zabierają ze soba resztki roboty terminowej,
                                                    a więc połowe urlopu mają zapaćkane. A gdy juz wróca, to musza odrobic tysiąc
                                                    zaległości w tym samym czasie, a więc po kilku dniach zapominaja o wypoczynku.
                                                    Czego nikomu nie zycze!
                                                    Marzę o pracy "na swoim" i dla siebie. Wiem, wiem, jakie to neisie zagrożenia,
                                                    ale dośc mam reżimów, kapitalizmu, wszystkowiedzących szefów i innych podobnych
                                                    ograniczeń życiowych.
                                                    Ja chce do lasuuuuu!!!!
                                                  • brzoza Re: Lwie sianokosy 06.08.03, 22:26
                                                    Na temat rakiet tenisowych się nie wypowiadam, ale beretki z natenką znam i
                                                    uwielbiam. Kto zresztą nie zna!
                                                    Wracając do sianokosów. W dzieciństwie, podczas wakacji, ganiałam po rżysku nie
                                                    tyle z kosą, co za kosą, czyli pomagałam wiązac snopki i ustawiac je w stożki.
                                                    A potem z całą miejscowa i przyjezdna dzieciarnia urządzajlismy sobie w tych
                                                    stogach kryjówki rozmaite z milionem skarbów. Starsi wiekiem (jakies naście
                                                    lat) mieli swój azyl miłosny w tym sianie, a cała reszta ganiała po polu w
                                                    poszukiwaniu i par kochanków, i owych skarbów, choc do dziś nie wiem (lub nie
                                                    pamietam) co miało byc tymi skrabami)
                                                    Cudne czasy...
                                                    <<<~~~~~~~~~~>>>
                                                  • brzoza Re: Lwie sianokosy 06.08.03, 22:34
                                                    jd - jeśli jeszcze zdążysz zajrzeć, to chociaz powiedz, w jakie rejony się
                                                    wybierasz. Bedziemy spoglądac na mape i myślec o Tobie cieplutko, wysyłają w
                                                    tym kierunku pozytywna energie.
                                                    Mam racje, rita?
                                                    <<<~~~~~~~~~~>>>
                                                  • brzoza Re: Lwie sianokosy 06.08.03, 22:40
                                                    Tam jest codownie i gdyby nie to,ze od nas dosyc daleko, tam własnie szukałabym
                                                    swojego miejsca na ziemi.
                                                    jd - baw sie dobrze i niczym sie nie martw. My tu jestesmy i czuwamy!
                                                  • Gość: rita Re: Lwie sianokosy IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 07.08.03, 21:02
                                                    brzoza - pięknie to wszystko ujełaś, ja nie lubię pożegnań, więc wychodzi mi to
                                                    jak wychodzi.
                                                    Dziś sobie chodziłam w czarnych okularach, rzadko to robię, jednak mi sie
                                                    zdarza. Więc chodzę po tych urzędach, bo terminy płatności się zbliżają i
                                                    wyobraż sobie wpada mi do ręki gazeta i tak czekając czytam, a tam pisze o
                                                    braniu specjalistów z ogłoszeń. Co ja sie tam naczytałam ................
                                                    To co dawno wiedziałam, ogłoszenia to lipa . Kiedyś z ogłoszenia wziełam
                                                    kobietę do mycia okien, skończyło sie na dwóch rozbitych szybach i urwanie
                                                    kawałek ozdobnego gzymsu, a wszystko przez to, że spadała jej metalowa rurka z
                                                    odkurzacza kiedy odkurzała ściany wokół okien, nie mówiąc, że i tak cały czas
                                                    stałam przy niej. Teraz prace te sama wykonuję. Chciałam sobie pomóc i wziełam
                                                    znajoma dziewczynę , ale i tu okazało się , że dziewczyna ma lęk wysokości i
                                                    nie wejdzie na parapet.
                                                    Brzoza - wpadaj tu tylko w miarę swojego wolnego czasu, całkowicie rozumię Cię,
                                                    praca to praca, urlop to urolp i zycie musi się toczyć dalej. Raz jest pod
                                                    górke, raz jest z górki, raz jest usmiech, raz jest smutek i świata nie
                                                    zmienimy.
                                                  • brzoza Re: Lwie sianokosy 07.08.03, 21:32
                                                    Teraz Ty ładnie to ujęłas - zycie jest po prostu zyciem i trwa sobie, bez
                                                    względu na to, jakie mamy wobec niego zamiary.
                                                    A tak w ogóle, to czemu nie mamy sobie mówic miłych rzeczy, prawda?
                                                    Wystarczy popatrzeć na ludzi wokół, jak w jednej chwili zmienia się wyraz ich
                                                    twarzy, jak łagodnieją, gdy mówimy im cos ciepłego, np. "Jak miło, że Cię
                                                    spotkałam, tyle razy o tobie myslałam". Albo: "Nikt nie potrafi zrobić
                                                    porządków tak dokąłdnie, jak ty!" Albo: "Gdziekolwiek jestem, zawsze opowiadam
                                                    o twojej potrawce z kurczaka. Nikt nie robi jej tak świetnie, jak ty"
                                                    Albo: "Twoje teksty sa zawsze takie dopracowane, takie niebanalne. Skąd
                                                    bierzesz tyle świezosci." Albo: "To ty nauczyłeś mnie wielu rzeczy. Dziś bardzo
                                                    mi sie to przydaje". Itd...
                                                    Przykłady można by mnozyc. A przeciez to nic nie kosztuje, wystarczy powiedzieć
                                                    jedynie, co sie myśli. Broń Boże kłamac i mamic fałszywym komplementem! Rzecz w
                                                    tym jedynie, aby mówic ludziom to, co jest prawdą, co jest oczywiste i
                                                    swiadomie chciec im sprawic przyjemność. Nie wiemy nawet, ile radości może
                                                    sprawic jedno nasze dobre słowo!
                                                    <<~~~~~~~~~~>>>
                                                  • Gość: rita Re: Lwie sianokosy IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 07.08.03, 21:40
                                                    brzoza , pewnie że można truć, powiezieć miłe słowo, ale to jest trudne mówić
                                                    komuś komplementy kiedy smemu jest się smutnym i nie ma z czego sie cieszyć.
                                                    Ale wiem, że dziś tak , a jutro może być tak. Trochę tych dni przeżyłam.
                                                    Widzisz, sam Ferrero wygrał Wimblendon , a w takim Sopocie przegrał.
                                                  • brzoza Re: Lwie sianokosy 07.08.03, 21:54
                                                    Rita - główka do góry. Ja wiem, kto wygra w Sopocie i to już niedługo!
                                                    A co do smuteczków - poprzedni mój post był tak w ogole, generalnie miał
                                                    odnosić się do życia. A chmurki i humorki mają prawo przychodzić, sama je
                                                    miewam, choć zazwyczaj nie są to jakieś wydumane problemiki (jedna moja znajoma
                                                    przechorowała dwa dni z powodu...zlamanego paznokcia), a nieco powazniejsze
                                                    sprawy. Jeszcze pol biedy, gdy mozna cos zrobic, przedsiewziac, zorganizowac, w
                                                    kazdym razie miec wpływ na poprawe sytuacji. Gorzej, gdy wszystko sie dzieje
                                                    niezaleznie od ciebie, bez twojej woli i mozliwosci sprawczych. Gdy trzeba zdac
                                                    sie na los, szczęście, czasami na cud nawet.
                                                    To tez było tak ogólnie.
                                                    rita - skąd te smuteczki u Ciebie? czy cały czas chodzi o te nieszcęsna kase i
                                                    związane z tym kłopoty?
                                                    <<<~~~~~~~~~~>>>
                                                  • Gość: rita Re: Lwie sianokosy IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 08.08.03, 20:49
                                                    brzoza - już wszystko w porządku, jest kasa i mogę obsługiwać klientów.
                                                    Pierwszego klienta tak radośnie przywitałam i pożegnałam, że chyba mu się
                                                    spodobałam. Taką nabrałam ochotę do pracy i tak polubiłam swoich ludzi, że
                                                    ciężko mi bez nich.
                                                    Nie obeszło się bez zgrzytów z serwisantami, bardzo im się śpieszyło, bo
                                                    pracują do 15.00, a było już po tej godzinie więc im ochłodziłam zapały na
                                                    weekend. Powiedziałam co myślałam, że płacę za usługę i nie mogę być a tak
                                                    ekspresowym tempie obsłuzona.
                                                    Kasa musi być odpowiednio zaprogramowana i nic na łapu capu. Koszty tej usługi
                                                    są ogromne więc trochę lekcji pokory im się należało.
                                                    Zdążyłam również przeczytać czasopismo TENIS i wyobraż sobie Daria przegrała z
                                                    mistrzynią w swej kategorii i powinna być z tego dumna. Zdjęcie Pauliny Czernik
                                                    z Andrychowa jest też zamieszczone. Jestem też ciekawa jak jej poszło we
                                                    Francji.
                                                    Ale również wyczytałam, że mistrzowie w wieku dziecięcym nie będą mistrzami,
                                                    wcześnie się wypalają. To dowód , że trzeba się nad tym wszystkim zastanowić.
                                                    Też uważam, że lepiej częściej grać , a krócej i intensywniej niż mordować je
                                                    długo - wypalą sie i zniechęcą.
                                                    Popatrz, jak to wszystko kupy się nie trzyma - kiedy dziecko wygra turnieje,
                                                    będzie mistrzem to będzie miał za darmo szkolenie w renomowanych szkołach
                                                    tenisowych, a kiedy nie wygra, a będzie dobrze grał tego szkolenia nie będzie
                                                    miał i będzie zdany na siebie.
                                                    Powiedz co jest ważniejsze, być mistrzem w wieku 10 lat czy w wielu 20 lat.
                                                    Dlatego nikt nie jest na spalonej pozycji. Jeszcze sie dowiedziałam, że
                                                    pływanie nie jest tak dobre dla tenisisty jak łyżwy i od tego roku dzieciaki
                                                    muszą jeżdzić na łyżwach.
                                                    Wspaniale mam z właścicielem kortów, on mi wiele podpowiada jest trenerem w
                                                    siatkówce, ale to nie przeszkadza, że jest też dobrym obserwatorem tenisowym i
                                                    znawcą. Zabawił się z Tomkiem w zbieranie piłek na czas i wyobraż sobie, że
                                                    szybkości to tomek nie ma i trzeba jemu to wyrobić.
                                                    To samo będzie z Darią, czeka ich praca po przez zabawę.
                                                    brzoza - ja wiem , że ciebie to nie interesuje ale chcę byś godnie zastąpiła jd
                                                    i doradzała mi. Problemów z treningami będzie coraz więcej, bo zaczynamy już
                                                    pierwsze kroki wejścia w świat tenisowy.
                                                    Jak wychować mistrza ? - oto jest pytanie, a dyskusji mnóstwo lecz recepty nie
                                                    ma.
                                                    Wracając do tematu, to żeby były żniwa to trzeba posiać, póżniej dbać by rosło,
                                                    czyż to nie życie.
                                                  • Gość: rita Re: Lwie sianokosy IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 08.08.03, 21:06
                                                    też tak myślę , właśnie stres jest zabójcą, ale stresu też można się pozbyć po
                                                    100 meczu. Mnie stres wykańczał, czym bardziej odpowiedzialny turniej tym
                                                    gorzej grałam. Są też środki przeciwstresowe, będzie sobie grał i spiewał - to
                                                    będzie szał na kortach jeśli okaże się , że ma dobry głos
    • brzoza Re: Lwie sianokosy 09.08.03, 15:53
      Ze stresem to jest tak - wszyscy go odczuwają w określonych sytuacjach, ale
      wielu ludzi nigdy nie nauczy się radzic z nim skutecznie. Na mnie ma wpływ
      paralizujący. Im większa waga zdarzenia, tym mniejsze mam szanse na sukces w
      danym momencie.
      Przykłady: i w szkole średniej, i na studiach uczyłam się przyzwoicie, jednak
      wszystkie egzaminy - szczególnie ustne - zdawałam poniżej swojej wiedzy i
      mozliwości. To sprawiło, ze nie studiowałam tego, o czym najbardziej wtedy
      marzyłam.
      W młodości byłam pare razy mocno zakochana, ale obiekty moich westchnień
      zazwyczaj nawet nie miały o tym pojęcia, gdyż samo odezwanie sie do nich już
      było kosmicznym wyczynem. Później dowiadywałam się, że... jestem zimna i
      niedostepna.
      W pracy zawodowej lata całe pracowalam nad sobą i uczyłam sie zabierac głos
      publicznie (a jest to niezbedne w mojej pracy). Potworny stres robił ze mnie
      debilke.
      Niby teraz jest juz lepiej, włozyłam w siebie mnóstwo pracy, pozytywnego
      myslenia, nauczyłam sie różnych psychotechnik i podobnych bzdur. Jestem
      dorosła. Jednak wystarczy, że ktoś uwaznie patrzy mi się na rece, gdy np. kroje
      pomidora lub obieram jajko. Zawsze coś zepsuję.
      Od ponad dwudziestu lat prowadze samochód, robie to nieźle, żadnego wypadku,
      manadatu, punktów karnych itp. Wystarczy jednak, że mój prześwietny mąż stanie
      sobie z boku (po zamknieciu bramy na parkingu) i przyglada się, gdy ja w tym
      czasie parkuję. Zawsze stane krzywo, będe ze dwa razy poprawiac, jednym słowem
      spieprze, podczas gdy w normalnych warunkach (bez niego!) parkuje za pierwszym
      razem i do tego idealnie. Mam na to świadków.
      Cdn
      <<<~~~~~~~~~~>>>
      • brzoza Re: Lwie sianokosy 09.08.03, 16:05
        rita - sa ludzie, którzy przez całe życie walczą z wpływem stresu na zycie oraz
        własną psychike i choc jakos sobie radzą, nigdy do końca z nim nie wygraja.
        Ale sa i tacy, których rzeczywiście stres dopinguje, mobilizuje, wyzwala z nich
        wielokrotnie wieksze możliwości, niz w warunkach normalnych. I tylko oni
        ostatecznie odnosza rzxeczywiste i liczace się sukcesy. Jesli Tomek i Daria
        należa do tego typu ludzi (myślę, że juz teraz mozna to stwierdzić), to
        inwestuj w nich ile sama masz sił w rękach, nogach i we wszystkim.
        Jeśli jednak należą do gatunku tych pierwszych, jeśli są nadwrazliwi,
        nadambitni, stawiają wobec siebie zawyżoną poprzeczke, przejmują się
        drobizagami i juz małe niepowodzenia sprawiają, ze traca wiare w siebie, zas
        najmniejsza krytyka obcina im skrzydła na dłuższy czas - lepiej sobie odpuść
        marzenia o ich karierze.
        I to nawet jeśli sa utalentowani sportowo - za bardzo w przyszłości beda sie
        spalać podczas wszelakich zawodów, aby osiągnąc sukces.
        <<<~~~~~~~~~~>>>
        • Gość: rita Re: Lwie sianokosy IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 09.08.03, 20:25
          brzoza , wszystko się zgadza, tylko egzaminów jest 10 a meczów będzie tysiące,
          więc stresu nie będzie jedynie siła woli będzie się liczyć. Nikt nie ma
          monopolu na sukces, tylko Gąsiorek był dziesięciokrotnym Mistrzem Polski, ale
          teraz , sama zobacz jednym razem wygrywają, póżniej przegrywają, znów wygrywają
          i znów przegrywają, dlatego jestm pełna uznania dla Małysza - to wogóle jest
          temat rzeka i przekazuję ci moc pozytywnego myslenia, to są dzieci i nic nie
          możemy wyrokować, znam przypadki kiedy mała grube dzieciaki pożniej stały na
          podium i nikt im nie dawał wcześniej szansy, wręcz przeciwnie jak by mogli
          wyrzucili by z klubów - dołączam jeszcze upór, który też jest ważny.
          Zdarzyło sie też w szkole Paulinie , że jedno i to samo wypracowanie z
          j.polskiego było różnie ocenione jedna pani dała 3 , a druga 5 i też byłam
          zaskoczona, jak mozna tak oceniać.?
          • Gość: rita Re: Lwie sianokosy IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 09.08.03, 20:35
            oj brzoza, jakie to miłe kiedy klient mówi - szedłem wyrzucić śmieci i jak się
            ucieszyłem kiedy zobaczyłem, że pani jest otwarta.
            A ja odpowiadam - ja też się cieszę, że pan tak otwarcie to mówi, bardzo to
            miłe. Tymbardziej, że klient jest zwolennikiem kalifornijskiego wina i trochę
            sobie degustuje w nim.
            O wierności klientów można by mówić dużo, są tacy. Mam taką starszą klientkę,
            ta to jest wierna jak pies, gdy jakiegoś towaru jest brak to ciągle przychodzi
            i pyta się kiedy będzie mimo, że ten sam towar i tańszy jest w konkurencyjnym
            sklepie.
            Chodziło o duże lody wiśniowe, tydzień jechały te lody i nie mogły dojechać, a
            staruszka ciągle się pytała, kiedy już straciła nadzieję, nie załamała się,
            wręcz przeciwnie, wzieła bakaliowe mówiąc - dłużej już nie mogę czekać w takie
            upały, prędzej się zimy doczekam niż tych lodów.
            A do tych lodów regularnie bierze winko Malagę.

            Pożegnałam się z Królem szczurów, było to strszne pożegnanie, mimo, że wszyscy
            wyszli cało, ale samo pożegnanie dwóch przyjacieli było smutne, tak smutne, że
            siedziałam nad książką i płakałam.
            Nie lubię pożegnań i jak z tej ksiązki wynika inni też tego nie lubią, bo nie
            ma na to słów.
            "Marlowe położył się na pustym łóżku Króla i zapłakał"
            A rządził Król, aż do dnia, kiedy wola, żeby być Królem, opuściła go. Wówczas
            padł, służąc za pokarm silniejszemu"
            Ciekawe, jaka teraz książka wpadnie mi do ręki ?

            Widzisz , musi być wola , wola walki
            • spinkaa Re: Lwie sianokosy 09.08.03, 21:44
              Rita - ja nie chciałam niczego przesądzać, jesli chodzi o dzieciaki. Po prostu
              taką mam teorię na zycie, sukces i stres. A co do tego, że nagle na szczycie
              sukcesu ląduje człowiek, za którego wczesniej nikt by złamanego szeląga nie
              dał - to sie zgadza. I mysle, ze to własnie życia urok jest.
              Tymczasem zaś, perfidnie korzystając z nieobecności jd, zaproponuję Ci pewną
              lekture. Chodzi mi o Wiliama Whartona i niekoniecznie "Ptaśka", choc i to
              warto przeczytac. Oczywiście zartuje z tej nieobecności jd, bo zdaje mi sie, że
              on jakiś czas temu tez wspominał o Whartonie.
              Wkazdym razie czyta sie go znakomicie i jest to zupełnie inna lektura, niz
              inne. Polecam Ci książkę: "Tato" - klimatem nieco zbliżona do "Sto lat
              samotności", chociaż zdecydowanie bardziej osadzona we współczesności.
              Niektórzy krytykują Whartona za łatwośc pisania, ale cóż, nie kazdy ma ten
              dar...

              Ciesze się, ze wreszcie mogłaś otworzyc sklep. Powiedz poza tym - jak twoje
              dziewczyny spędzjaą wakacje? czy gdzies je poniosło, czy wolą na miejscu robic
              co im sie podoba?
              <<<~~~~~~~~~~~>>>
              • Gość: rita Re: Lwie sianokosy IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 10.08.03, 21:01
                brzoza - oczywiście, że żle mnie zrozumiałaś, chodziło mi o to, że na temat
                tremy i sukcesów trzeba dyskutować, wszyscy wielcy nad tym dyskutują, niby
                wszyscy mają lekarstwa ale okazuje się to nie do końca takie dobre.
                Gdybyśmy znali tą receptę byłoby to proste, a tak, temat jest otwarty i tylko
                możemy obserwować i debatować. I tak to traktuję, każdy wywód jest cenny, a jak
                znajdziemy to lekarstwo - opatentujem go i to będzie nasz sukces.;-)))))

                Przecież my mówimy o dzieciach, a dzieci są rózne - dziś np. przyszedł dziadek
                z maleńką wnuczką i maltretował, by dziecko powiedziało - dziękuję za podany
                lizak, a dziecko jak dziecko zacieło się i ani słowa nie wypowie. Głupio mi
                było , bo ja nie oczekiwałam słowa dziękuję, a dziadek na siłę powiedz,
                powiedz, bo nie kupię ci lizaka.
                Nie jest to głupie traktowanie ?
                brzoza - moje dziewczyny nigdzie nie pojechały, jedna pisze pracę, a druga jest
                szczęśliwa w domu. A jak wojaże twojej Darii ?

                Książkę odpisałam, muszę czekać na otwarcie biblioteki, też jest na urlopie,
                ale wiesz mam bardzo ciekawą też i w inny stylu ksiązkę Próchno - Wacław Bernet
                  • Gość: rita Re: Lwie sianokosy i tenisowe sianokosy IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 11.08.03, 21:50
                    jd - pewnie zapytasz , dlaczego są puste trybuny - o to odpowiedż

                    > Dziękuję za zamieszczenie zdjęć, jestem uradowana
                    > Mam pytanko - dlaczego są tam puste trybuny, czyżby bilety były bardzo
                    drogie ?
                    > pozdrawiam
                    Oto jest pytanie, które zadawałam sobie nieraz siedząc przez 5 dni naprzeciwko
                    tej pustej trybuny. Sprawa wygląda tak, że
                    organizatorzy przyjeli niezrozumiałą dla większości widzów taktykę rozdawania
                    darmowych wejściówek jakimś tam ludziom na chyba ponad połowę miejsc na korcie.
                    Osoby te w ogromnej wiekszości nie przychodzili na mecze, no chyba że na
                    półfinały lub jakieś ciekawsze popołudniowe czy wieczorne mecze na korcie
                    centralnym. Ale oczywiście biletów na te puste miejsca już nie mozna było
                    dodrukować, bo przecież w każdej chwili szanowny pan czy pani VIP mógł sie
                    zjawić. W związku z tym ja i jakieś 100-150 innych osób dziennie, które bardzo
                    by chciały kupić bilety uczciwie, stało od rana czasem do wczesnego popołudnia
                    z kasami mamione nadzieją, ze dojdą jakieś zwroty biletów i wejdą na upragniony
                    kort centralny. Bezsens totalny i tak jest co roku....
                    • Gość: rita Re: Lwie sianokosy i tenisowe sianokosy IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 11.08.03, 22:58
                      Jestem zaskoczona grą dzieciaków, wiesz czego je uczę - agresywności w
                      uderzeniu. Żadne śmiechy, przy śmianiu rozlużniają się mięśnie, a tu trzeba być
                      spiętym.
                      Widziałaś, by przy uderzeniu pilki ktoś się śmiał ? Zobacz na minę graczy jakie
                      mają wykrzywione twarze, jaki ból w mninie w czasie uderzenia. To dowód, że gra
                      cały ich organizm wraz z psychiką,
                      Ale dziś obok też grali amatorzy mecz, zrobili sobie taki turniejek i kiedy
                      zbierałam piłki jeden z amatorów mówi - a czy wiecie skąd jest takie liczenie -
                      nikt nie wiedział, więc się wtrąciłam i wyjaśniłam im.
                      Byli bardzo zadowoleni, ja dumna ale na tym się sie skończyło, pytają się
                      jeszcze - a czy oni też pili piwo podczas gry ? Spokojnie im odpowiadam, że
                      pewnie piwa jeszcze nie znali wtenczas - no i rozegrała się burza, czy był
                      pierwszy tenis czy piwo.
                      Tak się zaczełam śmiać ze swojej głupoty i tematu dyskusji, że zawołałam
                      dzieciaki do gry by nie okazać się głupszą. ;-)))

                      Popatrz się , jak ludzie potrafią plotkować. Kiedy miałam zamkniety sklep
                      rozniosła się wieść, że ja sprzedawałam alkohol nieletnim i mnie przymnkli -
                      wiesz co - śmiechu warte jak można coś przekręcić i wykręcić, na mnie już takie
                      rzeczy nie działają. Nie wszystko jest takie piękne, ale gadaniną ludzi nie ma
                      co się przejmować, pewnie oni by tak chcieli. Mówią , że w każdej plotce jest
                      coś z prawdy, tym razem nic prawdy - jestem pod tym względem bezwzględna.
                      • Gość: rita Re: Lwie sianokosy i tenisowe żniwa IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 12.08.03, 21:28
                        wspaniałą urlopową dedykację mam jd - przyjmij ją z przymrużeniem oka i
                        żartobliwie, dla lepszej pogody ducha i aury.

                        " Racz przyjąć Szanowny Panie jd, zapewnienie głęboko odczutej wdzięczności za
                        udzieloną mi swobodę myśli i wolności słow:
                        za tą dziwnie rzadką w nas możliwość szczerego wypowiedzenia się bez
                        lawirowania pośród rozmaitych 'względów'. "
                        Wacław Bernet

                        Czyż nie piękne zdanie - kocham się w czytaniu tak pięknych tekstów.

                        Wracając do tematu sinokosów, to najlepsze sianokosy będą w przyszłym roku.
                        Dziś dzieciaki przegrały z 13- latką , tomek 1-5, a daria 0-6 - liczyłam sie z
                        tym, wygrywać trzeba się nauczyć, choć technicznie lepiej grały ale przegrały.
                        Jest duża różnica między treningiem i meczem, kiedy na treningu grają inaczej,
                        a na meczu nic im nie wychodzi. Już sobie w duszy powiedziałam, że kiedyś będą
                        tak długo grać, aż wygrają, ale naszczęście wkroczył trener siatkówki i
                        powiedział - niech pani zobaczy jak w przyszłym roku ją zmłócą , to są jeszcze
                        dzieci.
                        Tak więc żniw oczekuję w przyszłym roku.
                        A najlepiej, kiedy na drugim korcie byli umówieni amatorzy i jeden z nich się
                        spóżnił, zaproponowałam tomka jako sparingpartnera, bo daria grała mecz, patrzę
                        , a amator robi rozgrzewkę, rusza tymi rękami, wyciąga się, a tomek go
                        naśladuje - jakie to było śmieszne i kiedy skończyli rozgrzewkę partner
                        przyszedł i tomek tylko liznął piłkę.
                        Muszę powiedzieć, że styl treningów jest inny, dzieciaki grają siłowo i z
                        kortów schodzą spoceni. Boże jak wrócę pamięcią do rzucania piłeczką i z tego
                        się cieszyłam, że trafiają to teraz cieszę się z każdej mocnej wymiany piłek, a
                        ja już muszę grać na całego.
                        Daria przypomina mi całkowicie Capraitti i w stylu i w graniu i jak ona się
                        wzieła za siebie, podziwiam ją nadpodziw.
                        Nie chce mi się prowadzić dziennika zajęć - to jest mój dziennik przez wakacje.
                        A te puste trybuny w Sopocie niech czekają na moje dzieciaki, ja je zapełnie
                        kiedyś. Jak przykro musiało być Ferrero tak grać przy pustych trybunach, bez
                        oklasków, to jest przykre dla zawodników, grać bez kibiców.
                        Jutro też dzień, jutro następne mecze. Jest dobrze. Bedzie lepiej.

                        Teraz zamykam oczy i biorę następną książkę i wiem jaką będę czytać - juz mi
                        sie podoba, pokonać dwa tomy. Jest to najsłyniejsza książka świata.

                        • Gość: rita Re: Lwie sianokosy i tenisowe żniwa IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 13.08.03, 20:59
                          Tak, wziełam się do czytania słynnej książki Cervantesa - Przemyślny szlachcic
                          Don Kichote z Manczy, ponoć książka tak popularna, że nie chciało mi się ją
                          czytać, ale, że biblioteka też ma urlop jestem zmuszona czytać co pod ręką i
                          nie żałuję.
                          Autor w przedmowie prosi - " Starajcie się również, aby czytając opowieść
                          smutny się roześmiał, wesołek jeszcze bardziej poweselał, aby się prostaczek
                          nie znudził, wykształcony podziwiał jej pomysłowość, by nie gardził nią człek
                          stateczny, roztropny nie poskąpił jej pochwały."
                          Czy po takim wstępie można rzucić książkę ?
                          jd- coś dla ciebie - perły filozoficzne - szkoda, że cię nie ma, pośmiałbyś się.

                          "Przewaga mierozwagi, jaką sprawuje w mojej rozwadze, tak osłabia równowagę mej
                          uwagi, że nie bez wagi żalić się muszę na waszej piękności przewagę..."
                          lub
                          "... wysokie niebiosa, które w boskości waszej bosko was wraz z gwiazdami
                          umacniają, czynią was zasługującą na zasługę, na którą zasługuje wielkość
                          wasza...."

                          Ponoć sam Arystoteles by tego nie pojął, choćby tylko po to tylko
                          zmartwychwstał, a biedni rycerze tracili rozsądek, by zrozumieć i rozwikłaś
                          sens.

                          Boję się, boję, że ja tymczasowo nazwana Dona Rita z Olsztyna zostanę
                          nawiedzona przez Don Kichota z Manczy, ale mam ubaw . ;-)
                          Czasami parskam śmiechem !

                          Przechodzę do przyszłorocznych żniw - nic nowego nie powiem, moje dzieciaki
                          grały dziś miksta i przegrały 1-6. Przyzwyczaiłam się już do tego i musze ich
                          pochwalić za walkę. Grali mikst pierwszy raz i jestem zadowolona, nie kłócili
                          się.
                          Zaś zachowanie wygrywających przeciwników było naganne, mogłabym ich nazwać
                          dzieci Masłowskiej .
                          Ale miałam też na treningu 6-cio letnią Anię. To jest istna Kurnikowa, wypisz ,
                          wymaluj całkiem podobna, tylko charakter ma cięty, potrafi przysolić , nie da
                          sobie w kaszę dmuchać. Jak chce grać, to chyba nie będzie na nią mocnych.
                          Idealny charakter do tenisa. Trzeba będzie się póżniej za nią wziąść.

                          "Kto dziś przegrywa jutro wygrywa" - cierpliwości waszmość panowie
                          a więc Don Rodryg de Narvaez aktualnie z Borów Tucholskich zostaną dokonane
                          najgłośniejsze czyny sportowe jakie oglądną, ogląda się lub oglądać się będzie
                          na tym świecie !

                          Tak trzymaj Dona Rita, wróci Don jd będzie również parskał śmiechem !!!!!!
                          • Gość: rita Re: Lwie sianokosy i tenisowe żniwa IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 14.08.03, 21:17
                            Wczoraj były chichy, a dziś same problemy. Kawa jest chora i to poważnie. Po
                            badaniach weterynarz stwierdził, że musi być wycięta macica, a i zwyrodnienia
                            kręgosłupa, które często bywają u owczrków niemieckich prowadzą do paraliżu nóg
                            tylnych.
                            Walczymy o nią jak możemy, otoczona jest naszą opieką, nawet zdobyliśmy dla
                            niej cielęcinkę by tylko chciała jeść. Rita poszła w odstawkę, aż sie boję, że
                            Kawę zagłaszczemy na śmierć. Jak można kochać psa, ten tylko wie kto go
                            posiada. Dostała dużo zastrzyków na wzmocnienie i już jest lepiej.

                            Ale, ale, donoszę, że daria wyjechała na Mazury i bardzo jestem ciekawa czy
                            przywiezie mi wodę z jeziora choćby w butelce po coca-coli. Cieszę sie , ze tam
                            jest, że będzie się kąpać w moich jeziorach. Niech jej aura sprzyja, a jak
                            wróci każde szczegóły widoku musi mi opowiedzieć.
                            Zobaczę jeziora oczyma dziecka.

                            Myślałam, że jutro będę mieć wolne, ale nic z tego , poprosił mnie ktoś o
                            lekcję i w samo południe będę ją udzielać, póżniej mam nadzieję wezmę tomka,
                            który gra nieżle, czyli wspaniale. Nabrał tak ochotę do gry, że go nie poznaję
                            - nazywam go samprasik, bo jego atut to woleje i serwis. Pół treningu dzisiaj
                            stracił na ćwiczenie serwisu.
                            Doszliśmy do porozumienia i w końcu ustaliliśmy chwyty. To jest właśnie
                            tajemnica zawodowego gracza. Pierwszy serwis ma być silny, czyli chwytem
                            kontynentalnym wykonywany, ale ten drugi serwis musi być pewny i z większą
                            rotacją piłki dlatego musi do drugiego serwisu zmienić chwyt na bekendowy. I
                            wreszcie to pojął. Tak teraz będą wyglądały nasze treningi.
                            Daria serwuje chwytem bekendowym i ona ma dobry serwis z bardzo dużą rotacją i
                            teraz jak wróci z Mazur będzie pracować nad pierwszym serwisem.
                            Tak więc szykują sie w przyszłym roku dobre żniwa. Te przegrania dotychczasowe
                            to wielkie zwycięstwo - to trzeba zrozumieć.

                                • Gość: rita Re: Lwie sianokosy i tenisowe żniwa IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 15.08.03, 22:42
                                  weekend - deszcz popsuł mi plany, bez tenisa jak bez ..... nic mi dziś nie
                                  przychodzi do glowy. Są takie dni. Ale poszalałam na Wielickiej, chyba facet z
                                  malucha obok na pasie zrozumiał, że się chcę się z nim ścigać. Jak żeśmy
                                  ruszyli razem z kopyta tak na całego poszalałam z autem. Miasto puste
                                  wyludnione , można było dać upust energii. Ale nie to było dla mnie ciekawe
                                  lecz to, że facet jechał w moją stronę i na takiej prędkosci jechalam za
                                  nim,nawet po małych uliczkach, aż do domu, gdzie musiałam sie zatrzymać, a on
                                  pojechał dalej - dziwne, żeby z centrum miasta tak jechać i tymi samymi ulicami.
                                  To był rajd
                                    • Gość: rita Re: Lwie sianokosy i tenisowe żniwa IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 16.08.03, 22:10
                                      dialog dedykacja:
                                      - Pani, jeśli - jak mówicie- owe niepowodzenia są plonem treningów, powiedzcie
                                      mi, czy one często się będą zdarzać ? czy też mają jakąś porę ograniczoną ?
                                      gdyż mnie się wydaje, że po przednich zbiorach nie będziemy w stanie wytrzymać
                                      zbioru drugiego, o ile Bóg w swym nieskończonym miłosierdziu nam z pomocą nie
                                      przyjdzie.
                                      - Wiedzcie , przyjacielu - że życie błędnych trenerów poddane jest tysiącom
                                      niebezpiecznych i złych przygód, ale także ni mniej, ni więcej ma moc
                                      uczynienia nagle z błędnych czynów wielkie sukcesy, jak wykazało doświadczenie
                                      w wielu rozmaitych krajach.

                                      "być albo nie być - oto jest pytanie" - nawet Szekspir nie miał tak długiego
                                      monologu jaki mnie czeka !
                                      a ja spokojnie odpowiem - niech szczęście za mną kroczy
                                      • Gość: rita Re: Lwie sianokosy i tenisowe żniwa IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 17.08.03, 22:20
                                        dziś następny dzień bez tenisa, pozwoliłam sobie na duży wpis do Hakenbu , bo
                                        muślę jd, że i ty możesz Olsztynowi pomóc dopingując go.
                                        Oczywiście nie zapomniałam o Marku Aureliuszu.
                                        Ale dziś zastanawiałam się nad dziwną filozofią szczęścia. Kiedy jechałam swoim
                                        maluszkiem i obok stał piękny terenowy z czarnymi szybami samochód , spojrzałam
                                        na to autko i poczułam sie taka szczęśliwa w tym maluchu i taka ucieszona ,że
                                        jestem właśnie szczęśliwa, że tego nie mogę zrozumieć, bo przecież nic
                                        szczególnego się nie wydarzyło, wogóle nic - więc dlaczego taka emocja
                                        szczęścia mną zawładneła ?
                                        • Gość: rita Re: Lwie sianokosy i tenisowe żniwa IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 18.08.03, 21:13
                                          Oto masz dowód jak emocje człowieka z dnia na dzień mogą być rózne. Wczoraj
                                          taka czułam się szczęśliwa, dziś nieszczęśliwa.
                                          Rita została sama, a Kawa już w przestrzeni kosmicznej. A mnie zrobili w konia.
                                          Kawa miała jechać tylko na badania i ewentualnie operację. Wyniki ponoć tak
                                          fatalnie wyszły, że tylko jedna decyzja pozostała.
                                          Na nogi ponoć by już nie chodziła, kwestia dwóch , trzech tygodni. Do samego
                                          końca ją nie opuszczałam, zawieżlismy Kawę na badania i przed samym wejściem do
                                          weterynarza z nerwów dostała padaczkę, dali jej zastrzyk wzieli na badania i
                                          kazali przyjechać za dwie godziny.
                                          No i kiedy mąż pojechał po nią wrócił bez niej - tyle, resztę zamilcze.
                                          Rita teraz musi sie trzymać, ciekawe jak ona to będzie przeżywać.

                                          Tenis pomógł mi zapomnieć o niej, treningi z dziećmi są doskonałym lekarstwem
                                          na wszystkie bóle.
                                          Dziś przede wszystkim serwowały i uczyły się grać bardzo silno i kończąco.
                                          Daria zaczyna naśladować tomka i bardzo ze sobą współpracują . To jest
                                          najbardziej pocieszające, bo treningi zaplanowane są na dwie osoby. Jak jedno
                                          odbija podaną piłkę to drugie na za zadanie odebrać i skończyć i na odwrót.
                                          Ciężko mi się pisze, bo ciągle myślę o Kawie
                                          • Gość: rita Re: Lwie sianokosy i tenisowe żniwa IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 19.08.03, 22:09
                                            krótko i zwiężle, deszcz zaczął padać własnie na godzinach treningowych -
                                            zdążyłam pograć woleje i smecze i tyle treningu. Teraz pogoda nam nie sprzyja.

                                            Słuchałam audycji o słownictwie młodzieżowym w sporcie i wypowiedż dzienikarza
                                            Bogdana Tomszewskiego, który starsznie narzeka na wulgryzmy w sporcie .
                                            Język szambo, sportowców w szatniach - zaczynają o tym debatować dzienikarze. A
                                            my wiemy skąd ta moda - filmy Linda, ksiązka Maslowskiej to idole młodzieży
                                            propagowane i nagradzane, więc co teraz chcą ?
                                            Z biegiem czasu może być słownictwo jeszcze gorsze , a my musimy to aprobować -
                                            dlaczego jd ?
                                            • Gość: rita Re: Lwie sianokosy i tenisowe żniwa IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 20.08.03, 22:09
                                              Trudno sie mówi , oberwanie wczorajszej chmury nad Krakowem tak się odbiło na
                                              kortach , że do dziś są jeziora na nich.
                                              Niestety trening odwołaliśmy - przykro.
                                              Nie ma jak w zimie i na hali, już we wrześniu trzeba o tym pomyśleć.

                                              Ale też dziwną miałam sytuację dziś, zaskakująco dziwną nawet bym powiedziała
                                              tak tajemniczą w sobie, że nie wiem co o tym mysleć. A więc:
                                              przychodzi klient do mnie i mówi:
                                              - pani ... , czy pani jeszcze gra w tenisa ?
                                              - tak - odpowiedam, a dlaczego pan pyta ?
                                              - bo wczoraj o 18.00 oglądając Kronikę widziałem wywiad z chłopcem - mówi ,
                                              który gra w tenisa.
                                              Odpowiadam, dużo dzieci gra w tenisa, nie jeden wywiad jest w tv.
                                              A on na to , ale ja tak patrzę , patrzę i coś mi się przypomina , coś zaczynam
                                              kojarzyć tymbardziej , że chłopak opowiada o tenisie i patrze i mówię - ja go
                                              znam ze sklepu, widziałem go w sklepie. I kiedy tak opowiadał o czym tomek
                                              mówił, to się zastanawiam czy czasami to nie jest prawda. Lecę po zdjęcie,
                                              pokazuję mu i oczywiście klient potwierdził, że to on. Tomek mówi, że on nie
                                              udzielał wywiadu. Nie wiem komu wierzyć. I kiedy jeszcze raz przyszedł klient
                                              zarządałam od niego dowodu w postaci taśmy za nagrodą oczywiście i teraz czekam
                                              co będzie. Tymbardziej , że facet znał szczegóły ,o których wiem ja i dzieciaki.
                                              To checa - myślę, tego się nie spodziewałam, że facet przyleci pochwalić się co
                                              widział i slyszał, a ja o tym nie wiem. Ciekawe , czy zalatwi tą kasetę ?


                                              • Gość: rita Re: Lwie sianokosy i tenisowe żniwa IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 21.08.03, 22:54
                                                Nic nowego jd- korty jeszcze były mokre, graliśmy tylko woleje i serwis oraz
                                                smecze. Wszystkie te elenenty, które nie wymagały biegania.
                                                Dołączyłam jeszcze uderzenie piłki z wystawki tak by zakńczyć grę, czyli tzw
                                                asa. Na cały kosz piłek tylko jeden as wyszedł. czyli piła nie do odbiru.
                                                Nie ma co się martwić, jak wyszedł jeden, wyjdzie i drugi , a za nim następne.
                                                Nie jest łatwo zrobić asa na mokrych kortach i mokrymi piłkami.

                                                Jeśli chodzi o wywiad, to zaządałam od klienta dowodu w postaci taśmy,
                                                powiedział, że da rady załatwić, więc czekam.Wpakował się facet w kłopoty
                                                oglądając Kronikę , teraz mu to sen z oczów spędza.
                                                Mówi biedak, przecież się wszystko zgadza ! Tak tylko prosze o dowody, słowa
                                                nie wystarczają.
                                                Jak on to przeżywa , chciał dobrze, chciał abym mu potwierdziła - a tu takie
                                                rozczarowanie i takie problemy mu stworzyłam i wyruszył w poszukiwanie kasety u
                                                żródła czyli tv.
                                                Ale checa - a ja cięgle myślę , kto miał rację ?
                                                • Gość: rita Re: Lwie sianokosy i tenisowe żniwa IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 26.08.03, 22:04
                                                  22.08.2003
                                                  Siad dysk, nie wytrzymał dobrej wiadomości o zdobyciu 40 -to tysięcznika.
                                                  Mojemu komputerowi pękło serce, nie wytrzymało tej wiadomości. Trzeba bylo go
                                                  reanimować u serwisanta.
                                                  Mimo to życie toczy sie dalej i mam wspaniałą wiadomość o przełamaniu tomka.
                                                  Zjawił się na kortach , chłopak , taki z łapanki i poprosiłam tomka by zagrał
                                                  mecza.
                                                  On - że nie zagra, to ja mu mówię w takim razie trenujemy dalej to samo, aż do
                                                  oporu, a trenował silne forhendy, był już zmęczony, a ja do niego jeszcze raz
                                                  trenujemy albo grasz dwa gemy, tylko dwa gemy.
                                                  On , dalej, nie, nie i koniec, więc mówię - chcesz hulajnogę - chcę, to zagraj
                                                  mówię. Dobra, ale tylko dwa gemy odpowiada. No i zaczął się mecz, jeszcze tomek
                                                  mówi , niech pani nie odchodzi. Mówię, że nie, nie odejdę i patrzę.
                                                  Patrzę i widzę , strzela dwu metrowe auty. Tomek patrzy się na mnie i czuję ,
                                                  że potrzebuje słów, więc mówię - no i co , że auty, ale jakby to weszło chłopak
                                                  by nie odebrał - graj tak dalej, nie bój się.
                                                  I tak oto przegrał pierwszego gema. Póżniej serwował tomek - dobrze serwował,
                                                  chłopak słabo odbierał, a tomek go kończył piłkami. Jest po jeden, tomek
                                                  nabiera pewności i ma odbiór serwu i to była miazga przeciwnika.
                                                  Każdy odbiór serwisu tomek kończył pilką niedoodbioru. Zmiótł chłopaka z kortu
                                                  i tyle było gry, a jak była radość. Wreszczie zobaczyłam to na co czekałam.
                                                  Trenujemy dalej. Daria ma jeszcze przerwę, też ją czeka ciężka praca.
                                                  • Gość: rita Re: Lwie sianokosy i tenisowe żniwa IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 26.08.03, 22:12
                                                    jd- pożegnałam sie z Cervantesem i jego Don Kichotem, zaczął mnie nudzić.
                                                    Świetnie ubawił mnie na początku ale na drugą częśc już nie mam sił.
                                                    A wszystko przez Samprasa,który w poniedziałek miał ogłosić w Ameryce
                                                    zakończenie kariety. Wróciłam więc do książki - "Sampras - narodziny legendy".
                                                    Podoba mi sie motto tej książki "........że za sprawą tej rakiety, dzieciaki
                                                    będą miały wiele sportowych radości "
                                                    I jeszcze cytacik w którym nic dodać nic ująć tylko zakończyć jednym słowem z
                                                    kropką - oto on :
                                                    "Talent to coś więcej niż uderzenia i dobre poruszanie się po korcie. Chcieć
                                                    grać gdy się tego nie chce - to jest talent. To znaczy być zdolnym do
                                                    podróżowania cały czas, akceptowania kiepskich warunków i przegrywania, kiedy
                                                    się uczysz.
                                                    To znaczy walczyć, być wytrwałym, kiedy grasz żle.
                                                    Jeśli potrafisz wytrwać w tym, zarabiać na życie, chcieć tego wystarczająco
                                                    mocno - odciąć sie od wszystkiego w najważniejszych momentach i wygrać - to
                                                    masz TALENT.
                                                    Amen.

                                                    jd- tylko się nie śmiej, ale znów muszę ci przytoczyć cytaty z ksiązki o
                                                    Samprasie i nie myśl , że tylko my marzymy o Wimblendonie czy darii czy tomka,
                                                    bo dzieci mi się tak naprawdę ukształtują w wieku 12-14 lat, a teraz nic o nich
                                                    nie można powiedzieć ani zaplanować, teraz bez względu na wszystko muszą
                                                    trenować.
                                                    Jak zwykle bywa, przypadek sprawił, że Pete zaczął grać w tenisa. Tata Samprasa
                                                    przyprowadził syna 12- lestniego na naukę gry w tenisa do klubu. Trafił na
                                                    trenera Fichera i zaczeli regularnie grywać. W ten sposób zaczął się związek
                                                    trener-partner, taki unikatowy podobny do mojego. Cociaż tej ksiązki nie miałam
                                                    wczesniej w rękach.
                                                    Otrzymałam ją w 100 -tny trening.
                                                    "Ficher był wizjonerem albo miał cholerne szczęście, kiedy powiedział od
                                                    pierwszej chwili, że widzi Wimblendon.
                                                    Pierwszym i najważniejszym celem - postanowił Ficher - miał być wimblendoński
                                                    tytuł mistrzowski.
                                                    - To zawsze był Wimbendon - powiedział Ficher - Od niepamiętnych czasów
                                                    mistrzostwa Wimblendonu są tym turniejem, którego wygranie sprawia, że
                                                    tenisiści zostają uznani za największych na świecie."
                                                    Teraz sam powiedz jd - czy masze zamierzenia co do najwyżeszego trofeum są
                                                    uzasadnione. Każdy ma szansę, tylko trzeba bardzo chcieć.

                                                    25.08 - trening tylko z Darią - 2 godz. Wszystko było by ok , gdyby nie chęci i
                                                    zapał - tego jej brakowało, ale też nie przeszkadzało bysmy wszystkie uderzenia
                                                    wyćwiczyli.
                                                    Po wakacyjnej przerwie zauwazyłam duże zmiany u mojej Capriatti - urosła,
                                                    zeszczuplała i cholercia wyładniała tak, że chłopaki zwracają na nią uwagę.
                                                    Tak jak mówiłam u dzieci nigdy nic nie można przewidzieć. Jak ładnie na korcie
                                                    teraz wygląda. Mam problem, bo chłopcy chcą z nią grać, a ona z nimi nie chce.
                                                    Nowy okres ich treningu otworzy wrzesień i ich wstąpienie do klubu i
                                                    podgladanie najlepszych zawodników i znalezienie właściwego towarzystwa, które
                                                    wciągnie ich w tą maszynerię.
                                                    Jutro opowiem o wspaniałym meczu darii naszej ładniejszej Capriatti - nigdy nie
                                                    wiadomo co będzie, a tymbardziej u dzieci. Ja będę lepsza od wszystkich - dwóch
                                                    mistrzów naraz to w żadnej głowie się nie mieściło, ale ty rób sobie na to
                                                    miejsce.
                                                  • Gość: rita Re: Lwie sianokosy i tenisowe żniwa IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 27.08.03, 21:42
                                                    Obiecałam, więc piszę - nasza Capriatti grała mecz z dziewczyną strszą, nawet
                                                    dobrze grającą.
                                                    Mecz był wyrównany, wprawdzie przegrała 1:3 ale .... - było dobrze. Daria
                                                    zagrała parę takich piłek, które bym nawet ja nie odebrała, były to asy z
                                                    forhendu i beckhendu i serwis też miała pewny.
                                                    A najważniejsze , że dobiegała do piłek i bardzo ambitnie. Wszyscy
                                                    podziwialiśmy ją za tą ambicję i poświęcenie.
                                                    Dostawała brawa. To nie było łatwe dla niej , ponieważ pierwsze jej piłki były
                                                    kilometrowe auty. Póżniej zaczeła sie bać i grała tak lekko, że piłki
                                                    znajdowały sie w siatce ale kiedy powiedziałam , by grała mocno i nic się nie
                                                    martwiła, zaczeły wychodzić jej uderzenia i tak w ten sposób pokazała swoją
                                                    klasę i z radością zeszła z kortu - przegrana ale wygrana.
                                                    Pięknie jest oglądać mecz i kibicować, ile wrażeń , ile emocji i ten doping -
                                                    to jest mój narkotyk.
                                                    Oglądać mecz bez emocji to strata czasu, każdy kibic o tym wie i Olsztyniacy
                                                    też pewnie wiedzą oglądając na swoim terenie siatkówkę wysokiej klasy.
                                                  • Gość: rita Re: Lwie sianokosy i tenisowe żniwa IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 27.08.03, 21:46
                                                    Wiesz, mam jeden problem czytając legendę Samprasa czy innych - nie piszą
                                                    prawdy, nie piszą czy dziecko chciało grać, czy ochoczo grało i jak
                                                    przełamywali ich niechęć do gry, która jest normalna.
                                                    Nie wierzę w cuda, że w pdskokach leciało na korty i zawsze świetnie trenowały
                                                    - to jest niemożliwe, musiały być dołki i żadna z tych książek tego nie
                                                    ukazuje. A szkoda, były by pomocne i dopingujące do terenowania dzieci, a także
                                                    ukazywały by, że nie jest łatwo i trzeba to wszystko przemóc.
                                                    Przebąkiwają autorzy o kryzysach, o przymusu gry - ale jak to robili to cisza.
                                                    Więc mówię, kiedy moje dzieciaki nie chcą garać, tłumaczę - że nie ma drogi
                                                    powrotnej, jak w szkole trzeba sie uczyć dalej. Dwa lata nie mogą iść na marne.
                                                    Sama wiem, że póżniej już jako dorosłe dzieci będą mieć pretensje do siebie i
                                                    do rodziców - dlaczego tak łatwo sie poddali i zaniechali treningów.
                                                    Dziwne, ale nie uniknełam łez czytając o wspaniały drugim trenerze Samprasa -
                                                    Timie Gulliksonie, który pokazał jak połączyć wszystkie swoje dotychczasowe
                                                    umiejętności jak mocne uderzenia piłki z lekkim musnięciem , jakby łączył
                                                    orkiestrę wojskową z zespołem kameralnym. Stratę ukochanego trenera opłakiwał
                                                    publicznie na korcie w czasie przerwy w meczu oraz na konferencji prasowej,
                                                    gdzie wybuchnął płaczem.
                                                    Myślę , że wiele Pete przeszedł na korcie i dobrych i złych chwil, jego emocje
                                                    nie wytrzymały dlatego odchodzi z tenisa zawodowego, a przechodzi do cudownej
                                                    legendy, człowieka z wielkim sercem, co udowodnię w następnym wpisie, o jego
                                                    wspaniałym geście.

                                                    Trening się dzisiaj odbył, chociaż powinien być odwołany i to przez wiatr, tak
                                                    ogromny, że piłki z forhendu odbijane były z beckhendu tak zmieniały lot. Moja
                                                    Kurniczka miała z tej przyczyny zabawę. Ale w pewnym momencie podeszła do mnie
                                                    i stanowczo , głośnie i wyrażnie oznajmiła - proszę mnie odpisać, już nie gram
                                                    , jadziemy do domu !
                                                    Ja tak patrzę na nią zdziwiona taką nagłą zmianą i mówię spokojnie - tak jak
                                                    trzeba jeść, trzeba iść do szkoły, czy myć zęby tak trzeba grać w tenisa, to
                                                    już twój obowiązek Kurniczku. Popatrz na darię , ona gra codziennie i jaka jest
                                                    zadowolona. Też jej było cięzko na początku.
                                                    Tomek coś nie chce grać meczów, nie mogę znależć przyczyny - grał wprawdzie,
                                                    ale tak jak w wierszu, który mu powiedziałam " ze spuszczoną głową powoli idzie
                                                    żołmierz z niemieckiej niewoli" - za co otrzymałam od kortowego brawa, za
                                                    trafność w sedno.
                                                    Co do Capriatti to uderzenie ustabilizowała i trenuje równo, dziś wiatr nam
                                                    przeszkadzał , mogliśmy trochę pofolgować - tylko trenowaliśmy forhend i
                                                    beckhend, o lobach nie było mowy ponieważ piłki zwiewało aż za ogrodzenie.

                                                    hallo brzoza - ja rita - odezwij się
                                                    trochę sie niepokoję o ciebie

                                                  • Gość: rita Re: Lwie sianokosy i tenisowe żniwa IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 28.08.03, 21:18
                                                    Pogoda dziś idealna do gry, graliśmy dzisiaj tylko forhendy i serwisy. Musze
                                                    ich nauczyć zmiatać przeciwników forhendami. Już zaczynają mieć takie uderzenia
                                                    jak z wyrzutni armatniej, paff i koniec, nie ma co biegać po korcie, a dawna
                                                    sztuka przebijania 100 piłeczek już zamarła.
                                                    Teraz jest inna gra, a w przyszłym tygodniu zaprowadzam dzieci do klubu jak do
                                                    szkoły - to będzie wrażenie dla nich i dla mnie. Już ich nastawiam, a póżniej
                                                    obiecałam kubełek ostrych kurczków z KFC. Dostaną w klubie kartę zawodnika oraz
                                                    kalendarz imprez na przyszły rok.
                                                    Bardzo jestem ciekawa jak będą wyglądać w grupie i do jakiej grupy ich
                                                    zakwalifikują. Będę nad nimi czuwać w klubie, żeby to nie było stratą czasu.
                                                    Będą oceniać fachowcy, a z ich opinią będę się liczyć.

                                                    brzoza - tak myślałam , że masz dużo pracy, że pracujesz za tych co na
                                                    urlopach. Ostatnio do moich kłopotów dołączyło złodziejstwo.
                                                    Miałam taką sytuację, że kobieta kupowała słodycze, była trochę wybredna,
                                                    wybierała i nie mogła sie zdecydować co kupuć. Miała też inne zakupy, a zaczym
                                                    zaczeła wybierać ponoć portmonetkę połozyła na ladzie. Ja nawet tego nie
                                                    zauważyłam, bo tłumaczyłam jej jakie są smaki pomadek.
                                                    Kiedy tak tłumaczyłam widziałam , że weszedł chłopak, tylko rozglądnął się za
                                                    lodami i szybko wyszedł. Drzwi mam cały czas otwrte na roścież, więc nie
                                                    słychać wchodzenia i wychodzenia. Klientka robiąc zakupy nie widziała jego,
                                                    ponieważ sama była zaoferowana słodkością towaru.
                                                    Tak , w ten sposób zostałam podejrzaną o zniknięcie jej portmonetki z lady.
                                                    Przyznasz , że głupia sprawa - jak jej wytłumaczyć, że weszegł chłopak i
                                                    wyszedł, którego ona nie widziała, bo akcja działa sie za jej plecami. Popatrz
                                                    jak z prawdziwej słodkości można zrobić gorycz. Nie będę przytaczać dialogu,
                                                    ale dziś jednak gorzka będzie wskazana, żeby zabić gorycz życia.
                                                    Życie jest piękne, dlatego , że ma słodycz i gorycz naprzemian i zmusza do
                                                    ciągłej walki z sobą.
                                                    Zauważyłam ostatnio, że dzieci 5-7 letnie uczą się tego życia. Mam takie
                                                    dziewczyneczki, które wchodzą do sklepu, kiedy jest klient i głośno się pytają
                                                    - czy coś jest za 14 gr ?
                                                    odpowiadam wyrażnie, że za 14 gr nic nie ma. I co się dzieje dalej ? -
                                                    domyślasz się chyba - klient to słysząc robi sie czuły na biedne dzieci i
                                                    odpowiada dziewczynkom - a co chcecie kupić ? - i dziewczynki dostają pieniądze
                                                    albo towar, to wszystko zależy od gestu i serca samego klienta.
                                                    Zdarza się to coraz częściej.
                                                    Ciekawe czy jd przeszedł już wzdłuż i wszesz czy wszeż czy wszerz te Bory
                                                    Tucholskie ?
                                                  • Gość: rita Re: Lwie sianokosy i tenisowe żniwa IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 29.08.03, 21:03
                                                    ziś ciężki dzień tak dla mnie jak i dla wszystkich Krakusów.
                                                    Odezwał się wiatr halny, upalna pogoda i temperatura powyżej 30 stopni i
                                                    trening o 14.00 może doprowadzić do załamania.
                                                    Mimo tych warunków nie poddajemy się. Jesli można prosimy już o deszcz.
                                                    Oglądam U.S. Open jak co roku, ale już nie nagrywam. Tak bardzo się nie
                                                    zaangażowałam, nie mam komu kibicować, oglądam z ciekawości.
                                                    Zapomniałam powiedzieć, że trenowaliśmy serw i skróty. Niestety jeszcze takie
                                                    skróty im wychodzą , że stają się wystawką dla przecienika.
                                                    To jest taki zwariowany wpis, bo dzień jest taki też zwariowany, nikomu nic sie
                                                    nie chce, wszyscy padnięci jak muchy, mało rozmawiają i podchodza z
                                                    obojetnością.
                                                    Właściwie to jest to życie w powolnych obrotach z szybkim piciem napojów
                                                    chłodzących. Dzień bez ikry i energi choć wyczuwalny koniec wakacji.
                                                    Może to cisza przed burzą ?
                                                    a burza była i to jaka ?
                                                    cdn
                                                  • Gość: rita Re: Lwie sianokosy i znikający klient IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 29.08.03, 21:34
                                                    Własnie przypomniało mi się , że dziś słyszałam jak klient wszedł zaczął coś
                                                    mówić i nagle znikł.Ale pomyslałam, że może zapomniał pieniędzy i wyszedł.
                                                    Zdziwiona byłam wprawdzie, ale siedząc przy tv na zapleczu i słuchając Sejmu ,
                                                    z dala od lady nie przypuszczałam, że za ladą na podłodze dzieje się horror.
                                                    Słyszę jęki, ale myslałam, że to jakiś poseł jęczy na obradach, tam przecież
                                                    dziwne rzeczy sie dzieją. Mówię na głos - Boże co za jęki, płacą im za to, czy
                                                    żołądki z przejedzenia ich bolą ? I tak dalej sobie słucham z ciekawością, a tu
                                                    powoli z pod lady jak pająk wyłania się klient. Najpierw ukazuje się głowa i
                                                    bolesna twarz, póżniej ręce podpierające się o ladę i cały klient w całej
                                                    okazałosci się wyłania, tyle tylko , że bardzo pokrzywiony i połamany.
                                                    Jak go zobaczyłam, myślałam , że padnę z wrażenia. W jednym momencie
                                                    zrozumiałam, że biedak potknął sie o próg i poleciał jak długi na podłogę,
                                                    samotnie walcząc o powstanie z niej. Jak już wstał i otrząsnął się z szoku,
                                                    zaczeliśmy się z tego śmiać. Tylko dwa piwa chciał kupić a nabył tak wiele
                                                    siniaków i na leżąco wysłuchiwał gadaniny posła, a ja wyszłam na znieczuloną na
                                                    krzywdę ludzką kobietę.
                                                    Ja oczywiście wcześniej wybuchłam śmiechem, bo tego nie dało się zatrzymać. I
                                                    tak miał biedak szczęście, bo gdyby mu przyszło słuchać mojego śpiewu, co
                                                    czasami czynię, mając dobry humor w pustym sklepie mógłby zemdleć i dłużej
                                                    leżeć, aż do chwili przyjścia następnego klienta i tego nie jestem pewna, bo i
                                                    następny klient widząc leżącego klienta na podłodze mógłby się bać wejść i
                                                    ominąć sklep, co często się czyni w Polsce, leżącego trzeba omijać.
                                                    Całe szczęście , że nic sie nie stało, że kupił te dwa piwa i pewnie gdy teraz
                                                    je sobie popija czuje ten słodkogorzki smak jego. Dzisiaj to piwo ma napewno
                                                    specyficzny smak i napewno coś myśli - pozdrawiam go i współczuję, skok do
                                                    sklepu był znakomity. Oto dowód jak mężczyżni są twardzi, nawet się nie żalił,
                                                    nawet zdobył się na uśmiech w obliczu swojej trgedii.
                                                    A najlepiej skwitował to mój mąż, kiedy mu opowiadałam akcję - mówi: - co się
                                                    dziwisz, przy takiej pogodzie ludzie padają jak muchy , co doprowadziło mnie do
                                                    następnego wybuchu śmiechu.
                                                    Wprawdzie pogoda jest gorąca 40 stopni w slońcu i taka duchota , że faktycznie
                                                    ludzie zamienaili się w muchy i padali, ale żeby w sklepie dzie podaję zimne
                                                    piwo to dziwne.
                                                  • Gość: rita Re: Lwie sianokosy i znikający klient IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 30.08.03, 21:22
                                                    Pewnie nie uwierzysz brzoza ,ale dziś nastąpił ciąg dalszy opowiadania o
                                                    znikającym kliencie również jest imponujący. Już na jego widok zaczełam się
                                                    śmiać jeszcze pod wrażeniem wczorajszego skoku.
                                                    Niestety smiech się podwoił jak w momencie wejścia znów się podknął. Na
                                                    szczęście złapał się drzwi i upadku nie było. Już od drzwi mówi - byłoby to
                                                    samo poproszę to samo.
                                                    Odpowiadam - tak to panu smakuje ? i wziął te swoje dwa piwa. Na odchodne
                                                    zaproponowałam mu, że wyjatkowo pana mogę obsługiwać przed sklepem, ze względu
                                                    na bezpieczeństwo, przecież klient nasz pan.
                                                    Trzeba przyznać - wierny klient, mimo takich przygód pokonuje powtórnie
                                                    przeszkody . Muszę mu supełek zawiązać na chusteczce , by pamiętał o progu. Mam
                                                    także taką klientkę o wierności której może jutro opowiem.
                                                    Jeżeli jutro się to powtórzy polecę szybko ubezpieczyć ten próg. Zaczynam
                                                    podejrzewać czy czasami nie będzie tu chodzić o odszkodowanie. To aż
                                                    nieprawdopodone z tym klientem i progiem. Kiedyś kiedy mój pies śp Kawa gryzła
                                                    przez ogrodzenie ludzi też chciałam ja ubezpieczyć od gryzienia lecz nie
                                                    znalazłam ubezpieczalni.

                                                    Capriatti wygrała, teraz gra Agassi - robi się coraz ciekawiej, a jd w Borach
                                                    Tucholskich
                                                  • brzoza Re: Lwie sianokosy i znikający klient 30.08.03, 22:52
                                                    Sa trzy mozliwosci: albo ow klient jest krotkowidzem, albo ma za duze buty i
                                                    noskami zahacza o próg, albo z jakiegos powodu (tu mozliwosci kilka) lubi miec
                                                    tak zwane wejscia. Tak czy inaczej na znikanie wybral sobie ten wlasnie sklep.
                                                    A jd - najpozniej musi wrocic 1 pazdziernika. Ale oczywiscie kto dalby mu tyle
                                                    urlopu!
                                                  • Gość: rita Re: Lwie sianokosy i znikający klient IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 30.08.03, 23:08
                                                    masz rację brzoza - też to zaczełam analizować - więc pierwszą ewentualność
                                                    wykluczam - ma sokoli wzrok i nie nosi okulary, chyba że sie rozbiły i w
                                                    międzyczasie je wyzbierał dlatego to drugie wejście było na oslep.
                                                    Druga ewentualność też wchodzi, bo zauważyłam , że ma buty z dzibkiem - czy to
                                                    taka teraz moda i trzecia ewentualność mocne wejścia aby zwrócic na siebie
                                                    uwagę - ta ewentualność okaże się jutro, w jakim stylu wejdzie. Dla mnie to już
                                                    i tak obojetne, bo w jakimby nie wszedł to i tak wybucham smiechem.

                                                    To chyba setny post
                                                    przydałaby się jakaś dedykacja dla biednego jd potykającego się o kłody w
                                                    Borach Tucholskich, oby cały powrócił
                                                    dla relaksu pourlopowego

                                                    Mówią o mnie w mieście: co z niego za typ
                                                    Wciąż chodzi pijany, pewno nie wie co to wstyd
                                                    Brudny niedomyty, w stajni ciągle śpi
                                                    Czego szuka w naszym mieście
                                                    Idź do diabła mówią ludzie
                                                    Ludzie pełni cnót, ludzie pełni cnót

                                                    Chciałem się raz zmienić i po ich stronie być
                                                    Spać w czystej pościeli, świeże mleko pić
                                                    Naprawdę chciałem zmądrzeć i po ich stronie być
                                                    Pomyślałem więc o żonie
                                                    Aby stać się jednym z nich
                                                    Stać się jednym z nich, stać się jednym z nich


                                                    Miałem na oku hacjendę wspaniałą mówię wam
                                                    Lecz nie chciała w niej zamieszkać żadna z pięknych dam
                                                    Wszystkie śmiały się wołając, wołając za mną wciąż
                                                    Bardzo ładny frak masz Billy
                                                    Ale kiepski byłby z ciebie
                                                    Kiepski byłby mąż, kiepski byłby mąż


                                                    Whisky moja żono, jednak tyś najlepszą z dam
                                                    Już mnie nie opuścisz, nie, nie będę sam
                                                    Mówią whisky to nie wszystko, można bez niej życ
                                                    Lecz nie wiedzą o tym ludzie
                                                    Że najgorsze w życiu to
                                                    To samotnym być, to samotnym być


                                                  • Gość: jd Re: Lwie sianokosy i znikający klient IP: *.acn.waw.pl 31.08.03, 19:00
                                                    Witam po przerwie. Pogoda była w Borach taka sobie, żadnych opalań i kąpieli,
                                                    ale jeżdżę od lat w tak świetne miejsce, że nigdy nie jest tam nudno, nawet gdy
                                                    dwa tygodnie tylko pada. W zasięgu wzroku jest osiem jezior, a po niedługim
                                                    spacerze pojawia się kolejnych dziesięć. Dwa z tamtejszych jezior nazywają się
                                                    Długie, drugie dwa wprawdzie nie Krzywe, ale Krzywce. Jest też Czarne. Nie
                                                    odkryłem jeszcze Kortowskiego, ale może za rok. Tak więc schodziliśmy tamtejsze
                                                    lasy i jeziora, zaczytywaliśmy sie całą prasą plotkarska (Viva, Gala, Życie na
                                                    gorąco, Na żywo, Naj, Sekrety i porażki, Sukcesy i sekrety, Porażki i sukcesy,
                                                    Tina, Olivia, Monika, Elwira, Ewelina, Baśka itd.) i robiliśmy co tylko nam się
                                                    podobało, przede wszystkim wszakże leniuchując, co bardzo polecam.
                                                    Rita, współczuję w związku z psiną. Żałuję, że nie wlepili ci mandatu za
                                                    minirajd krakowski. Czy występ Tomka w telewizji w końcu się potwierdził? Jeśli
                                                    tak, to namów go do nauki angielskiego i przestrzeż przed karierą tenisowo-
                                                    telewizyjną naszego drogiego Kurniczka. Gratuluję 40 tysięcy; co za to
                                                    dostałaś? Z portmonetką bardzo głupia sprawa, z przewracającym się klientem
                                                    świetna sprawa.
                                                    Brzozo, a jak tam twoja chałupa na Narwią?
                                                  • brzoza Re: Lwie sianokosy i znikający klient 31.08.03, 20:35
                                                    jd - witaj znowu, fajnie ze jestes:))
                                                    A komary w Borach miałes? I jak Bory stoją w temacie - grzyby? Przypuszczam, że
                                                    jest to pytanie retoryczne, gdyz i tam pewnie straszliwa susza była.
                                                    Wędkowałeś troche?
                                                    Gratuluje bieżacej wiedzy z zycia "wyższych sfer" - po lekturze wspomnianych
                                                    czasopism jestes zapewne ekspertem w dziedzinie: kto z kim, kiedy, w jaki
                                                    sposób, za ile i po co.
                                                    A moja chałupa na wsi jest szczęśliwie (mamy juz wode, podłączyli wodociąg we
                                                    wsi i to był nasz hit tegorocznego lata), trzeba było podlewac drzewka, bo
                                                    malutkie one są i musiały sie zakorzenic. A teraz juz życie zwykłe i rzadziej
                                                    do brzóz swoich i łąk jeździc będę.
                                                    Miłej aklimatyzacji:))
                                                  • Gość: rita Re: Lwie sianokosy i znikający klient IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 31.08.03, 21:03
                                                    widzisz brzoza jak dedykacja zadziałała - sama kosiłam i kosiłam i wreszcie są
                                                    zmiennicy. Dużo by do pisania, ale zostawię sobie to na jutro . Agassi gra z
                                                    Kafelnikiem i już chyba kończą. Znikającego klienta dziś nie było. I na
                                                    szczęście bo tych znikających było już za dużo - przyponę - pies, strona
                                                    gazety, jd, brzoza też zanikła, klient. Przepraszam - wygrał Agassi - brawo.
                                                    Jeśli chodzi o ten nieszczęsny wywiad - prawdopodobnie był to wywiad z kim
                                                    innym. Przeprowadzam śledżtwo i okazuje sie , że w klubie innym też trenuje w
                                                    oczach dziecka mistrzyni i myslę , że to zbieg okoliczności. Tak się złozyło,
                                                    żw wszyscy wiedzą , że coś piszczy u mnie lecz nie wiedzą dokładnie co - widza
                                                    rakiety i piłki i czasmi dzieci. W przyszlym tygodniu będe jeżdziła po klubach
                                                    i badała sytuację klubów więc więcej sie dowiem.
                                                    cdn
                                                  • Gość: rita Re: Lwie sianokosy i znikający klient IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 31.08.03, 21:13
                                                    jd- ogromnie sie cieszę , że juz jesteś cały i zdrowy i wypoczęty i
                                                    wyleniuchowany i pełen werby do pracy. Pytałeś się o nagrodę za 40- tysiecznika.
                                                    Dostałam najpiękniejszą , ze wszystkich : dobre słowo, szczere gratulacje i
                                                    uśmiech - taka nagrodę najbardziej sobie cenię , szczególnie na forum - to jest
                                                    takie miłe, takie kojące serce, takie pobudzające do życia, takie ........ no
                                                    dokończcie, brak mi słów. Ale że to ja tak strzeliłam nigdy bym się nie
                                                    spodziewała, bo kiedy wszedł mój post było na liczniku 39999, dlatego sugerując
                                                    sie tym liczyłam na innych.
                                                    Wiecie co , u mnie już jesień - deszczu nie widziałam bardzo dlugo, chyba od
                                                    ostatniej Niagary - susza, susza wokoło
                                                    Zmienię sobie teraz płytkę , ale idzie muzyka u mnie - Boże, nie mogę sie skupić
                                                  • Gość: rita Re: Lwie sianokosy i znikający klient IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 31.08.03, 23:04
                                                    mam taką płytkę, pełno pisenek po angielsku - Ave Mryja też tam jest, mam też
                                                    płytki od Darwina - 25 oldies best, ale własciwie to uparłam się na tą jedną
                                                    Ave Mryja. Nie mogę sie przyzwyczaić , że coś gra, a gra Martin z Schuettlerem
                                                    i gra CD - wszystko naraz
                                                    dużo masz pracy jeszcze, czy dalej urlop ?
                                                    A tak właściwie to chodzę i spiewam - Jutro możeby być szczęśliwi - fajna
                                                    piosenka , nie wiem kto ją wykonuje.
                                                    Polecę już spać - dobranoc

                                                    Fajną książkę czytam
                                                    Życzę waszym dzieciakom brzozy i twojemu miłego rozpoczęcia szkoły i
                                                    zakończenia wzorowego - nie bójcie się o nich - dadżą sobie radę tylko nie
                                                    denerwucie się, bo oni zaczną sie denerwować , że wy sie denerwujecie i wszyscy
                                                    staną sie nerwowi, a pózniej zarazi sie klasa i cała szkoła.
                                                  • Gość: rita Re: Lwie sianokosy i znikający klient IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 01.09.03, 20:57
                                                    Zacznę od książki , która mnie szokuje, a pewnie i innych też.
                                                    To będzie wstęp:
                                                    Rozważmy żółwia i orła.
                                                    Żółw jest stworzeniem żyjącym na ziemi. Właściwie nie jest możliwe życie bliżej
                                                    gruntu, jeśli nie przebywa się pod nim.
                                                    Żółw porusza się z taką prędkością, jaka wystarczy na polowanie na sałatę.
                                                    Przeżył, gdy cała reszta ewolucji przemkneła obok, ponieważ dla nikogo nie
                                                    stanowił zagrożenia, a zjadanie go sprawiało zbyt wiele kłopotów.
                                                    A teraz weżmy orła. To istota , której światem jest powietrze i wysokie
                                                    szczyty. Orzeł ma wzrok tak ostry, że potrafi dostrzec maleńkie stworzonko.
                                                    Czysta siła , czysta władza.... Błyskawiczna skrzydlata śmierć.
                                                    Orzeł potrafi godzinami siedzieć na urwisku i obserwować królestwa tej ziemi,
                                                    dopóki w dali nie zauważy ruch. Wreszcie skupia spojrzenie na maleńkiej
                                                    skorupie kołyszącej się wśród krzaków.
                                                    I zrywa się ...
                                                    W chwilię pózniej żółw odkrywa, że świat oddala sie od niego. I widzi ten świat
                                                    po raz pierwszy - już z wysokości. I myśli: Jakimż wspaniałym przyjacielem jest
                                                    orzeł.
                                                    I wtedy orzeł go puszcza.
                                                    Prawie zawsze żółw spada i ginie. Zadziałała grawitacja, o tym wiemy. Ale nikt
                                                    nie wie dlaczego orzeł to robi.Owszem, żółwiem można sobie dobrze podjeść, ale
                                                    biorąć pod uwagę włożony w to wysiłek mógłby łatwiejsze pożywienie zdobyć.
                                                    Po prostu orły uwielbiają dręczyć żółwie.
                                                    Oczywiście, orły nie zdają sobie sprawy z faktu, że uczestniczą w bardzo
                                                    prymitywnej formie doboru naturalnego.
                                                    Pewnego dnia żółw nauczy się latać.

                                                    brzoza i jd - czy wy już coś rozumiecie z tego wstępu, czy kojarzycie książkę ?
                                                    W tej książce żółw okazuje się Wielkim Bogiem Omem i jego rozważania są właśnie
                                                    tym sednem, z którmi chciałaby się z wami podzielić.
                                                    cdn
                                                  • Gość: rita Re: Lwie sianokosy i znikający klient IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 01.09.03, 21:18
                                                    "Czas płynie. Zbyt wiele czasu może człowieka utopić "
                                                    "Nie warto uciekać przed mieuknionym, gdyż wcześniej czy póżniej trafia się w
                                                    miejsce, gdzie nieuniknione właśnie przybyło i czeka "

                                                    Ów żółw znalazł przyjaciela człowieka i ich rozmowy są fantastyczne np.
                                                    - szukaj filozofa, kogoś kto potrafi myśleć. Kto pomoże mi przestać być żółwiem
                                                    - mówi żółw
                                                    - Ale jak znależść filozofa ? - odpowiada człowiek
                                                    - Moim zdaniem wystarczy rzucić kamieniem - mówi żółw
                                                    - jak wygląda filozof ? - człowiek się dopytuje, chcąc pomóc żółwiowi
                                                    - Oni dużo myślą - odparł Om (żółw) - szukaj kogoś ze skupionym wyrazem twarzy.
                                                    odpowiada dalej:
                                                    - Może mieć kłopoty z żołądkiem...
                                                    - Jeśli tylko podchodzi do tego filozoficznie ...
                                                    dalsze uwagi są też imponujące
                                                    - Jeśli zauważysz jak ludzie się biją to też są filozofowie, inaczej jest to
                                                    burzliwa i swobodna wymiana poglądów, zwykła walka argumentów.

                                                    na dziś wystarczy
                                                    To było rozpoczecie roku szkolnego na naszym wątku.
                                                    Czy chcecie trochę więcej o moich filozofach
                                                    Czy choć trochę zainteresuję was tematem ?

                                                    Tenis był - dzieci były i gra była. Nie mogę powiedzieć nic - dzieciaki się
                                                    starają jak mogą. Uczę ich przede wszystkim dobrego forhendu, to przecież 80%
                                                    gry.
                                                    Dziś zrobiłam im zabawę, stali przy siatce zasłaniając się rakietą, a ja
                                                    serwowałam tak by w nich trafić. I trafiałam z czego oni i ja się cieszyliśmy -
                                                    takie sztuczki na zakończenie treningu.
                                                    Tak im się to spodobało, że nie chcieli zejść i trzeba było ich wyrzucać. Na
                                                    przyszły trening oni będą we mnie trafiać.

                                                    jd- czy opróczy leżenia do góry brzuchem na urlopie i czytania to znalazłeś
                                                    jakis kamień. Ja zawsze z wycieczki przywożę jakiś kamolek i kładę go do
                                                    ogródka, może dlatego robię się coraz większyn filozofem.
                                                    będzie teraz grała chyba Capriatti - jestem za nią
      • Gość: rita Re: Lwie sianokosy IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 02.09.03, 21:14
        Jednak musze się podzielić z wami wywiadem z Jerzym Pilchem pt. "Płynie we mnie
        Wisła" co ja mogę sobie powiedzieć "Płynie we mnie Łyna". Znamy go już
        doskonale więc nie można go przeoczyć.
        -" Ja Wisłę opóściłem w wieku dziesięciu lat i nie miałem na to żadnego wpływu.
        Wszystko co najważniejsze w moim życiu, odbyło się pomiędzy pierwszym a
        dziesiątym rokiem życia, czyli dokładnie w Wiśle.
        Jak to pięknie ujął - tam został ukształtowany w sensie zapamiętanych zapachów,
        obrazów, postaci ... Pilch uwielbia także Margueza za to że i on powiedział, że
        wszystko co jest najważniejsze w moim życiu zdarzyło się między tym i tym
        czasem.
        Najbardziej pamięta i uwielbia zapalanie w piecach kaflowych. Jak widzicie dużo
        mnie z nim łączy, te wspomnienia z lat dziecięcych nie tylko we mnie siedzą i
        ciekawe , że one najbardziej preferują lata dziecięce.
        Czyli nie jest prawdą, żw wspominam dlatego , że przypomina mi się moja młodość.

        - A kto to jest filozof ?
        - Ktoś dostatecznie mądry, żeby znależć sobie pracę nie wymagającą dzwigania
        ciężarów.

        A teraz weżmy się za naszą lekturę:
        Nasz filozof posiada wizytówkę, a na niej:
        filozofia praktyczna
        Żadne twierdzenie nie jest zbyt wielkie
        Załatwimy Myślenie za ciebie !
        Specjalne zniżki
        Codziennie swiże aksjomaty

        Jego najsłyniejszy cytat to: Świat jest ostro pokręcony, nie ma co. Ale trzeba
        się śmiać, no nie ?

        Myślę, że to może być prawda. Mogę się też mylić. Nie być pewnym : na tym
        właśnie polega praca filozofa.
        Pewność to skała.
        Są pewnie rzeczy, które wydają się prawdziwe, które posiadają wszystkie
        znamiona prawdy, ale nie są prawdziwą prawdą.
        Prawdziwą prawdę musi czasem chronić labirynt kłamst.
        jd- co to jest prawda trywialna, jest o tym mowa i nie rozumię ją ?

        Czekam na relacje z U.S.Open, ale ciągle leje, można kajakami po kortach
        pływać, świetnie odbijają sie w nich lampy, a Capriatti wygrała.



        • Gość: jd Re: Lwie sianokosy IP: *.acn.waw.pl 02.09.03, 22:18
          Prawda trywialna czyli banalna; tak oczywista, że nawet nie wypada o niej gadać
          i niewiele ciekawego z niej wynika.
          Filozofia praktyczna w fachowym języku filozofów to etyka.
          Pilch jest świetny w wywiadach. Czytałem kiedyś w Res Publice taki, że byłem
          zachwycony jak cholera. Postaram sie dotrzeć do tej Angory.
          Też mnie wkurza ten deszcz w Ameryce.
                    • Gość: rita Re: Lwie sianokosy IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 03.09.03, 20:55
                      jd- piszesz, że Pilch swoim pisaniem leczy z alkoholizmu, a co powiesz o mnie ,
                      kiedy gorzką zaczełam popijać dzięki Pilchowi.
                      Jego reklama tej wódeczki jest dobra, nie mam zastrzeżeń i smak też sie okazał
                      dobry. Czy czasmi przez niego nie zostaniemy na starość
                      alkoholikamigorzkożołądkowcami ?
                      Wracając do już przeczytanej książki - Pomniejsze Bóstwa - Terry Pratcgrtt , to
                      ma ona jakies przesłanie i chyba polityczne . Chyba krytyka demokracji i brak
                      wiary.
                      Ostatnie zdanie brzmi:
                      "- Podoba mi się idea demokracji. Trzeba mieć kogoś, komu nikt nie ufa. Dzięki
                      temu wszyscy są zadowoleni. Proszę o tym pomyśleć...."
                      Nie wiem dlaczego , ale czytając książkę, która zaczyna mi sie podobać,
                      angażuję sie w nią i kiedy ją skończę to stwierdzam, że nic z niej nie rozumię.
                      Tak właśnie było tym razem. To chyba była książka fantastyczna, jedyną jego
                      treścią jest walka dobrego ze złem. Orzeł , który zjadał żółwie na końcu
                      okazuje się żółwia przyjacielem.
                      Ciężka sprawa, to książka dla filozofów wyższej klasy .
                      Albo taki aksjomat :
                      - mam uczucie , że możemy zaufać Ricie
                      - dlaczego mamy jej ufać ?
                      -"Ktokolwiek tak głupi, by liczyć, że mu zaufamy, musi być godny zaufania. Jest
                      za głupia, żeby nas oszukać. "
                      jd- kto tu jest mądry , a kto tu głupi - o to jest pytanie ??????

                      Nic się nie martw , mam na to odpowiedż w następnej ksiązce. Hrabia Aleksy
                      Tołstoj, brat Lewka Tołstoja tak na to odpowiada :
                      -" Ja bracie, jestem dureń, ty, bracie - w dwójnasób, ale nic się nie martw,
                      zrobię z ciebie człowieka"
                      A znany nam filozof praktyk odpowiada: "usmiechać się, nie przychodzi mi łatwo.
                      Uśmiech wymaga ruchów kilkunastu mięśni i ta inwestycja mi się nie zwraca. "

                      Myślę, że z tego mogą powstać jakieś żniwa ;-) Połączenie braci Tołstojów z
                      fantastyką filozoficzną to może być cel bardzo ambitnego filozofa.
                      Przypadkowo mogę zostać fantastycznym filozofem i zapoczątkuję nowy rozdział
                      nauki ;-))))))



                      • Gość: jd Re: Lwie sianokosy IP: *.acn.waw.pl 03.09.03, 22:17
                        Nie, rita, nie zostaniemy tymi gorzkożołądkowcami. Ja już w zasadzie swoje
                        wypiłem, a ty pijasz łyk na miesiąc, co jest dawką wielce rozsądną, choc
                        gwarantującą niezbędną odrobinę szaleństwa. Kibicujemy w końcu i w sumie
                        książkom Pilacha, a nie (dawnemu) piciu Pilcha, nawet jeśli zachodzi tu pewien
                        związek kiedyś prostej, a obecnie odwrotnej proporcjoanlności.
                        Bardzo uczone, pełne rozmachu i subtelnych skojarzeń są twoje rozważania. Czy
                        hrabia Tołstoj, o którym piszesz to rzeczywiście brat wielkiego Lwa?
                        • Gość: rita Re: Lwie sianokosy IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 03.09.03, 22:24
                          to ty tak twierdziłeś, kiedy przywiozłam je od teściowej, chodzi o książkę
                          kapeluszowa nieznajoma - nawet fajna, coś Tołstojewskiego ma , są tam
                          żniwiasze, kosiarze i gospodarstwa i miłość frywolna.
                          A jeśli chodzi o prawdę trywialną, czy możesz takiej prawdy podać przyklad ?
                          Z każdej prawdy mozna zrobić kłamstwo
                          • Gość: rita Re: Lwie sianokosy IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 03.09.03, 22:53
                            Oj, chyba dzisiaj straciłam bezmyślnie trening, wprawdzie zimno ale popołudniu
                            w słoneczku było ciepło, można by było pograć.
                            Ale jest jeden feler na tych kortach, otoczone są trawą i kiedy piłka tam wleci
                            jest mokra i ciężka i uderzenie jest już inne.
                            Jutro pojadę z dziećmi zwiedzać kluby - najwyższy czas podjąć jakieś decyzje.
                            • Gość: jd Re: Lwie sianokosy IP: 193.0.68.* 04.09.03, 09:58
                              Skoro chodzi o Aleksego Tołstoja od "Pięknej nieznajomej" to on nie był bratem
                              Lwa i na pewno tak nie twierdziłem.
                              Prawda banalna to na przykład "Życie jest skomplikowane".
                              Twoje "z każdej prawdy można zrobić kłamstwo" to tanie efekciarstwo. Aż tak źle
                              i prosto nie jest.
                              Znam ten ból z trawą wokół kortu. W dawnych czasach, gdy trudno było o piłki,
                              boleśnie kilka przez to straciliśmy.
                              • Gość: rita Re: Lwie sianokosy IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 04.09.03, 21:09
                                No i lejeje cały dzień, smętny jest przez to. Klienci dopisują, nawet są z
                                humorami, no i muszą się teraz grzać.
                                Koniec z lodami i koniec z zimnym piwem, zaczyna się akcja czekolad. Dwóch
                                moich piwoszy zastanowiało się nad kupnem czekolady, głośno myśleli: kupić ją
                                czy nie.
                                Jeden twierdzi, że od jedzenia czekolady zęby się psują, a drugi , że czekolada
                                mam magnez i może przyciagać. Takie rozważania filozoficzne bardzo mi sie
                                podobają.
                                Włączyłam się w dyskusję i mówię : kupić nie kupić, ale spróbować warto. I tu
                                powstał następny problem - jaką kupić ? - gładką ? - gładka była by piękna, ale
                                ta z orzechami może smaczniejsza.
                                Tak i na tym właśnie polega prawda, że życie jest skomplikowane, szczególnie
                                gdy osiołkowi w żłobie dano......
                                Znikający klient też był i zachował się dziwnie, bo wszedł całkiem normalnie
                                bez potknięcia, ale kiedy wszedł zapytał się :- czy ma wyjść, bo nie udało mu
                                się wejście ? - odpowiedziałam, że nie, że wyjątkowo pana obsłużę bez
                                podknięcia :-)

                                Temat piłek też jest fajny - pamiętasz jeszcze białe piłki. Były tylko białe,
                                pamiętam Aeroplany , jeszcze je mam i pierwsze stomilowskie piłki i żeby ładnie
                                na kortach wyglądać to jeszcze tenisówki pocierało sie kredą by też były białe.
                                Piłki tenisowe to dobry interes, jedna piłka to 5zł i dziwię się , że w Polsce
                                nie produkują, a zakłady gumowe zostały zlikwidowane. Sama produkcja piłek
                                tenisowych i prezerwatyw powinna być opłacalna, a to ze względu na to, że
                                obydwie rzeczy się zużywają.
                                Moje dzieciaki miały 200 piłek zostało 50. Teraz na kortach dokładam swoje, tak
                                się gubią.
                                A w Ameryce leje i jak słyszałam turniej będzie rozciągnięty w czasie.

                                jd- jakie to są zdolności profetyczne i nihilistyczne konsekwencje ?
                                I jak wytłumaczysz, to podaj przykłady, jakoś bez nich ciężko mi sobie to
                                wyobrazić.
                                • Gość: jd Re: Lwie sianokosy IP: *.acn.waw.pl 04.09.03, 23:06
                                  Jestem amatorem czekolad.
                                  Oczywiście, że pamiętam białe piłki.
                                  Zdolności profetyczne to zdolności prorocze. Na przykład zapowiadam ci, że za
                                  dwa lata wygrasz 3 miliony w totolotka i ty wygrywasz - mam wtedy zdolności
                                  profetyczne, prorocze (jasnowidzkie). Choc one powinny dotyczyć nie jednej
                                  sprawy, ale być dosć szerokie i trwałe.
                                    • brzoza Re: Lwie sianokosy 05.09.03, 09:17
                                      Gratulacje, jd, to Twoja ulubienica:)))
                                      A którego drugiego faworyta masz na mysli? Czy chodzi o Andrzeja Walickiego? Bo
                                      chyba nie o Miłosza...
                                      <<<~~~~~~~~~~>>>
                                        • Gość: rita Re: Lwie sianokosy IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 05.09.03, 20:49
                                          Nike się zbliża, proponuję postawić zakłady - kto dostanie nagrodę ?
                                          5 pażdziernika rozwiązanie. Zastanowię się na kogo postawić, wykluczam
                                          Masłowską.
                                          Brzoza jeśliby ona wygrała zrobimy jd kocówę i nawet mam pomysł jaką ;-)

                                          jd - musze zdradzić tajemnicę tenisową, otóż pomału wdrażać będę nowy chwyt
                                          rakiety, podpatrzyłam w internecie i w czasopismie. Ciężko mi będzie to
                                          wytłumaczyć, ale już po cichu sprawdziłam to na sobie.
                                          Pomyśl, wszyscy trzymają rakietę dłonią na końcu rakiety. Ja zauważyłam, że
                                          jest tendencja trzymania rakiety w połowie dłoni, tzn tak, by końcówka rączki
                                          rakiety spoczywała na poduszce dłoniowej - rozumiesz ?
                                          Chodzi o to w tym , że rakieta ma większą prędkość przy uderzeniu piłki i
                                          większy zakres manewrowania ją niż trzymając ją sztywno w całej dłoni.
                                          Napewno to rozumiesz, rakieta to nie młot, to gitara i wszystko musi grać, a
                                          gitarzysta będzie układał melodie.
                                          Ale musze powiedzieć , co się dziś stało na treningu, znów śmiechu warte, jest
                                          to brzydkie , ale jest to prawdziwe i bardzo śmieszne.
                                          Kiedy zbieraliśmy piłki Samprasik schylił się, wystawił tyłek i woła: - proszę
                                          pani, niech pani wceluje piłką ? Ja odpowiadam, nie wygłupaj się, zbieraj
                                          piłki. Ale on usilnie prosi - niech pani wceluje ?
                                          Tak usilnie prosił, że nie można było go przekonać, że pomysł jego jest
                                          wstrętny. I kiedy tak stał schylony, a jego głowa międzynogami patrzyła co
                                          robię, zdecydowałam się wycelować rakietą piłkę z forhendu i.....ta piłka go
                                          powaliła, a było to z dalekiej odległości uderzenie.
                                          Okazało się, że piłka przeleciała między nogami i trafiła w czoło zamiast w
                                          tyłek. Nie mógł mieć do mnie pretensji, sam się o to prosił i pocierpiał.
                                          Mieliśmy ubaw na korcie. Ale też już drugi raz pokazałam im celność i perfekcję
                                          uderzeń.
                                          Trening, to nie zabawa ;-)))))
                                          • brzoza Re: Lwie sianokosy 06.09.03, 08:37
                                            Ja tez pamietam białe, chińskie tenisówki, które z czasem, gdzy przestawały byc
                                            takie białe, samrowało sie pastą do zebów "Nivea" (tak naprawde ta pasta tylko
                                            do tego sie nadawała). I to był szczyt szpanu: wypastowane tenisówki,a do tego
                                            białe podkolanówki i jakas superkrótka spódniczka.
                                            Rita - z całą pewnościa jd juz nalezy sie kocówa, bo to wszystko przez niego!
                                            I gratuluje celności - oko masz znakomite:))))
                                            • Gość: rita Re: Lwie sianokosy IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 06.09.03, 21:50
                                              tak, brzoza, zauważyłam, że mam dar celności. Opowiadałam już to jd, ale nie
                                              wiem czy ty wiesz, kiedyś poszłam na spacer z psami do parku, a tam na boiski
                                              dwóch chłopaków grało w koszykówkę.
                                              Tak sobie pomyślałam, tyle lat nie miałam w rękach piłki koszykowej , może
                                              sobie porzucę. Poprosiłam chłopaków o piłkę, ustawiłam się do rzutu pozycyjnego
                                              i pchnięcie piłki i czysty wrzut do kosza.
                                              To sobie myślę, spróbuję jeszcze raz, co mi szkodzi i oczywiście piłka
                                              bezbłędnie wleciała do kosza. Chłopaki widząc co się dzieje zagwiadali sobie co
                                              zachęciło mnie do następnego rzutu. Pewnie się domyślasz, że równiesz piłka
                                              została umieszczona w koszu.
                                              Ciężko było zejść z placu, kiedy piłka zawsze wlatuje do kosza. Byłam bardzo
                                              rozochocaona do rzucania i nie odmówiłam następnego rzutu - celność 100%.
                                              Chłopaki nie wytrzymali i mówią z powagą, pani była mistrzynią ? - ale skąd
                                              odpowiadam ,już wam nie przeszkadzam, ale jeszcze raz sobie rzucę.
                                              Piąty raz trafiłam i nagle sobie powiedziałam dość - zejść niepokonanym to
                                              wspaniała sprawa i tak zrobiłam. Od tego czasu w parku chłopaki mi sie kłaniają
                                              uniżenie i pewnie o tym wydarzeniu mówią kolegom.
                                              A dziś oglądając mecz, też myslałam o celności do bramki i wypatrzyłam dwie
                                              bramki, ale te słupki na początku mnie zdenerwowały.
                                              Powiem ci jutro skąd taka celność u mnie , to olsztyńskie zabawy, od
                                              dzieciństwa uczyły mnie celności.
                                              A ty brzoza - powiec o swoich celnościach, w innych dziedzinach .
                                              • Gość: rita Re: Lwie sianokosy i zabawy podwórkowe IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 07.09.03, 20:54
                                                O tej celności dużo by mówić - jak pisał Pilch pierwsze dziesię lat życia dużo
                                                uczy. I tak podwórko olsztyńskie i wspaniała banda przyczyniła się do nauki i
                                                wyspecjalizowaniu się w dokładności celności uderzeń.
                                                Nawet z tego człowiek nie zdawał sobie sprawy. Najsłynniejszą naszą zabawą było
                                                wybikanie okien. Obok mojego domu w samym centrum stał duży poniemiecki
                                                magazyn. Miał on malutkie zakratowane okienka. I już wiesz i już się domyślasz,
                                                że był to obiekt naszego celu.
                                                Poranna rozgrzewka. Brało się mniejsze kamyczki i rzucało się tak by trafić i
                                                zrobić huk i pobutkę innym śpiochom. I otwierały się okna, a z nich krzyki - wy
                                                huligany, łobuzy - ja wam dam, ja wam pokażę i kamienica cała tętniła życiem
                                                porannymi wyzwiaskami. A póżniej była zabawa z procami. Fajne były te pierwsze
                                                proce, szukało się odpowiedniej gałązki w kształcie litery Y , wiązało się
                                                zrykłą gumkę i mały kamyczek - broń gotowa, tylko cel trzeba było obrać.
                                                Kiedy już wybiliśmy wszystkie okna w magazynach , a nowych już nie wstawiali to
                                                z tej procy trafialiśmy do środka pustego budynku i nasłuchawaliśmy czy
                                                wleciał. Ta zabawa szybko się znudziła, ponieważ powstawały przy tym kłótnie,
                                                sam słuch nie wystarczał - dowodu wzrokowego nie było. Żeby się nie kłócić
                                                między sobą, obraliśmy sobie inny cel. Nie ma co, szczegółów nie powiem, bo nie
                                                mogę być z tego dumna ;-) A wiesz , że obok mnie był Dworzec Autobusowy i
                                                zabawa w ruchome cele ,przyznam ci sie była brzydka. Ale była, niech mi starzy
                                                Olsztyniacy wybaczą. Te zabawy napewno przyczyniły się do przeniesienia Dworca
                                                Autobusowego w inne miejsce.
                                                Póżniej wkroczył nóż, uuuu... to była gra !Rzucanie nożem do ziemi z różnych
                                                pozycji. Pamiętacie te zabawy ? Nie pamiętam fachowych okeśleń, ale repertuar
                                                różnego rzucania nim był ogromny. Począszy od palców rąk, dłoni, łokcia,
                                                ramienia itd - nożem rzucało sie każdą częścią ciała i to tak by ostrze wbijało
                                                się w podłoże. Ucierpiała ta ziemia olsztyńska, tyle wbitych ostrzy i jeszcze
                                                to podwórko istnieje.
                                                Kiedy wyjechałam , wszyscy musieli dobrze sobie oddychnąć. Zabrałam ze sobą
                                                celność i z nożem sie już nie rozstaję. Zawsze jak ktoś podejrzany i obcy
                                                wchodzi do sklepu wzrokiem upewniam się czy nóż leży na swoim miejscu, to już
                                                taki nawyk.
                                                A teraz Wy - wasze dziecięce zabawy ?
                                                jd - co wyście mogli robić z j. Długim ? - już wiem, napewno puszczaliści
                                                kaczki i chodziliście na grandę do ogródków sąsiednich !
                                                Popatrzcie jak świat się zmienił, teraz dzieciaki XXI wieku będą wspominać -
                                                gry komputerowe, monitory i opis gry ;-)
                                                Jeszcze rozgrryzam lauretów do Nike - chciałabym na właściwego konia postawić.

                                                Aha - a tą całą grożną i niebezpieczną bandę widzieliście potulnie siedzących
                                                na schodach wejściowych do domu na stronce wycieczki do Olsztyna. Nie, jakie
                                                grzeczne dzieciaczki ;-), jak pozory mylą, była to najprawdziwsza banda
                                                olsztyńska tych czasów.
                                                Dobrze, że przyjaciele z Al. Przyjaciół nie przechodzili tamtendy w czasie
                                                odstrzałów szczególnie z procy. Nie wiem czy na układy koleżeńskie wpływają
                                                nazwy ulic. Nazwa ulicy Partyzantów jak najbrdziej przyczyniła się na
                                                partyzancki tryb życia jaki wiedli mieszkańcy tej kamienicy i to jest
                                                najbardziej prawdziwe określenie.
                                                jd- już kiedyś miałeś opowiedzieć o układach panujących na waszej ulicy - tak,
                                                przyjaciele do końca życia, ale czy w dzieciństwie nie było sporów i zatargów i
                                                te zabawy miałeś opisać.
                                                A zabawy w wojnę pamiętacie , ja trochę pamiętam, ale nie kojarzę.
                                                • Gość: jd Re: Lwie sianokosy i zabawy podwórkowe IP: *.acn.waw.pl 08.09.03, 14:33
                                                  Byłem w Bydgoszczy na imprezie zawodowej, ale połączonej z koncertami
                                                  muzycznymi w filharmonii bydgoskiej. Koncerty były świetne i przez nie nie
                                                  rozkwitło w pełni życie towarzyskie. Właściwie żadnych piwek, winek, dyskotek,
                                                  tańców i hulanek.
                                                  Dziekuję wam za gratulacje na moje ręce dla Doroty. Brzoza trafnie rozpoznała
                                                  naszego drugiego faworyta. Właściwie - cieszcie się - wolałbym by wygrał
                                                  Walicki. Jego książka jest zresztą świetna, świetnie napisana i nadzwyczaj
                                                  aktualnie ważna (choc może nie wprost i nie łopatologiczne), mam też osobisty
                                                  interes w jej ewentualnym sukcesie. Ale pewnie wygra jednak Szymborska albo
                                                  Julia Hartwig.
                                                  Rita, wszystko rozumiem z uchwytem rakiety. Poświeciłem kiedyś - gdy jeszcze
                                                  grywałem - temu zagadnieniu wiele czasu i pomyślunku, do niczego wprawdzie
                                                  odkrywczego nie dochodząc. Ale uchwyt rakiety to nieskończny problem sam w
                                                  sobie.
                                                  Brzozo, pastą miętową do zebów Nivea (3,05 zł.) świetnie czyściło się metale,
                                                  biżuterię, a także zęby (pełna biel).
                                                  Rita, ja podobne osiągnięcie jak ty z koszykówką zanotowałem kiedyś, gdy miałem
                                                  jeszcze niezawodne kolano, w celności strzału piłkarskiego (piłka nożna). Chyba
                                                  kilkanaście razy z rzędu trafiałem z jednego końca sali gimanastycznej w
                                                  tablicę koszykarską na drugim końcu tej sali. Mój przyjaciel (znany Krakus) o
                                                  mało nie popadł w obłęd, wietrząc w tym ingerencję sił diabelskich.
                                                  O zabawach podwórkowych nad Jeziorem Długim wiele już napisano w wiadomym
                                                  wątku. Muszę jednak przyznać, że dominowały zabawy raczej pokojowe i
                                                  przyjacielskie. Gdy wyjechałem z Olsztyna i zameszkałem gdzie indziej byłem w
                                                  szoku, że można bawić sie w bitwę między podwórkami na prawdziwe kamienie, tym
                                                  bardziej, że te bitwy nie raz kończyły się tragicznie. Ale zabawę w noża
                                                  pamiętam jak najbardziej z Alei Przyjaciół. Czy o niej nie mówiło się "gra w
                                                  kikuty"? Wbijało się nóż z bródki, noska , czoła, głowy itd. Scyzorykiem albo
                                                  finką harcerską. Była też gra nożowa "w kraje". Rysowało sie wielki prostokąt
                                                  na ziemi, dzieliło na pół, i jedna połowa to był twój kraj, a druga -
                                                  przeciwnika. I rzucało sie nożem w teren przeciwnika. Gdy nóż sie wbił można
                                                  było po linii wbicia odkrajać kraj przeciwnika i brać pod swoje panowanie.
                                                  Graliśmy też nożem w ten sposób, że rysowaliśmy na ziemii tablicę jak do
                                                  łucznictwa i z pewnej odległości rzucaliśmy, no i za wbicie dostawało się
                                                  punkty. To idealna chyba gra dla Rity.
                                                  • Gość: rita Re: Lwie sianokosy i zabawy podwórkowe IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 08.09.03, 21:11
                                                    ale dużo zabaw znamy ....
                                                    no i widziecie jakie fajne mogą być zabawy dziecięce. Oczywiście , że
                                                    zapomniałam o tej grze w kole i zakreslaniu granic państw.
                                                    Nóż chyba w tych czasach był podstawowym narzędziem do gry. Nie widzę teraz by
                                                    tak się inni teraz bawili. Jeszcze został nam palant.
                                                    Dla przypomnienia objaśnisz nam tą grę ? Wiem , że piłka , że palant i że bieg.
                                                    Bedę zgadywać w co się bawiła brzoza - napewno w podchody, ale nie ma narazie
                                                    pewnie czasu.

                                                    jd- to żeś zabalował w Bydgoszczy, pogoda była wspaniała i chyba też znalazłeś
                                                    czas na zwiedzanie. Może nawet byłeś na żużlu tylko nie mówisz.
                                                    Więc co tam popijałeś - ***, czy ...... ?
                                                    Jaka książka Walickiego jest wystawiona do nagrody i dlaczego nie kazałeś mi
                                                    jej przeczytać ?
                                                    Jeśli wygra Masłowska przygotujemy z brzozą śliczną kocówę , myślę że będzie to
                                                    dedykacja utworzona z jej słów - przyjmiesz ją ;-))))
                                                    Trening dziś był, ale coś dzieciaki nie w humorze, ciężko było nawet z tym
                                                    chwytem. Właścicielka kortów pocieszyła mnie, że przyjdzie taki moment , że
                                                    zaskoczą, ale trzeba nie popuszczać.

                                                    jeszcze mi sie przypomniało, że chodziłam na szczudłach - pamiętacie takie
                                                    drewniane przedłużone nogi i takie długie - też były fajne

                                                  • Gość: jd Re: Lwie sianokosy i zabawy podwórkowe IP: *.acn.waw.pl 08.09.03, 21:22
                                                    Objaśnię palanta, ale raczej jutro, bo zaraz usuną mnie sprzed komputera.
                                                    Książka Walickiego: "Rosja, katolicyzm i sprawa polska". Każę ci niniejszym ją
                                                    przeczytać.
                                                    Bydgoszczy nie zwiedziłem prawie nic, i rozsądnych napojów nie wypiłem prawie
                                                    nic.
                                                    Też chodziłem na szczudłach, ale z kłopotami.
                                                    Cieszy mnie bardzo wygrana Henin.
                                                  • Gość: rita Re: Lwie sianokosy i zabawy podwórkowe IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 09.09.03, 21:06
                                                    temat zabaw podwórkowych możemy chyba skończyć,wprawdzie nie wytłumaczyłeś gry
                                                    w palanta, ale może się doczekam. Jeszcze możemy do niej dołączyć zabawę w
                                                    sklep, zabawę, która pewnie przetrwała do dziś.
                                                    Jeszcze jest jedna zabawa z lat dziecinnych, ale ją lepiej nie ruszać, zostawić
                                                    wyobrażni ;-)
                                                    A teraz powżny temat
                                                    zamawiam książki w kkkk - wybrałam takie - dobre będą ?
                                                    Leszek Kołakowski - Obecność mitu
                                                    Tomasz Wójcik Poeci polscy XX wieku
                                                    Artur Schopenhauer
                                                    Słowacki - Poematy
                                                    Artur Rimbaud - Sezon w piekle iluminacji
                                                    Eduardo Mendoza -Przygody fryzjera damskiego - ta pozycja jest dobra , czytałam
                                                    recenzje.

                                                    Czytan tą Piękną Nieznajomną hrabiego Alekseja Tołsoja i zbytnio mnie nie
                                                    zachwyzają jego opowiadania. Kiedy tak czytam bez emocji jeednym okiem
                                                    spozieram na drugą książkę, która leży obok i tak się zastanawiam, w jakim celu
                                                    ona leży i skąd się wzieła ?
                                                    Jest taka stara, polska i bardzo popularna, i sięgłam po nią otworzyłam,
                                                    przeczytałam dwie strony i sobie pomyslałam, że już sie od niej nie oderwę.
                                                    Pewnie zgadniecie za pierwszym razem tytuł lub autora ?
                                                    Dodam jeszcze, że byłam pełna podziwu dla ludzi, którzy znają ją na pamięć,
                                                    albo, że czytali ją 5 lub 10 razy. Myślałam, Boże , co za fanatycy, czy oni nic
                                                    innego nie mają do roboty ? - teraz ich rozumię :-)
                                                    Może pomocne będzie zdanie:
                                                    - Gotowam jestem zaśpiewać, jeśli troskę z waćpanowej duszy wygnać zdołam..
                                                    "Wierzcie, rycerze,
                                                    Na nic pancerze,
                                                    Na nic się tarcze zdały !
                                                    Przez stal, żelazo
                                                    W serce się wrażą
                                                    Kupida ostre strzały !"
                                                    A co do wierszy, to w czasach juniorskich otrzymałam parę wierszy od jakiegoś
                                                    boksera - startującego na Spartakiadzie Młodzieżowej i do dziś je posiadam.
                                                    Brzoza - pamiętam jak mówiłaś, że posiadasz stare utwory jd - i wyciągniesz na
                                                    światło dzienne.

                                                    A co do tenisa , to są kłopoty i nie wiem jak sobie z tym poradzić, nie chodzi
                                                    o Capriatti, ale Samprasik powie nie - i nie ma siły.
                                                    Zaczekam na pierwszy trening klubowy w grupie i z daleka będę ich obserwować.
                                                    Nawet nie wiecie jak mi na nich zależy by bardzo dobrze grali. Zobaczę i
                                                    strasznie jestem ciekawa jak będą reprezentować się w klubie?
                                                    Jak wypadną na tle rówieśników. Byle do czwartku, bo w ten dzień planujemy
                                                    pierwsze wejście do klubu i zapisy.
                                                    Dwa lata czekałam na to i będziemy reprezentami klubu. Oni muszą zobaczyć jak
                                                    inni się pocą i wiedzieć po co się pocą.

                                                  • Gość: jd Re: Lwie sianokosy i zabawy podwórkowe IP: *.acn.waw.pl 09.09.03, 22:19
                                                    Kołakowski bardzo dobry, ale trudny. Podobnie Schopnehauer, niezależnie od tego
                                                    co to jest. Reszta dobra, choć nie znam tego fryzjera. Rita, palanta
                                                    wytłumaczę, ale w chwili spokojniejszej. To był taki polski baseball.
                                                    Aleksy Tołstoj to nie są szczyty literatury, więc rzuć jeśli jest nudno.
                                                    Brzoza nie wyciągnie na światło dzienne.
                                                    Powodzenia dla dzieciaków w tym poważnym klubie.