Gość: bolesław śmiały
IP: *.chello.pl
02.12.07, 14:34
Przyznaję się że kilka razy zdażyło mi się donieść na moich kolegów
z pracy. Wielkiej krzywdy im raczej nie wyrządziłem, ale fakt
donosów jest niezaprzeczalny. Oto kilka autentycznych przykładów
1. Gdzieś końcówka lat siedemdziesiatych. Jedziemy w ramach pociągu
przyjażni do wschodniego sąsiada. Każdy coś tam miał drobnego na
handel. Ale kilka osób specjalistami się okazało: wieżli z kilo-
gram niemieckich pisemek pornograficznych. Juz kombinowali jak by
to rozłożyć wśród innych bagaży. Szlag mnie trafił , bo plama i
kłopoty dla całej grupy. Więc doniosłem. Obudwaj panowie nie
pojechali. Nadal pracowali, nic nie wiem aby byli szykanowani.
Żrobiłem żle czy nie?
2 Lata siedemdziesiąte. Nagłe zgody na wyjazd do Niemiec. Moi znajomi
zza Gutkowa zgodę otrzymali w czwartek na wyjazd we wtorek. Komenda
nt miejscowy im przywiózł, sugerując wykup za psie pieniądze kilku
wartosciowych rzeczy z domu. Niedwuznacznie przy tym stwierdzał że
zgoda może być cofnieta. Więc oddali za darmo. Doniosłem.
Przeniśli go gdzies do konwojowania czy cos.
3 Lata osiemdziesiąte. Zaraz po stanie wojennym.Widzę wieczorem , że
na torach kolejowych kilku młodzieńców coś majstruje. Nie wiem co
dokładnie robili ale wyglądało mi to na próbę rozkręcenia torów
Zgłosiłem. Czy ich złapali nie wiem
Powinienem mieć wyrzuty sumienia z tych powodów czy nie? Donosiłem
przecież komunistycznej bezpiece a sam zwolennikiem ustroju nie byłem
Nie myslałem o wzmocnieniu włady komunistów, myślałem o ukróceniu
skur.....stwa. Jak dziś na to patrzeć?