Dodaj do ulubionych

olać mazury!

IP: *.olsztyn.mm.pl 10.08.08, 21:18
taki tam tekścik z Wprost

www.wprost.pl/ar/135804/Olac-Mazury/
Za spadek turystów na Mazurach nie odpowiada ani ubiegłoroczny szkwał, ani
niepewna pogoda, ani brak odpowiednich warunków sanitarnych. Winni są
właściciele hoteli, pensjonatów, pól namiotowych, czarterów, plaż, knajp,
parkingów a nawet szaletów. Wszyscy, jak jeden mąż, prowadzą wobec turystów
politykę rabunkową. A kto zdziera bez opamiętania, sam w końcu będzie chodził
boso…
Mazurskie "kurorty" są przereklamowane jak sprzedawana w prowizorycznych
budach na ich głównych promenadach ryba – nieświeże, niesmaczne, a czasami
nawet śmierdzące. Po ich „spożyciu" zbiera się na wymioty, a w najlepszym
wypadku męczy nas zgaga. Głównie finansowa, bo żeby wypocząć w Mikołajkach czy
Giżycku trzeba mieć portfel grupy jak kapitan łajby, który za jedyne 100 zł od
osoby, zabiera nas w niepowtarzalną podróż po najpiękniejszym polskim
jeziorze. Trwa ona 15 minut, sprowadza się do podziwiania przybrzeżnych
szuwarów, a schodząc na ląd po spróchniałej rampie zauważamy brak telefonu i
zegarka.

Kto ceni sobie kontakt z przyrodą stwierdzi, że pieniądze nie są najważniejsze
i rozbije namiot w lokalnym parku, dziko zaadoptowanym na pole namiotowe. Ale
jako przyjaciel Matki Natury nie będzie zapewne załatwiał swych
fizjologicznych potrzeb prosto do jeziora. Za każdą wizytę w portowym szalecie
skleconym z dwóch starych szkolnych ławek wyłoży 2 zł, a gdy przyjdzie mu
wziąć prysznic (bo po wykąpaniu się w jeziorze cuchnie jak śnięty sandacz),
wybulić nawet 10 zł (autentyczna cena za korzystanie z prowizorycznego
prysznica na polu namiotowym w Giżycku). Na szczęście jego dziecko jest
jeszcze małe i całe mieści się do umywalki, a korzystanie z niej kosztuje
jedyne 4 zł.

Nasz bohater (w heroistycznym tego słowa znaczeniu) żywił się będzie
oczywiście w budzie na deptaku. Ze zestaw składający się ze 100-gramowej
kiełbasy i porcji frytek usmażonych na tym samym co ona tłuszczu zapłaci bez
mrugnięcia okiem 20 zł. Potem, leżąc z podejrzeniem wyrostka w pobliskim
szpitalu, z nudów opisze swoje przeżycia na jakimś blogu, uznając Mazury za
najwspanialsze miejsce na ziemi. Gdy po dwóch dniach wyjdzie ze szpitala,
zwinie namiot i pójdzie go spakować do samochodu, dowie się, że za jego
tygodniowy postój przez tydzień musi zapłacić 200 zł.

Niestety przez ostatnie lata przyzwyczailiśmy "przedsiębiorców" z Mazur do
tego, że mogą z nas zedrzeć ostatni grosz, a my jeszcze wyjeżdżając będziemy
całowali ich po stopach. Doili nas na każdym kroku – w knajpach, portach,
hotelach i sklepach. Za chrzczone piwo kazali sobie płacić więcej, niż
najlepsze puby na Starym Mieście Krakowa czy Warszawy. A gdy w tym roku pół
Polski odwróciło się do nich plecami, opluwają los za złą pogodę i psioczą na
nadmorskie kurorty, które rzekomo odebrały im turystów.

Tymczasem sami turyści po doświadczeniach ostatnich lat nareszcie zrozumieli,
że na Mazurach Polska się nie kończy. A jeśli już, to na pewno nie na ich
"kurortach", które przez dwa miesiące w roku przypominają wielki rozpadający
się skansen, pękający w szwach od głośnych i nawalonych „miłośników
żeglarstwa". W takich warunkach łatwiej złapać chorobę weneryczną niż kontakt
z przyrodą. Na szczęście w Krainie Wielkich Jezior jest także mnóstwo
mniejszych, bardziej przyjaznych przybyszom (oraz ich portfelom) miejsc. Co
ciekawe, wiedzą o nich Niemcy i Francuzi i bynajmniej nie odwiedzają ich z
oszczędności...
Autor: Łukasz Bąk
Obserwuj wątek
    • Gość: turist Re: olać mazury! IP: *.ols.vectranet.pl 10.08.08, 22:18
      ja z tego powodu leje na zakopane (choć ceny są nieco niższe tam).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka