Gość: Richelieu*
IP: 217.98.107.*
04.06.04, 01:57
bo biedny zje chleb ze smalcem posypie szpyrkami od święta i cześć.
Wegetarianin je warzywa. Wyłącznie. Co z okresem zimowym? Poza warzywami
długoterminowymi, ziemniakami, marchwią, ew. jabłkami, warzywa są
sprowadzanie.
Powiedziano już to przy jednej z dyskusji, jak ma się Wasza miłość do
zwierząt do napędzania rynku żywności egzotycznej. Nie lepiej własnoręcznie
zasadzić w ogródku? Nie lepiej kupić na targu wtedy gdy jest dostępne krajowe
i gruntowe? A w czasie zimy gdy organizm potrzebuje innego rodzaju pożywienia
jeść pokarmy dostępne w sklepach? Nie żadne pomidory bezsmakowe. Latem można
sobie uprawiać wegetarianizm, są na to możliwości i klimat sprzyja jedzeniu
lekkostrwnych pokarmów. Zimą wegetarianizm to, uwaga! będzie ostro,
fanaberia. Bo aby zachować właściwą gospodarkę organizmu trzeba warzyw zjadać
więcej i więcej wydawać na nie. I niech kto teraz powie, że ugotowanie zupy
pomidorowej na kościach na 1,5zł i koncentratu pomid. jest droższe niż te
Wasze zimowe warzywka.
Właśnie, co z zupami, czy gotujecie je na mięsie, czy standardowo wersja dla
leni (czyli m.in. mnie) wegeta i olej.
I co z czasami sprzed 15 lat. Sklepy ze zdrową żywnością były zapyziałe, nikt
tam nie chodził, żywność częto przeterminowana. Zimą warzyw i owoców jak na
lekarstwo, łatwo można było wpaść w brak witamin, nie mówiąc już o zwykłej
jedzeniowej rutynie. Warzyw zagranicznych nie było. Pomarańcze kupowało się
na święta tylko. Więc co wtedy? Chyba właśnie dostępność sprowadzanych
towarów wywołała nagle taką potrzebę miłości do zwierząt. Bo nikomu do głowy
nie przyjdzie w jaki sposób towar jest transportowany i ile zwierząt po
drodze ginie. Po kołami, ale i pod wpływem zanieczyszczenia od spalin, braku
ochrony prawnej i chęci przemysłowców na założenie nowej plantacji
wspaniałego produktu, w którym lubują się wszyscy wegetarianie, a przez którą
uszczuplają się areały zwierząt. Giną więc, koniec, kropka, bo się komuś
zachciało zimą zjadać poziomki.
Wegetarianizm? Pewnie, jest tyle stylów żywienia, że jeszcze jeden tworzy
jeszcze barwniejszą strukturę. Ale mówienie przy tej okazji o zwierzętach, że
ja to bym nie zabiła. Bzdura. Fakt, że korzystamy z neta, tv, lodówki i
dezodorantu jest wystarczającym powodem powiedzenia o sobie, że przez nas
zwierzęta giną. Wegetarianim jest dostępny tylko regionom o klimacie z
okresem wegetacyjnym całorocznym. Wtedy można sobie przebierać w owocach. W
klimacie zimnym, suchym, nieprzyjaznym dla rolnictwa wegetarianim jest
fanaberią, czym bardziej nieprzyjaznym tym większą fanaberią. Myślicie, że z
czego buddyści z Tybetu robią swoje jurty? Z wikliny czy z bawełny made in
china, no tak krajowej kurde. Albo co jedzą w czasie zimy? Sieją na tym
pustynnym stepie pszeniczkę i wyrasta, na kiełki przynajmniej była by dobra.
Widać też, że nikt z Was nie mieszka na wsi. Mówi się wieśniaki, wsiochy czy
jeszcze gorzej. Bo miastowy to taki obyty. Wieśniak za grosz nie ma miłości
do zwierząt, bo lerularnie co rok, jak mu się oczywicie powodzi, odwozi do
skupu pół tony żywca. A miastowy co? Komara zabije, ale pająka już nie. Nie
wiem czy to z miłości do pająków czy z fobii do pająków. Bo mnie na przykład
pająki brzydzą. Przyznaję się bez bicia. Na pajkąka mam Raid, hihi.
Tak więc rolnicy jak jeden mąż są be, bo zabijają, są katami (to też
określenie jednej cudownej forumowiczki, kat, hihi). I nie pomyśleliby, że
gdyby nie możliwość hodowli zwierząt wiele pól leżałoby nawet nie odłogiem,
po prostu bezużyteczna. Na glebie klasy 6. niewiele urośnie, żyto nawet
wychodzi bylejakie. Za takie żyto rolnik równie byleco by otrzymał. Jedyną
jego szansą są zwierzęta. Ale jak zwierzęta gdy wegetarianie się oburzają, że
hoduje. Niech rolnik z głodu zdechnie, ale krów nie wolno mu hodować ani
świń. Bo sami tacy delikatni, że nawet pająka.
A jeśli rolnik zechce opuścić wieś i osiąść w mieście, to rozlegnie się
lament, jak na FPraca, że wieśniaki okupują najlepsze stanowiska w Warszawie.
Nie mieszkamy w kraju mlekiem i miodem płynącym, nawet w Polsce klasa 1. i 2.
gleb jest przestrzennie niewielka, okres wegetacyjny jest krótki.
Więc nie można być świadomym wegetarianinem kochającym zwierzęta. Można być
wegetarianimem za to neiświadomym albo świadomym, ale z premedytacją
szukający usprawiedliwienia, że mięsożercy robią gorzej bo się z mięsem
stykają bezpośrednio. Ot, znowu wrażliwość głębokości kał€ży w czasie suszy.