Forum Kobieta Moda
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    ŻYCIE W ZAKONIE.... :|

    21.05.05, 00:13
    Może i nie jest to post o temacie nadającym się na to forum, ale postanowiłam
    napisać właśnie tu, bo forum Kobieta to już od dawna totalne dno, a tu
    jeszcze są chyba myślące jednostki :]
    Otóż miałam dzisiaj okazję porozmawiać sobie z pewną siostrą zakonną. W sumie
    od dawna mnie to zastanawiało, ale dzisiaj po prostu nie mogę uwolnić się od
    myśli JAK SIĘ ŻYJE W TAKIM ZAKONIE?? Dla mnie to jest po prostu inny świat,
    wręcz inna epoka...Życie według harmonogramu, praktycznie zero rozrywek...Nie
    ma mowy o siedzeniu rano przed telewizorem z papierosem i chipsami... :] Nie
    ma mowy o FACECIE, nie ma mowy o strojeniu się, o imprezach... o wszystkim
    tym, co dla nas jest chlebem powszednim...oczywiście zdaję sobie sprawę, że
    do zakonu i seminarium [to to już totalnie chora instytucja moim zdaniem-mam
    na myśli skumulowanie w jednym miejscu dziesiątek niewyżytych, bo tak to
    trzeba nazwać, a przecież normalnych, zdrowych, młodych FACETÓW]...no więc,
    że do tego typu instytucji ZAZWYCZAJ trafiają ludzie, którym najwidoczniej
    odpowada takie życie, to zależy odosobowości, od poglądów, od powołania w
    końcu... Tak czy inaczej po prostu nie potrafię sobie wyobrazić codzinności
    takich siostrzyczek...Życia w jakim starym, przytłaczjącym budynku, gdzie
    wszystko wydaje się być święte, a każde zachowanie nie na miejscu... :p
    Nieeee...:]
    Czekam na Wasze opinie na ten temat...
    Obserwuj wątek
      • Gość: shattered glass Re: ŻYCIE W ZAKONIE.... :| IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.05, 00:22
        kazdy ma swoj sposob na zycie.
        imo do zakonow czesto ida osoby, ktore nie umieja odnalezc sie w otaczajacej
        ich rzeczywistosci - alternatywa pozostaje od niej uciec, mozna sobie strzelic
        w leb, wyjechac do Afryki aby pracowac z biednymi albo wlasnie isc do zakonu...
        pewnie istnieje tez mozliwosc, ze osoby te czuja powolanie, aby w taki wlasnie
        sposob sluzyc Bogu, w ktorego wierza.

        nie do konca rozumiem idee zakonow zamknietych, gdzie nie wychodzi sie na
        zewnatrz ani nie rozmawia, ale na sile nikogo tam nikt nie ciagnie, wiec pewnie
        sa osoby, ktore tam sie dobrze czuja.

        mam znajoma siostre urszulanke, wspaniala osoba, rozmowy z nia mi duzo w zyciu
        daly, jest po studiach, ma trzydziesci pare lat, absolutnie nie jest jakims
        pasztetem, a wrecz ladna kobieta - zostala zakonnica, bo poczula powolanie.

        ja bym sie nie mogla zdecydowac na takie zycie, chociaz never say never :P
        To rowniez do autorki watku ;) nigdy nie wiemy, jakie niespodzianki nam los
        zgotuje.

        pozdrawiam.
        • Gość: shattered glass Re: ŻYCIE W ZAKONIE.... :| IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.05, 00:27
          aha, jeszcze jedno - piszesz o calej masie facetow niewyzytych zgromadzonych w
          jednym miejscu... a kobiety to nie sa niewyzyte? ;) jestem pewna, ze zakonnice
          maja takie same problemy jak seminarzysci czy zakonnicy ;)
          • easier_to_fly Re: ŻYCIE W ZAKONIE.... :| 21.05.05, 00:45
            Wiem wiem...z tym powołaniem to nic nie jest powiedziane... hehe:)) Może nie
            powinno się tak mówić, ale mam nadzieję, że mnie nie "najdzie" powołanie:)
            A co do tego niewyżycia...zdaję sobie sprawę, że u kobiet jest to samo...ale u
            facetów to wydaje mi się jakieś bardziej chore...nie wiem, dlaczego...tak, czy
            inaczej dla mnie to trauma.
      • Gość: Richelieu* Re: ŻYCIE W ZAKONIE.... :| IP: *.localdomain / 80.48.249.* 21.05.05, 01:19
        Co do niewyżycia.
        1. potrzeby seksualne są różnego stopnia przecież
        2. praca nad pohamowaniem własnej seksualności jest jednym z elementów
        doświadczania bliskości Boga. I przekonanie, że nie ma żadnego pohamowania, tak
        jak odbiera to "cywil", a zamiana popędu seksualnego w pracę na rzecz, na
        przykład na rzecz bliskości z Bogiem. Praca nad popędami ma rozwijać osobowość
        i takie tam;) Choć życie zakonne nie polega konkretnie na rozwijaniu osobowości
        a na poglębianiu relacji duchowej. Sekualność jest problemem więc tylko w
        pierwszym etapie dojrzewania do święceń
        3. brak konktaków seksulanych przez okres długi sprzyja zanikowi potrzeby ich
        realizacji. Ta długość zależy oczywiście od indywidualnych skłonności.
        Długoletni zakonnik jest już być może psychicznym impotentem i chociaż stosunki
        takiego od czasu do czasu, np co 10 lat ;), pozwoliłyby mu przypomnieć co
        stracił, to jednak w końcu nie został zakonnikiem po to aby opanowywać własne
        pożądania. Więc czym bardziej "normalny" facet i czym bardziej lubił seks przed
        święceniami, tym bardziej jego "ofiara" wydaje się być większa.

        4. strojenie się, imprezy są chlebem powszednim dla młodzieży. Wg statystyk już
        pierwsze dziecko gwałtownie obniża częstotliwość imprezowania tym silniej im
        bardziej dotyczy tradycyjnej społeczności. Młodzież zakonna na pewno rekrutuje
        się spośród tej części, która za imprezami nie przepada, a w sumie wcale nie ma
        tak powszechnej ochoty na imprezowanie jak możnaby sądzić po asortymencie
        sklepów z ciuchami imprezowymi

        5. zachowanie nie na miejscu. Tobie też wiele zachowań wydaje się być nie na
        miejscu bo też ulegasz jakiemuś schematowi zachowania. To co jest dla
        nas "obciachem" jest typowym przykładem zachowania nie na miejscu, a główny
        problem polega nie na obiektywnej licznie tyc zachowań, a na indywidualnym
        przekonaniu co do wielkości zakazów ograniczających jego wolność. Dla głęboko
        przekonanej o słuszności swego zakonnego życia zakonnicy liczba zakazów
        ograniczających jej wolność będzie dużo mneijsza niż dla statystycznego
        Kowalskiego. Zakonnica każdy zakaz zrozumie jako drogę ku większej bliskości
        Bogu i tym chętniej będzie go przestrzegać. Kowalski się zbuntuje bo nie ma
        ideologii tłumaczącej zakaz.

        6. no i zakonnicy też mają rozrywki, znaczy czas wolny, a fakt że nie chce im
        się w tym czasie iść na imprezę nie świadczy o tym, że to zasuszone w wieku 25
        lat, stare puszczyki, które odarte z cielesności wiszą między ziemią a sensem
        tabernakulum.

        7. i sama jestem raczej neiwierząca, ale sposoby na życie drugiego szanuję.
        Dopóki nie przekracza granic normalności, którą to przekroczył Paetz, Rydzyk i
        Jankowski i pare elementów w habicie też
      • zettrzy Re: ŻYCIE W ZAKONIE.... :| 21.05.05, 04:36
        > nie ma mowy o strojeniu się,

        tak, tego sobie ABSOLUTNIE nie potrafie wyobrazic. Ale tylko tego. Co do reszty,
        to np. zycie w armii lub praca w korporacji bardzo czesto wymagaja rownie
        wielkiej zdolnosci do negacji wlasnej indywidualnosci. A jakos nikt nie
        postrzega tych innych grup jako nieprzystosowanych spolecznie.
      • Gość: kolezanka_wrobelka Re: ŻYCIE W ZAKONIE.... :| IP: 5.3.* / *.proxy.aol.com 21.05.05, 04:52
        ja chcialam dodac, ze moja znajoma, po dwoch kierunkach studiow, ladna i
        swietna - poszla do zakonu. zamknietego. ale ten jej zakon to jakis high-life
        zakonski, bo musiala znac dwa obce jezyki, zeby byc "przyjeta".
        ona zna, oczywiscie, ze zna - i teraz jest w zakonie (zamknietym) we Francji -
        wiem tylko, ze jest, niestety przestala sie z kimkolwiek kontaktowac.
        szkoda :(
        a idea jest bardzo OK.
        swojego czasu (czyli DOSC dawno) bylam kilkakrotnie na rekolekcjach i nie
        rozumiem - co wy chcecie od siostr??? poznalam same spoko babeczki
        interesujace, mlode, ladne, studiujace - i jeszcze modlace sie i zyjace wg
        pewnych regul.
        a ogolnie przestrzeganie regul nie jest zle. zwlaszcza w wychowaniu.
      • Gość: Klara Re: ŻYCIE W ZAKONIE.... :| IP: *.4web.pl 21.05.05, 09:35
        Pewnie ileś z tych kobiet ucieka...przed czym, to kazda wie najlepiej
        sama...ileś ma powolanie, ileś poszlo , pobędzie tam do slubów i wyjdzie zanim
        je złozy...różnie to bywa

        Nie sądzę, żeby problemem było to, że się nie stroją - mają habit , identycznie
        jak kobieta pracująca w policji, strazy miejskiej czy w wojsku ma mundur.W
        wiekszości zakonów dostępne są normalne środki przekazu,łącznie z internetem, a
        wiele zakonnic studiuje, niektóre pracują naukowo jak s. Malgorzata
        Borkowska,historyk która fascynujaco pisze o kobiecych zakonach w Polsce[*jak
        ktoś chce moge podać bardzo bogatą bibliografię zakonną, bo kiedyś mnie to
        interesowalo.]
        Zakon oprócz dyscypliny daje coś w zamian- poczucie bezpieczeństwa, którego
        brak na zewnatrz...Inną sprawą sąakony zamkniete, jak np. krakowskie klaryski i
        kameduli na Bielanach w Krakowie - to s zakony o bardzo surowej regule.
        zamknięte, kontemplcyjne , w tym drugi opary na regułach eremickich...Tutaj
        motywacja może być najrożniejsza, ale czasem sobie myslę, że mozna przyzwycaić
        się do wszystkiego - jesli zyjesz tam 5 lat, dasz radę i 10 i 15, nie
        wychodzisz, nie widzisz świata , nie masz już za czym tesknić...Nie wiem jak
        jest teraz, kiedyś u kamedulów nie wolno bylo opuścić pustelni nawet na pogrzeb
        ojca czy matki - jesli jesteś aż tak oddzielony od swiata, w pewnym momencie
        trudno do niego wrócić
        • easier_to_fly Re: ŻYCIE W ZAKONIE.... :| 21.05.05, 09:50
          heheh...:] Tak się zastanawiam, dlaczego wszyscy największy problem robią z
          tego, że się "nie stroją". Nie uważam tego za ich największy życiowy
          problem...wymieniłam po prostu jedną z naszych codziennych czynności, równie
          dobrze można by napisać "nie mogą siedzieć przy komputerze 6 godzin
          dziennie"... :] Jak już pisałam, zdaję sobie sprawę, że ZAZWYCZAJ trafiają tam
          osoby, który wiedzą, na co się decydują, łącznie z tym wszystkim, o czym my tu
          piszemy...I chodzi mi właśnie o to ich codzienne życie...
          • klarak Re: ŻYCIE W ZAKONIE.... :| 21.05.05, 09:59
            ja mysle, ze to jest tak, ze swiat jest zbyt skomplikowany dla wielu osob.
            trzeba dokonywac tysiecy wyborow, i czesto zadna z opcji nie jest dobra. taki
            uporzadkowny swiat jak w zakonie (albo np. wsrod ortodoksyjnych zydow), gdzie sa
            jednoznaczne odpowiedzi na wiele pytan, daje poczucie bezpieczenstwa (jesli
            chodzi o ortodoskyjnych zydow, to czytalam, ze wielu np. muzykow z francji
            wolalo pojechac do izraela i zyc w kibucu niz sie szarpac dalej, mogac
            teoretycznie wszystko). a jak sie czlowiek tak nie szarpie to moze sie skupic,
            wyciszyc. wielu osobom to potrzebne. akurat zakon mnie nie podnieca, bo nie
            jestem wierzaca i wole sie sama meczyc ze swoimi pytaniami, ale rozumiem te
            potrzebe.
          • Gość: Klara Re: ŻYCIE W ZAKONIE.... :| IP: *.4web.pl 21.05.05, 10:06
            Ale to nie jest zaden problem - wymieniłaś jedną z rzeczy, która ma ekwiwalenty
            w zyciu poza murami:) Nie kazda kobieta poza murami też się stroi, prawda? Są
            kobiety, które tak jak zakonnice - myją się i uzywają kremu, ale już nie malują
            się, aby uwypuklać czy tuszować cos. Życie seksualne jest spreczne z doktryną -
            - bodajze istnieją 3 rodzaje powołań: do małżeństwa, kapłaństwa*zakonu i zycia
            w samotności - one po prostu wybieraja jedno z nich i konsekwencje z tym
            zwiazane.

            Identyczne zasady obowiązują choćby w wojsku, gdzie równiez czas
            zagospodarowany jest wg harmonogramu. Zakonnice mają bodajże 2 godziny tzw.
            rekraaacji czyli czasu wolnego, kiedy mogą robic , co chcą *oczywiscie bez
            przesady:))) No cóż, jesli ktos idzie do zakonu to wie, na co sie decyduje,
            podobnie jak lekarz, ktory pracując w szpitalu a priori zaklada, że bedzie tam
            spędzal na nocnych dyżurach kilka nocy w miesiacu, choć wolały spać we własnym
            łóżku.

            Natomiast brak zrozumienia dla ludzi idących do zakonu, wynika
            najprawdopodobniej w tego, że nie rozumiemy ich toku myslenia .Miałam kiedyś
            znajomą - dziewczyna dostala się na dzienną medycynę - przetrwala pierwszy
            rok,ktory wykasza wielu studentów, niezle jej szło, była oczywiscie dośc
            religijna, a potem pojechala do Lourdes i po powrocie odeszła z medycyny i
            zdecydowała się pójśc do klasztoru. Wszelki kontakt nam sie urwał, wstapiła do
            jakiegoś zgromadzenia . Dla większości z nas to jakaś nienormalna decyzja - dla
            niej, miała sens
            • easier_to_fly Re: ŻYCIE W ZAKONIE.... :| 21.05.05, 10:14
              Dokładnie! Po prostu nie mogę pojąć takiego toku myślenia. Oczywiście
              absolutnie nikogo nie potępiam, zastanawiałam się tylko jak można zdecydować
              się na takie ŻYCIE, bo nie mówimy przecież o kilku miesiącach, czy
              latach...Zgadzam się też z opinią klary bodajże; że świat dla wielu osób jest
              zbyt skomplikowany, a życie wedle jakiegoś harmonogramu jest bezpieczniejsze i
              ardziej harmonijne... W tym wszystkim zastanawia mnie właśnie najbardziej to,
              że którejś pięknej, mądrej dziewczynie [o jakich piszecie] może przyjść do
              głowy, by wyrzec się tak wielu rzeczy!! Cholera, przecież świat jest taaaaki
              interesujący i jest w nim tyle rzeczy do zrobienia, do spróbowania! A wielu z
              tych rzeczy zakonnicom nie będzie dane spróbować...No ale TAKIE świadome
              wyrzecznie można już chyba nazwać powołaniem... :]
        • bardzozielonykot Re: ŻYCIE W ZAKONIE.... :| 21.05.05, 22:31
          poprosze o tą bibliografię zakonną, na maila gazetowego:)
          • Gość: Klara Re: ŻYCIE W ZAKONIE.... :| IP: *.4web.pl 21.05.05, 23:42
            Sprawdż skrzynke - powinna już byc:)
      • Gość: Evita Re: ŻYCIE W ZAKONIE.... :| IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.05.05, 10:24
        Mysle ,że do bycia zakonnica potrzebne jest powołanie. I wtedy nie ma problemu
        ,że nie mozna palić, stroic się itp. Bo powołanie jest silniejsze od wszystkich
        pokus.
      • Gość: m Re: ŻYCIE W ZAKONIE.... :| IP: *.saska.krakow.pl 21.05.05, 10:45
        wiesz, ja słyszałam, że moda koscielna jest bardzo rozbudowana - liczy się, u
        kogo szyjesz swoj habit lub, jeśli jesteś księdzem, sutannę, materiał,
        wykończenie...
        zresztą dla mnie habit byłby czasem błogoslawienstwem - wstaję rano i od razu
        wiem w co się ubrać :)

        gdy byłam jeszcze mała i wierząca, stwierdziłam, że mogłabym zoistać ksiedzem,
        ale nie zakonnicą. księża mają chyba więcej wolnosci...
      • parapluie Re: ŻYCIE W ZAKONIE.... :| 21.05.05, 10:53
        jakieś sto metrów od mojego domu jest zakon.Sióstr jest dużo,zwałszcza
        młodych.Mają przedszkole,wyjeżdżają na misje,pielegnują ogród i robią jeszcze
        wiele innych rzeczy.Sprawiaja wrazenie wesołych i otwartych.Miałam keidyś
        lekcje religii z jedną taką siostrzyczką-gralismy latem w piłkę,robiliśmy
        przedstawienia-ogólnie super.Moim zdaniem,jeśli ktoś czuje powołanie może być
        bardzo szcześliwy zarówno w zakonie zamkniętym jak i takim otwartm na prace z
        dziećmi itp.
      • fuzzystone Re: ŻYCIE W ZAKONIE.... :| 21.05.05, 11:03
        mow za siebie o chlebie powszednim. Ja tam nie plaszcze dupy przed telewizorem z
        czipsami i petem, imprezy mnie smiertelnie nudza w przeciwienstwie do ciuchow
        :). A seminarium jest ze zdroworozsadkowego punktu widzenia bardzo dobra
        instytucja - bo takim nieopierzonym golawasam daje przedsmak jak bedzie
        wygladalo zycie po zlozeiu slubow. Dowiedz sie ilu z nich wylatuje lub samemu
        rezygnuje..Moze przeczytaj taka ksiazke Hołowni "Kosciol dla srednio
        zaawansowanych" on tam to fajnie wyjasnia bo sam dwa razy probowal i nie wyszlo.
        Pomimo tego co sugeruja reklamy nie dla kazdego zycie polega na zarciu,
        pieprzeniu sie i imprezach. Moze niektorzy maja tak ze chca zycie poswiecic
        innym, nauce lub Bogu. To sie zdaza w przyrodzie i to nie tak rzadko. IWec jak
        nie rozumiesz to przejdz nad tym do padku dziennego, nie wydziwiaj i tyle
        • easier_to_fly Re: ŻYCIE W ZAKONIE.... :| 21.05.05, 14:35
          Książkę chętnie przeczytam, a Twój chamski komentarz pominę.
          • r.richelieu Re: ŻYCIE W ZAKONIE.... :| 21.05.05, 14:41
            chamski?
            • easier_to_fly Re: ŻYCIE W ZAKONIE.... :| 21.05.05, 14:51
              fuzzystone napisała:

              > Pomimo tego co sugeruja reklamy nie dla kazdego zycie polega na zarciu,
              > pieprzeniu sie i imprezach. Moze niektorzy maja tak ze chca zycie poswiecic
              > innym, nauce lub Bogu. To sie zdaza w przyrodzie i to nie tak rzadko. IWec jak
              > nie rozumiesz to przejdz nad tym do padku dziennego, nie wydziwiaj i tyle

              Noo, można tak powiedzieć... :P Ale nie będę tego rozwijać.
          • fuzzystone Re: ŻYCIE W ZAKONIE.... :| 22.05.05, 07:25
            chamski ??? Ja sie nie dziwie ze przywedrowalas tutaj z innego forum. Jak ise z
            rozumieniem tekstu pisanego problemy ma...i tacy na studia chodza (byc moze)
      • Gość: Oliwcia Re: ŻYCIE W ZAKONIE.... :| IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.05.05, 11:04
        A ja bym chciała wstapić do zakonu.
      • zettrzy Re: ŻYCIE W ZAKONIE.... :| 21.05.05, 17:30
        > heheh...:] Tak się zastanawiam, dlaczego wszyscy największy problem robią z
        > tego, że się "nie stroją".

        dlatego ze jestes na forum MODA, na ktorym kazdy powinien miec powolanie do
        strojenia sie, tak jak w zakonie kazdy powinien miec powolanie do zyciowego
        minimalizmu
        i tez nie uwazam ze komentarz fuzzystone jest chamski, co w nim takiego zeby az
        epitet przysunac?
      • eirenne Re: ŻYCIE W ZAKONIE.... :| 21.05.05, 22:01
        Ach te stereotypy...

      • Gość: ja czyli nie ty Re: ŻYCIE W ZAKONIE.... :| IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.05.05, 22:19
        Ja uważam, że jest to powołanie. Może nie każdy akurat lubi się stroić wydawać
        pieniądze na ciuchy i kosmetyki. Jesli dziewczyna chce wierzyć w boga i jest
        gotowa dla Niego wyrzec się wszystkiego, to czemu nie.
        Taki trochę dziwny przykład,ale niech będzie:
        Jesli chcesz zrzucic kilka kilogramow, to wyrzekasz się np słodyczy, choc sa
        pyszne i mogabyś je jeść kilogramami. Żeby osoągnąć np ładną figure, musisz sie
        wyrzec kilku rzeczy. Tak samo jest z zakonnicami. chcą być bliżej Boga i to
        jest ich cel. A żeby to osiągnąć, musza się czegoś wyrzec.
      • fuzzystone lektura ze zrozumieniem 22.05.05, 07:43
        ja zauwazylam ze moja odpowiedz wzbudzila u autorki watku neizdrowe emocje.
        Zazwyczaj wypowiadam sie dosadnie i na temat bo inaczej nie umiem. Nie bede
        przejmowala stylu polegajacego na zdrobnieniu wszystkiego i infantylnemu
        udawaniu ze jeszcze w podstawowce jestem. Zawsze myslalam ze chamstwo przejawia
        sie w takich watkach ktore czasami jakies niewyzyte osoby umieszczaja na roznych
        forach typu "z ile obciagbelybyscie psu" bo sama parokrotnie takie widywalam
        tyle ze ja natychmiast cieto (i slusznie). Jesli autorka ma problemy ze
        zrozumieniem mojej wypowiedzi i argumentacji ktora jak sadze jest prosta jak
        konstrukcja cepa (vide seminaria), to sugeruje zajecie sie rozrywkami bardziej
        intelektualnymi niz tv, imprezy etc. Jak wiadomo nadmierne ogladanie telewzji
        kosztem czytania i takich tam zubaza jazyk czego wynikiem moga byc potem
        problemy ze zrozumieniem paru zdan zlozonych.
        Pomimo uwielbienia dla ciuchow moje (jak sadze nie jestem wyjatkiem)
        postrzeganie swiata nieco wychodzi poza lansowany obecnie jedynie sluszny styl
        zycia polegajacy na - i teraz wrazliwe osoby moga nei czytac - zarciu, piciu,
        pieprzeniu sie, imprezowaniu, ogladaniu Ciao Debil etc.. Zdolnosc do refklesji
        powoduje jednak ze niektorzy widza ze jest to plytkie, i byc moze szukaja czegos
        innego - poswiecaja sie dla innych, ida do klasztoru, chodza w gory, etc.
        nie da sie ukryc ze nikt nie jest wieczny, ja sie zestarzeje i umre i
        zakupionych na ten sezon koturnow, torebki, sukienki, spodnicy, rybaczek,
        zakietow oraz nowego zegarka do trumny nie wezme, bo w nej zgnija (za wyjatkiem
        zegarka moze...)
    Inne wątki na temat:

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka