r.richelieu
21.06.05, 21:13
popularne określenie stanu chwilowej nerwówki
Ale tak faktycznie osiwieć, w ciągu dnia, dwóch, trzech, bliski kontakt z
czymś przerażającym. Nie pytam się czy jest możliwe aby osiwieć, ale co to za
przeżycie musiałoby być aby wywołać taką reakcję. I czy w ogóle można mówić o
przeżyciu, bo siwieli i tacy, którzy kompletnie tracili kontakt z
rzeczywistością, z bólu, z głodu, ze strachu. Taka metaświadomość rządząca
się wyłącznie prawidłościami fizjologicznymi, a jednak istniejąca, nie
pozwalająca zamienić człowieka w, przepraszam za wyrażenie, warzywo. I czy
mniej odporni łatwiej ulec mogą gwałtownemu osiwieniu, jakiś kawałek horroru
w tv na przykład albo niegroźny ekschibicjonista w parku i już siwizna
gotowa. Może być może.
Tylko jak to się dzieje i co to za wydarzenia. Naszło mnie. To nie może być
oblicze śmierci, chyba, że widziane przez spadającego z wieżowca, dla którego
jest nieukniknione. Może więc nieuknioność. Ale co to za świadomość ma w
ciągu ostatnich 5 sekund życia? Raczej kłębek instynktów samozachowawczych,
które wlepiają mu, stworzoną przez siebie dużo wcześniej, kliszę z wycinkami
z życia. Od tego się siwieje? Że jest poza świadomością? Że wstrząs
psychiczny, ale taki co nie psychiką a somatyką kieruje. Gdy leci siekiera to
odskakujemy. A jeśli bylibyśmy w bardzo ciasnym pomieszczeniu, ta siekiera by
leciała, a my nie mielibyśmy drogi ucieczki, to co z włosami? W końcu takie
gwałtowne siwienie jest we włosie, a nie w genach i cebulkach.
no i mam problema