cledomro
19.12.06, 16:43
czasem zaglądam do zary, choć nie do końca przekonuje mnie ich wzornictwo, no
i zawsze - naprawdę zawsze - trafiam na ekspedientki z fochami. albo przy
samej kasie, gdy już coś kupuję, panna ma humor i nie podoba jej się, że nie
mam drobnych/mam drobne, nie odpowiada na dzień dobry, ogólnie - wielka łaska,
że zostałam obsłużona. dziś po wyjściu z przymierzalni poprosiłam jedną z
dziewczyn, która składała sweterki, czy mogłaby zabrać te, których ja nie będę
kupowała. było tego 4 czy cztery sztuki (zawsze biorę dwa różne rozmiary, gdy
coś mi się podoba - to standard, że kupuję rzeczy od s do l...). na co
sprzedawczyni - to WSZYSTKO mam odłożyć? z wyraźną sugestią, że chyba
przesadziłam. te sweterki nie wisiały na wieszakach, a leżały na półkach, więc
trzeba by je ładnie zrobić, czego ja zdecydowanie nie potrafię. zresztą - i
tak to robiła.
macie podobne doświadczenia? a może jestem przewrażliwiona? czy też te
sprzedawczynie mają poczucie, że są lepsze, bo przychodzę do nich ubrana
prosto z przejażdżki rowerowej? sęk w tym, że sama kiedyś pracowałam w
usługach i podstawową zasadą było, żeby każdą osobę traktować równie dobrze.