naels
16.05.07, 11:45
Zastanawialam sie nad tym zjawiskiem juz od dawna, a bezposrednio
zainspirowala mnie wypowiedz Lizavietty w watku z cytatem z CC. Pozwolcie, ze
zacytuje:
>>lubię groszki i noszę je w kazdym sezonie a wtym
chyba przestanę bo ostnio na ślubie koleżanki gości ( kobiety) można było
podzielić na dwia grupy ubrane jednakowo:
1. Grupa "w groszkach"
2. grupa "na brązowo"<<
I na tym forum, i w zyciu pozainternetowym spotkalam sie z cala masa
podobnych opinii: "cale zycie nosilam czerwony, ale nagle zrobil sie modny i
musze przestac, bo w czerwonym chodzi juz cala ulica", "kupilabym sobie
koturny, bo sa fajne i wygodne, ale sa takie modne, ze juz pol ulicy w nich
chodzi, musze zrezygnowac" i tak dalej. Slyszalam nawet bardziej radykalne
wypowiedzi, w stylu "nie kupuje modnych rzeczy, nie chce wygladac, jak klon"
czy "ja mam wlasny styl, nie bede sie ubierac, jak mi jakis glupi projektant
kaze". Jakas nowa moda na kontestacje mody?
No a jak to jest w koncu z tym "wlasnym stylem"? Mozna cale zycie uwielbiac
groszki, byc im wiernym w kazdej epoce paskow czy kratek, ale nagle zapalac
do nich szczera nienawiscia i wyrzucic z szafy, bo zrobily sie modne? Czy w
takim razie wlasny styl polega na tym, zeby sie za wszelka cene odrozniac od
reszty ulicy, bez wzgledu na to, co sie ma na sobie?