roman_j
16.08.02, 11:28
Wczoraj nad Płockiem przeszła niezłą nawałnica (przynajmniej nad
Podolszycami, gdzie mnie zastała w czasie spaceru). Deszcz lał tak
intensywnie, że widoczność spadła do kilku metrów, a wiatr wiał z taką
zaciekłością, iż bałem się, że wiata przystanku, na którym się skryłem,
odleci. Ciekaw jestem, czy w całym Płocku tak lało, bo kiedy wracałem z
Podolszyc, autobus raczej płynął jak amfibia niż jechał. Tymczasem dziś w
Gazecie nie znalazłem na ten temat żadnej wzmianki. Czy po powodziach w
Niemczech, Austrii i Czechach takie lokalne "minikataklizmy" po prostu nam
powszednieją? Jak myślicie? Czy można przywyknąć do tych anomalii (tym
bardziej, że dziś mamy piękne słońce i niewiele śladów po wczorajszym
deszczu)?