stan.borys
23.10.07, 10:29
Z dr. RAFAŁEM CHWEDORUKIEM, politologiem, rozmawia Krzysztof
Lubczyński
Czy to początek końca PiS-u?
– Nie sądzę. Koniec tej partii nastąpi, ale niezbyt prędko.
Jednak w wyniku utraty władzy przez Kaczyńskich posady może utracić
nawet około 70 tysięcy osób. Jeśli do tego dołączyć ich rodziny, to
ofiar tej porażki może być bardzo dużo. Nie zezłoszczą się oni na
przywódców i nie zbuntują?
– Myślę, że odejścia z PiS-u będą jednostkowe, tak jak Sikorskiego
czy Marcinkiewicza. W PiS-ie nie ma żadnego zwartego środowiska
opozycyjnego wobec Jarosława Kaczyńskiego. Sytuacja, jaka obecnie
się wytworzyła, spowoduje zwarcie szeregów w celu przetrwania.
Nastąpi bowiem zmiana klimatu politycznego, fala wezwań do
pojednania narodowego, m.in. w kontekście rozmaitych wyzwań
cywilizacyjnych. To będzie atmosfera nieprzystająca do
dotychczasowej polityki PiS-u, który będzie musiał na początku
przeobrazić się w konstruktywną opozycję, skłonną do poparcia
racjonalnych decyzji rządu. Z drugiej strony, aby mieć szansę na
prezydenturę, PiS będzie musiał atakować Platformę. Myślę, że PiS
nie wybrał jeszcze zasadniczej strategii ataku na rząd. To dla nich
nowa sytuacja, bo po raz pierwszy od kilku lat utracili inicjatywę
strategiczną. Myślę, że od pozorowania konstruktywnej opozycji PiS
szybko przejdzie do ostatecznego, ostrego boju o wszystko, o
prezydenturę i o kolejne, szybkie wybory parlamentarne. Za PiS-em
stanie jego elektorat, który ten język i styl działania uznał za
swój i który nie miałby dokąd pójść, nawet gdyby chciał. Dla nich
nie ma prawicowej alternatywy.
Nie przewiduje Pan jednak atrofii PiS-u nawet na dłuższą metę?
– W perspektywie długoterminowej sytuacja takiej prawicy, jaką
stworzył Kaczyński, będzie trudna. PiS przegrał wybory z tego
powodu, że został przez większość społeczeństwa uznany za siłę
antymodernizacyjną, wsteczną, nieeuropejską. Elektorat PiS-u, mający
taką wizję Polski, będzie się kurczył z powodów pokoleniowych. I
albo Kaczyński będzie musiał zmienić formułę prawicowości, co nie
jest łatwe, albo będzie biernie czekał na śmierć swej partii. A
ponieważ tego nie zrobi, musi atakować już teraz, szybko.
Adam Lipiński zapowiada powrót PiS-u do władzy za cztery lata. Czy
łatwo im będzie przechować tak długo święty ogień?
– Przechowanie świętego ognia nie jest dla opozycji większym
problemem niż dla siły rządzącej. Mimo to sytuacja PiS-u będzie
bardzo trudna, jako że koniunktura gospodarcza będzie trwać, partie
antyPiS-owskie zyskały duże poparcie, a w 2012 r. będą mistrzostwa
piłkarskie, co daje szansę wykazania się nadchodzącej koalicji. To
sprawia, że PiS-owi trudno będzie uzyskać lepszy wynik niż w tych
wyborach, a nadchodząca koalicja ma szansę rządzić przez dwie
kadencje. Jeśli w PiS-ie pojawi się jakieś nowe myślenie, to dopiero
po wyborach prezydenckich.
Czy spodziewa się Pan jakichkolwiek wewnętrznych rozliczeń w PiS-ie
i szukania winnych porażki?
– Będą przetasowania, ale niewielkie. Nie spodziewam się wyrzucania
i powtórek takich sytuacji, jak z Pawłem Zalewskim.
Czy sądzi Pan, że Platforma zdobędzie się na ostre działania, jeśli
wykryje w ministerstwie Ziobry dowody na łamanie prokuratorów i inne
niecne działania?
– Myślę, że Platforma zacznie od jakiejś jednej symbolicznej sprawy,
którą będzie nagłaśniała, nie dążąc faktycznie do jej wyjaśnienia.
Będzie głosiła hasła umiarkowania i zgody, wyjmując od czasu do
czasu jakiś bicz boży na PiS, jeśli ten będzie ją zbyt ostro
atakował.