xxmjxx
03.12.08, 18:18
Mój mąż nie da nic powiedzieć na swoją matke do tego stopnia, że kiedy ona mnie urazi czymś, to on albo się wyprze, że czegoś takiego nie mówiła albo wogóle nic sobie z tego nie robi.
Jeśli chodzi o nią, to doprowadza mnie do ostateczności. Uważa, że on powinien być na każde jej zawołanie, pomimo tego, że ma trójkę dorosłych dzieci bez zobowiązań (my mamy 3-tygodniowe dziecko). Przykładem może tu być, że w dzień przed naszym weselem, kiedy byłam dość wysoko w ciąży i calutki dzień (trzec z kolei zresztą) zajmowałam się przygotowaniami, to nie dość, że nawet nie zapytała czy coś pomóc, to kazała się synkowi zawieźć, żeby kupić buty. Kobieta zdrowa, w kwiecie wieku nie mogła wiąść na 20 minut w autobus. Wtrąca się we wszystko. Odwiodła go od ślubu kościelnego (nie rozmawiając o tym ze mną). Mąż ciągle mówił, że chodzi o pieniądze, a dopiero potem przyznał się, że, to był pomysł mamy. Namawiała go na zmianę pracy. Ja podchodziłam do tego sceptycznie i odradzałam, bo miał stałą dobrze płatną pracę, a niedawno jego mama mówi do mojej mamy, że bardzo dobrze, że nie podjął pracy, bo mało płacą itp.,a wcześniej mu nagadała, że kokosy tam zarobi.
Dziś niosąc nasze zakupy powiedział, że "zawsze był wielbłądem".