Dodaj do ulubionych

rezygnacja

03.02.10, 10:27
Tydzień temu dowiedziałam się, że mam nowotwór złośliwy. Mam małą
córeczkę, którą sama wychowuję. Zawalił mi się świat, straciłam
nadzieję. Czy jakikolwiek anioł czuwa nade mną, czy mogę jeszcze w
cokolwiek wierzyć? Nie czuję żadnej opieki nad sobą,nie "widzę" żadnych
pozytywnych znaków, czuję się strasznie samotna w swoim cierpieniu....
Tak bardzo się boję...
Obserwuj wątek
    • k1234561 Re: rezygnacja 03.02.10, 10:58
      Tylko się Kochana nie załamuj.Jesteś silna babka,dasz radę,wierzę w
      to!
      Nikt przecież nie powiedział,że to wyrok.Może uda się jakimiś
      sposobami medycznymi Tobie pomóc.Nie możesz się teraz załamać,płakać
      i czekać na śmierć.
      Masz małą córeczkę,małego aniołka,dla niej powinnaś zebrać się w
      sobie,zawziąść się i walczyć z choróbskiem ile sił Ci starcza.Nie ma
      co się załamywać i rozczulać tylko śmiało do przodu.Zacznij myśleć
      pozytywnie:żadne choróbsko nie będzie mną rządzić.Wiem,że to bardzo
      trudne,ale w Twojej sytuacji jedyne wyjście to pozytywne
      myślenie.Będzie dobrze,bo musi być dobrze,nie ma innego wyjście,ale
      najważniejsze,żebyś to Ty w to święcie uwierzyła!
      Pomódł się gorąco do Anioła Stróża i Archanioła Rafaela.
      Głupie to może co napiszę,ale postanów coś sobie,obiecaj coś "Tym
      na górze",np.do Częstochowy pojedziesz podziękować jak
      wyzdrowiejesz,będziesz się częściej modlić itp.cokolwiek
      chcesz.Tonący brzytwy się chwyta,może coś pomoże,a na pewno nie
      zaszkodzi.;)
      Trzymam za Ciebie kciuki,będę się modlić o Twoje szybkie
      wyzdrowienie,serdecznie Cię ściskam i całuję.Jestem przekonana,że
      wszystko będzie dobrze.Może nie tak od zaraz,od jutra,ale będzie
      dobrze....musi być!!
      Trzymaj się!JAk znajdziesz czas to pisz na bieżąco co u Ciebie.
      Pozdrawiam
      Anika
      • fotek12 Re: rezygnacja 03.02.10, 11:48
        Dziękuję Aniko!Dziękuję za te słowa wsparcia, ale w tej chwili wcale
        nie jestem silna. Jakiś czas temu, już parę lat przestałam wierzyć w
        Boga (temat na dłuższą dyskusję) a byłam dość mocno wierząca.
        Zachowałam jednak wiarę (nie wiedzieć czemu) w anioły. Ale teraz i
        ona odeszła. Nikt nie wie i nic co ze mną będzie, a moja córka
        codziennie po kilka razy mówi mi,ze mnie kocha (nie wie jaka to
        choroba, ale wie,ze ciężka). Mówię jej , że będę walczyć i będzie
        dobrze, ale to są tylko słowa.....Skąd mam wiedzieć, że ktoś lub coś
        nade mną czuwa, skoro (nie pierwszy raz) tak mnie doświadcza. A może
        przyszedł mój czas....tylko czy jestem gotowa i czy moja córka jest
        gotowa?.............
        • k1234561 Re: rezygnacja 03.02.10, 14:46
          Skąd mam wiedzieć, że ktoś lub coś
          > nade mną czuwa, skoro (nie pierwszy raz) tak mnie doświadcza.

          Ja bym tu trochę oddzieliła od siebie 2 sprawy.To co Cię spotyka to
          jedno,nie ważne czy to coś dobrego czy złego,każdy z nas ma zapisaną
          już swoją ścieżkę życia od momentu przyjścia na ten świat.To co jest
          mu pisane go nie minie.To jedna sprawa.
          Druga odrębna to Bóg,Anioły,Opatrzność,cokolwiek chcesz,w cokolwiek
          wierzysz.To właśnie wiara ma Tobie pomóc przezwyciężyć te
          trudne,niekiedy dramtyczne chwile.To włąsnie do tego w co wierzysz
          powinnaś zwrócić się o pomoc,o dodanie
          wiary,siły,wytrwałości,cierpliwości itd,a nie obarczać tzw."Górę" za
          przykrości,które teraz akurat Cię spotykają.To właśnie
          Aniołom,Świętym itd. powinnaś powierzyć swoje smutki,rozterki,cały
          Twój obecny stan.Nie wyrzucać im,czemu oni na złość Tobie nadali Ci
          chorobę.Może to ma coś na celu,nie wiem co,może coś ma Ci
          uświadomić,może powinnaś skupić się na sprawach niematerialnych
          bardziej,może zbyt dużą wagę przywiązujesz do rzeczy nieistotnych w
          znaczeniu ogólnym (np.denerwujesz się bo dziecko dostało złą ocenę,a
          tak naprawdę,to w życiu nie jest istotne,czy kiedyś tam dostało 3
          czy 2 czy 6.Ważne są relacje międzyludzkie,miłość,zrozumienie itd)
          Może Twój obecny stan,ma Ci uświadomić,że to nad czym teraz się
          koncentrowałaś nie jest istotne.Pokazano Ci,że w ogromie poważnej
          choroby nagle człowiek ma już inne priorytety,co innego już się
          staje dla niego ważne.
          Nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie czy nadszedł już Twój
          czas czy nie.Nikt tu na ziemi nie da Ci odpowiedzi.Nikt z nas na
          śmierć,nie jest do końca gotowy.Zawsze zostają jakieś sprawy do
          załatwienia,rozmowy niedokończone itd.
          Muszę Ci się przyznać,że mam w rodzinie bardzo podobny przypadek do
          Twojego,stąd coś niecoś wiem na ten temat.Choroba nie dotyczy
          raka,tylko wypadku samochodowego,ale po czasie już wiem dlaczego do
          niego dojść musiało,ale to temat na dłuższy post.
          Nie wiem ile Twoja córka ma lat,ale bardzo mi się podoba jej
          zachowanie.Próbuje podnieść Cię na duchu,wspiera Cię i chce abyś
          wiedziała,że jest przy Tobie.
          Dlatego musisz,absolutnie musisz zebrać się,wstać i walczyć.Jak już
          pisałam jesteś silna (ciapowata gapa,nie utrzymywałaby sama siebie i
          dziecka i to w dzisiejszych trudnych czasach)i świetnie dasz sobie
          radę.Nie możesz się poddawać.Zobacz ile wiary i nadzieji jest w
          Twoim dziecku!Wolisz,żeby patrzyło i uczyło się,że w sytuacjach
          patowych,trzeba usiąść i siedzieć,pochylić głowę i czekać w
          milczeniu na to co się stanie.Chyba nie to chcesz aby Twoje dziecko
          widziało.Ono ma widzieć mamę silną,wytrwałą i pełną zapału do walki
          z chorobą.Nauczy się wtedy,że przeciwnością trzeba stawić
          czoła,problemy rozwiązywać i nie załamywać się byle niepowodzeniem.I
          to Ty Kochana masz tego swoje dziecko nauczyć.Masz teraz okazję i
          pełne pole do popisu.
          Ja wierzę w Ciebie,ale to stanowczo za mało.To Ty masz uwierzyć.To
          nie łatwe,ale nikt nie powiedział,że w życiu będzie łatwo.
          Głowa do góry,będzie dobrze,zobaczysz!
    • iinka Re: rezygnacja 04.02.10, 09:57
      Witam.

      Powiem z własnego doświadczenia, że to po prostu początkowy szok. Potem okaże
      się, że trzeba jakoś układać tą rzeczywistość i wtedy zaczyna się traktować
      chorobę i leczenie jako coś co przynależy do naszej codzienności.
      Ja przeszłam nowotwór złośliwy, moja mama również, więc można przeżyć i żyć na
      nowo - w pewnym sensie - bo po chorobie patrzy się na życie inaczej.
      Ja nie wiem, wierzyłam, czy nie, bo w czasie mojej choroby byłam w trakcie buntu
      młodzieńczego, ale powiem tak - po 1: być może Bóg doświadcza Cię, bo to życie
      to próba? Ja nie powiem, żebym miała sielankę życiową, ale kiedy jest źle, to
      sobie myślę, że przecież to tak na prawdę próba nas tu na ziemi. A w razie
      czego, kiedy już mam totalne zniechęcenie, to pozostaje upór i myślenie o tym,
      ile rzeczy jeszcze trzeba zrobić - to pomaga. Człowiek nawet pół przytomny
      potrafi myśleć o jakichś banałach, których nie dokończył i niejednokrotnie to go
      trzyma w upartym trzymaniu się życia.
      Tak, choroba to duża próba, ale poszukaj osób które Cię wspomogą - nie tylko
      psychicznie, bo zdrowi najczęściej tego nie potrafią, ale fizycznie - zakupy,
      zrobienie czegoś przy dziecku, itp. Jakichś znajomych z pewnością wynajdziesz:)
      czy sąsiadów. Córeczka Cię wspiera. Trzymaj się. To da się przejść.
      Ściskam
      • iinka Re: rezygnacja ps 04.02.10, 10:33
        A jeszcze - ja wiem, że to początkowo brzmi przerażająco, ale już słyszałam i
        widziałam takie rzeczy, że powiem, człowiek potrafi być silniejszy od żelaza:)
        I każdy z nas ma w sobie te możliwości, które uruchamiają się w razie potrzeby.
        Polecam poszukać jakichś np forów czy zgromadzeń osób po nowotworach - ale po,
        nie w trakcie - czy jakichś stowarzyszeń psycho-onkologicznych? Ja nie
        wiedziałam nic o chorowaniu i nikt mi nic o tym nie powiedział, moja mama już
        wiedziała, bo widziała jak było ze mną. Ze swojej strony polecam usiąść, zrobić
        sobie mocną herbatę, wziąć zeszyt i wypisać osoby zaufane, przyjazne i znajome,
        a potem bez długich rozmyślań wybrać, kogo o co można poprosić - w ramach
        pomocy. Najlepiej rozłożyć to na kilka osób. Nie zostawiaj tego na później, nie
        twierdź, że sama będziesz dźwigać wszystko - bo po co? Ludzie są po to, żeby
        sobie pomagać. Z każdej sytuacji jest jakieś wyjście i najczęściej nie jedno:D
        W razie czego pisz. Pocieszę Cię, że obecnie chemioterapia jest krótka i mniej
        inwazyjna, a włosy po niej odrastają bujne ciemne i kręcone:)
        Potem się rozprostowują i wracają do dawnej kondycji, ale grunt że odrastają:D
        Nie martw się. Będzie dobrze.
        Pozdrawiam
    • ambika Re: rezygnacja 06.02.10, 15:35
      Witaj! Jest wiele informacji w necie na temat roznych form terapii
      nowotworowych.Najwazniejsza jest silna determinacja i podjecie decyzji-Zdrowie
      to moj Cel.Podsylam dwa linki:

      www.naturalnamedycyna.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=191&Itemid=59
      www.germanska-nowa-medycyna.pl/index.php?option=com_frontpage&Itemid=1
      Znajdziesz tam nizwykla wiedze i odpowiedzi na wiele pytan.
      Napisz,gdzie mieszkasz,moze bede mogla podpowiedziec sprawdzonego terapeute
      natoralnego.
      Przytulam do serca:-)

      • iinka Re: rezygnacja 06.02.10, 21:40
        Ja powiem, żeby nie zaniedbywać leczenia szpitalnego! Miałam okazję napotkać
        stada terapeutów "niekonwencjonalnych", piłam różne paskudztwa, zalecane przez
        nich /moi rodzice chwytali się każdej okazji, żeby ratować córkę/ i powiem, że
        jeśli ktoś lubi, to proszę, ale nie daj sobie wmówić, że leczenie szpitalne jest
        zbędne.
        Przede wszystkim szpital. A potem, jak się nudzi, to można sobie aplikować te
        wszystkie "moce", zioła, wyciągi i inne dziwne rzeczy. Byle ostrożnie.
        Pozdrawiam
      • fotek12 Re: rezygnacja 09.02.10, 17:28
        Dzięki! Jakoś mi ciężko czytać wszelkie informacje i jeszcze usłyszałam
        wczoraj od pani histopatolog (bo kazano mi wrócić do pracy) że nie
        mogę, sprawa jest poważna i skomplikowana i że muszę natychmiast podjąć
        leczenie. W piątek odbieram ostateczny wynik (chyba!) i jadę do poradni
        z nim. Ale i tak wiem, że nie jest dobrze. Czułam się lepiej i znowu
        załamka. Ciągle czytam i słyszę wokół siebie, że ludzie umierają na
        raka.Trudno mi zebrać siły w tej sytuacji. Jeżeli możesz podaj namiary
        na terapeutę naturalnego. Jestem z Poznania. Pozdrawiam.
        • iinka Re: rezygnacja 09.02.10, 20:25
          Witam.
          Jeśli trzeba podjąć szybko leczenie, to radzę to zrobić - im wcześniej tym lepiej.
          Radzę przede wszystkim liczyć na szpital. Naturalne terapie stosować jako dodatek.
          Część ludzi umiera, a część żyje dalej. Nie należy patrzeć tak jednostronnie.
          Może pomodlenie się do Archanioła Michała pomoże? Dla mnie to pomoc w
          pokonywaniu przeciwności.
          Pozdrawiam
          • fotek12 Re: rezygnacja 13.02.10, 11:02
            Zaczęłam też więcej dla siebie robić w kwestii pozytywnego nastawienia
            do procesu zdrowienia. Rozmawiam z moim aniołem stróżem.
            Tak sobie myślę, że bardzo by mi też pomogło gdyby ktoś przekazał mi
            (bo to strona o aniołach) co anioły maja mi do powiedzenia, choćby z
            kart, bo nie mam znikąd dostępu do tego typu informacji
            • eleonora32 Re: rezygnacja 13.02.10, 13:50
              Witaj,
              od niedawna uczę się w szkole psychologicznej i tam spotykam się z
              wieloma "nietypowymi" zjawiskami dotyczącymi uzdrawiania siebie i
              swojej duszy.
              Podstawowy pogląd, który sobie wyrobiłam w ostatnim czasie jest taki,
              że jeśli choruje ciało, to niewątpliwie jest to wynikiem chorej
              duszy. I tutaj przede wszystkim należałoby poszukać przyczyny
              dlaczego dusza jest chora i nieszczęśliwa. Może warto pomyśleć o
              psychoterapii własnej. Oczywiście nie rezygnować z leczenia, ale
              wspomóc je wglądem w samego siebie.
              Polecam dwie pozycje literatury:
              Helinger "Porządki miłości" oraz Myss Caroline "Anatomia duszy".
              Gdybyś chciała pogadać szerzej na ten temat, to jestem do dyspozycji
              np. przez maila. Anatomię duszy mam elektronicznie mogę Ci wysłać.
              Pozdrawiam ciepło.
              • agarotti Re: rezygnacja 07.03.10, 22:10
                Fotek, jak zdrowie?, Jak wyniki? O jaką chorobę chodzi? Być może już za późno na
                polecenie lekarzy, ale mogę pomóc w kobiecej dziedzinie.

                Eleonoro, tu nie chodzi o szukanie książek a o szkołę życia, o doświadczenia i o
                udźwignięcie ciężaru z bojaźnią o przyszłość dziecka. Inaczej patrzy się na
                chorobę jak nie ma dziecka. Człowiek też się boi, ale nie ma w głowie ukochanego
                dziecka, bo nikt nie zastąpi mamy, nikt.
                Myślę, że fotek zebrała w sobie siłę do walki z chorobą, wierzę że chce wygrać,
                że nie podda się...
    • ambika Re: rezygnacja 19.03.10, 20:42
      Dawno mnie nie bylo na tej stronie:-(.Ale przesylam obiecane linki terapeutow w
      Poznaniu.

      www.iww.com.pl/go.php/pl/trenerzy_i_terapeuci/beata_wejman/nota_o_terapeutce.html
      www.czakramed.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=39&Itemid=68
      Niesamialo zapytam-jakiego rodzaju diagnoze postawiono?Czego dokladnie
      dotyczy?Moze osoby potrafiace pracowac na odleglosc wespra energetycznie?Chetnie
      sie dolacze.
      • iinka Re: rezygnacja 21.03.10, 21:22
        Ja tylko powiem, że z przesyłaniem energii jeśli nowotwór jest złośliwy i nie
        usunięty należy uważać. Wszystko wymaga dobrania. Jak chemioterapia do nowotworu
        - jeśli złośliwy.
        Mogę polecić osobę, którą ściągali do mnie lekarze, po uszkodzeniu w operacji
        nerwu - nie sądziłam że można 3 miesiące leżeć i wyć z bólu gryząc poduszkę - a
        można. Ta pani stosowała coś w rodzaju hipnozy. Potem mnie tego nauczyła jako
        auto-hipnozy. Poza typowym "zestawem" rozluźniania, oczyszczania, światła itp,
        były jeszcze konkretne zadania wizualizacyjne. Ta pani jest bodaj
        psychoterapeutą /?/ nazwisko Chodak... chyba Małgorzata. Pracuje w Krakowie.
        Jeśli chodzi o leczenie, w razie beznadziei, można szukać pomocy za granicą.
        Jesteśmy w Unii, więc fundusz zdrowia może pokryć takie leczenie. Ewentualnie
        porusza się niebo i ziemię i robi zbiórkę pieniędzy na ratowanie życia.
        Warto:)
        Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka