Dodaj do ulubionych

lęki zapisane w podświadomości a tarot

03.10.05, 09:16
Mam pytanie. Czy tarot może odzwierciedlać stan mojej podświadomości, lęki
tam zakodowane? Tarot pokazał mi dokładnie taki stan rzeczy, którego tak
naprawdę nie chcę, pokazał dokładnie to czego bałam sie. Mimo tego, że staram
się mysleć pozytywnie i w dokładnie odwrotny sposób, tarot pokazał dokładnie
taki rozwój wydarzeń, którego nie chcę, pokazał sposób myslenia i
postrzegania np. mojego związku, dokładnie taki jakiego chcę się pozbyć.
Czy to możliwe by odzwierciedłał lęki i wzorce zakodowane w mojej
podświadomośc? Co robić? Jak to zmienić?
Obserwuj wątek
    • kozica111 Re: lęki zapisane w podświadomości a tarot 03.10.05, 10:49
      Jasne ... na tym polega "ta" gra.
      • marlena.skrabulska Re: lęki zapisane w podświadomości a tarot 03.10.05, 10:59
        kozica111 napisała:

        > Jasne ... na tym polega "ta" gra.

        Mam pytanie do Ciebie droga Kozico... Co się wydarzyło, że jestes w takiej opozycji do tarota?
        • kozica111 Re: do pani Marleny 03.10.05, 13:42
          Nic, a właściwie wszystko.Nie jestem w opoozycji w sensie podważania
          jego "rad", one są często PRAWDZIWE,tylko....czy wszyscy którzy o te rady
          pytają maja świadomość ceny?A także konsekwencji?
          Ja mam /osobiste/ i z obserwacji /znajomi/.To tak jak z operacją wyrywania
          osemek w narkozie, niby prosty zabieg choc radykalny, no coz ale narkoza to
          narkoza-można umrzeć...trzeba to rozważyć.Prosze nie brać tego do siebie, nie
          mam nic wobec rad, nawet jakos tam podziwiam za poswiecony , czesto
          bezinteresownie czas, tylko to stawianie tarota to zabranie na wycieczke
          raftingową ludzi bez swiadomosci z ich strony ryzyka.
          • nika.78 Re: do pani Marleny 03.10.05, 14:06
            Może coś więcej w kwestii tych "konsekwencji"? Bo ja mam właśnie leciutki
            dylemat jeśli chodzi o to czy to drążenie tematu jest dla mnie dobre...
          • marlena.skrabulska Re: do pani Marleny 03.10.05, 14:20
            kozica111 napisała:

            > Nic, a właściwie wszystko.Nie jestem w opoozycji w sensie podważania
            > jego "rad", one są często PRAWDZIWE,tylko....czy wszyscy którzy o te rady
            > pytają maja świadomość ceny?A także konsekwencji?
            > Ja mam /osobiste/ i z obserwacji /znajomi/.To tak jak z operacją wyrywania
            > osemek w narkozie, niby prosty zabieg choc radykalny, no coz ale narkoza to
            > narkoza-można umrzeć...trzeba to rozważyć.Prosze nie brać tego do siebie, nie
            > mam nic wobec rad, nawet jakos tam podziwiam za poswiecony , czesto
            > bezinteresownie czas, tylko to stawianie tarota to zabranie na wycieczke
            > raftingową ludzi bez swiadomosci z ich strony ryzyka.

            Różnie z tym ryzykiem bywa :)
            Generalnie każdy dostaje garśc informacji, z którymi robi to, co uważa za stosowne. Niezaleznie od sytuacji, one maja służyć dobru człowieka.
            Od niego samego zależy, czy je wykorzysta, czy też nie.
            Jakieś 90 % osób przychodzi z konkretnymi problemami, szukając porady, reszta raczej z ciekawości co do dalszej przyszłości. Ci ostatni w sumie nie powinni mieć wglądu w prognozę przyszłości, bo często ujrzawszy pewne wydarzenia, o których nie mieli do tej pory pojęcia mają poczucie rewolucji, która właśnie zaczęła się w ich zyciu. Częśc z nich po prostu sie z tego smieje, a wręcz kpi z tego co mówię. Generalnie do każdej osoby należy podejśc indywidualnie. :))
    • marlena.skrabulska Re: lęki zapisane w podświadomości a tarot 03.10.05, 10:58
      nika.78 napisała:

      > Mam pytanie. Czy tarot może odzwierciedlać stan mojej podświadomości, lęki
      > tam zakodowane? Tarot pokazał mi dokładnie taki stan rzeczy, którego tak
      > naprawdę nie chcę, pokazał dokładnie to czego bałam sie. Mimo tego, że staram
      > się mysleć pozytywnie i w dokładnie odwrotny sposób, tarot pokazał dokładnie
      > taki rozwój wydarzeń, którego nie chcę, pokazał sposób myslenia i
      > postrzegania np. mojego związku, dokładnie taki jakiego chcę się pozbyć.
      > Czy to możliwe by odzwierciedłał lęki i wzorce zakodowane w mojej
      > podświadomośc? Co robić? Jak to zmienić?

      Tarot pokaże to,co jest stanem rzeczywistym, z którego często nie zdajemy sobie sprawy. Często czlowiek buntuje się przed takim obrazem bo nie chce przyjąć prawdy... tutaj nie ma pomiłuj, otrzymujemy pakiet informacji, z którymi możemy zrobic dwie rzeczy : nie przyjąc do wiadomości, lub przyjąć i rozpocząć pracę nad samym sobą.
      • nika.78 jak więc mam to rozumieć? 03.10.05, 11:34
        marlena.skrabulska napisała:

        > Tarot pokaże to,co jest stanem rzeczywistym, z którego często nie zdajemy
        sobie
        > sprawy. >
        >
        >

        Zaraz, zaraz, bo chcę dobrze zrozumieć. tarot pokazuje stan rzeczywisty - a
        wiec to jak ja teraz tak naprawdę czuję i odbieram daną sytuację czy tak?

        Podam przykład: tarot pokazał związek, który ja odbieram jako już wypalony i
        pozbawiony miłości, jako związek spokojny, solidny dający poczucie
        bezpieczeństwa na przyszłość itp. I ja rzeczywiście mam tego typu obawy, że
        kończąc ten związek tego poczucia bezpieczeństwa zostanę pozbawiona i boje
        sięczy dam sobie z tym radę, boję się tego.
        Jak to wiec jest naprawdę?.... Jak rozumieć taki przekaz tarota?

        Często czlowiek buntuje się przed takim obrazem bo nie chce przyjąć pr
        > awdy... tutaj nie ma pomiłuj, otrzymujemy pakiet informacji, z którymi możemy
        z
        > robic dwie rzeczy : nie przyjąc do wiadomości, lub przyjąć i rozpocząć pracę
        na
        > d samym sobą.

        Jak w takim razie mam to rozumieć? bo teraz się trochę pogubiła. Co powinnam
        przyjąć do wiadomości i nad czym pracować???
        • marlena.skrabulska Re: jak więc mam to rozumieć? 03.10.05, 12:12
          nika.78 napisała:

          > Zaraz, zaraz, bo chcę dobrze zrozumieć. tarot pokazuje stan rzeczywisty - a
          > wiec to jak ja teraz tak naprawdę czuję i odbieram daną sytuację czy tak?
          > > Podam przykład: tarot pokazał związek, który ja odbieram jako już wypalony i
          > pozbawiony miłości, jako związek spokojny, solidny dający poczucie
          > bezpieczeństwa na przyszłość itp. I ja rzeczywiście mam tego typu obawy, że
          > kończąc ten związek tego poczucia bezpieczeństwa zostanę pozbawiona i boje
          > sięczy dam sobie z tym radę, boję się tego.
          > Jak to wiec jest naprawdę?.... Jak rozumieć taki przekaz tarota?


          Dobrze, pokażę na Pani przykładzie. CZuje się Pani wypalona i jak rozumiem uczucia wygasły, natomiast ten związek daje poczucie stabilizacji materialnej czyli bytowej... Tarot wobec tej sytuacji pokazał, że w tej sytuacji ważna dla Pani jest owa stabilizacja, a nie uczucia... Pokazał raczej racjonalizm i pragmatyzm niż sferę eocjonalną. gdyby skończyła Pani teraz związek, odeszła od partnera, Pani życie stałoby się być może pasmem niepowodzeń, bardzo trudnych wydarzeń, które mogłyby Pania na przykład załamać... To taka opcja wybrania białego lub czarnego szlaku... Jesli czuje Pani potrzebę odejścia na pewno trafi Pani na czarny. Poza tym, Pani uczucia w tej chwili są takie, za trzy miesiące może się cos zmienić... Oczywiście może, ale nie musi... Tarot potraktował Panią bardzo przyjacielsko, bowiem pokazał to, czego Pani tak naprawdę nie dostrzega bądź nie chce zobaczyć...
          >
          >
          >
          > Jak w takim razie mam to rozumieć? bo teraz się trochę pogubiła. Co powinnam
          > przyjąć do wiadomości i nad czym pracować???

          Moje stwierdzenie dotyczyło raczej całokształtu niż szczegółów, ale trzymając się Pani rpoblemu powiem tak : niech Pani spróbuje powalczyć o swój związek, bo jest dla Pani bezpieczny... jeśli cos w nim zabrakło może warto to zweryfikować ? Jak sie domyslam jest ktoś jeszcze, kto stanowi pewnego rodzaju fascynację, być może zagrał na takich strunach jakich Pani jeszcze nigdy nie doświadczyła... spowodował inne spojrzenie na Pani rzeczywistość , która wydała sie nudna i bez wyrazu... ale jednoczesnie stanowi dla Pani niebezpieczeństwo...
          Reasumując, tarot pokazał sytuację, gdzie będzie Pani bezpieczna, a co Pani z tym zrobi to juz inna historia :)

          Pozdrawiam
          • nika.78 Re: jak więc mam to rozumieć? 03.10.05, 13:00
            Bardzo dziękuję Pani Marleno :)))

            Kłopot w tym, że ja odczuwam niesamowite przyciąganie właśnie w zupełnie inną
            stronę niż ta, którą tarot pokazuje dla mnie jako tą bezpieczniejszą. A już
            wiele razy wybierałam taką "bezpieczniejszą" ścieżke, tyle że wtedy czułam, że
            tak jest dla mnie lepiej i nie przuychodziło mi to z trudem. A teraz jest
            zupełnie odwrotna sytuacja. Choć są również obawy.
            Bardzo trudno to wszystko tak na zimno przekalkulować i wybrać
            coś "zdroworozsądkowo". Po prostu wydaje mi się, że dojrzałam chyba do tego,
            żeby podjąć jakieś ryzyko i coś zmienić... Ale jak widać tarot ma inną wizję
            tego co dla mnie dobre :)
            No i trochę mnie to rozbija...
            • marlena.skrabulska Re: jak więc mam to rozumieć? 03.10.05, 13:14
              nika.78 napisała:

              > Bardzo dziękuję Pani Marleno :)))
              >
              > Kłopot w tym, że ja odczuwam niesamowite przyciąganie właśnie w zupełnie inną
              > stronę niż ta, którą tarot pokazuje dla mnie jako tą bezpieczniejszą. A już
              > wiele razy wybierałam taką "bezpieczniejszą" ścieżke, tyle że wtedy czułam, że
              > tak jest dla mnie lepiej i nie przuychodziło mi to z trudem. A teraz jest
              > zupełnie odwrotna sytuacja. Choć są również obawy.
              > Bardzo trudno to wszystko tak na zimno przekalkulować i wybrać
              > coś "zdroworozsądkowo". Po prostu wydaje mi się, że dojrzałam chyba do tego,
              > żeby podjąć jakieś ryzyko i coś zmienić... Ale jak widać tarot ma inną wizję
              > tego co dla mnie dobre :)
              > No i trochę mnie to rozbija...


              Nie dziwię się wcale :) Ale... jeski nie chce Pani podejmowac radykalnych decyzji, prosze sobie dać czas aby sie na przykład zabezpieczyć.. Jesli Pani sytuacja materialna po podjęciu decyzji byłaby trudna, proszę pomysleć, jak ja w związku z tym polepszyć... Niech Pani liczy tylko na siebie, a nie na potencjalnego partnera, bo jest w tym wszystkim zbyt duża niewiadoma, by ryzykować tak wiele... Chyba powinna Pani mieć pełną niezależność, by w spokoju decydować o dalszym życiu.. Wtedy, w razie nieoczekiwanych trudności będzie Pani w o tyle komfortowej sytuacji, że nie będzie musiała polegać na kims innym, tylko na sobie, co w sumie gwarantuje pełne bezpieczeństwo...
              W Pani przypadku dawka zdrowego egozimu powinna się przydać..
              A tarot po prostu pokazywał Pani byc albo nie być w wyniku podjęcia zbyt radykalnych decyzji...

              POzdrawiam :)
              • nika.78 Re: jak więc mam to rozumieć? 03.10.05, 13:34
                Tak, to brzmi całkiem rozsądnie :) Choć powiem szczerze, ze
                takie "zdroworozsądkowe" myślenie przychodzi mi z trudem teraz niestety. Teraz
                mam okres niesamowitego wręcz wewnętrznego napięcia , które mam wrażenie że
                rozsadzi mnie chyba od środka jeśli czegoś z tym nie zrobię niedługo...
                Zastanawiam sie ile to jeszcze będe w stanie wytrzymać? I czy ulgę przyniesie
                mi jakieś działanie, tj. rozwiązanie tej sytuacji, czy właśnie przeczekanie
                tego napięcia aż sytuacja sama się rozwiąże (czy takie problemy w ogóle mogą
                same się rozwiązywać? -pyt.ret. :))???
                Na każdym kroku jakieś rozdarcie...
                No i do tego jeszcze "moje chcenie czegoś/kogoś" kontra "wizja mojego dobra
                widziana przez tarota" :) Jak to wytrzymać? :)

                pozdrawiam
                • marlena.skrabulska Re: jak więc mam to rozumieć? 03.10.05, 14:07
                  nika.78 napisała:

                  > Tak, to brzmi całkiem rozsądnie :) Choć powiem szczerze, ze
                  > takie "zdroworozsądkowe" myślenie przychodzi mi z trudem teraz niestety. Teraz
                  > mam okres niesamowitego wręcz wewnętrznego napięcia , które mam wrażenie że
                  > rozsadzi mnie chyba od środka jeśli czegoś z tym nie zrobię niedługo...
                  > Zastanawiam sie ile to jeszcze będe w stanie wytrzymać? I czy ulgę przyniesie
                  > mi jakieś działanie, tj. rozwiązanie tej sytuacji, czy właśnie przeczekanie
                  > tego napięcia aż sytuacja sama się rozwiąże (czy takie problemy w ogóle mogą
                  > same się rozwiązywać? -pyt.ret. :))???
                  > Na każdym kroku jakieś rozdarcie...
                  > No i do tego jeszcze "moje chcenie czegoś/kogoś" kontra "wizja mojego dobra
                  > widziana przez tarota" :) Jak to wytrzymać? :)
                  >
                  > pozdrawiam


                  Proszę postarać się wyciszyc emocje i nie podejmować decyzji chociaż do końca roku. Te same sprawy z perspektywy kilku miesięcy, nawet dni czy tygodni moga wyglądac zupełnie inaczej...
                  Pod wpływem emocji podejmuje się złe decyzje. :)

                  Pozdrawiam
                  • nika.78 Re: jak więc mam to rozumieć? 03.10.05, 14:23

                    Staram się, staram Pani Marleno, naprawdę...
                    Ale to BARDZO trudne, bo teraz jestem, mam wrażenie jednym wielkim rozedrganym
                    kłębkiem emocjii ...
                    dziękuje :)
                    • marlena.skrabulska Re: jak więc mam to rozumieć? 03.10.05, 14:30
                      nika.78 napisała:

                      >
                      > Staram się, staram Pani Marleno, naprawdę...
                      > Ale to BARDZO trudne, bo teraz jestem, mam wrażenie jednym wielkim rozedrganym
                      > kłębkiem emocjii ...
                      > dziękuje :)

                      Wiem, że trudne, nikt nie powiedział, że będzie łatwo...:)
                      Proszę jednak pamiętac, że nie może sie Pani rzucać w przepaść... :)

                      Pozdrawiam :)
                      • nika.78 Re: jak więc mam to rozumieć? 03.10.05, 14:48
                        marlena.skrabulska napisała:

                        > Wiem, że trudne, nikt nie powiedział, że będzie łatwo...:)
                        > Proszę jednak pamiętac, że nie może sie Pani rzucać w przepaść... :)
                        >
                        > Pozdrawiam :)
                        >

                        Zwłaszcza bez spadochronu... :)
                        Choć momentami korci. Po prostu dać ten krok do przodu i zobaczyć co będzie :)
                        takie dawanie sobie na wstrzymanie jest chyba czasami o wiele trudniejsze niż
                        zrobienie najtrudniejszego nawet kroku.
                        Ja mam takie wrażenie w tej sytuacji, że jak nie tutaj, teraz, już, to coś mi
                        ucieknie na zawsze i już na wszystko będzie za późno będe potem żałowała, że
                        nic nie zrobiłam...
                        Z czymś takim w głowie trudno bardzo "przyhamować" :)

                        • marlena.skrabulska Re: jak więc mam to rozumieć? 03.10.05, 15:21
                          nika.78 napisała:

                          > marlena.skrabulska napisała:
                          >
                          > > Wiem, że trudne, nikt nie powiedział, że będzie łatwo...:)
                          > > Proszę jednak pamiętac, że nie może sie Pani rzucać w przepaść... :)
                          > >
                          > > Pozdrawiam :)
                          > >
                          >
                          > Zwłaszcza bez spadochronu... :)
                          > Choć momentami korci. Po prostu dać ten krok do przodu i zobaczyć co będzie :)
                          > takie dawanie sobie na wstrzymanie jest chyba czasami o wiele trudniejsze niż
                          > zrobienie najtrudniejszego nawet kroku.
                          > Ja mam takie wrażenie w tej sytuacji, że jak nie tutaj, teraz, już, to coś mi
                          > ucieknie na zawsze i już na wszystko będzie za późno będe potem żałowała, że
                          > nic nie zrobiłam...
                          > Z czymś takim w głowie trudno bardzo "przyhamować" :)


                          Jeśli utrzyma sie Pani bez trudu, to nie stoi nic na przeszkodzie :)
                          Wszystko zalezy chyba od stopnia niezalezności, niekoniecznie od zamozności :)



                          >
                          • nika.78 Re: jak więc mam to rozumieć? 03.10.05, 15:36
                            marlena.skrabulska napisała:

                            >
                            > Jeśli utrzyma sie Pani bez trudu, to nie stoi nic na przeszkodzie :)
                            > Wszystko zalezy chyba od stopnia niezalezności, niekoniecznie od zamozności :)

                            No właśnie... trafia Pani w sedno Pani Marleno :)
                            Z tym mam problem... Chyba chciałabym/ muszę (?) sama sobie udowodnić, że
                            jestem silna i niezależna.
                            • marlena.skrabulska Re: jak więc mam to rozumieć? 03.10.05, 16:06
                              nika.78 napisała:

                              > marlena.skrabulska napisała:
                              >
                              > >
                              > > Jeśli utrzyma sie Pani bez trudu, to nie stoi nic na przeszkodzie :)
                              > > Wszystko zalezy chyba od stopnia niezalezności, niekoniecznie od zamoznoś
                              > ci :)
                              >
                              > No właśnie... trafia Pani w sedno Pani Marleno :)
                              > Z tym mam problem... Chyba chciałabym/ muszę (?) sama sobie udowodnić, że
                              > jestem silna i niezależna.

                              Dlatego pisałam, by ugruntowała Pani sobie swoja pozycję i osiągnęła chociaż podstawowy stopień niezalezności, inaczej blado to widzę :)
                              Na koniec jeszcze dodam, że warto wziąć także pod uwagę uczucia innych ludzi.
                              Nic nie jest proste i trzeba to rozpatrzyc pod wieloma aspektami. Da Pani sobie radę :)
                              • nika.78 Re: jak więc mam to rozumieć? 03.10.05, 16:25
                                marlena.skrabulska napisała:

                                >
                                > Dlatego pisałam, by ugruntowała Pani sobie swoja pozycję i osiągnęła chociaż
                                po
                                > dstawowy stopień niezalezności, inaczej blado to widzę :)
                                > Na koniec jeszcze dodam, że warto wziąć także pod uwagę uczucia innych ludzi.
                                > Nic nie jest proste i trzeba to rozpatrzyc pod wieloma aspektami. Da Pani
                                sobie
                                > radę :)

                                Właśnie, właśnie... No to idę rozpatrywać dalej... :)
                                dziękuję i pozdrawiam :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka