Dodaj do ulubionych

Urmilo pomóż...proszę...

23.01.08, 16:45
Droga Urmilo
Piszę na emaila, nie chciałam na forum. Bardzo Cię proszę o pomoc,
bo nie wiem, co robić. Sprawa jest bardzo dziwna i skomplikowana,
chciałabym pomóc, ale mam obawy, co do tego czy powinnam.
Jestem rozwiedziona, mam córkę-nastolatkę
Nie układało mi się w małżeństwie, mąż wyjechał i nie chciał zabrać
nas do siebie. Temat mojego małżeństwa jest zamknięty raz na zawsze.
Przed rozwodem poznałam mężczyznę, który mimo dużej odległości(500
km) był przy mnie, wspierał mnie, abym była silna i dała rade. I tak
rodziła się miłość. Kiedy rozwód zbliżał się ku końcowi były już
między nami plany, marzenia, moja przeprowadzka do niego, pełna
akceptacja jego osoby ze strony córki. Chcieliśmy mieć dzieci,
wybieraliśmy imiona, szukaliśmy w jego miejscowości szkoły dla
córki, pomału przewoził moje rzeczy do córki. Zakończyłam rozwód, a
on zamilkł, był, ale już inny. Ponad rok to była wielka szarpanina
emocjonalna. Dzwonił co jakiś czas, mówił że tęskni, szaleje, a nie
przyjeżdżał. Nie do zrozumienia. Mówił, ze nie umie beze mnie żyć, a
mimo to znikał. Minął rok i 3 m-ce, przyjechał na weekend. Przywiózł
moje rzeczy. Wiem, tu powinien nastąpić koniec, ale sprawa wygląda
tak:
Zaczął mówić o swoich wątpliwościach, dylematach, płacząc
jednocześnie jak bardzo kocha.
Jest osobą wierzącą bardzo mocno, bardzo się boi, że będąc się ze
mną i nie uczęszczając do Komunii Św. na starość stanie się
zdruzgotanym człowiekiem, Przyznał się też do braku akceptacji mojej
osoby ze strony jego rodziny(bo rozwódka) A on ma 38 lat, ja 36.
Przyznał, ze bycie obok mnie przy rozwodzie zszargało mu nerwy,
przyjrzał się do czego może dojść między ludźmi (on jest
kawalerem.), Tłumaczył siebie, ze boi się, ze mnie unieszczęśliwi.
Co będzie jak się rozstaniemy. Ja przecież wyjadę z rodzinnego
miasta, w którym mam stałą pracę, co będzie potem. Nie mogę się z
tym pogodzić, ze te dylematy teraz są, nie wiem gdzie były wtedy,
nie mogę zrozumieć, ze on tak daleko wybiega w przyszłość i
praktycznie tworzy scenariusz życia naszego. Każe mi ułożyć sobie
życie, błagał bym była szczęśliwa. Płakaliśmy cały weekend,
przytulaliśmy, I wiem, ze to niewiarygodne, ale bardzo się kochamy,
obydwoje o sobie śnimy, chodzimy „po ścianach” z tęsknoty, budzimy
się w nocy o tych samych porach. Mówi, ze jest taki skomplikowany,
ze sam nie rozumie siebie, ze potrzebuje pomocy.
Bardzo przeżyłam to, ze przywiózł moje rzeczy, bo dla mnie to
koniec, ale on płacząć zaczął mówić, ze może te kartony to początek
nowego. Ze jeśli jesteśmy sobie przeznaczeni to się odnajdziemy.
Wiem, ze to niesamowita miłość, boli, boli, boli. Płaczę non stop,
tak mi żal, tak kocham, a najgorsze ze wiem, ze z nim dzieje się tak
samo, on czuje to samo co ja. Jak może miłość przegrać ze strachem,
z innymi poglądami, Komunią, i to taka wielka miłość, to nie
zauroczenie, ono by już umarło. Nie wiedzieliśmy się ponad rok,
uczucia nie powinno być, a jest, ono nawet trochę nie osłabło.
Proszę pomóż mi Urmilo, nie wiem jak żyć, z jego odejściem, odeszła
część mnie, mój sens, Ja naprawdę myślałam, ze zakopałam te uczucia
głęboko w sobie, ale nie, one są ciągle takie gorące. Myślałam, ze
może prosić Boga, Anioły o to, aby pomogły mu uporać się ze swoimi
dylematami, wątpliwościami, strachem. Ale boję się, czy to nie
ingerencja w jego życie, a wiem, ze tak nie powinno się robić. Ale
wiem, ze kocha. Proszę pomóż, tak bardzo cierpię, a właściwie
cierpimy razem. Proszę. Błagam.
Obserwuj wątek
    • margaretka72 Re: Urmilo pomóż...proszę... 23.01.08, 17:00
      No tak, miałam na emaila, a jednak dałam na forum, Nie myśle, nie
      funkcjonuję...
      • k1234561 Re: Urmilo pomóż...proszę... 23.01.08, 19:11
        Patrząc na to z boku,to rzeczywiście to trochę zakręcone.Najpierw
        facet pomoga,podtrzymuje na duchu,już ma dojść do wspólnego
        zamieszkania i nagle jak grom z jasnego nieba on się rakiem wycofuje
        ze wszystkiego,ale zapewnia,że kocha.Oceniając tą sytuację jako
        osoba trzecia,z boku,z dystansu,niezaangażowana emocjonalnie w całe
        to zamieszanie,powiedziałabym,że facet stchórzył,jak sprawa zaczęła
        brnąć w kierunku ustabilizowania Waszego związku.Zasłania się
        rodziną,cos na zasadzie co ludzie powiedzą.A niech gadają,prawdziwej
        miłości ludzkie języki nie zaszkodzą.Zasłania się wiarą,że do
        Komunii nie będzie mógł pójść,teologiem nie jestem,ale wydaje mi
        się,że to nie on jest rozwodnikiem i nie powinno mieć znaczenia to
        że jest z rozwódką,ale mogę się oczywiście mylić.
        Płacz w wykonaniu 30-kilkuletniego dojrzałego faceta,że niby chce
        być z kobieta która kocha nad życie ale jakoś nie może z nia być,to
        wydaje mi się dziecinne,coś typu chciałabym a boję się.Odnoszę takie
        wrażenie czytając to co napisałaś,że on jeszcze niedojrzał do tego
        związku.Owszem,być może Cie kocha,ale wolałby wpadac od czasu do
        czasu,jak na randkę itp.,zostać parę razy na noc,spędzić z Tobą i
        córką weekend ale mimo wszystko wrócić do siebie,do swojego domu.
        Może jeszcze daj mu trochę czasu,poczekaj ,ochłoń trochę i
        wystopuj,zobacz co się z tego wykluje.Pamiętaj co ma wisieć nie
        utonie.
        Oczywiście najlepiej będzie jak Urmila się wypowie co o tym sądzi.
        Moja wypowiedz jest oczywiście subiektywna,dlatego poczekaj na
        Urmilę,bo w koncu do niej w głównej mierze adresowałaś posta.
        Serdecznie Cię pozdrawiam i życzę Ci z całego serca,aby się ta
        sytuacja jak najszybciej wyprostowała i wszystko poszło po Twojej
        myśli.
        Anika
        • kesit Re: Urmilo pomóż...proszę... 23.01.08, 22:39
          Kochana Margaretko,
          wiem ze prosisz o rade Urmili, ona z cala pewnoscia stanie na
          wysokosci zadania,mi pomogla.
          to moje zdanie, po przeczytaniu twojoego potoku mysli i tego co
          miedzy wami jest.
          tak jestes szalenczo w ni zakochana, nie widzisz poza nim nikogo
          innego, ale zauwaz ze wasze uczucue jest na odleglosc, ty sama sobie
          dajesz rade z zyciem, krok milowy rozwod,nie dalo sie nic
          uratowac,jestes slina kobieta i przeszlas przez to, moze karma z tym
          mezczyzna to wlasnie bycie z nim na tamten czas.
          pomysl rozsadnie,czy chcialabys byc z nim, jezeli on was naraza na
          taki bol.
          ten mezczyzna ucieka..wiem boli to slowo, ale docen jego szczerosc,
          kochac mozna na zawsze bedac bardzo daleko, z kims innym.
          skup mysli na sobie Margaretko, i odpowiedz sobie na pytanie co ja
          chce, czy to on daje mi spokoj, milosc,radosc...
          rok,rzeczywiscie dlugo...moze to przyjazn a nie kochanie...
          • bozenka12 Re: Urmilo pomóż...proszę... 24.01.08, 01:08
            no w sumie nie do mnie kierowalas pytania, wiec moze nie powinnam
            sie wypowiadac, ale...Zgadzam sie z przedmowczyniami w 100%. Wiesz
            on jest niedojrzaly. Tylko problem polega na tym, ze nie jest to
            mlody chlopak. Brak dojrzalosci u 20 latka to rzecz normalna. jesli
            jednak mezczyzna prawie 40 letni nie wydojrzal do tej pory to kiedy
            to niby zrobi????? Taki przypadek to juz chyba na straty pisany. No
            i wyobraz sobie sytuacje, ze on nigdy sie nie zdecyduje a ty tak
            bedziesz czekac i czekac, zycie Ci bedzie mijac na czekaniu... Wiesz
            on chyba gra nie fair, bo na zwiazek nie chce sie zdecydowac ale tez
            nie chce dac Ci wolnosci. Dla niego to dobry uklad, dla Ciebie nie.
            Nie trac lat na czekaniu na cos co pewnie nigdy nie nastapi. I
            zamiast modlic sie, zeby on Cie wystarczajaco pokochal (raczej nie
            zadziala) modl sie abys mogla sie w nim odkochac. Wiesz jakis czas
            temu wlasnie praktykowalam odkochiwanie sie. Nie bylo to latwe, duzo
            lez wylalam, ale udalo sie. Milosc jest jak roslinka, jesli jej nie
            podlewamy umiera. Przestan podlewac swoje uczucie, gwarantuje, ze
            przejdzie. I w koncu bedziesz wolna. Bedziesz mogla znalezc ten
            prawdziwy zwiazek. Bedziesz z mezczyzna, ktory bedzie chcail byc z
            Toba. bo naprawde teksty typu kocham Cie, ale nie chce (ok nie moge,
            ha) z toba byc bo mamusia i ksiadz sie krzywo spojrza powinny Ci
            oczy otworzyc z kim masz do czynienia.
            Zycze powodzenia, bedzie dobrze!
            • angelbell Re: Urmilo pomóż...proszę... 24.01.08, 01:24
              Kochac znaczy czynic osobe kochana szczesliwa.Na pytanie czy on Cie
              kocha odpowiadam: nie!
              Caly czas wiedzial kim i jaka jestes, ze masz dziecko, ze sie
              rozwodzisz...jesli nie chce popelniac "grzechu" kochania takiej jak
              Ty kobiety to powienien takze przestac sypiac z jakimikolwiek
              nieposlubionymi sobie damami, na to tez ksiadz krzywo patrzy.Aniele,
              dla zakochanego po uszy faceta nie ma rzeczy niemozliwych i
              przeszkod nie do pokonania.Gada Ci, ze taki jest skomplikowany? Otoz
              nowina: NIE JEST! Jego konstrukcja psychiczna jest prosta jak
              trzonek od grabi.NIe ma to jak delektowac sie swoim wlasnym
              mniemaniu o wyjatkowo skomplikowanym wnetrzu.Jak dla mnie koles jest
              prosciutki i dziecinny.Kogo kocha? Mamusie...moze...siebie...na
              pewno...kogokolwiek innego...watpie.Na odleglosc jako obiekt
              romantycznych zrywow ale bez obowiazkow bylas ok, teraz kiedy czas
              na konkrety facio chowa ogon pod siebie i przypomina sobie ze jest
              gorliwym katolikiem.Heh a gdzie ta jego moralnosc czysta byla
              wczesniej kiedy robil nadzieje Tobie i dziecku?
              Wiesz co Ci powiem? masz szczescie, ze nie daj Boze nie ozenil sie z
              Toba bo bylabys dla niego wspanialym usprawiedliwieniem na wszystkie
              zyciowe kleski, niepowodzenia....przecie nie byloby ich gdyby nie
              Ty, nieprawdaz???? Dziewczyno wez sie obudz, to toksyczny typek od
              jeczenia z "milosci" i robienia za cierpiacego mlodego Wertera.jak
              bedzie casting do jakiejs kiepskiej telenoweli to niech sie zglosi
              tam razem z mamusia.Bedzie bardzo naturalny.Otrzasnij sie z tego
              chorego zakrecenia zanim sie zatrujesz na dobre.Potrzebny Ci facet
              do kochania a nie smarkacz do adopcji.Wiesz co, czasy sa jakie sa,
              ale 38-letni kawaler juz jest z lekka podejrzany heh, trzeba pilnie
              przyjrzec sie czy on aby na pewno jest dorosly.Ten nie jest.Buziaki
              Ci, jestes fajna dziewczyna i zaslugujesz na cos lepszego.A
              kolesiowi daj jedna dobra rade za darmo.Niech idzie sie leczyc bo
              nie jest zdrowy.
              • angelbell Re: Urmilo pomóż...proszę... 24.01.08, 01:27
                Aha, te wszystkie jego zalosne argumenty to sa PRETEKSTY.Zrozum to.
                • margaretka72 Re: Urmilo pomóż...proszę... 24.01.08, 07:04
                  Czytam z zapartym tchem wasze odpowiedzi. Co ja bym bez Was zrobiła.
                  Budzicie. To dopiero czwarty dzień, więc ciągle boli mocno. Któras z
                  Was napisała, że chcę prosic Urmile o zakochanie, tak naprawde chcę
                  ja prosić o to, aby pomogła rozwiać jego strachy. Ja podświadomie
                  wiem, że macie rację, ale co zrobić kiedy rozum z sercem sie kłóci.
                  Zablokowałam się na innych mężczyzn, bo kocham go, jak sobie z tym
                  poradzić. czekam na Urmilę i unne wasze wypowiedzi. ja wegetuje w
                  zamroczeniu, więc wiem, ze nie do końca mysle logicznie i
                  racjonalnie . Dziękuję Wam.
                  • k1234561 Re: Urmilo pomóż...proszę... 24.01.08, 10:21
                    Kochana Margaretko,weż sobie te nasze rady do serca,tym bardziej,że
                    wszystkie dziewczyny napisały to samo tylko innymi słowami.Facet nie
                    dojrzał do stałego ,prawdziwego związku.
                    Moim skromnym zdaniem,powinnaś poprosić Urmilę aby Ci podpowiedziała
                    co zrobic aby się odkochać i skończyć ten toksyczny związek,zanim
                    zrani Cię jeszcze bardziej,albo kiedy tzw.proza życia otworzy Ci
                    oczy,bo wtedy może byc za póżno.
                    Sama jakiś czas byłam w taki toksycznym związku i wiem niestety jak
                    to jest,ale Ty jesteś wspaniała,silna dziewczyna.Poradzisz sobie.
                    A nawet jakbyś była sama,przez jakiś czas,czy to taki wielki problem?
                    Czy zaraz po wyjściu z sali rozpraw po orzeczeniu rozwodu,musisz
                    rzucać się w ramiona innego mężczyzny?Czy naprawdę posiadanie
                    męża,kochanka,itp. jak zwał tak zwał to najważniejsza rzecz na
                    świecie?
                    Może warto zostawić takie sprawy własnemu biegowi.Co ma być to
                    będzie,a nie na siłę pakować się w następny nieudany związek.
                    A Twoja córeczka?Nie wiem ile ma lat,ale czy zastanawiałaś się jak
                    ona się czuje?Najpierw tata odszedł,potem pojawił się jakiś pan,może
                    nawet wydawał się fajny,ale teraz jakoś się pogmatwało wszystko.Tyle
                    zmian w tak krótkim czasie.Ty pewnie też jesteś
                    zdenerwowana,skupiona na sobie,bo pewnie o niczym innym nie możesz
                    teraz myśleć,córka sobie,Ty sobie.
                    Może zacznijcie sobie układać na razie świat bez facetów.Stwórzcie
                    zdrowe,przyjacielsko-macierzyńskie stosunki między sobą.Zacznij może
                    od tego.
                    Pamiętaj córkę masz tylko jedną,ona ma też tylko Ciebie.Faceci mogą
                    przyjść i odejść.Wy zawsze będziecie razem.Co chciałabys aby Twoje
                    ukochane dziecko zapamiętało z domu
                    rodzinnego,dobrą,ciepłą,kochającą mamę czy mamę która jest wiecznie
                    duchowo nieobecna,zajęta własnym życiem i pogonią za kolejnym
                    związkiem,przy okazji od czasu do czasu zauważająca,że ma też
                    dziecko.
                    Wiem,że teraz przechodzisz trudne chwile.Na pewno to nie jest
                    wszystko takie łatwe,ale ustaw sobie swoją życiową hierarchię
                    wartości.Co jest na pierwszym miejscu,co jest najważniejsze,co mniej
                    ważne itd.
                    A faceci to,jak mawia moja babcia:"tego kwiatu to pół światu",więc
                    czasem lepiej na siłę nie przyspieszać niczego.
                    Teraz może Ci się wydawać,że świat Ci się zawalił,ale wierz mi
                    póżniej inaczej na to spojrzysz,wbrew pozorom z czasem wszystko się
                    wyprostuje,ale nie rób niczego na siłę.Uspokój się, spokojnie sobie
                    wszystko przemyśl i zacznij życie od
                    nowa.Spokojna,opanowana,usmiechnięta.Wiem,że dasz radę.Jesteś silna
                    i wspaniała i zasługujesz na dużo szczęścia w życiu.Przy czym
                    pamiętaj szczęście różnie może się objawiać....
                    Ściskam Cię serdecznie i życzę Ci dużo,dużo szczęścia,radości i
                    uśmiechu.
                    Anika

                  • azza4 Re: Urmilo pomóż...proszę... 24.01.08, 11:24
                    Niestety,ale to boli i bedzie bolec jeszcze dlugo.Tylko czas,czas i
                    jeszcze raz czas.Bylam kiedys w takiej sytuacji.Zostawil mnie po
                    latach dla naszej kolezanki i czulam sie podobnie do Ciebie.Milosc z
                    nie z tej ziemi,na dodatek pierwsza i taki cios.Przemysl sobie na
                    spokojnie to co napisaly dziewczyny(opinia z zewnatrz jest z reguly
                    prawdziwa)i moze pogadaj z nim.Powiedz o swoich watpliwosciach co do
                    tego jego "kochania".Znasz go,wyczujesz jesli kreci.W takich
                    sytuacjach najgorsze sa domysly.Nie usprawiedliwiam go,ale moze sam
                    nie wiedziec o co mu chodzi,pogubil sie.
                    • wyrdlove1 Re: Urmilo pomóż...proszę... 24.01.08, 13:57
                      3 lata temu byłam w podobnej sytuacji.W trakcie rozwodu, poznałam faceta, mieszkał 400 km ode mnie.Mam 2 córki.Facet jest 6 lat młodszy ode mnie, kawaler.Od 2 lat mieszkamy razem, znalazł sobie pracę w moim mieście.Ze strony Jego rodziny nie było sprzeciwów i plotek.Matka życzyła tylko, że życzy Nam szczęścia i jesteśmy bardzo szczęśliwi.Więc z Miłości można rzucić wiele.Życzę Ci margaretko tego samego, oby przestał przejmować się opinią rodziny, bo nigdy tak naprawdę Cię nie pokocha, chyba, że zacznie mieć wszystkich w dupie:)
                  • koko1968 Re: Urmilo pomóż...proszę... 24.01.08, 14:00
                    Margaretko!
                    Moje przedmówczynie osądziły wszystko tylko z jednej strony.Ja
                    pragnę dodać Ci nadzieji,jeżeli facet jest bardzo wierzący i jest to
                    dla niego istotne to pewnie tak jest.Ale tylko śmierć jest nie do
                    odwrócenia a wszystko inne da się załatwić.Skoro on kocha Ciebie i
                    akceptuje twoje dziecko to Ty dla niego postaraj się może o
                    unieważnienie swojego poprzedniego związku (poszukaj w google jakie
                    są podstawy-jedną z nich może być ,że twój były nie dorósł do roli
                    męża i ojca np.)Wtedy okażesz mu,że Ci na nim zależy.Porozmawiaj z
                    nim na ten temat,co sądzi i jakie ma podejście do takiego
                    rozwiazania.Jeżeli się kochacie to wszystko co dobre przed
                    Wami .Powodzenia :-)
                    • margaretka72 Re: Urmilo pomóż...proszę... 24.01.08, 14:06
                      Nie wiem, czy to by cos dało, Jego watpliwosci nie skupiaja sie
                      tylko ma braku Komunii Św, przyjmowanej co niedziela. Jest mnóstwo
                      innych dylematów w jego osobi. Ja zawsze byłam gotowa do wyjazdu z
                      mojego miasta, do zmiany trybu zycia, bo kochałam i kocham.
                      Przegrałam z jego strachem i pewnie z niedojrzałością. Ale kiedy ja
                      przechodziłam tak trudne chwile w zyciu on był jak najbardziej
                      dojrzały.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka