trzustka0
31.08.08, 19:00
nieomal od zawsze (kilkadziesiat lat) cierpię na przeróżne
dolegliwości "nerwicowe". Lekarze,leki, psychoterapeuci, sesje
wszystko to było i jesli pomagało to tylko na krótko. Dominującym
objawem jest stałe uczucie wyczerpania, słabosci, które wprawdzie
nie uniemożliwia mi pracy zawodowej, ale sprawia że nie umiem
cieszyc sie zyciem. Z drugiej strony wiem, że w mojej obecności
wiele osób czuje sie dobrze, nie chodzi o to co robię lub mówię
tylko po prostu że jestem gdzieś niedaleko. Mówiono mi to wprost "
proszę tu jeszcze posiedziec, bo dobrze sie wtedy czuję" to nie ma
zadnych innych podtekstów, jestem osobą po pięćdziesiatce słyszałam
to od osób płci obojga, w róznym wieku. Czy mozliwe jest, ze moja
energia jest "wysysana" bez mojego świadomego udziału? Nigdy nie
wierzyłam właściwie w takie sprawy, ale skojarzenie mego wyczerpania
z ochota przebywania w moim towarzystwie staje sie dla mnie wyraźne.
proszę o komentarze - czy to w ogóle mozliwe, czy coś mi się
przywidziało.