06.06.09, 17:58
Opiszę wam swoją historię. Jeśli macie podobne doświadczenia, proszę,
podzielcie się.

Po rozwodzie moich rodziców (miałam 12 lat) przeprowadziłyśmy się z mamą do
domku, który mama wynajmowała od znajomego. Mieszkali w nim wcześniej jego
rodzice, ale umarli (w szpitalu, nie w domu)
Moja mama, tak jak jej siostry i przez to też ja wierzymy w duchy, a historie
rodzinne są opowiadane przy każdych okazjach,
Dlatego rozpiszę się trochę :) Ale najpierw o domu: ta historia przeraża mnie
do tej pory, za każdym razem kiedy ją sobie z mamą przypominamy...

Ci ludzie byli podobno bardzo przywiązani do spraw materialnych i do swojego domu.
Na początku wprowadziłyśmy się, i wszystko było w porządku. "Adoptowałyśmy"
pieska, założyłyśmy warzywniaczek w ogrodzie, wszystko grało.

Po jakimś czasie zaczęły się dziać dziwne rzeczy, które jednakowoż mogły być
dziełem przypadku. Ot, na przykład przyśniła mi się jakaś staruszka. We śnie
przeglądałam rzeczy z zamkniętego pokoju (tam znajomy zostawił rzeczy po
rodzicach) i spytałam tej staruszki, czy moge oglądać jej biżuterię itd. We
śnie powiedziała mi: nie, dziecko, nie ruszaj tego - ale była sympatyczna.
W jakąś rocznicę czy święto, moja mama nocowała tam sama. budziła się w środku
nocy i nagle coś zapukało w szybę, bardzo wyraźnie - trzy razy. Ale nic to -
to jeszcze można przełkąć.

Z zasem niestety zaczęły się coraz dziwniejsze sytuacje... (dodam że moja mama
była ze swoim znajomym w dobrej komitywie, z czasem zaczęło się między nimi
coś więcej niż przyjaźń) i chyba właśnie wtedy "rozpętało się na dobre"
wydarzenia następowały mniej więcej co kilka tygodni.

Pewnej nocy wakacyjnej (ja byłam u babci) mama wróciła od swojego brata z
imienin, i wchodząc do domu poczuła niepokój. Ok, wiadomo, spory dom, samemu
się jest, to i strach czasem ogarnia. Weszła na górę, posprawdzała wszytskie
pokoje (otwierała drzwi zagladała, zamykała) zeszła na dół i nagle usłyszała:
ktoś/coś otworzyło drzwi, skrzypnęły, a potzem zatrzasnęły się z hukiem :((
Tak jakby ktoś "poprawił" po mojej mamie. Oczywiście mama w te pędy wróciła do
wujostwa i tam przenocowała. Okna pozamykane, przeciągu nie było...

Inne wydarzenie: śpię spokojnie na dole, mama na górze. Do tego pokoju w
którym spałam był dobudowywany drugi pokój i stały w nim takie spore sterty
steropianu. Obudziła się, lezę... i nagle cały ten steripan, łup, na ziemię.
Było tam też automatycznie zapalające się światło z czujnikiem ruchu. O dziwo
- inie zapaliło się.... Ja oczywiście z wrzaskiem poleciałam na górę...

Nasz piesek pewnego dnia wylecial z kuchni, wtulił się w nas, ale nic,
oglądamy tv dalej. Wiadomo, zwierzątka mają tam swoje różne fazy... Miałyśmy w
kuchni zawieszone takie wazówki itp i kilka było poluzowanych, tak że często
spadały na kuchenkę i robiły hałas niemożliwy. Oglądamy tą telewizję, pies z
nami na krok się nie ruszył. No i pach,s padają te wazówki - wymieniłyśmy
spojrzenia pt "noo nie znowu", ale w przerwie filmu poszłam je pozawieszać
spowrotem. Jak weszłam do kuchni aż mnie zmroziło - wszystkie wisiały... a to
był charakterystyczny baardzo dźwięk, nie do pomylenia, pac, kuchenka, brzdęk,
podłoga. Kolejny raz powiadło grozą.

Był też kredens przynieisony z góry przez znajomego mamy, który kiedyś podczas
obiadu 'pie....." drzwiczkami, bo zatrzaśnięciem się tego nazwać nie dało...


Czesto kiedy spałam na dole było też tak, że budziłam się w nocy i paraliżował
mnie taki jakiś dziwny strach, cała się pociłam.... skrzypiała podłoga :/ Moja
siostra cioteczna która o niczym nie wiedziała i przyjechala do nas na wakacje
następnego dinia powiedziała, że strasznie się czegoś w nocy bała, i nie
chciała już tam więcej spać.

Ten sam irracjonalny, napadowy strach odczuwała często moja mama, kiedy spała
na dole. Coś jakby nrastało bardzo cięzkiego, niby już przysnęla, a tu nagle,
jakiś hałas jakby ktoś zbiegał ze schodów, i powietrze momentalnie robiło się
"lżejsze"...

Zdaję sobie sprawę, że ciezko w to uwierzyć, ale to zdarzyło się naprawdę,
sama tego doświadczyła, moja mama także, i wiele osób które nas odwiedzało.
Po jakimś czasie wyprowadziłyśmy się stamtąd.

Jednak "najgorsze" zdarzyło się pewnego zimowego dnia. Wróciłam ze szkoły z
gorączką , zjadłam coś, mama kazała mi się położyć, bo bardzo źle się czułam.
Robiła coś w kuchni, nagle słyszy, że ja scodzę na dół. PRzysięam, że nie
pamiętam nic do momentu w którym ocknęlam się na dole płacząc. Otóż: zeszłam
na dół, usiadłam na schodach. I w ryk! Płakałam tak strasznie, że moja mama
nie mogła mnie uspokoić, i ponoć berdziłam coś że nie jestem to ja. Moja mama
szok, w te pędy mnie do łazienki i przed lustro i mówi, Żanetka, popatrz, no
to przeciez ja i ty, spokojnie, no zobacz, i takie tam. Ja z tego momentu
pamiętam tylko tak bardzo niejasno że patrzyłam w lustro, ale miałam takie
uczucie dziwne, że to ie jestem ja, że ja inaczej wyglądam, i bardzo mnie to
przerażało. Uspokoiłam się po jakichś 10 minutach, zasnęłam.
Potem moja mama przyznała mi się, że też tak miałą, że gdy była słaba albo
zmęczona, to nagle zaczynała czuć podobnie, płakać z jakiegoś irracjonalnego
powodu, siadała też wtedy na tych schodach. I czuła się bardzo nieswojo..

Oczywiście obydwie sie pokapowałysmy, co się święci, modliłyśmy się za nich,
moja mama "rozmawiala" z nimi, że przecież nie zniszczymy tu nic, że jesteśmy
im życzliwe, że chcemy pomóc.

Po jakimś czasie wyprowadzuiłyśmy się do kupionego już przez nas mieszkania.
Początki były trudne, wszystko trzeba bło kompletować, meble itp. Zajomy mojej
mamy dał nam lampę wiszącą do pokju żeby inie było tak "goło". Oczywiście -
lampę z tego domu.
Noc po jej zainstalowaniu, spałyśmy w pokojach na przeciwko i u mnie i u mamy
drzwi były otwarte. Nagle, cholera, nie wiem jak to się stalło, ale ktoś
pstryknął światłem - nie zapaliło się, ale bylo baaaaardzo wyrażnie słycha
cten charakterystyczny psrtryczek w pokoj mamy, a było cichutko, noc,
słuszałyśmy obydwie wyraźnie. I słyszę jak moja mam pyta "Żanetka, to ty..."
"Nie.... to ty..." i zgon....
Od rana sameog moja mama zapakowała tą lampę i osobiście ją odwiozła.

Od tamtego czasu nie było już z "nimi" takich przygód.



Jeśli macie chęc odgrzebię rodzinne i zasłyszane historie, których też w
rodzinie pełno. To jednak co opisałam wyżej przeżyłam osobiście i wierzę, że
to byli zmarli którzy niepokoili się, a może byli zazdrośni o swój dom. Zbyt
wiele było takich przypadków, a do dziś pamiętam to okropnie przerażające
uczucie kiedy coś przytłacza cię swoją obecnością :(
Obserwuj wątek
    • tekla-0 Re: Duchy 07.06.09, 08:39
      Napisalas bardzo ciekawie ale nie umie odpowiedziec i napisac nic na ten temat,
      choc duzo prawady w tym co napisalas..bardzo duzo.
      • anerim Re: Duchy 07.06.09, 14:25
        Sea, fantastycznie piszesz, czyta się z dreszczykiem. Sama nie miałam
        żadnych takich doznań, a chciałabym, pozdrawiam:)
        • po.prostu.ona Re: Duchy 07.06.09, 15:07
          Pisałam już kiedyś, ale nie pamiętam gdzie, o mojej koleżance.
          Bardzo konkretna, twardo stąpająca po ziemi dziewczyna.
          Miała sąsiadkę, samotną starszą panią. Często robiła jej zakupy,
          pomagała w załatwianiu różnych spraw.
          Pewnego dnia starsza pani zasłabła w swym mieszkaniu, koleżanka
          wezwała pogotowie, niestety staruszka zmarła. Mieszkanie zostało
          zaplombowane przez spółdzielnię.
          Po kilku dniach od pogrzebu córki mojej koleżanki zaczęły budzić się
          z krzykiem i płaczem. Twierdziły, że widzą w swym pokoju zmarłą
          sąsiadkę. Powiedziały, że nie będą tam spać, zaczęły przychodzić do
          matki do łóżka. Pewnej nocy ta moja koleżanka obudziła się z
          uczuciem silnego niepokoju, usiadła na łóżku i zobaczyła w drzwiach
          do przedpokoju ... postać zmarłej staruszki. Zerwała się na równe
          nogi i zaświeciła światło. Oczywiście nikogo nie było. Światła nie
          odważyła się już zgasić. Następnego dnia przyszedł do niej sąsiad,
          którego mieszkanie miało wspólną ścianę z mieszkaniem zmarłej.
          Twierdził, że musiał przesunąć łóżko, bo po nocach nie dawały mu
          spać odgłosy kroków, przesuwanych krzeseł. Gdy pierwszy raz to
          usłyszał, był pewny, że jest włamanie. Wyjrzał po cichu na klatkę
          schodową i zobaczył... że drzwi nadal są zaplombowane!
          Wspólnie moją koleżanką postanowili dać na mszę za spokój duszy
          zmarłej. Robią to co roku, w rocznicę jej śmierci, dokłada się też
          do nich nowy lokator, który kupił tamto mieszkanie.
          Dziwne zjawiska przestały mieć miejsce.
          Oczywiście znam tę historię od mojej koleżanki, ale nie mam powodu
          jej nie wierzyć.
    • ewajonline Re: Duchy 08.06.09, 19:27
      bytujące w domach maja swoje konkretne zwyczaje - jednym z nich jest
      naśladownictwo sposobu życia, głosu, często wykonywanych czynności przez osoby,
      które w tym domu mieszkały. Niekoniecznie muszą to być zmarłe osoby, mogą być
      też takie, które po prostu dom opuściły.

      Mogą powodować uczucie chłodu, w umiarkowanym stopniu poruszyć przedmiot /czyli
      tu drzwi, rzeczy w kuchni itp./, nie mogą natomiast fizycznie skrzywdzić człowieka.

      Częstym ale na szczęście nie za częstym zjawiskiem jest próba przejęcia władzy
      nad osobą obecnie w takim domu żyjącą - ale nie są one w stanie przeniknąć
      osobowości i zmienić jej. Jest to tylko rodzaj swoistej projekcji tego, czym są,
      na człowieka.


      Ja niestety bądź stety miałam w życiu "szczęście" do takich domów i mieszkań. W
      ostatnim przez kilka dni leżał sobie trup - konkretnie wisiał na klamce drzwi.
      Oczywiście drzwi natychmiast wymieniłam - wtedy zaczął się problem z
      pozostałością wyposażenia, która została po poprzednim lokatorze - na każdym
      pojawiało się coś przypominające krople krwi.
      Żaden ze znajomych bioterapeutów nie był w stanie tu wejść, a jeśli próbował,
      natychmiast rozpętywało się piekło.
      Potem okazało się, ze historia mieszkania ma sporo wspólnego z historią budynku
      i ludzi, którzy go zamieszkiwali. Mało tego, że budowany przez więźniów, to
      jeszcze goszczący byłe SB i UB w dużej mierze.


      Postać "wisielca" nie raz gdzieś była wyczuwalna. Jedno z pięter budynku było od
      lat regularną umieralnią - osoby mieszkajace tam zaczynały chorować na raka.

      Sprawa rozwiązała się wtedy, gdy stwierdziłam, że nie ma powodu do lęku - bo
      niby dlaczego "to coś" ma mnie skrzywdzić?
      Co ciekawe, chwilę po wygłuszeniu u mnie wszystkiego "duchy" na jakiś czas
      przeniosły się do innego mieszkania, o czym mi powiedziano.

      Finał historii był taki, że gdy kilka osób z byłych służb SB "wyprowadziło" się
      stąd na zawsze, wszystko umilkło. Zaczęły rodzić się dzieci i przeniosły się tu
      rodziny z dziećmi.

      Nie jest źle - a morał z tego jeden - to człowiek jest "generatorem" takich zjawisk.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka