loserka
24.09.09, 17:54
językowa a poprawność polityczna
wiem że język jest żywym organizmem który ewoluuje przyswaja i tworzy nowe formy odrzuca niepotrzebne
ale -
przed laty dostawałam skurczu szczęk na hasło "kamerować" tworek językowy oddolny
a tu nagle bach - już jest w słowniku poprawnej polszczyzny
ewolucja języka jednak przyspiesza i pokornie przyswajam te wszystkie socjolożki pedagożki politolożki i inne ożki które z nurtu potocznego pchają się na językowe salony (np firefox nie nadąża, bo mi politolożkę i pedagożkę wykropkował, a socjolożki nie)
ale gdy dzisiaj roman kurkiewicz przedstawił pewną panią jako "polityczkę", to coś mi się cofło - w gardło
i tam zostało i zastanawiam się teraz nad taką sprawą zasadniczą - jeśli w polsce kobieta zostanie wybrana na urząd prezydenta to jak zwać się będzie - prezydentka? bo "pani prezydent" to jakoś nie teges nie?
i jeszcze - koszmarek językowy pt."urlop tacierzyński"
tacierzyństwo zaczyna ku memu przerażeniu rozpleniać się coraz szerzej i szerzej w mediach wszelakich
bo ojcostwo jest już passe widocznie
czyżby panowie obawiali się że do ojcostwa jeszcze nie dorośli
a do tacierzyństwa już tak?