suchmen3
02.12.08, 22:19
Dzisiaj jechałem samochodem-wiadomo tata po padaczce nie może prowadzić więc jak zwykle woziłem go wieczorem po całym mieście a to do lekarza a to jakies sprawy pozałatwiać.
nagle wjeżdżam na rondo a przedemną samochód który zamiast pojecha prosto,zatrzymał się bo światło się zmieniało na żółte a mógł jeszcze przejechać ale niee...kobieta wolała zatrzymać się no dobra wszystko fajnie ja też szybka reakcja i pedał hamulca na maksa prawie ale z tym że ona stanęła na rondzie przed światłami a ja za nią na torach tramwajowych...i nagle zaczął tramwaj ruszać i na mnie dzwoni i kierowca klnie żebym spierdalał.Jak się wkurwiłem-no nie moja wina że nagle baba przede mną się zatrzymała na środku ronda a ja nie mam jak zjechać z torów tramwajowych...no nic-wjechałem zgodnie z instrukcją taty lekko na trawę i minąłem babę by tramwaj mógł przejechać...no i powiedzcie mi jak to jest? ja człowiek od 2 lat jeżdżący na prochach w dodatku jeżdżę świetnie a jakaś baba widać że starawa stwarza zagrożenie że aż trąbił też ktoś na nią obok mnie bo też go zastawiła na torach;d ciekawe jest to że ja się nie bałem wypadku który był w zasadzie możliwy tylko zacząłem sam klnąc,wrzeszczeć i trąbić