Gość: doc
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
22.10.05, 14:31
Od razu dla jasności: kiedy pacjent ma na choćby najbardziej podstawowym
poziomie wątpliwości natury merytorycznej, to OK, chociaż tą podstawową
wiedzę mieć powinien (choćby - w nawiązaniu do ostatniej tematyki, taką, że
38.3 st. to nie jest wysoka gorączka). No ale po to jesteśmy, by tłumaczyć i
rozmumieć.
Chodzi mi o całą pozostałą, logistyczno - formalną, że się tak wyrażę, stronę
kontaktu z pacjentami. To dociekanie, kto jest na dyżurze, to dopytywanie,
czy jest lekarz, choć np. dyżury są od 4 lat niezmiennie w jakimś miejscu, i
nikt nie ogłaszał nigdzie żadnych zmian. To uparte niesłyszenie, gdy lekarz
przekazuje - w oparciu o przepisy - jakąś trudną prawdę, np. ze nie
może "przedłużyć" recepty (nie że mu się nie chce, tylko mu nie wolno, np. na
dyżurach całodobowych), że gdzieś trzeba jechać, gdzieś na coś zaczekać itd.
Te pytania przez telefon:
"czy jest jakiś lekarz?" - a raz autentycznie usłyszałem coś takiego "czy
jest w ogóle jakiś lekarz?". Czy lekarz to dobry adres do kierowania uwag o
charakterze filozoficznym, z półki metafizyczno-ontologicznej, bo chyba tylko
tak poprawnie takie pytanie może być zrozumiane? Nie odpowiedziałem tej
pani "a czy w ogóle jest jakiś pacjent?", choć może powinienem.
Inny dialog:
"jest jakiś lekarz?"
"tak jest lekarz dyżurny"
"czyli można przyjechać?"
Czy ktokolwiek wyjaśni mi jaka myśl kierowała pytającego, gdy zaczął on swoje
pytanie od "czyli"? W jakim kontekście, do czego nawiązywał? Pytał czy jest
lekarz na dyżurze w ambulatorium, czyli w miejscu, do którego się przychodzi
lub przyjeżdża. Podejrzewam, że dzwoniąc wiedział o tym. Uzyskawszy
zapewnienie, że lekarz jest, pyta po pierwsze czy można przyjechać i to już
jest nielogiczne, no, ale niech tam, ale to słowo "czyli" na początku nie
daje mi spokoju do dziś. Nie rozumiem.
I nie mówicie mi, że już nie mam nic do roboty niż czepiać się. Przy naszym
stylu pracy i ilości badanych chorych, te nagminnie występujące pytania i
dialogi stają się bardziej męczące od tego, że chorzy bywają nieumyci,
niezorientowani w swoim leczeniu, roszczeniowi i agresywni. Czasami nawet
łatwiej kiedy walą wprost "piszże pan te recepty, nie rób pan jaj", "w prasie
to opisać, po cholerę wy tu siedzicie" (chodziło o uraz kończyny u
internisy), lub nieśmietelne teksty do dyspozytorek: nie pytaj k urwo tylko
przysyłaj tą karetkę.
Przynajmniej wiadomo o co chodzi.