laurpi
09.06.09, 21:58
Żeby nie palić wzięłam rower i pojechałam na bazarek. Ponieważ
ostanio wylazł mi drut ze stanika, postanowiłam, że wejdę do sklepu
i może coś znajdę. Ponieważ mam nietypowy rozmiar poprosiłam
ekspedientkę o pomoc. Zaczęła mi pokazywać różne modele, ale patrzę,
a tam ceny powyżej 50 zł i w dodatku nie pasowałyby. Pytam, czy
wszystkie w takiej cenie, a ona, że za ile bym chciała, to ja na to,
że za swój zapłaciłam na bazarze 20 zł, a ona na to, że to chiński
pewnie i pokazuje mi półkę z chińskimi. A te po ok. 50 zł to
polskie. No to ja na to, ze nie chcę chińskiego. Od razu stanęły mi
przed oczami sceny wykorzystywania chińskich pracowników, którzy
pracują po 12 godzin na dobę, bez podstawowych dla nas praw, często
w obozach pracy w szkodliwych warunkach i to w dodatku dzieci i że
jakaś chinka za 1 dolara szyła ten stanik.
Ale spojrzałam na tę półkę z chińskimi i znalazłam chyba jedyny
odpowiedniego rozmiaru za 20 zł. I kupiłam. Wsparłam wyzysk
chińskiego pracownika, a nie polski przemysł włokienniczy. Ale i tak
już mi głowy nie starcza, żeby jeszcze się tym przejmowqać.
Podobna sytuacja - znajomy opowiadał, ze ktoś tam poszedł kupić
jakiś sprzet grający, tylko mówi sprzedawcy, zeby nie był chiński. I
się okazało, że w całym sklepie byly tylko same chińskie...