29.05.04, 11:38
"Szczecinowi brakuje idei, wokół której skupiłaby się ogromna większość
mieszkańców. Brakuje sukcesu, który mógłby być powodem do dumy ze swojego
miejsca zamieszkania. To zaś powoduje permanentne przeświadczenie, że tu nic
udać się nie może i zamiast energii wyzwala apatię, ze sprawczą siłą
samospełniającej się przepowiedni. Ktoś, kto kiedyś włoży kij w szprychy
owego błędnego koła, będzie zasługiwać, by jego imieniem nazwać jedną z
głównych ulic miasta."
Zapraszam do lektury calego artykulu na stronie "Forum dla Szczecina".
www.fds.px.pl/pub.php?detail=1085821692.pub
Obserwuj wątek
    • ergie Re: 1000 dni 29.05.04, 12:01
      searover napisał:

      > "Szczecinowi brakuje idei, wokół której skupiłaby się ogromna większość
      > mieszkańców.

      skoro ogromna większość mieszkańców nie poszła głosować,
      to znaczy, że nie jest tak źle ze szczecinem ;-)))))))))

      • searover Re: 1000 dni 31.05.04, 12:22
        ergie napisał:

        > searover napisał:
        >
        > > "Szczecinowi brakuje idei, wokół której skupiłaby się ogromna większość
        > > mieszkańców.
        >
        > skoro ogromna większość mieszkańców nie poszła głosować,
        > to znaczy, że nie jest tak źle ze szczecinem ;-)))))))))
        >

        Mieszkancy juz skupili sie wokol pewnej idei? Murem za Jurczykiem?
    • absztyfikant neopozytywizm 29.05.04, 14:37
      Ja molbym sie w zasadzie pod konkluzjami znakomitego autora podpisac, ale rzecz
      wymaga przyjamniej krotkiego komentarza.

      W przypadku Wroclawia takim wydarzeniem cementujacym mieszkancow tego pieknego
      miasta nad Odra byla... powodz. Poza tym Wrocek ma kregoslup dzieki elitom
      intelektualnym, ktore przywedrowaly na Dolny Slask z Lwowa, ktore bylo ogromnie
      waznym osrdodkiem akademickim czy kulturalnym II Rzeczypospolitej.

      W pomysle autora, ktory mowi, ze warto budowac poczucie wspolnoty poprzez
      organizowanie biesiad czy wieczorow wigilijnych widze z jednej strony przejaw
      zaangazowania. Ale z drugiej strony jest to takie romantyczne rozumowanie.

      Cudu nie bedzie. Nikt w Szczecinie nie mw w zanadrzu zadnej "Wunderwaffe". Tak
      jak pisalem kiedys Jurczyk jest tylko objawem choroby, a nie praprzyczyna
      szczecinskiego marazmu.

      Potrzebny nam sukces? Niewatpliwie. Ale okupiony ciezka praca. Dlatego nie
      liczylbym na to, ze regaty w 2007 zdejma z nas urok czy to fatum - zwal jak
      zwal.

      Przekojamny szersze masy, ze takie regaty sa szansa na zablysniecie, na
      promocje, na prestiz, a w konsekwencji na zywa gotowke. Potrzebna jest nam
      wiara w taki amerykanski mit "od pucybuta..." W koncu jestesmy z perpsektywy
      Trojmiasta, Warszawy czy Krakowa troche takim Dzikim Zachodem. Dzikim, bo malo
      znanym, a jesli sie z czyms kojarzymy, to sa to najczesciej wojny gangow i
      mafia.

      Kolejna szalenie istotna sprawa jest to, ze szczecinianie nie identyfikuja sie
      z hostoria swego miasta, co wiecej, nie maja o niej zielonego pojecia. Gdzies
      tam majaczy "piastowskie Pomorze" z komunistycznej propagandy, a potem jest juz
      inz. Zaremba jako maz opatrznosciowy. W srodku zionie pustka, ktora trzeba
      czyms wypelnic. Czym? Wystarczy pospacerowac po Szczecinie. Odpowiedz jest
      wykuta w piaskowcu na Walach Chrobrego czy w srodmiejskich kwartalach.

      To tyle na razie.


      • searover Re: neopozytywizm 29.05.04, 15:26
        absztyfikant napisał:
        > W przypadku Wroclawia takim wydarzeniem cementujacym mieszkancow tego
        pieknego
        > miasta nad Odra byla... powodz.

        Nie mam znajomych z Wroclawia, wiec musze opierac sie na cudzych opiniach. Tez
        bylem zdziwiony, ze na tym spotkaniu ktos z Wroclawia przywolal akurat stan
        wojenny. Obrona miasta przed powodzia musiala byc przezyciem jedynym w swoim
        rodzaju i jednoczyla mieszkancow miasta bez wzgledu na ich przekonania
        polityczne i swiatopoglad.

        > W pomysle autora, ktory mowi, ze warto budowac poczucie wspolnoty poprzez
        > organizowanie biesiad czy wieczorow wigilijnych widze z jednej strony przejaw
        > zaangazowania. Ale z drugiej strony jest to takie romantyczne rozumowanie.

        To prawda. Nawet przy zdaniu o ruszaniu z motyka na slonce i walce z wiatrakami
        bylo tez i o haslach romantycznych, ale wykreslilem to podczas skracania tekstu.
        Moze trzeba nam neoromantyzmu?

        > Cudu nie bedzie. Nikt w Szczecinie nie mw w zanadrzu zadnej "Wunderwaffe".

        Kto to wie? Czekajmy na Mesjasza :) Kiedys przyjdzie. Moze juz spaceruje
        ulicami naszego miasta?

        > Potrzebny nam sukces? Niewatpliwie. Ale okupiony ciezka praca. Dlatego nie
        > liczylbym na to, ze regaty w 2007 zdejma z nas urok czy to fatum - zwal jak
        > zwal.
        > Przekojamny szersze masy, ze takie regaty sa szansa na zablysniecie, na
        > promocje, na prestiz, a w konsekwencji na zywa gotowke. Potrzebna jest nam
        > wiara w taki amerykanski mit "od pucybuta..."

        Ja nie sugeruje, ze udane zakonczenie regat samo zalatwiloby wszystkie
        problemy. Chodzi tylko o to, by ciezko pracujacy ludzie widzieli, ze ta praca
        przynosi owoce. Udane regaty bylyby szansa na szybszy rozwoj miasta, a
        poserdnio i na grubsze portfele przecietnych mieszkancow. Satysfakacja z tego,
        ze miasto znow stawianoby za wzor szlaby w parze z poprawa sytuacji materialnej.

        > Kolejna szalenie istotna sprawa jest to, ze szczecinianie nie identyfikuja
        sie
        > z hostoria swego miasta, co wiecej, nie maja o niej zielonego pojecia. Gdzies
        > tam majaczy "piastowskie Pomorze" z komunistycznej propagandy, a potem jest
        juz
        >
        > inz. Zaremba jako maz opatrznosciowy. W srodku zionie pustka, ktora trzeba
        > czyms wypelnic. Czym? Wystarczy pospacerowac po Szczecinie. Odpowiedz jest
        > wykuta w piaskowcu na Walach Chrobrego czy w srodmiejskich kwartalach.

        O tym myslalem piszac o mozolnej "pracy u podstaw". Edukacja. Tego nam trzeba.
        Uczyc mieszkancow historii swego miasta. Odkrywac je przed nimi na nowo. I
        ksztaltowac swiadomosc, ze jestesmy kolejnymi gospodarzami w historii wielu
        narodow, ktore Szczecinem kolejno zarzadzaly. Swiadomy Szczecinianin musi to
        czuc i szanowac historie swojego miasta tak, jak szanuje sie tradycje narodowe.
        Tu jest przeciez nasza mala ojczyzna liczaca sobie juz nie 59, lecz ponad 1000
        lat.
      • Gość: zorro Re: neopozytywizm IP: 62.233.217.* 29.05.04, 15:39
        ty absztyfikant chyba zapomniales ze zarembe przyslal Bierut w teczce i to jemu
        zawdzieczamy odsuniecie szczecina od odry i rozbiorke starego miasta na
        odbudowe stolicy
        • absztyfikant Re: neopozytywizm 29.05.04, 15:55
          Fraza "maz opatrznosciowy" jest naladowana typowa absztyfikantowa ironia...
          Apologeta Zaremby nie jestem, zapewniam Cie.
        • Gość: Andy Re: neopozytywizm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.05.04, 23:56
          Zapomniełeś dopisać, że co gorsza Bierut kazał p. Zarembie się "mnozyć" i
          płodzić dzieci (a w konsekwencji również wnuki).
          • Gość: andymax Re: neopozytywizm IP: *.bazapartner.pl 30.05.04, 00:22
            Jebać to miasto!
            • Gość: Andy Re: neopozytywizm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.04, 00:39
              Jak Ci się miasto nie podoba, wyprowadź się do Wawy.
    • blackexit Re: 1000 dni 30.05.04, 10:25
      1. moim skromnym zdaniem ani przywiazania w gdansku nie
      zbudowal grudzien 70 ani we wroclawiu stan wojenny.
      przywiazanie sie mieszkancow jest jakims procesem nie
      okreslaja go jedne wydarzenia. ruch solidarnosci spoil
      spoleczestwo w calej polsce i nie mial wiele wspolnego z
      sympatia do konkretnego miasta. oczywiscie mozna to pozniej
      jakos wykorzystywac probowac budowac jakas szersza swiadomosc
      spoleczna np. poprzez pomniki ale bez wczesniejszego
      zainteresowania i przywiazania do miasta taka budowa moze sie
      nie udac. dokladnie tak stalo sie w szczecinie kto na swiecie
      wie cos o wydarzeniach grudnia 70 w szczecinie? gdzie jest
      pomnik? muzeum? wystawa jakas? co do stanu wojennego i
      wroclawia to ja nie uwazam zeby to wywarlo tam wiekszy wplyw
      niz w innych regionach. sedno sprawy: najpierw przywiazanie i
      po porstu sympatia do miasta a potem jakies wydarzenia
      scalajace spoleczenstwo czy okrslajkace jego zbiorowa
      torzsamosc i pamiec.
      cos co nazywam sympatia do miasta rodzi sie gdy ludziom po
      prostu w danym miejscu dobrze sie zyje. dla czesci to oznacza
      stope zyciowa a dla innych dodatkow jakies sprawy wyzsze.
      2. szczecinianie ne darza miasta sympatia. mimo ze czasem
      twierdza inaczej. zyje sie tu zle. miasto i region przoduja
      jedynie w rankingach bezrobocia.
      mlodzi ludzie wyjezdzaja bo nie maja sie tu do czego
      przywiazac. samo miasto jest nudne smutne, budne i bez
      perspektyw w rozwoju na najblizsze min 2 lata. nie ma
      centrum, nie ma miejsca spotkan, nie ma zycia wieczornego. sa
      blokowiska i ostre ciecia drog szybkiego ruchu ktore
      skutecznie posztakowaly przestrzen. "centrum" najgorsze z
      mozliwych jako dzielnica slumsow. ciezko miec przywiazanie do
      czegos takiego. zapoznienia gospodarcze coraz wieksze. jesli
      czlowiekjest na tyle mobilny zeby wybrac sie za miedze to
      widzi ze najwieksze miasta w polsce to nie ta liga co
      szczecin. sedno sprawy: rozwoj gospodarczy i przyjazna
      przestrzen rodza przywiazanie i sympatie do miasta.
      3. absolutnie nie zgadzam sie z autorem ze brakuje nam
      jakiejs jednoczacej idei ktora ma zespalac spoleczenstwo
      szczecina. idea moze byc potrzeban do rewolucji. ludzie nie
      tego oczekuja cha normalnie zyc w przyjanzym otoczeniu. idea
      w normalnym rozumieniu (nie totalitarnym) moze polaczyc elity
      ale tez na bardzo krotko bo ciezko taka idee znalezc. moze
      byc bardzo ogolna typu "szczecin oknem na swiat" ale z tego
      pustego hasla nic nie wynika. mozna robic 100 konferencji i
      nawet 3 bilbordy i nic to nie pomoze. idea nam jest nie
      potrzebna . potrzeba normalnego zycia gospodarczego. obecne
      wladze szczecina plus urzednicy wszystkich szczebli maja
      zupelnie gdzies szczecin, idee, solidarnosc spleczna,
      torzsamosc szczecina czy regionu. oni chca miec wyplate raz
      na miesiac nagrode raz w roku i talony do geanta. kupuia
      wiekszy tv i sobie posiedza nadymajac sie na imienach cioci
      swoja funkcja. i tu nic nie pomoze postulowane przez p.
      dariusza budowanie pozytywnego wizerunku przez kulku
      wielbicieli miasta i starych pocztowek. sedno sprawy: zminana
      sposobu naboru urzednikow, nowy prezydent z nowoczesnym
      maksymalnie otwartym otoczeniem, gospodarka to moze narodzic
      sympatie do miasta ktora owocuje w wyzszej formie
      przywiazaniem.
      4."Szczecin laklnie sukcesu" tez sie nie zgadzam. nam nie
      potrzeba sukcesu. nie wiem jakie miasto w polsce ma sukces.
      nie o sukces tu chodzi ale o normalne zycie gospodarcze i
      spoleczne ktore po min 10 latach moze wprowadzic normalnosc.
      normalnosc to bedzie wlasnie sukces.
      5. fragment nakazujacy przeknywanie ssiadow ze szczecin
      bedzie swiecic blaskiem rozbawil mnie do lez. ja na dzis
      staram sie przekonac sasiadow zeby nie podpalali wozkow
      dzieciecych stojacych na klatce. pan dariusz proponuje
      budowac wizerunek wspolnoty, a ja nie czuje z nimi wspolnoty.
      absolutnie zadnej nawet narodowej. ostatnio w piatek w realu
      na zakupach tak sie zastanawialem co mnie laczy z tymi
      agresywnymi emerytami walczacymi o kiszona kapuste, z tymi
      rozowymi panienkami. otoz nie laczy mnie nic. mowimy tym
      samym jzykiem to wszystko. chce dla nich dobrze. chce wiecej
      hipermarketow niech tam żra kapuste bez kolejki to im
      wystarczy. co do zespolenia elit: poczytaj jeszcze raz 100
      szczecinanian o jurczyku. do tych ludzi sie odwolywac?: mnie
      to nie interesuje, nie bede komentowal itd. jak chesz ich
      zjednoczyc do dzialania jakiegos dla miasta? sedno sprawy:
      niech kazdy robi swoje "moze to cos da kto wie".
      6. na koniec zamiesciles jakies odezwy jak z plakatu
      radzieckiego. to miasto nie jest moje. urodzilem się tu przez
      przypadek. nie wybieralem tego. chcialbym zeby bylo normalne
      a normalne nie jest. meczy mnie. oczywiscie zawsze podkreslam
      ze ma potencjal nie tylko geograficzny ale ostatnio znalazlo
      sie 56 tys sensownych ludzikow ktorym nie jest obojetene
      gdzie zyja, ale to niestety malo. ten potencjal bedzie
      narastal i pewnie kiedys zacznie miec taki wplyw ze
      rzeczywistosc zacznie sie zmieniac. wbrew pozorom jestem
      optymista wiem ze szczecin bedzie sie zmienial moze nawet
      kiedys zakwitnie, nie stanie sie to jednak za naszego zywota.
      tylko tyle. moze to egoistyczne ale jakos malo mnie cieszy ze
      wnuki beda mieszkaly w normalnym miescie. moze to bedzie rok
      2057 na pewno nie 2007.
      pozdrawiam blackexit

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka