Dodaj do ulubionych

Opowiesc w odcinkach.........

IP: 195.224.164.* 22.08.01, 17:38
Ja zaczynam...

"Samotny kieliszek do polowy wypelniony winem, tak czerwonym jak jej usta, stal
na stole, niemy swiadek tego co zaszlo...."
Obserwuj wątek
    • Gość: gabi Re: Opowiesc w odcinkach......... IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 22.08.01, 19:18
      hmmm...co na to Pilch?
    • Gość: ElaF Re: Opowiesc w odcinkach......... IP: *.access.nacamar.de 23.08.01, 11:49
      Gość portalu: Beetroot napisał(a):

      > Ja zaczynam...
      >
      > "Samotny kieliszek do polowy wypelniony winem, tak czerwonym jak jej usta, stal
      >
      > na stole, niemy swiadek tego co zaszlo...."


      ...a zaszło to, że w samotności wypił pół kieliszka czerwonego wina, smakującego
      (co tu dużo mówić) obrzydliwie. Nie miał ochoty na wypicie tej resztki.
      Poszedł do kuchni, wylał zawartość do zlewu i...otworzył lodówkę, gdzie z ulgą
      znalazł butelkę wódki cudownie ochłodzoną.
      Zaczął szukać lusterka...
      • Gość: j Re: Opowiesc w odcinkach......... IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 23.08.01, 12:01
        Gość portalu: ElaF napisał(a):

        > Gość portalu: Beetroot napisał(a):
        >
        > > Ja zaczynam...
        > >
        > > "Samotny kieliszek do polowy wypelniony winem, tak czerwonym jak jej usta,
        > stal
        > >
        > > na stole, niemy swiadek tego co zaszlo...."
        >
        >
        > ...a zaszło to, że w samotności wypił pół kieliszka czerwonego wina, smakująceg
        > o
        > (co tu dużo mówić) obrzydliwie. Nie miał ochoty na wypicie tej resztki.
        > Poszedł do kuchni, wylał zawartość do zlewu i...otworzył lodówkę, gdzie z ulgą
        > znalazł butelkę wódki cudownie ochłodzoną.
        > Zaczął szukać lusterka...

        Nie zdążył. Usłyszał dzwonek.
        Z ledwie tłumioną nadzieją, że to jednak nie windykator ze spółdzielni
        mieszkaniowej spojrzał w wizjer. Za drzwiami stał zarośnięty osobnik.
        Twarz jakby znajoma.
        Może lustro nie będzie potrzebne - pomyślał - i zaczął otwierać drzwi.

        • Gość: ElaF Re: Opowiesc w odcinkach......... IP: *.access.nacamar.de 23.08.01, 12:33
          Gość portalu: j napisał(a):

          > > ...a zaszło to, że w samotności wypił pół kieliszka czerwonego wina, smaku
          > jąceg
          > > o
          > > (co tu dużo mówić) obrzydliwie. Nie miał ochoty na wypicie tej resztki.
          > > Poszedł do kuchni, wylał zawartość do zlewu i...otworzył lodówkę, gdzie z
          > ulgą
          > > znalazł butelkę wódki cudownie ochłodzoną.
          > > Zaczął szukać lusterka...
          >
          > Nie zdążył. Usłyszał dzwonek.
          > Z ledwie tłumioną nadzieją, że to jednak nie windykator ze spółdzielni
          > mieszkaniowej spojrzał w wizjer. Za drzwiami stał zarośnięty osobnik.
          > Twarz jakby znajoma.
          > Może lustro nie będzie potrzebne - pomyślał - i zaczął otwierać drzwi.
          >

          Otworzył wreszcie te drzwi, co nie było łatwe zważywszy, że były zamkniete na
          kilka zamkow typu yale i ciezka zasuwe - (wykonana juz we wlasnym zakresie), gdy
          nie ogolony facet pchnał silnie drzwi i wtoczyl sie brutalnie do przedpokoju.
          - Sasiedzie - powiedział zataczajac błednym i przekrwionym okiem wkoło - zdaje mi
          sie, ze ma pan jakas butelczyne w domu...wyczułem to przez sciane...
          • Gość: j Re: Opowiesc w odcinkach......... IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 23.08.01, 12:44
            Gość portalu: ElaF napisał(a):

            > Gość portalu: j napisał(a):
            >
            > > > ...a zaszło to, że w samotności wypił pół kieliszka czerwonego wina,
            > smaku
            > > jąceg
            > > > o
            > > > (co tu dużo mówić) obrzydliwie. Nie miał ochoty na wypicie tej resztk
            > i.
            > > > Poszedł do kuchni, wylał zawartość do zlewu i...otworzył lodówkę, gdz
            > ie z
            > > ulgą
            > > > znalazł butelkę wódki cudownie ochłodzoną.
            > > > Zaczął szukać lusterka...
            > >
            > > Nie zdążył. Usłyszał dzwonek.
            > > Z ledwie tłumioną nadzieją, że to jednak nie windykator ze spółdzielni
            > > mieszkaniowej spojrzał w wizjer. Za drzwiami stał zarośnięty osobnik.
            > > Twarz jakby znajoma.
            > > Może lustro nie będzie potrzebne - pomyślał - i zaczął otwierać drzwi.
            > >
            >
            > Otworzył wreszcie te drzwi, co nie było łatwe zważywszy, że były zamkniete na
            > kilka zamkow typu yale i ciezka zasuwe - (wykonana juz we wlasnym zakresie), gd
            > y
            > nie ogolony facet pchnał silnie drzwi i wtoczyl sie brutalnie do przedpokoju.
            > - Sasiedzie - powiedział zataczajac błednym i przekrwionym okiem wkoło - zdaje
            > mi
            > sie, ze ma pan jakas butelczyne w domu...wyczułem to przez sciane...

            Ta..tak - wybełkotał nasz bohater ("Co jest? Może to po tym winie?")
            Za..za.. praszam ("To jednak to czerwone paskudztwo!")
            Drab nie bacząc, że zostawia ślady błota wkroczył na wykładzinę.
            - No to dawaj sąsiad szkło! - wychrypiał - i jakąś zagrychę!


            • Gość: Jano Re: Opowiesc w odcinkach......... IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 23.08.01, 13:02
              Gość portalu: j napisał(a):

              > Gość portalu: ElaF napisał(a):
              >
              > > Gość portalu: j napisał(a):
              > >
              > > > > ...a zaszło to, że w samotności wypił pół kieliszka czerwonego w
              > ina,
              > > smaku
              > > > jąceg
              > > > > o
              > > > > (co tu dużo mówić) obrzydliwie. Nie miał ochoty na wypicie tej r
              > esztk
              > > i.
              > > > > Poszedł do kuchni, wylał zawartość do zlewu i...otworzył lodówkę
              > , gdz
              > > ie z
              > > > ulgą
              > > > > znalazł butelkę wódki cudownie ochłodzoną.
              > > > > Zaczął szukać lusterka...
              > > >
              > > > Nie zdążył. Usłyszał dzwonek.
              > > > Z ledwie tłumioną nadzieją, że to jednak nie windykator ze spółdzieln
              > i
              > > > mieszkaniowej spojrzał w wizjer. Za drzwiami stał zarośnięty osobnik.
              > > > Twarz jakby znajoma.
              > > > Może lustro nie będzie potrzebne - pomyślał - i zaczął otwierać drzwi
              > .
              > > >
              > >
              > > Otworzył wreszcie te drzwi, co nie było łatwe zważywszy, że były zamkniete
              > na
              > > kilka zamkow typu yale i ciezka zasuwe - (wykonana juz we wlasnym zakresie
              > ), gd
              > > y
              > > nie ogolony facet pchnał silnie drzwi i wtoczyl sie brutalnie do przedpoko
              > ju.
              > > - Sasiedzie - powiedział zataczajac błednym i przekrwionym okiem wkoło - z
              > daje
              > > mi
              > > sie, ze ma pan jakas butelczyne w domu...wyczułem to przez sciane...
              >
              > Ta..tak - wybełkotał nasz bohater ("Co jest? Może to po tym winie?")
              > Za..za.. praszam ("To jednak to czerwone paskudztwo!")
              > Drab nie bacząc, że zostawia ślady błota wkroczył na wykładzinę.
              > - No to dawaj sąsiad szkło! - wychrypiał - i jakąś zagrychę!
              >
              >

              Wyciagnal dwa kieliszki, nalal po same brzegi i nie rozlal przy tym ani kropli. U
              nieogolonego sasiada mozna bylo dostrzec blysk w oku. Trzesaca sie troszke reka
              Tadziu (bo tak mial na imie gospodarz) chwycil za kieliszek i przechylil go.
              Przechylil go troche zabardzo i spadl z krzesla tracac przytomnosc. Gdy otworzyl
              oczy wokolo panowaly egipskie ciemnosci.
            • Gość: ElaF Re: Opowiesc w odcinkach......... IP: *.access.nacamar.de 23.08.01, 13:04
              Gość portalu: j napisał(a):

              > Gość portalu: ElaF napisał(a):
              >
              > > Gość portalu: j napisał(a):
              > >
              > > > > ...a zaszło to, że w samotności wypił pół kieliszka czerwonego w
              > ina,
              > > smaku
              > > > jąceg
              > > > > o
              > > > > (co tu dużo mówić) obrzydliwie. Nie miał ochoty na wypicie tej r
              > esztk
              > > i.
              > > > > Poszedł do kuchni, wylał zawartość do zlewu i...otworzył lodówkę
              > , gdz
              > > ie z
              > > > ulgą
              > > > > znalazł butelkę wódki cudownie ochłodzoną.
              > > > > Zaczął szukać lusterka...
              > > >
              > > > Nie zdążył. Usłyszał dzwonek.
              > > > Z ledwie tłumioną nadzieją, że to jednak nie windykator ze spółdzieln
              > i
              > > > mieszkaniowej spojrzał w wizjer. Za drzwiami stał zarośnięty osobnik.
              > > > Twarz jakby znajoma.
              > > > Może lustro nie będzie potrzebne - pomyślał - i zaczął otwierać drzwi
              > .
              > > >
              > >
              > > Otworzył wreszcie te drzwi, co nie było łatwe zważywszy, że były zamkniete
              > na
              > > kilka zamkow typu yale i ciezka zasuwe - (wykonana juz we wlasnym zakresie
              > ), gd
              > > y
              > > nie ogolony facet pchnał silnie drzwi i wtoczyl sie brutalnie do przedpoko
              > ju.
              > > - Sasiedzie - powiedział zataczajac błednym i przekrwionym okiem wkoło - z
              > daje
              > > mi
              > > sie, ze ma pan jakas butelczyne w domu...wyczułem to przez sciane...
              >
              > Ta..tak - wybełkotał nasz bohater ("Co jest? Może to po tym winie?")
              > Za..za.. praszam ("To jednak to czerwone paskudztwo!")
              > Drab nie bacząc, że zostawia ślady błota wkroczył na wykładzinę.
              > - No to dawaj sąsiad szkło! - wychrypiał - i jakąś zagrychę!
              >
              >

              ...kurde - pomyslal Wacław(tak mu było) - ta flaszka to troche za mało na nas
              dwóch a on jeszcze o zagrysze wspomina. Podszedł znowu do lodówki zataczając sie
              po drodze z lekka. ...Jasny gwint, musiałem sobie coś dosypać do tego
              wina...pomyślał.
              Zmarkotniony otworzył tą lodówke i...zdębiał. W środku siedziała prześliczna
              dziewica...
              • Gość: Ela Re: Opowiesc w odcinkach......... IP: *.ilot.edu.pl 23.08.01, 13:12
                Gość portalu: ElaF napisał(a):

                > Gość portalu: j napisał(a):
                >
                > > Gość portalu: ElaF napisał(a):
                > >
                > > > Gość portalu: j napisał(a):
                > > >
                > > > > > ...a zaszło to, że w samotności wypił pół kieliszka czerwon
                > ego w
                > > ina,
                > > > smaku
                > > > > jąceg
                > > > > > o
                > > > > > (co tu dużo mówić) obrzydliwie. Nie miał ochoty na wypicie
                > tej r
                > > esztk
                > > > i.
                > > > > > Poszedł do kuchni, wylał zawartość do zlewu i...otworzył lo
                > dówkę
                > > , gdz
                > > > ie z
                > > > > ulgą
                > > > > > znalazł butelkę wódki cudownie ochłodzoną.
                > > > > > Zaczął szukać lusterka...
                > > > >
                > > > > Nie zdążył. Usłyszał dzwonek.
                > > > > Z ledwie tłumioną nadzieją, że to jednak nie windykator ze spółd
                > zieln
                > > i
                > > > > mieszkaniowej spojrzał w wizjer. Za drzwiami stał zarośnięty oso
                > bnik.
                > > > > Twarz jakby znajoma.
                > > > > Może lustro nie będzie potrzebne - pomyślał - i zaczął otwierać
                > drzwi
                > > .
                > > > >
                > > >
                > > > Otworzył wreszcie te drzwi, co nie było łatwe zważywszy, że były zamk
                > niete
                > > na
                > > > kilka zamkow typu yale i ciezka zasuwe - (wykonana juz we wlasnym zak
                > resie
                > > ), gd
                > > > y
                > > > nie ogolony facet pchnał silnie drzwi i wtoczyl sie brutalnie do prze
                > dpoko
                > > ju.
                > > > - Sasiedzie - powiedział zataczajac błednym i przekrwionym okiem wkoł
                > o - z
                > > daje
                > > > mi
                > > > sie, ze ma pan jakas butelczyne w domu...wyczułem to przez sciane...
                > >
                > > Ta..tak - wybełkotał nasz bohater ("Co jest? Może to po tym winie?")
                > > Za..za.. praszam ("To jednak to czerwone paskudztwo!")
                > > Drab nie bacząc, że zostawia ślady błota wkroczył na wykładzinę.
                > > - No to dawaj sąsiad szkło! - wychrypiał - i jakąś zagrychę!
                > >
                > >
                >
                > ...kurde - pomyslal Wacław(tak mu było) - ta flaszka to troche za mało na nas
                > dwóch a on jeszcze o zagrysze wspomina. Podszedł znowu do lodówki zataczając si
                > e
                > po drodze z lekka. ...Jasny gwint, musiałem sobie coś dosypać do tego
                > wina...pomyślał.
                > Zmarkotniony otworzył tą lodówke i...zdębiał. W środku siedziała prześliczna
                > dziewica...

                O kurczę, ale się spiłem, nawet juz białych myszek nie widzę....
              • Gość: j Re: Opowiesc w odcinkach......... IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 23.08.01, 13:16
                Gość portalu: ElaF napisał(a):

                > Gość portalu: j napisał(a):
                >
                > > Gość portalu: ElaF napisał(a):
                > >
                > > > Gość portalu: j napisał(a):
                > > >
                > > > > > ...a zaszło to, że w samotności wypił pół kieliszka czerwon
                > ego w
                > > ina,
                > > > smaku
                > > > > jąceg
                > > > > > o
                > > > > > (co tu dużo mówić) obrzydliwie. Nie miał ochoty na wypicie
                > tej r
                > > esztk
                > > > i.
                > > > > > Poszedł do kuchni, wylał zawartość do zlewu i...otworzył lo
                > dówkę
                > > , gdz
                > > > ie z
                > > > > ulgą
                > > > > > znalazł butelkę wódki cudownie ochłodzoną.
                > > > > > Zaczął szukać lusterka...
                > > > >
                > > > > Nie zdążył. Usłyszał dzwonek.
                > > > > Z ledwie tłumioną nadzieją, że to jednak nie windykator ze spółd
                > zieln
                > > i
                > > > > mieszkaniowej spojrzał w wizjer. Za drzwiami stał zarośnięty oso
                > bnik.
                > > > > Twarz jakby znajoma.
                > > > > Może lustro nie będzie potrzebne - pomyślał - i zaczął otwierać
                > drzwi
                > > .
                > > > >
                > > >
                > > > Otworzył wreszcie te drzwi, co nie było łatwe zważywszy, że były zamk
                > niete
                > > na
                > > > kilka zamkow typu yale i ciezka zasuwe - (wykonana juz we wlasnym zak
                > resie
                > > ), gd
                > > > y
                > > > nie ogolony facet pchnał silnie drzwi i wtoczyl sie brutalnie do prze
                > dpoko
                > > ju.
                > > > - Sasiedzie - powiedział zataczajac błednym i przekrwionym okiem wkoł
                > o - z
                > > daje
                > > > mi
                > > > sie, ze ma pan jakas butelczyne w domu...wyczułem to przez sciane...
                > >
                > > Ta..tak - wybełkotał nasz bohater ("Co jest? Może to po tym winie?")
                > > Za..za.. praszam ("To jednak to czerwone paskudztwo!")
                > > Drab nie bacząc, że zostawia ślady błota wkroczył na wykładzinę.
                > > - No to dawaj sąsiad szkło! - wychrypiał - i jakąś zagrychę!
                > >
                > >
                >
                > ...kurde - pomyslal Wacław(tak mu było) - ta flaszka to troche za mało na nas
                > dwóch a on jeszcze o zagrysze wspomina. Podszedł znowu do lodówki zataczając si
                > e
                > po drodze z lekka. ...Jasny gwint, musiałem sobie coś dosypać do tego
                > wina...pomyślał.
                > Zmarkotniony otworzył tą lodówke i...zdębiał. W środku siedziała prześliczna
                > dziewica...

                Potrząsała pięknymi bujnymi lokami, a jej cudowne białe zęby leciutko szczękały.
                -Długo mam na ciebie czekać?-zapytała z pretensją w głosie.
                -Cholera - pomyślał Wacek - już mam zwidy...
                -Wstąpiłam po jogurt - ciągnęła cud-dziewica - gdy lodówka się zatrzasnęła no i...
                Wacek nie zdążył wykrztusić słowa, kiedy z pokoju dobiegł chrypliwy głos draba
                -No co sąsiad! Znalazłeś te musztardówe?
                • Gość: ElaF Re: Opowiesc w odcinkach......... IP: *.access.nacamar.de 23.08.01, 13:55
                  Gość portalu: j napisał(a):

                  > Gość portalu: ElaF napisał(a):
                  >
                  > > Gość portalu: j napisał(a):
                  > >
                  > > > Gość portalu: ElaF napisał(a):
                  > > >
                  > > > > Gość portalu: j napisał(a):
                  > > > >
                  > > > > > > ...a zaszło to, że w samotności wypił pół kieliszka cz
                  > erwon
                  > > ego w
                  > > > ina,
                  > > > > smaku
                  > > > > > jąceg
                  > > > > > > o
                  > > > > > > (co tu dużo mówić) obrzydliwie. Nie miał ochoty na wyp
                  > icie
                  > > tej r
                  > > > esztk
                  > > > > i.
                  > > > > > > Poszedł do kuchni, wylał zawartość do zlewu i...otworz
                  > ył lo
                  > > dówkę
                  > > > , gdz
                  > > > > ie z
                  > > > > > ulgą
                  > > > > > > znalazł butelkę wódki cudownie ochłodzoną.
                  > > > > > > Zaczął szukać lusterka...
                  > > > > >
                  > > > > > Nie zdążył. Usłyszał dzwonek.
                  > > > > > Z ledwie tłumioną nadzieją, że to jednak nie windykator ze
                  > spółd
                  > > zieln
                  > > > i
                  > > > > > mieszkaniowej spojrzał w wizjer. Za drzwiami stał zarośnięt
                  > y oso
                  > > bnik.
                  > > > > > Twarz jakby znajoma.
                  > > > > > Może lustro nie będzie potrzebne - pomyślał - i zaczął otwi
                  > erać
                  > > drzwi
                  > > > .
                  > > > > >
                  > > > >
                  > > > > Otworzył wreszcie te drzwi, co nie było łatwe zważywszy, że były
                  > zamk
                  > > niete
                  > > > na
                  > > > > kilka zamkow typu yale i ciezka zasuwe - (wykonana juz we wlasny
                  > m zak
                  > > resie
                  > > > ), gd
                  > > > > y
                  > > > > nie ogolony facet pchnał silnie drzwi i wtoczyl sie brutalnie do
                  > prze
                  > > dpoko
                  > > > ju.
                  > > > > - Sasiedzie - powiedział zataczajac błednym i przekrwionym okiem
                  > wkoł
                  > > o - z
                  > > > daje
                  > > > > mi
                  > > > > sie, ze ma pan jakas butelczyne w domu...wyczułem to przez scian
                  > e...
                  > > >
                  > > > Ta..tak - wybełkotał nasz bohater ("Co jest? Może to po tym winie?")
                  > > > Za..za.. praszam ("To jednak to czerwone paskudztwo!")
                  > > > Drab nie bacząc, że zostawia ślady błota wkroczył na wykładzinę.
                  > > > - No to dawaj sąsiad szkło! - wychrypiał - i jakąś zagrychę!
                  > > >
                  > > >
                  > >
                  > > ...kurde - pomyslal Wacław(tak mu było) - ta flaszka to troche za mało na
                  > nas
                  > > dwóch a on jeszcze o zagrysze wspomina. Podszedł znowu do lodówki zataczaj
                  > ąc si
                  > > e
                  > > po drodze z lekka. ...Jasny gwint, musiałem sobie coś dosypać do tego
                  > > wina...pomyślał.
                  > > Zmarkotniony otworzył tą lodówke i...zdębiał. W środku siedziała prześlicz
                  > na
                  > > dziewica...
                  >
                  > Potrząsała pięknymi bujnymi lokami, a jej cudowne białe zęby leciutko szczękały
                  > .
                  > -Długo mam na ciebie czekać?-zapytała z pretensją w głosie.
                  > -Cholera - pomyślał Wacek - już mam zwidy...
                  > -Wstąpiłam po jogurt - ciągnęła cud-dziewica - gdy lodówka się zatrzasnęła no i
                  > ...
                  > Wacek nie zdążył wykrztusić słowa, kiedy z pokoju dobiegł chrypliwy głos draba
                  > -No co sąsiad! Znalazłeś te musztardówe?

                  - musztardówe, mówisz sąsiad... - ogłupiony wacek przyprowadził blondyne pod ręke
                  (tez sie zataczała).
                  - Poznajcie sie...
                  - ...żony mi nie musisz przedstawiac sasiad - wykrzywił gębe Nieogolony.
                  - Zocha!!! Znalazlaś ten jogurt ???!!! A ty sąsiad jak zaraz szkła nie zobaczę to
                  w ryło !!! - zagroził...
                  Gdy wtem rozległ się huk....
                  • Gość: j Re: Opowiesc w odcinkach......... IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 23.08.01, 22:28
                    Gość portalu: ElaF napisał(a):

                    > Gość portalu: j napisał(a):
                    >
                    > > Gość portalu: ElaF napisał(a):
                    > >
                    > > > Gość portalu: j napisał(a):
                    > > >
                    > > > > Gość portalu: ElaF napisał(a):
                    > > > >
                    > > > > > Gość portalu: j napisał(a):
                    > > > > >
                    > > > > > > > ...a zaszło to, że w samotności wypił pół kielisz
                    > ka cz
                    > > erwon
                    > > > ego w
                    > > > > ina,
                    > > > > > smaku
                    > > > > > > jąceg
                    > > > > > > > o
                    > > > > > > > (co tu dużo mówić) obrzydliwie. Nie miał ochoty n
                    > a wyp
                    > > icie
                    > > > tej r
                    > > > > esztk
                    > > > > > i.
                    > > > > > > > Poszedł do kuchni, wylał zawartość do zlewu i...o
                    > tworz
                    > > ył lo
                    > > > dówkę
                    > > > > , gdz
                    > > > > > ie z
                    > > > > > > ulgą
                    > > > > > > > znalazł butelkę wódki cudownie ochłodzoną.
                    > > > > > > > Zaczął szukać lusterka...
                    > > > > > >
                    > > > > > > Nie zdążył. Usłyszał dzwonek.
                    > > > > > > Z ledwie tłumioną nadzieją, że to jednak nie windykato
                    > r ze
                    > > spółd
                    > > > zieln
                    > > > > i
                    > > > > > > mieszkaniowej spojrzał w wizjer. Za drzwiami stał zaro
                    > śnięt
                    > > y oso
                    > > > bnik.
                    > > > > > > Twarz jakby znajoma.
                    > > > > > > Może lustro nie będzie potrzebne - pomyślał - i zaczął
                    > otwi
                    > > erać
                    > > > drzwi
                    > > > > .
                    > > > > > >
                    > > > > >
                    > > > > > Otworzył wreszcie te drzwi, co nie było łatwe zważywszy, że
                    > były
                    > > zamk
                    > > > niete
                    > > > > na
                    > > > > > kilka zamkow typu yale i ciezka zasuwe - (wykonana juz we w
                    > lasny
                    > > m zak
                    > > > resie
                    > > > > ), gd
                    > > > > > y
                    > > > > > nie ogolony facet pchnał silnie drzwi i wtoczyl sie brutaln
                    > ie do
                    > > prze
                    > > > dpoko
                    > > > > ju.
                    > > > > > - Sasiedzie - powiedział zataczajac błednym i przekrwionym
                    > okiem
                    > > wkoł
                    > > > o - z
                    > > > > daje
                    > > > > > mi
                    > > > > > sie, ze ma pan jakas butelczyne w domu...wyczułem to przez
                    > scian
                    > > e...
                    > > > >
                    > > > > Ta..tak - wybełkotał nasz bohater ("Co jest? Może to po tym wini
                    > e?")
                    > > > > Za..za.. praszam ("To jednak to czerwone paskudztwo!")
                    > > > > Drab nie bacząc, że zostawia ślady błota wkroczył na wykładzinę.
                    > > > > - No to dawaj sąsiad szkło! - wychrypiał - i jakąś zagrychę!
                    > > > >
                    > > > >
                    > > >
                    > > > ...kurde - pomyslal Wacław(tak mu było) - ta flaszka to troche za mał
                    > o na
                    > > nas
                    > > > dwóch a on jeszcze o zagrysze wspomina. Podszedł znowu do lodówki zat
                    > aczaj
                    > > ąc si
                    > > > e
                    > > > po drodze z lekka. ...Jasny gwint, musiałem sobie coś dosypać do tego
                    >
                    > > > wina...pomyślał.
                    > > > Zmarkotniony otworzył tą lodówke i...zdębiał. W środku siedziała prze
                    > ślicz
                    > > na
                    > > > dziewica...
                    > >
                    > > Potrząsała pięknymi bujnymi lokami, a jej cudowne białe zęby leciutko szcz
                    > ękały
                    > > .
                    > > -Długo mam na ciebie czekać?-zapytała z pretensją w głosie.
                    > > -Cholera - pomyślał Wacek - już mam zwidy...
                    > > -Wstąpiłam po jogurt - ciągnęła cud-dziewica - gdy lodówka się zatrzasnęła
                    > no i
                    > > ...
                    > > Wacek nie zdążył wykrztusić słowa, kiedy z pokoju dobiegł chrypliwy głos d
                    > raba
                    > > -No co sąsiad! Znalazłeś te musztardówe?
                    >
                    > - musztardówe, mówisz sąsiad... - ogłupiony wacek przyprowadził blondyne pod rę
                    > ke
                    > (tez sie zataczała).
                    > - Poznajcie sie...
                    > - ...żony mi nie musisz przedstawiac sasiad - wykrzywił gębe Nieogolony.
                    > - Zocha!!! Znalazlaś ten jogurt ???!!! A ty sąsiad jak zaraz szkła nie zobaczę
                    > to
                    > w ryło !!! - zagroził...
                    > Gdy wtem rozległ się huk....

                    Nikt nie zwrócił na to uwagi. Wiadomo było od dawna, że dziadek z 3-go pietra ,
                    zwany "Śrutówą" lubił czasem zakłusować na dzikie koty i inną podwórkową
                    zwierzynę.
                    Po chwili jednak huknęło drugi raz i trzeci.
                    Nieogolony znieruchomiał zapominając o szkle, żonie i flaszce.
                    - Kurna - rzucił - Śrutówa ma dubeltówkę!
                    - No to co ? - rozświergotała się Zośka
                    - No mówię, kurna dubeltówkę, głupia - łypnął na nią złym wzrokiem - To znaczy,
                    że ma tylko dwa naboje, a naładowanie tej flinty zajmuje mu jakąś godzinę!
                    Spojrzeli na siebie nepewnie i rzucili się do okna.
                    Za szybą panowała nieprzenikniona ciemność


                    • Gość: ElaF Re: Opowiesc w odcinkach......... IP: *.access.nacamar.de 24.08.01, 01:14
                      Gość portalu: j napisał(a):

                      > Gość portalu: ElaF napisał(a):
                      >
                      > > Gość portalu: j napisał(a):
                      > >
                      > > > Gość portalu: ElaF napisał(a):
                      > > >
                      > > > > Gość portalu: j napisał(a):
                      > > > >
                      > > > > > Gość portalu: ElaF napisał(a):
                      > > > > >
                      > > > > > > Gość portalu: j napisał(a):
                      > > > > > >
                      > > > > > > > > ...a zaszło to, że w samotności wypił pół ki
                      > elisz
                      > > ka cz
                      > > > erwon
                      > > > > ego w
                      > > > > > ina,
                      > > > > > > smaku
                      > > > > > > > jąceg
                      > > > > > > > > o
                      > > > > > > > > (co tu dużo mówić) obrzydliwie. Nie miał och
                      > oty n
                      > > a wyp
                      > > > icie
                      > > > > tej r
                      > > > > > esztk
                      > > > > > > i.
                      > > > > > > > > Poszedł do kuchni, wylał zawartość do zlewu
                      > i...o
                      > > tworz
                      > > > ył lo
                      > > > > dówkę
                      > > > > > , gdz
                      > > > > > > ie z
                      > > > > > > > ulgą
                      > > > > > > > > znalazł butelkę wódki cudownie ochłodzoną.
                      > > > > > > > > Zaczął szukać lusterka...
                      > > > > > > >
                      > > > > > > > Nie zdążył. Usłyszał dzwonek.
                      > > > > > > > Z ledwie tłumioną nadzieją, że to jednak nie wind
                      > ykato
                      > > r ze
                      > > > spółd
                      > > > > zieln
                      > > > > > i
                      > > > > > > > mieszkaniowej spojrzał w wizjer. Za drzwiami stał
                      > zaro
                      > > śnięt
                      > > > y oso
                      > > > > bnik.
                      > > > > > > > Twarz jakby znajoma.
                      > > > > > > > Może lustro nie będzie potrzebne - pomyślał - i z
                      > aczął
                      > > otwi
                      > > > erać
                      > > > > drzwi
                      > > > > > .
                      > > > > > > >
                      > > > > > >
                      > > > > > > Otworzył wreszcie te drzwi, co nie było łatwe zważywsz
                      > y, że
                      > > były
                      > > > zamk
                      > > > > niete
                      > > > > > na
                      > > > > > > kilka zamkow typu yale i ciezka zasuwe - (wykonana juz
                      > we w
                      > > lasny
                      > > > m zak
                      > > > > resie
                      > > > > > ), gd
                      > > > > > > y
                      > > > > > > nie ogolony facet pchnał silnie drzwi i wtoczyl sie br
                      > utaln
                      > > ie do
                      > > > prze
                      > > > > dpoko
                      > > > > > ju.
                      > > > > > > - Sasiedzie - powiedział zataczajac błednym i przekrwi
                      > onym
                      > > okiem
                      > > > wkoł
                      > > > > o - z
                      > > > > > daje
                      > > > > > > mi
                      > > > > > > sie, ze ma pan jakas butelczyne w domu...wyczułem to p
                      > rzez
                      > > scian
                      > > > e...
                      > > > > >
                      > > > > > Ta..tak - wybełkotał nasz bohater ("Co jest? Może to po tym
                      > wini
                      > > e?")
                      > > > > > Za..za.. praszam ("To jednak to czerwone paskudztwo!")
                      > > > > > Drab nie bacząc, że zostawia ślady błota wkroczył na wykład
                      > zinę.
                      > > > > > - No to dawaj sąsiad szkło! - wychrypiał - i jakąś zagrychę
                      > !
                      > > > > >
                      > > > > >
                      > > > >
                      > > > > ...kurde - pomyslal Wacław(tak mu było) - ta flaszka to troche z
                      > a mał
                      > > o na
                      > > > nas
                      > > > > dwóch a on jeszcze o zagrysze wspomina. Podszedł znowu do lodówk
                      > i zat
                      > > aczaj
                      > > > ąc si
                      > > > > e
                      > > > > po drodze z lekka. ...Jasny gwint, musiałem sobie coś dosypać do
                      > tego
                      > >
                      > > > > wina...pomyślał.
                      > > > > Zmarkotniony otworzył tą lodówke i...zdębiał. W środku siedziała
                      > prze
                      > > ślicz
                      > > > na
                      > > > > dziewica...
                      > > >
                      > > > Potrząsała pięknymi bujnymi lokami, a jej cudowne białe zęby leciutko
                      > szcz
                      > > ękały
                      > > > .
                      > > > -Długo mam na ciebie czekać?-zapytała z pretensją w głosie.
                      > > > -Cholera - pomyślał Wacek - już mam zwidy...
                      > > > -Wstąpiłam po jogurt - ciągnęła cud-dziewica - gdy lodówka się zatrza
                      > snęła
                      > > no i
                      > > > ...
                      > > > Wacek nie zdążył wykrztusić słowa, kiedy z pokoju dobiegł chrypliwy g
                      > łos d
                      > > raba
                      > > > -No co sąsiad! Znalazłeś te musztardówe?
                      > >
                      > > - musztardówe, mówisz sąsiad... - ogłupiony wacek przyprowadził blondyne p
                      > od rę
                      > > ke
                      > > (tez sie zataczała).
                      > > - Poznajcie sie...
                      > > - ...żony mi nie musisz przedstawiac sasiad - wykrzywił gębe Nieogolony.
                      > > - Zocha!!! Znalazlaś ten jogurt ???!!! A ty sąsiad jak zaraz szkła nie zob
                      > aczę
                      > > to
                      > > w ryło !!! - zagroził...
                      > > Gdy wtem rozległ się huk....
                      >
                      > Nikt nie zwrócił na to uwagi. Wiadomo było od dawna, że dziadek z 3-go pietra ,
                      >
                      > zwany "Śrutówą" lubił czasem zakłusować na dzikie koty i inną podwórkową
                      > zwierzynę.
                      > Po chwili jednak huknęło drugi raz i trzeci.
                      > Nieogolony znieruchomiał zapominając o szkle, żonie i flaszce.
                      > - Kurna - rzucił - Śrutówa ma dubeltówkę!
                      > - No to co ? - rozświergotała się Zośka
                      > - No mówię, kurna dubeltówkę, głupia - łypnął na nią złym wzrokiem - To znaczy,
                      >
                      > że ma tylko dwa naboje, a naładowanie tej flinty zajmuje mu jakąś godzinę!
                      > Spojrzeli na siebie nepewnie i rzucili się do okna.
                      > Za szybą panowała nieprzenikniona ciemność
                      >
                      >

                      Nagle tę ciemność rozjaśniła błyskawica. Wtedy zobaczyli Srutówe biegnącego
                      chyłkiem przy trzepaku. W ręku trzymał coś, co trudno było im zidentyfikować choć
                      przymknęli jedno oko (na dwoje oczu widzieli podwójnie). Trzeba szczęścia, że
                      rozbłysło raz jeszcze. Wytężyli oko ale nie zobaczyli już nic...
                      Nieogolony z małżonką rzucili sie do drzwi, Wacek niewiele myśląc pognał za nimi.
                      • Gość: gabi Re: Opowiesc w odcinkach......... IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 24.08.01, 10:08
                        Nim dotarli do drzwi , dom ponownie zadrżał. Tym razem ze ścian posypał się
                        tynk i przyprószył nieco naszych bohaterów. Otrzepawszy się z resztek cegieł,
                        dotarli do drzwi. Nieogolony z impetem złapał za klamkę , która z
                        niewyjaśnionych względów pozostała w jego potężnej dłoni. Co jest u licha?-
                        zaklął soczyście. Wacek bez wahania przypuścił atak na drzwi. Niespotykaną
                        siłą, którą drzemała w jego ciele sprawił, że drzwi a także sąsiadujący z
                        nimi mur, zniknęły .Po chwili nieogolony i jego jakże urocza małżonka
                        zorientowali się ,że wraz z integralną częścią mieszkania zniknął także Wacek.
                        W tumanach kurzu nie sposób było nic dostrzec – nawet po otwarciu drugiego oka.
                        Minęło kilka chwil , które zarazem były wiecznością ,nim zdołali pojąć ,że
                        stoją na skraju przepaści.
                        Co robić ?- rozgorączkowany nieogolony próbował nawiązać dialog ze swoim
                        wewnętrznym Ja. –Szukać Wacka, czy flaszki?...
                        • Gość: ElaF Re: Opowiesc w odcinkach......... IP: *.access.nacamar.de 24.08.01, 13:30
                          Gość portalu: gabi napisał(a):

                          > Nim dotarli do drzwi , dom ponownie zadrżał. Tym razem ze ścian posypał się
                          > tynk i przyprószył nieco naszych bohaterów. Otrzepawszy się z resztek cegieł,
                          > dotarli do drzwi. Nieogolony z impetem złapał za klamkę , która z
                          > niewyjaśnionych względów pozostała w jego potężnej dłoni. Co jest u licha?-
                          > zaklął soczyście. Wacek bez wahania przypuścił atak na drzwi. Niespotykaną
                          > siłą, którą drzemała w jego ciele sprawił, że drzwi a także sąsiadujący z
                          > nimi mur, zniknęły .Po chwili nieogolony i jego jakże urocza małżonka
                          > zorientowali się ,że wraz z integralną częścią mieszkania zniknął także Wacek.
                          >
                          > W tumanach kurzu nie sposób było nic dostrzec – nawet po otwarciu drugieg
                          > o oka.
                          > Minęło kilka chwil , które zarazem były wiecznością ,nim zdołali pojąć ,że
                          > stoją na skraju przepaści.
                          > Co robić ?- rozgorączkowany nieogolony próbował nawiązać dialog ze swoim
                          > wewnętrznym Ja. –Szukać Wacka, czy flaszki?...

                          Ale zaraz zdrowy rozsądek odpowiedział - ...A pies go tańcował, - flaszka,
                          flaszka bo picie to jest życie !!!
                          Nie namyślając się juz dłużej rzucili się w czarną przepaść, śpiewając po drodze
                          ...choć burza szumi wkoło nas...
                          Lecieli tak już coś koło 15-tu minut, gdy nieogolony zatrzymał się nagle
                          przypominając coś sobie. ...- Zocha, a kochasz ty mnie jeszcze ?
                          Zosia na to skromnie:...-ależ tak kochanie, zaraz ci to udowodnie...i triumfalnym
                          gestem wyciągneła jabola zza pazuchy. Nieogolony westchnął z ulgą na tak wielki
                          dowód miłości i spokojnie zaczęli opadać dalej i dalej.
                          • Gość: gabi Re: Opowiesc w odcinkach......... IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 24.08.01, 14:00
                            Lecz stan owego błogiego spokoju był tylko pozorny. Bowiem nawet taki ktoś, jak
                            nieogolony dokładnie wiedział, że prędzej czy później osiągnie dno. I nie
                            ważne ,czy to dno szklanego naczynia, czy też dno niekończącej się czeluści.
                            wszak zarówno brak płynu jak i nieznane czające się na końcu tego
                            zaskakującego lotu w nicość napawała go trwogą .
                            Zocha korkociąg!- przebłysk geniuszu wyrwał go z otępienia .Tam na dole ktoś
                            mógł już czekać. Perspektywa dzielenia się tym jedynym dowodem miłości nie była
                            przyjemna. Nie mógł do tego dopuścić. Gdzie honor prawdziwego mężczyzny?
                            • Gość: ElaF Re: Opowiesc w odcinkach......... IP: *.access.nacamar.de 24.08.01, 14:40
                              Gość portalu: gabi napisał(a):

                              > Lecz stan owego błogiego spokoju był tylko pozorny. Bowiem nawet taki ktoś, jak
                              >
                              > nieogolony dokładnie wiedział, że prędzej czy później osiągnie dno. I nie
                              > ważne ,czy to dno szklanego naczynia, czy też dno niekończącej się czeluści.
                              > wszak zarówno brak płynu jak i nieznane czające się na końcu tego
                              > zaskakującego lotu w nicość napawała go trwogą .
                              > Zocha korkociąg!- przebłysk geniuszu wyrwał go z otępienia .Tam na dole ktoś
                              > mógł już czekać. Perspektywa dzielenia się tym jedynym dowodem miłości nie była
                              >
                              > przyjemna. Nie mógł do tego dopuścić. Gdzie honor prawdziwego mężczyzny?

                              Wreszcie opadli na coś co było i nietwarde i niemiękkie ale wystarczająco twarde
                              by flacha rozbiła się z trzaskiem. ...Ożżż ty ku***...powiedział smutno
                              nieogolony.
                              Rozejrzeli się i zobaczyli,że są na stadionie, gra muzyka disco-polo, a wszyscy
                              patrzą na nich. Nieogolony złapał swoją lubą za plecy i zaczął tańczyć.
                              Ach, jak pięknie im to szło, ludzie pootwierali gęby ze zdumienia, a oni a to
                              kozaka a to mazura, a to kankana, ...Poloneza czas zacząć...pomyślał głośno
                              nieogolony i rzucił do rozanielonaj Zosi: ...Chodź, idziemy poszukać monopolowego.
                              Zosia chcąc nie chcąc powlokła sie za nim.
                            • Gość: ElaF Re: Opowiesc w odcinkach......... IP: *.access.nacamar.de 24.08.01, 14:42
                              Gość portalu: gabi napisał(a):

                              > Lecz stan owego błogiego spokoju był tylko pozorny. Bowiem nawet taki ktoś, jak
                              >
                              > nieogolony dokładnie wiedział, że prędzej czy później osiągnie dno. I nie
                              > ważne ,czy to dno szklanego naczynia, czy też dno niekończącej się czeluści.
                              > wszak zarówno brak płynu jak i nieznane czające się na końcu tego
                              > zaskakującego lotu w nicość napawała go trwogą .
                              > Zocha korkociąg!- przebłysk geniuszu wyrwał go z otępienia .Tam na dole ktoś
                              > mógł już czekać. Perspektywa dzielenia się tym jedynym dowodem miłości nie była
                              >
                              > przyjemna. Nie mógł do tego dopuścić. Gdzie honor prawdziwego mężczyzny?

                              Wreszcie opadli na coś co było i nietwarde i niemiękkie ale wystarczająco twarde
                              by flacha rozbiła się z trzaskiem. ...Ożżż ty ku***...powiedział smutno
                              nieogolony.
                              Rozejrzeli się i zobaczyli,że są na stadionie, gra muzyka disco-polo, a wszyscy
                              patrzą na nich. Nieogolony złapał swoją lubą za plecy i zaczął tańczyć.
                              Ach, jak pięknie im to szło, ludzie pootwierali gęby ze zdumienia, a oni a to
                              kozaka a to mazura, a to kankana, ...Poloneza czas zacząć...pomyślał głośno
                              nieogolony i rzucił do rozanielonaj Zosi: ...Chodź, idziemy poszukać monopolowego.
                              Zosia chcąc nie chcąc powlokła sie za nim.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka