isssa1
25.05.05, 16:21
Dziewczyny omijajcie to miejsce z daleka!
Rodzila tam niecaly miesiac temu moja siostra.
Mama pojechala do niej o godzinie 9 (po godzinie od porodu) i nie udzielono
jej zadnych, doslownie zadnych informacji. Kazano przyjechac pod wieczor.
Nikt nic nie wiedzial... Na korytarzu zastala tylko zdezorientowanego meza
siostry, ktorego wyproszono niemal ze szpitala...
Mi przez telefon szpital udzielil informacji, ze zostalam ciocia duzego
chlopczyka, prawie 5kg i ze siostra miala cesarke ze wzgledu na duza dzidzie.
Pod wieczor, na miejscu, podczas rozmowy z moja przerazona i placzaca siostra
przez domofon (poniewaz nie wpuszczona nikogo do niej) okazalo sie, ze ma
corke niemal 4 kg i nie wie dlaczego miala cesarke. Podczas porodu (po
godzinie) kazano jej "cos" podpisac i zawieziona na sale pooperacyjna.
Siostra urodzila okolo 8 rano i do wieczora, do tej godziny 18 (do czasu
naszej glosnej interwencji) nie widziala wlasnego dziecka! Pokazano jej mala
z daleka doslownie na sekunde! Chciala karmic od razu piersia, ale nie
pozwolono jej! Mimo prosb i zadan - nie pokazano jej nawet dziecka.
Podczas rozmowy z polozna/ pielegniarka dowiedzielismy sie, ze:
- Po cesarce i tak matki nie maja pokarmu, wiec nieuzasadnione sa nasze
pretensje, ze dziecko nie przy piersi.
- Przeciez nie beda siostrze dziecka po schodach niesc, moze poczekac z
ogladaniem jak ja wywioza z pooperacyjnej.
- Siostra zwijala sie z bolu, srodki przeciwbolowe dostala jedynie raz w
kroplowce rano. Od 14 do 18 plakala z bolu. Pielegniarki odpowiadaly jej, ze
musi bolec, poboli i przestanie, no i ze ma, co sama chciala...
- Jak nam sie cos nie podoba, to mozemy skladac reklamacje do lekarza (na
ktorego czekalismy 3 godziny i sie nie doczekalismy).
W miedzyczasie poszlismy na oddzial noworodkow po jakakolwiek informacje. Po
wielu prosbach laskawie pokazano nam (ojcu, babci i cioci malej) z daleka i
przez szybe dziecko. Oczywiscie na sekunde. Mala plakala, miala na buzi
pieluche, ktora pielegniarka na sekunde podniosla ja do gory. Zobaczylysmy,
tylko ze cala jest w powalkowanym pudrze. Pielegniarka obrazona (na fakt
posiadania pracy?) jak przyszla, tak sie na piecie odwrocila i poszla z
wrzeszczaca mala. Doczekalismy sie drugiej pielegniarki i poprosilismy o
chwile rozmowy.
Dowiedzielismy sie, ze:
- Dziecko dostalo 8 punktow na 10, ale nikt nie wiedzial dlaczego. Z wielkimi
pretensjami, ze sie dopytujemy uslyszelismy, ze 8 a 10 zadna roznica, od 7
juz sa dzieci zdrowe.
- Na pytanie, dlaczego mama jeszcze nie dostala malej do piersi, przeciez
odruch ssania... Uslyszelismy, ze dziecko juz dawno nakarmione, a mama niech
sobie odpoczywa, pozniej jeszcze bedzie miala dziecka dosc.
- Na nasza prosbe, ze jak juz mama dostanie dziecko, to czy ktos moglby pomoc
i przypilnowac zeby dziecko zostalo do piersi przystawione... Uslyszelismy,
ze oczywiscie, tutaj jest nakaz karmienia piersia i wykluczone, ze jak juz
bedzie mama, to one nie beda musialy mala karmic.
- Na pytanie dlaczego cesarka, pani nakrzyczala na nas, ze jestesmy
nienormalni, ze tak duze dzieci to inaczej sie nie rodzi (niecale 4kg).
Okolo godziny 19 przewieziono siostre wreszcie na oddzial poporodowy, gdzie
wreszcie zobaczyla swoje dziecko (po 11 godzinach od cesarki). Dziecko bylo
nakarmione, ssac piersi nie chcialo.
Oczywiscie nikt przez caly czas pobytu nie zainteresowal sie mloda mama. A
siostra bardzo prosila o pomoc, bardzo chciala karmic piersia. Zwykle jednak
dostawala dziecko nakarmione woda z glukoza! Jakakolwiek pomoc graniczy tam z
cudem. Calymi dniami pelnilismy przy siostrze dyzury, bo doproszenie sie o
cokolwiek bylo ponad siostry sily. Personel jest tam niemily, niefachowy,
obojetny, "nicniewiedzacy".
Dla nas po prostu szok!
Siostra dzisiaj nadal walczy z karmieniem, a czas spedzony w szpitalu
wspomina jak koszmar.