Dodaj do ulubionych

wybory prezydenckie

10.10.05, 12:45
Dostałem to w mailu nie wiem ile w tym prawdy ale daje do myślenie

Prezydentowi stolicy nic się nie udaje. Warszawiacy kochają go nadal. W ciągu
ostatnich dwóch miesięcy warszawiacy dowiedzieli
się:

Obiecanego triumfalnie przez Kaczyńskiego mostu Północnego nie będzie.
Przetarg został unieważniony, bo administracja prezydenta Kaczyńskiego
złamała zasady bezstronności i anonimowości. To oznacza, że w ciągu
najbliższych trzech lat żaden nowy most w Warszawie nie
powstanie.

Przetarg na zabudowę placu Piłsudskiego, tam gdzie stoi Grób Nieznanego
Żołnierza, został unieważniony. Urząd Kaczyńskiego postawił inwestorom
nierealne warunki. W efekcie miasto straciło 300 tys. zł, bo tyle kosztowała
obsługa wynajętej zagranicznej kancelarii prawnej. No i miną kolejne dwa,
trzy lata, zanim nowy przetarg zostanie rozstrzygnięty.

Pewnie przepadnie dotacja z Unii Europejskiej na warszawskie metro, bo
miejscy urzędnicy narobili błędów w dokumentach. Błędy były też w dokumentach
dotyczących dotacji na modernizację linii tramwajowej w Al. Jerozolimskich.
Koło nosa może przejść ok. 350 mln zł. Błędy powstały, choć miasto wynajęło
firmę PriceWaterhouseCoopers, której doradcy za jedną godzinę biorą 671 zł.

W rankingu polskich miast pozyskujących fundusze z UE stolica znalazła się na
8. miejscu. Pierwsza Bydgoszcz w przeliczeniu na głowę mieszkańca zyskała
158,6 zł, Warszawa wspierana przez kosztowne firmy doradcze 97,36 zł

Stratę 29 mln zł w 2004 r. na budowę metra zarzucili prezydentowi radni z
Platformy Obywatelskiej. Urząd nie wykorzystał pieniędzy z kontraktu
wojewódzkiego i nie wyegzekwował należnych kar za opóźnienia w budowie
stacji metra przy placu Wilsona. Zresztą stacja nadal ma niedoróbki.
Otworzono ją w najgorszym, PRL-owskim stylu, uruchomiono przymykając oko na
ekipy remontowe poprawiające fuszerki.

W stolicy panuje bałagan remontowy. Ulicę Czerniakowską wygładzono za 30 mln
zł. Część pieniędzy natychmiast zmarnowano, bo zaraz potem wkroczyli tam
remontowcy od wodociągów ryjąc w świeżo wypolerowanej nawierzchni. W ważnym
dla ruchu wiadukcie przy ul. Marynarskiej stwierdzono błędy projektowe. Znów
straty pieniężne, opóźnione inwestycje.

Administracja prezydenta Kaczyńskiego czegokolwiek się dotknie, spieprzy. Nie
jest w stanie rozwiązać problemu letnich ogródków w restauracjach w centrum
miasta czy na pustych nadwiślańskich bulwarach. W ruinę popada nie tylko
warszawska Starówka, ale i Mariensztat. Z planów odnowienia dzielnicy MDM
nici. Zapowiedziano likwidację bazaru na Stadionie Dziesięciolecia, ale
urzędnicy nie sprawdzili, że firma dzierżawiąca obiekt ma umowę do 2007 r.
Brak kompetencji i umiejętności urzędnicy Kaczyńskiego nadrabiają hucpą i
gromkimi świadczeniami
obiecującymi lepszą przyszłość.
W ciągu ostatnich dwóch miesięcy warszawiacy dowiedzieli się też, że
prezydent Kaczyński działa niezgodnie z głoszonym w czasie wyborów programem:

Miały maleć koszty administracji. W roku 2004 wzrosły one o 46 mln zł. Lwią
ich część stanowiły nagrody prezydenta dla swoich dyrektorów. Średnio po 40
tys. zł. Za rządów Kaczyńskiego każdy warszawiak wydawał w 2004 r. na
administrację samorządową 203 zł. W Krakowie, Poznaniu takie wydatki nie
przekraczają 160 zł. Czy mieszkańcy stolicy czują różnicę w poziomie usług
administracji?

Prezydent Kaczyński stale podkreśla swoje obrzydzenie do wszystkiego co
komunistyczne. Kiedy jednak chce wywłaszczyć kilka tysięcy mieszkańców
stolicy z zasiedziałych przez nich gruntów, zwykle na peryferiach miasta, to
sięga po obowiązujący nadal krytykowany przez PiS dekret Bieruta. Ten, który
nacjonalizował grunty w całej Warszawie, który jest przez prawicę podważany.
Kiedy stalinowski dekret może być użyteczny dla interesów urzędników
Kaczyńskiego i jego klientów, to jawi się słusznym, obowiązującym w III RP
prawem. Ciekawe, czy w IV RP, tej już Kaczyńskiej, dekret ten
pozostanie?

W mieście Lecha Kaczyńskiego miały ostatecznie zostać zablokowane
korupcjogenne budowy centrów handlowych, zwanych mollami. Bo finansowane
przez zagraniczny kapitał molle zżerają tkankę polskiego średniego i drobnego
kupiectwa. W kampanii wyborczej Lech Kaczyński grzmiał, że nie dopuści do
powstania kolejnego hipermarketu. Teraz jego urzędnicy zgodzili się na budowę
nowych centrów handlowych na Młocinach i w Wilanowie. Rozbudowywane są
istniejące: Reduta, Promenada, IKEA na Targówku, ursynowski Factory Outlet. W
2004 r. Powierzchnia wielkich obiektów handlowych wzrosła o 22,5 proc.
Głosujący za Kaczorem polscy kupcy mogą tylko puknąć się w główkę i pomacać
pustą kieszeń. No, ale każdy samorządowiec wie, że z wielkopowierzchniowych
obiektów handlowych można mieć więcej. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy
warszawiacy mogli dowiedzieć się, że w tym czasie prezydent Kaczyński złamał
głoszone przez siebie zasady programowe i moralne: Miało nie być w mieście
korupcji i kolesiostwa. Ewa Holewińska, przewodnicząca dzielnicowej
komisji
mieszkaniowej, radna z PiS, wykupiła atrakcyjne mieszkanie komunalne, mimo
iż ma willę w podwarszawskiej Radości. Mieszkanie w reprezentacyjnych
Al.
Ujazdowskich. Lokal zbył jej partyjny kolega Jarosław Zieliński, który długo
łączył
posadę radnego w Suwałkach z posadą burmistrza dzielnicy Śródmieście w
Warszawie. Jak się przemieszczał szybko z Suwałk do Warszawy, to już
tajemnica
walczącego o uczciwość PiS.

Szefem Miejskiego Przedsiębiorstwa Taksówkowego prezydent Kaczyński uczynił
Andrzeja Gelberga, byłego naczelnego redaktora Tygodnika Solidarność. Prezesa
wydawnictwa. Zwolnionego przez solidarnościowców po doprowadzeniu tygodnika
na skraj bankructwa, oskarżanego przez niektórych współpracowników o podwójną
księgowość. Teraz Gelberg zdołował MPT. Doprowadził do strajku taksówkarzy
przeciwko jego rządom.

Centralnym punktem swojej kampanii wyborczej Kaczyński uczynił walkę z
korupcyjnym układem warszawskim. Kiedy przyszło do głosowania absolutorium
prezydenta w Radzie Warszawy, zagrożonemu Kaczyńskiemu mogło zabraknąć paru
głosów, bo pokłócił się z koalicjantami z LPR. I nagle stał się cud!
Prezydenta Kaczyńskiego poparła radna PO, wyrzucona niedawno z partii za
interesowność Małgorzata Ławniczak-Hertel. Symbol tego korupcyjnego układu
warszawskiego. Największy wróg Kaczyńskiego w prezydenckiej kampanii
wyborczej. Od tamtej pory Kaczyński przestał już walczyć z układem
warszawskim. Poparli go też radni z SLD. Czesław Ochenduszko olał głosy
lewicy i opuścił przed głosowaniem klub SLD.
Kolejna gwiazda SLD radna Dominika Makarewicz nie zaprzeczała, że
wiceprezydent Andrzej Urbański przed głosowaniem przypadkowo załatwił pracę
jej bratu. Tak to absolutorium Lech Kaczyński uzyskał dzięki gó..jadom z SLD
i
pozyskanym macherom z PO. Tym, których najbardziej atakował, plugawił,
poniżał w czasie kampanii wyborczej. Ale okazali się dla niego swoimi
łajdakami.

Prezydentowi Kaczyńskiemu tylko jedno się w połowie prezydenckiej kadencji
udało. Wybudował Muzeum Powstania Warszawskiego. Z kłopotami, zatrudniając
tam ludzi na czarno. Udało mu się też uskrzydlić stołecznych dziennikarzy,
którzy piszą o nim z entuzjazmem. Czy kochają go taką samą miłością jak radna
SLD Makarewicz? W efekcie znakomitej kampanii medialnej (brawa dla
wiceprezydenta Urbańskiego) w sondażach Lech Kaczyński wychodzi na plus.

Pewnie notowania jego wzrosną, kiedy na pustym placu Piłsudskiego postawi
krzyż ku pamięci Jana Pawła II. To niewiele będzie kosztować, a pokaże, że
Lech Kaczyński Wielkim Polakiem jest.

W wywiadzie dla Gazety Wyborczej Lech Kaczyński zadeklarował, że
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka