germanus
26.04.06, 23:21
Z cyklu: Rozmówki szczecińskie
Kandydat
- Będę Prezydentę!! - powiedział Kandydat.
- Na pewno będziesz - przyklepał Doradca.
- A czego? - zapytał Mieszkaniec.
- Jak to czego?! - bardzo dobrodusznie obruszył się Kandydat.
- Rozumie się, ze Miasta - wtrącił szybko Doradca.
- A ja myślałem, że klasy... - jakby do siebie mruknął Mieszkaniec.
- Jakiej znowu klasy? - całkiem poważnie zaniepokoił się Kandydat.
- Uspokój się - uspokoił Kandydata Doradca - już nie ma klasy robotniczej.
- Uff! - szczerze uffnął Kandydat - już się zupełnie upokoiłem.
- Myślałem, że klasy w V LO im. Asnyka - wyjaśnił Mieszkaniec tak jasno, że
jaśniej nie można.
- A wyobraź sobie, że on by mógł! - ostro zaczepił się Doradca.
- Wyobrażam sobie... - niespodzianie zgodził się Mieszkaniec.
- No, widzisz! - zatryumfował Doradca.
- ... ale pytanie brzmi, czy oni by go chcieli? - Mieszkaniec dokończył myśl.
- No jasne!! Wszystkie asnykowe klasy mają ogromny sentyment do mnie -
Kandydat wypiąl pierś, jakby na przeciwko biegł wręczacz orderu.
- I chcą? - Mieszkaniec, jak Mały Książę, nigdy nie porzucał pytania.
- Chcą!! - więcej niż żachnął się Kandydat - bezustannie błagają mnie o to!
- Jeśli jeszcze powiesz ... - znów zaczął Mieszkaniec.
- Powiem! - szybko wskoczył Kandydat.
Mieszkaniec spojrzał tak, że widać było, że jest w stanie przywalić z grubej rury.
- ... że mógłbyś być prezydentem harcerzy - zamiast grubej wybrał średnią.
- Oczywizda, że on może - jak najszerzej i z niejakim politowaniem
wypowiedział się Doradca.
- I jeszcze powiesz, że harcerze chcą go na prezydenta?
- Tak jest, powiem, że harcerze chcą go na prezydenta.
- Hmm ... - niezbyt wyraźnie mruknął Mieszkaniec - tak sobie..., hmm...
- No, no, wyduś to w końcu z siebie! - ponaglił Doradca niezbyt grzecznie.
- Tak sobie myślę, nieśmiało bardzo - nieco się pitigrylił Mieszkaniec - czy
mógłbyś być prezydentem inżynierów.
- Phi!!
- Na przykład inżynierów chemików?
- Powiem najprościej, jak można. Tak, mógłbym!
- A oni by chcieli?
- Znów powiem prosto. Tak.
- Zastanawiające... - zamruczał Mieszkaniec - bardzo zastanawiające...
- A co takiego? - wesoło i ciekawie niby zainteresował się Kandydat.
- W tylu miejscach cię chcą, to dlaczego ty chcesz być prezydentem tam, gdzie
cię nie chcą? - zapytał. Ale nie czekał na odpowiedź, tylko sobie poszedł.
Mieszkaniec sobie poszedł. Byle dalej. Poszedł, byle dalej od niechcianego
Kandydata.
Napisane 26 kwietnia 2006, w 61. rocznicę zajęcia Szczecina przez czerwonych
sponsorów Kandydata.