plazzek
13.02.09, 13:42
Nad „planem Balcerowicza” nie było żadnej dyskusji. Wprawdzie nikt
nie wiedział dokładnie, na czym właściwie on polega; wiadomo było,
że jest absolutnie genialny i że nie ma dla niego alternatywy. Wielu
ludzi wierzy w to nawet i dzisiaj, chociaż były to tylko takie
makagigi, żeby nikt nie skapował, co się stało naprawdę – że na
skutek sławnego „planu Balcerowicza”, zalążkowi polskiej klasy
średniej przetrącono kręgosłup, oczyszczając w ten sposób
nomenklaturze teren z potencjalnej konkurencji i otworzono kraj dla
grandziarzy.
[Dziś] znowu, po raz kolejny, stoimy u progu następnej mistyfikacji,
która będzie nazywała się „walką z kryzysem”. Jak pamiętamy – „walka
z kryzysem” rozpoczęła się w Stanach Zjednoczonych od rozdania 700
miliardów dolarów rządowych pieniędzy dla zagrożonych bankructwem
grandziarzy. Po kilku miesiącach te gigantyczne pieniądze wsiąkły
gdzieś bez śladu. Ale w tej sytuacji do „walki z kryzysem”
zapragnęli włączyć się również inni, wychodząc ze słusznego
założenia, że przecież nie tylko grandziarze mogą walczyć z kryzysem
w tak przyjemny i korzystny sposób. Więc teraz prezydent Obama chce
już bilion dolarów na kontynuowanie „walki z kryzysem” i jeśli te
pieniądze dostanie, to i one znikną jak sól w ukropie.
Podobnie w Europie Zachodniej. Rządy przeznaczają coraz to nowe
pieniądze na „walkę z kryzysem”, więc nic dziwnego, że każdy aż
przebiera nogami, żeby jak najszybciej do tej „walki” się włączyć.
Polska nie może być gorsza. Naturalnie biliona dolarów przeznaczyć
na „walkę z kryzysem” nie możemy, ale znowu wcale nie walczyć – też
nie możemy. Dlatego też rząd przeznaczył na „walkę z kryzysem” 91
miliardów złotych i teraz mądrzy ludzie zastanawiają się, kto
będzie „walczył” i za ile.
[by Michalkiewicz]