Dodaj do ulubionych

Znajomość języków...

22.03.09, 09:04
Wczoraj byłem świadkiem żenującej sytuacji w McDonald's przy ul.
Południowej, przy Castoramie. Jacyś obcokrajowcy próbowali coś kupić,
nie wiem jakiej byli narodowości, ale próbowali po angielsku. Gdzie
jak gdzie, ale żeby w McDonald's nie było nikogo, kto potrafi
zrozumieć, że kto chce kupić frytki i hamburgera, gdzie wszystko jest
narysowane i można pokazać palcem?!

Powiem więcej, po co od 20 lat przez 4 lata szkoły podstawowej, 4
lata szkoły średniej uczy się języka angielskiego, skoro polska
młodzież (studenci?!) nie potrafią NIC po angielsku powiedzieć.
Przecież to wstyd.
Obserwuj wątek
    • Gość: emgr Re: Znajomość języków... IP: *.ptr.magnet.ie 22.03.09, 09:34
      you're roight :)
    • whiteentrance gawaritje pa anglijski? 22.03.09, 09:34
      w mc donaldzie pewnie pracują same komuchy - i one te komuchy tylko
      po rusku.
      Krzystek mówił, że rozmawia po angielsku! A Nowak to nawet
      swoobodnie się porozumiewa:) To może.......
      • Gość: mariner Re: gawaritje pa anglijski? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.03.09, 14:47

        Krzystek ( mgr prawa i prezydent sporego miasta) nie potrafi
        poprawnie przeczytac z kartki to co mu ktos po angielsku napisal.
        Jesli tak jest, a bylem tego swiadkiem, to czego wymagac od
        sprzedawcy ?
        • wujtarabuk Po co nam jezyki? 22.03.09, 14:52
          A ci obcokrajowcy jezyk angielski znali a i tak sie nie dogadali.
          :-))
    • wredny_menel Re: Znajomość języków... 22.03.09, 09:41
      switonemsi napisał:
      > Powiem więcej, po co od 20 lat przez 4 lata szkoły podstawowej, 4
      > lata szkoły średniej uczy się języka angielskiego, skoro polska
      > młodzież (studenci?!) nie potrafią NIC po angielsku powiedzieć.
      > Przecież to wstyd.

      Przjęte w Polsce metody nauki języków obcyh sprowadzają się do tego
      że delikwent gramatykę ma opanowaną ale nie potrafi sklecić trzech zdań w
      typowej sytuacji.

      Podobnie, nauka historii, to klepanie dat, bo przecież:
      jak historia głosi - historia jeszcze nikogo, niczego nie nauczyła ;D
    • andreas.007 patrz mi na usta... bede mówił powoli... 22.03.09, 14:56
      Swego czasu na uczelni miałem zajecia z Angielką,
      w ogóle nie mówiaca po polsku... dawała nam artykuły prasowe
      do czytania i tlumaczenia, a gdy stawałem na jakims wyrazie,
      którego nie znałem - mówiła, ze to nie jest wazne...
      mam tłumaczyc, a potem mi powie co on oznacza.

      Dobra metoda, bo uczy komunikowania sie...
      bo przeciez komunikat, to nie jeden wyraz, ktorego akurat
      nie pamietamy czy nie znamy.
      • andreas.007 Re: patrz mi na usta... bede mówił powoli... 22.03.09, 15:20
        właściwie to źle napisałem...
        nie do tłumaczenia, a do opowiedzenia!
        Po przeczytaniu po angielsku rozmawialismy
        o czym był ten artykuł...
        • Gość: Sza Re: patrz mi na usta... bede mówił powoli... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.03.09, 16:09
          Poziomedukacji językowej naszych dzieci i młodzieży budzi
          przerażenie. Wielu rodziców jest świadomych swoich braków i od
          najmłodszych lat swoich pociech, wyciąga z najgłębszych zakamarków
          kieszeni pieniądze na "angielski w przedszkolu". Niestety, nie umie
          zweryfikować umiejętności nauczycieli. Nie umieją lub nie chcą tego
          również zrobić dyrektorzy, którzy tych nauczycieli zatrudniają. Uczą
          rusycyści przekwalifikowani w ciągu trzech miesięcy na anglistów,
          sami o 5 minut mądrzejsi od swoich uczniów. Uczą licencjaci,
          oświeceni przez rusycystów-anglistów, studenci jakiejś "wyższej
          szkoły wciskania przekonania, że to studia". Efekty widać, nawet w
          McDonalds.Tacy nauczyciele potrafią w szczycie swoich możliwości
          sprawić, że porozumieją się ze sobą w tym języku, co najwyżej
          uczniowie tej samej klasy, tego samego nauczyciela.
          Prawdziwe efekty edukacji można osiągnąć ucząc dzieci, najlepiej
          zaczynając przed 12 rokiem życia, przyrody, matematyki,historii czy
          nawet na początek sportu i muzyki w obcym języku. Wkuwanie regułek w
          szkolnej ławce, zamiast gier i zabaw może tylko zniechęcić i
          sprawić, że dzieci wyjdą w świat z niską samooceną.
          Niestety, nie ma w Polsce szans na edukację językową, bowiem nie
          będziemy w stanie wykształcić własnych nauczycieli w ciągu dwoch
          pokoleń, a nikt z rządzących nie zaakceptuje "importu" świetnie
          przygotowanych nauczycieli z Irlandii czy Rumunii(francuski, jeśli
          komuś potrzebny). Ich uposażenia nie są już barierą.
          Nie łódźmy się, że nauczymy dzieci języka na kursach popołudniowych,
          gdzie nauczyciele z reguły potrafią więcej. Wydolność organizmu ma
          swoje granice i po 7 lekcjach w szkole zostaje basen lub karate.
          Dla tych, których stać, jakimś rozwiązaniem są obozy i kolonie, ale
          też nie daj boże, zwane językowymi. Najlepsze są takie, gdzie dniem
          i nocą dzieci pływają na żaglach, wspinają się, rzeźbią,
          fotografują, wystawiają dramaty i mówią po angielsku do dzieci z
          całego świata. Na takich obozach telefony komórkowe leżą w szafie u
          szefa obozu, komputery są po to, by zeskanowany list pociechy wysłać
          do rodziców. Po angielsku mówią wszyscy, tak , jak potrafią, może
          być na początek nawet na migi. Efekty wspaniałe, także dlatego, że
          dzieci chcą tam wracać, kiedy dorastają mogą na tym samym obozie z
          niezliczonych aktywności wybrać przygotowanie do bycia wychowawcą.
          Wielu wybiera, potem wracają ze swoimi dziećmi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka