Gość: Anwil
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
27.04.04, 20:03
Mówi Eugeniusz Kijewski, trener Prokomu: To skandal
Rozmawiał Grzegorz Kubicki 26-04-2004, ostatnia aktualizacja 26-04-2004 16:38
- To, co zrobił Zavackas, to skandal! Tego nie można inaczej nazwać! - mówi
trener Prokomu Trefl Sopot Eugeniusz Kijewski, który w niedzielę został
poturbowany przez koszykarza Anwilu Włocławek
Rywalizacja Prokomu z Anwilem w półfinale Era Basket Ligi jest dramatyczna,
po czterech meczach jest remis i o tym, kto zagra w finale, zadecyduje
dopiero sobotni (godz. 13.30) mecz w Sopocie. Gorsze jest jednak to, że
sytuacja na linii Sopot - Włocławek staje się coraz bardziej napięta, w
relacje między klubami włączyli się nawet prezydenci obu miast. W niedzielnym
meczu nr 4, wygranym przez Prokom 73:66, skrzydłowy Anwilu Donatas Zavackas
powalił na ziemię trenera Prokomu Eugeniusza Kijewskiego. Litwin był
wściekły, że chwilę wcześniej stracił piłkę i złość wyładował na trenerze. Z
całych sił odepchnął Kijewskiego, który upadł na parkiet.
GRZEGORZ KUBICKI: Jak Pan oceni zachowanie Zavackasa?
EUGENIUSZ KIJEWSKI: To był skandal, tego nie można inaczej nazwać! Ponad 30
lat pracuję w koszykówce i jeszcze nie widziałem, a nawet nie słyszałem o
tym, żeby koszykarz rzucał się na trenera, powalał go na ziemię! Rozumiem
walkę i emocje, ale bez przesady! Podobno zmierzamy w kierunku
profesjonalizmu... Zavackas nie miał prawa tego zrobić, powalił mnie na
ziemię w mojej strefie, nie ma żadnego wytłumaczenia dla jego zachowania.
Co Pan zamierza zrobić z tą sprawą?
- Sytuacja jest opisana w protokole z meczu. Czekam na decyzję władz ligi,
które powinny ukarać zawodnika. Przecież nie można tolerować takich zagrywek.
Sytuacja z Zavackasem nie była jednak dla Pana końcem przygód. Podobno po
meczu nie mógł Pan dotrzeć na konferencję prasową?
- Siedzieliśmy w szatni, pod którą zgromadzili się kibice z Włocławka. Do
środka wszedł ochroniarz i powiedział mi, że dla własnego dobra powinienem na
razie nie wychodzić. Droga korytarzem, prowadzącym z szatni na salę
konferencyjną, byłaby bowiem dla mnie niebezpieczna. Musiałem poczekać kilka
minut, aż ochrona, która sprawowała się wzorowo, opanuje sytuację.
Czy nie uważa Pan, że podczas spotkań we Włocławku, Waszej rywalizacji z
Anwilem towarzyszy zbyt dużo aspektów nie mających nic wspólnego ze sportem?
- To specyficzna, najtrudniejsza hala w Polsce, ale coś z tym trzeba w końcu
zrobić. Wchodzimy do Europy, liga ma być coraz bardziej profesjonalna, ale
jeżeli nadal będziemy grali w warunkach zagrażającym naszemu zdrowi, to
niedługo na meczach będziemy musieli nosić kaski.
Trener Anwilu Andrej Urlep mówił z kolei, że kolejne kontuzje jego graczy to
efekt złośliwych zagrań Pańskich koszykarzy. Powiedział wręcz, że to element
Waszej taktyki?
- To, co powiedział po meczu trener Urlep, to śmiech! To są jego wymysły,
jego polityka. Zależy mu, aby odwrócić uwagę, pokazać, że "to my jesteśmy
biedni". Ale bądźmy poważni. Od początku tej rywalizacji gramy fair, a trener
Anwilu nie może mieć do nas pretensji o to, że walczymy. Jego zespół robi
dokładnie to samo i wszystkie urazy powstają w ferworze walki. My też możemy
narzekać, bo ze skręconą kostką wrócił z Włocławka Dusan Jelić, który nie
będzie mógł nam pomóc w sobotę.