humanior
10.11.02, 19:41
SPOŁECZEŃSTWO. Koniec barów mlecznych Zupełnie puste talerze
Puste talerze
Planowane przez rząd obniżenie dotacji dla barów mlecznych spowoduje ich
likwidację lub dramatyczny wzrost cen.
- Mam 56 lat i dokąd tylko sięgam pamięcią, ten bar istniał od zawsze.
Obawiam się najgorszego: ten rok działalności może być ostatnim, jeżeli
informacje o zmniejszeniu dotacji okażą się prawdziwe - mówi Irena Witkowska,
kierownik baru mlecznego na Różanej. W chwili obecnej tego typu placówki
dostają dotacje do kupowanych produktów, nawet w wysokości 40 procent ich
ceny. Tylko dzięki tym pieniądzom zupa mleczna może kosztować niecałą
złotówkę, a wydatek na dwudaniowy obiad waha się w granicach 5 - 6 złotych.
- Dla wielu osób nawet i te ceny, są za wysokie. Bardzo często ludzie,
którzy do nas przychodzą kupują jedynie porcję ziemniaków i ewentualnie
surówkę. Na więcej nie mogą sobie pozwolić. Aż strach pomyśleć, co ci ludzie
będą teraz jedli. Nieuniknione podniesienie cen, to dla nich rozpacz -
przekonuje Witkowska.
Bo jadają bogaci?
Rząd argumentuje, że w barach mlecznych jadają nie tylko najbiedniejsi,
dlatego tym co wiedzie się lepiej, nie można dopłacać do jedzenia! Widocznie
rząd żyje w jakimś innym państwie, bo w Polsce, póki co, do barów mlecznych
przychodzą głównie renciści i renciści, studenci oraz bezrobotni. Nie stać
ich na droższe gotowanie w domu. Wielu klientów jest schorowanych i
zniedołężniałych, a przygotowywane przez kucharki posiłki, są jedyną w ciągu
dnia ciepłą strawą. - Nie oszukujmy się. Człowiek, który ma pieniądze
wybierze porządną restaurację, a nie bar mleczny. O jakich więc bogaczach
jedzących na koszt państwa mówi minister Kołodko, doprawdy nie wiem - dziwi
się pani kierownik.
Przeżyć za 390 złotych
Pani Anna Zachert (390 złoty renty) - Za te marne grosze muszę opłacić
komorne, światło, gaz i kanalizację, kupić leki i jeszcze się wyżywić. Z ręką
na sercu panu redaktorowi mówię, że do 10-tego starcza mi z ledwością. Gdy
cena jedzenia wzrośnie, dosłownie umrę z głodu. Pieniądze same mi się nie
rozmnożą. Niech ten rząd wszystkich biedaków od razu wpuści do gazu i niech
ci ludzie się na tym świecie nie męczą. Tak po prostu dłużej być nie może -
mówi ze łzami w oczach. Pan Witold Orłowski ma do dyspozycji 620 złotych
miesięcznie i niepełnosprawnego syna na utrzymaniu. - Na samą rehabilitację i
leki wydaję ponad 200 złoty. Na obiad przychodzę tutaj codziennie. Syn zjada
jeden posiłek, a gdy starczy pieniędzy to jeszcze jakiś kisiel lub budyń. Sam
zaciskam żołądek i kupuję wyłącznie ziemniaki z sosem, a czasem naleśniki.
Okłamuję dziecko, że nie jestem głodny. Mimo tak skromnej wegetacji bardzo
często jest tak, że jeżeli listonosz spóźni się z przyniesieniem pieniążków,
nie mamy z czego żyć. Co będzie dalej?! Mamy włożyć zęby w ścianę?! -
zasłania twarz, w geście rozpaczy - Jak rząd zarabia po 20 tysięcy, to może
sobie jeść co chce i gdzie chce - dodaje.
Koniec
Bar Mleczny na Różanej na stałe zatrudnia 12 osób. W chwili obecnej
wydaje około 200 - 250 dań w ciągu dnia, a czasami więcej. Znacząca podwyżka
cen i co za tym idzie odejście klientów, (ale dokąd?) wymuszą redukcję
personelu. - Innym wyjściem jest zmiana rodzaju działalności na taką, która
będzie w stanie pokryć koszty funkcjonowania lokalu. Tylko to uchroni przed
zwolnieniami W 1996 roku zrobiliśmy kapitalny remont wszystkich pomieszczeń.
Na koniec tego roku, planujemy kolejne podniesieniu komfortu i estetyki. Czy
jest jednak sens inwestować w coś, co przez nierozważne decyzje polityków,
może upaść - przekonuje Witkowska
Aż strach się bać
Bar na Różanej nie przynosi właścicielowi (GSS Społem) zysku. Tylko
dlatego, że firma prowadzi jeszcze sklepy i piekarnie, jest w stanie
utrzymywać tę niedochodową działalność. - Robimy to na dobrą sprawę w trosce
o biednego człowieka. Dzięki temu mniej osób chodzi po ulicach z pustym
żołądkiem. Co będzie teraz? Strach się bać - dodaje Witkowska.
xxx
Lewica w ostatnich latach kompromitowała się w Polsce na różne sposoby.
Najpierw minister Blida oznajmiła, że mieszkanie jest towarem rynkowym, choć
nasze pensje starczały na pół metra kwadratowego, a powszechny system
kredytowy do dziś praktycznie nie istnieje. Potem lewica skutecznie zabrała
wielu bezrobotnym prawo do zasiłku, zręcznie przy tym manewrując
statystykami, tak że dziś może bajdurzyć o tym, że za jej rządów bezrobocie
zmalało. Teraz taże niby-lewica postanowiła zaoszczędzić kilkanaście milionów
złotych zabierając najuboższym możliwość zjedzenia obiadu.
PS. Lewicowemu rządowi podpowiadam nieodpłatnie: 22 lata temu niejaki
Jan Pietrzak w słynnym monologu proponował aby nieboszczyków chować na
cmentarzach bez trumien, w pionie i do połowy - oszczędzi się i na ziemi i na
pomnikach. Widać artysta kabaretowy już wtedy przewidywał, że kapitalizm
będzie nam w Polsce budowała lewica. Do uznania Państwa pozostawiam tylko czy
kabaretową mamy dziś lewicę czy też może jest to raczej kabaretowy
kapitalizm.
Ryszard Jaworski
Kamil Sakałus
GAZETA POMORSKA