Gość: PUK
IP: *.torun.mm.pl
17.10.03, 17:33
Mam przed sobą piątkowe (17. 10. 2003)wydanie toruńskiego dodatku GAZETY,
w którym czytam (który to już raz...?) o upadku toruńskiej kultury.
Dyskusja ta ma swój początek w decyzji Dyrektora Wydziału Kulturty Urzędu
MIejskiego Pana G. Grabowskiego. O tym nie czas jednak tu pisać.
Dyskusyjna fala, jaka podniosła się po ogłoszeniu tej decyzji, świadczy
wyłącznie o jednym - każdy, kto macza choćby czubek buta w tzw. "kulturze",
chce na tej decyzji zarobić - cóż - jest to KLASYCZNY SKOK NA MIEJSKĄ KASĘ.
A co tam - niech i tak będzie.
Ten wstęp był mi potrzebny nie po to, by dziś spierać się z decyzjami władz
miejskich, lecz by rozpocząć swój już drugi tekst na temat "kultury w
GAZECIE".
Wszystko to za sprawą wywiadu z właścicielem (właścicelem piwnicy???) lokalu
pod nazwą "Piwnica pod aniołem" - wstęp o skoku na miejską kasę był tu jak
najbardziej na miejscu, albowiem właściciel wymienionego lokalu sprowadza
wszystko tylko do jednego - do pieniędzy.
Dlaczego do pieniędzy??? Najprostszą odpowiedzią byłoby napisanie, że Pan
Wojciech wie dobrze, co mówi, gdyż, jak pisałem w poprzednim tekście, za
miejskie pieniądze uzyskiwane za pośrednictwem Pana POTARZYŃSKIEGO dużo się
pod aniołem działo. Pamiętam wywiad Pana Potarzyńskiego w GAZECIE albo w
NOWOŚCIACH - proszę o wybaczenie, że nie podam daty dziennej - w którym
tłumaczył się z przeznaczania dużych kwot pieniędzy na działalność Piwnicy
Pod Aniołem. Pan Potarzyński używał wtedy argumentów naprawdę wielkich -
tłumacząc,że to właśnie dzięki Piwnicy torunianie mogą podziwiać znakomitych
artystów scen polskich. O to, czemu imprezy dotowane za miejskie pieniądze
były biletowane, nikt nie pytał. Nikt też nie dziękował Urzędowi Miejskiemu
za organizację imprezy - szkoda.
Zatem PIENIĄDZE - o tym mówi szef Piwnicy pod ANIOŁEM i dobrze wie, co mówi,
bo jego banalne ogólniki... cytuję: "w naszym mieście jest wiele miejsc dla
kultury niezależnej, poszukującej i każdej innej [...] Jest wiele miejsc,
instytucji i osób, które zajmują sie jej tworzeniem, upowszechnianiem i
promowaniem. Jest wielu artystów, którzy z powodzeniem prezentują swoje
dokonania poza Toruniem... [...] Sam spotykam prawie codziennie młodych ludzi
z zapałem, pomysłami, fantazją. Nie mozna też nie dostrzegać tych, którzy im
w tym pomagają. Mam nadzieję, że mogę do nich zaliczyć również moją osobę,
gdyż chętnie współpracuję z każdym, kto ma coś interesującego do
zaproponowania..." - koniec cytatu. Same ogólniki - żadnych nazwisk, tylko
siermiężnie budowana autokreacja. Bo Pan Wojciech nie współpracuje z nikim,
kto nie pójdzie prosić urzędu miejskiego o pieniądze. Pamiętacie przed laty
trójkę młodych ludzi grających JAZZ pod Aniołem - czy grali dobrze czy źle to
inna historia - było przyjemnie, ale czy to prawda, że nawet na ich występy
pisane były prośby o dotacje z wydziału kultury? A na inne imprezy?
Chciałbym tu zauważyć, że to tylko pytania - nikogo nie oskarżam i nie chcę
obrzucać błotem - pytam tylko, czy to prawda, że ludzie - o których dziś mówi
Pan Wojciech - z pomysłami, fantazją itd... musieli pielgrzymować do urzędu
miejskiego po ...dotacje?
Dlatego rozumiem, że Panu WOJCIECHOWI wszystko kojarzy się z PIENIĘDZMI.
Trudno się dziwić, wszak Pan Wojciech jest szefem klubu w najlepszym punkcie
w mieście, gdzie na potańcówki przychodzą dresiarze, kibel (przepraszam za
ten kolokwializm) jest, jak się szepcze, w "ajencji" mafii, a browary, które
reklamują się parasolami, barem itd... z pewnością za to nie płacą. Zatem
tylko PIENIĄDZE. OTO co może uratować toruńską kulturę. A TO NIEPRAWDA.
TORUNIOWI POTRZEBNI SĄ LUDZIE Z PASJĄ - TAK TWÓRCÓW KULTURY JAK I
PRZEDSIĘBIORCY, KTÓRYCH PRÓŻNOŚĆ ŁASKOTAĆ BĘDZIE MIANO DARCZYŃCÓW - SAME
PIENIĄDZE KULTURY NIE ZROBIĄ - o tym jednak PAN Wojciech nie wie. Jest szefem
knajpy - zarząda ruinami zamku krzyżackiego, krzywą wieżą - PRZYZNAJĘ OD
NADMIARU WYDARZEŃ KULTURALNYCH W TYCH MIEJSCACH AŻ KRĘCI SIĘ W GŁOWIE.
Dlatego powtarzam, potrzeba temu miastu ludzi z PASJĄ, a tych nie ma...
A NA KASĘ SKOK JUŻ ZROBIONO
PUK