no_easy_way_out
18.01.12, 19:09
Bardzo prosze o porade. Sprobuje sie uzewnetrznic z ladem i skladem, ale jesli bedzie odrobine chaosu prosze o choc pewna dawke wyrozumialosci.
Przede wszystkim co mam na mysli "dobry standard zycia" - bo kazdy moze tak napisac albo "godne warunki" ale kazdy sobie zupelnie inne podpunkty do definicje tegoz przyczepi. Wiec od razu "sie" tlumacze.
Mieszkam w pd-wschodniej Anglii, srednie miasto (NIE Londyn, sporo poza kolkiem m25).
Tani 2-bed, niestety slaba jakosc. Coraz bardziej zagrzybiony, niski standard (np. jest wanna ale brak prysznica - za slabe cisnienie wody zeby mogl dzialac)
"Dobry standard zycia" ma wiele wymiarow, daruje sobie dywagacje o tym, a zamiast tego opisze to z czym mam najwiekszy problem. Chce, aby moja corka miala swoj wlasny ( niezawilgocony i nieopanowany przez grzyby) pokoj, ale no naprawde cos wiekszego niz klatke 2x2.5m. Tzn tak zeby mozna ladnie pomalowac, udekorowac jak to dla dziecka w jej wieku i zeby miala warunki zeby sie po prostu normalnie bawic. Corka ma 3 latka, obserwuje i nasladuje otoczenie, mowi to co uslyszy, dlatego zaczyna mi zalezec by nie mieszkac w gorszej niiz sredniej (najlepiej troche lepszej nzi przecietna, nie marze o najlepszej) okolicy. Obecnosc swietnej szkoly niekonieczna, dlaczego tak napisze za chwile. Obecnie mieszkam w nieimigranckiej ,ale nienajlepszej dzielnicy. Pewnego dnia bylem z nia na pobliskim placu zabaw. Tam kilku nastolatkow, najstarsi max 15 lat. Mimo ze bialy dzien, i otwarty teren, spora czesc pali. Niektorzy normalnei pytali mnie o ogien (nie w ten dzien), jakbym byl ich kolega. W pewnym momencie znalezli sobie zabawe - dorwali jakis rower (wygladajacy na w miare dzialajacy) i postanowili nim na zmiane rzucac o ziemie i patrzec jak sie lamie, rozwala. O malo wyszukanym slownictwie nie wspominam.
Nie rozwlekajac sie o "dzisiejszej mlodziezy" po prostu nie chce by w dluzszym terminie tu wychowywala sie moja corka, choc widzialem w UK sporo gorsze miejsca.
Teraz moze kilka slow o sobie i pare slow wiecej o corce.
Mam 33 lata, w UK od ponad 7-miu. W tym czasie bez pracy bylem raz- ciut ponad miesiac.Pracuje w duzej firmie jako asystent w ksiegowosci, niestety z bardzo nieduzym doswiadczeniem w tej dziedzinie; niecale pol roku. Poprzednie konkretne doswiadczenie (ponad 5 lat) to logistyka, ale dosc rozczarowujacy brak realnych perspektyw na bardziej skokowa finansowa poprawe (glownie) sklonil mnie do zmiany zawodu w zeszlym roku.
Na potrzeby tego watku zrobie cos o czym sie normalnie raczej nie mowi, tj. "rozneglizuje sie" troche finansowo, bo rozumiem ze tylko znajac takie szczegoly jest szansa, ze ktos jest w stanie mi cos doradzic, inaczej to po omacku.
Zarobki obecne to 22.5k na rok i szczerze mowiac nie widze realnych mozliwosci wiekszej poprawy w ciagu 1-2 lat, czyli takiego wiecej niz +10% -chyba ze va bank wszystko na jedna karte i rzucic robote i sprobowac zalozyc wlasny biznes. Ale ryzykujac calym swoim (nieduzym) kapitalem ryzykuje nie tylko przyszloscia swojego zycia, ale tez mojego dziecka, wiec raczej odpada.
Po odliczeniu ubezp. zdrowotnego (takie co firma doplaca wiekszosc), cycle-scheme, pension, child maintenance (placone w formie oplacania przedszkola) "do domu" przynosze ok 1250 funtow. To troche sie zwiekszy za circa pol roku, jak cycle scheme zostanie splacone,ale nie jakos straszliwie.
Jak sie okazuje, to glupia kwota, bo najwyrazniej jest to za malo, by wynajac porzadny (poprzez porzadny NIE mam na mysli top of the range) 2-bed i zyc, ale jesli dobrze wygooglalem i sie podowiadywalem, za duzo by otrzymac jakakolwiek pomoc od panstwa albo councilu.
Dlatego wymyslilem, ze w sumie wystarczylby 1-bed; sypialnai byla by dla coreczki, a ja moglbym "zyc" tzn. spac w lounge. To nie problem dla mnie, no tylko ze w tej sytuacji ten pokoj musailby byc troche wiekszy niz sredni, czyli mysle ze tak przynajmniej 4 x 4.5m,zeby weszla i kanapa (na ktorej bym spal?) i stol z krzeslami zeby cos zjesc i biurko z komputerem czyli innymi slowy mowa jest o 1-bed ale large, jak na brytyjskie standardy.
Niestety po glebszej analizei cen wynajmow okazuje sie, ze nawet na taki lepszy 1-bed mnie nie stac. Potrzebowalbym bowiem 600 + council = okolice 700 co miesiac. Po prostu lecialbym prawdopodobnei caly czas na rosnacym debecie, chyba ze zalozylbym ze samochod, pralka, nigdy sie nie zepsuja i ze w ogole nigdy nei nastapia neispodziewane wydatki ale na taka ruletke jestem za malo naiwny.
Z mama mojej corki rozstalismy sie ok. pol roku temu.
Corka spedza ze mna polowe czasu - liczac spedzone noce - a druga polowe u matki. W dluzszej perspektywie mozliwe, ze proporcje troche sie zmienai i bedzie to 40% ja, 60% matka.
Samochod mam kilkunastoletni. Ma jezdzic, hamowac i nierozwalac budzetu drogim paliwem czy ubezpieczniem. Musze go miec by dojezdzac do i z pracy, oraz odwozic do przedszkola corke (obecnie 3 razy w tygodniu). Nie pale. Nie jestem rozrzutny.
Od dobrych 3 lat bardzo staram sie polepszych standard zycia poprzez zwiekszone dochody, niestety mimo zdania roznych egzaminow i wielu staran o rozne pracy glownie uderzalem glowa o sufit.
Rozwazalem prace na czarno i wtedy "sepienie" od panstwa, ale kloci sie to z moim systemem wartosci za mocno, i tak zdesperowany jeszcze nie jestem i nie chcialbym byc.
No i rzucilbym raczej prace w ksiegowosci na rzecz jakiegos tyrania na budowie czy w jakims sklepie, to tez malo swietlana przyszlosc. Na chwile obecna odrzucam.
O systemie benefitow i jak to dokladnie dziala jeszcze niecaly rok temu jedynym prawdziwym zdaniem byloby "nie wiem prawie nic, poza Child Benefit". Obecnie juz tak nie moge powiedziec, ale daleko mi do tego, zeby rzec, ze mam swietna orientacje.
Ale moze jest cos o czym nie wiem? jak to ugryzc? gdzie sie moge starac i o co?
Co moge realnei zrobic i na co realnie liczyc?
Mieszkanie socjalne nie, bo pracuje, nie mam takich bardzo zlych zarobkow i wg. prawa nie jestem glownym zywicielem rodziny, czy jak to zwal.
Slyszalem o tzw. housing associations. Po krotce mozna probowac (nie wiem jakie szanse) na wynajem o nieco nizszej cenie niz rynkowa, jesli sie zarabia nieduzo (chyba pozniej 28k-30k) ale na tyle duzo, by bylo stac na odkladanie na depozyt (pow.20k). To moj jedyny trop, ale nie wiem o tym wiele i w ogole o ile sie zorientowalem ofert na palcach jednej reki.
Dodam dla pelniejszego obrazu, ze Child benefit, working tax credit, dofinansowanie (hojne) do domu idzie do matki. Ona pracuje na pol etatu na tasmie w nocy. Ma z tego troche ponad 800 funtow (niskie podatki bo prawie cala kwota nieopodatkowana). Poza tym ma od panstwa w roznyc hformach duzo wiecej druge tyle. Poza tym troche ode mnie z tytulu Child Maintenance.
Nie zagladam jej dokladnie w kieszen, ale ze to wplywa na zycie mojej corki nie jest mi to obojetne i wiem chcac nie chcac.
Nie pisze wiecej zeby nie przedluzac posta w nieszkonczonosc, jesli ktos ma jakies pytania i pozytywne intencje odpowiem, jesli tylko zwiekszy to szanse na polepszenie zycia mojej corki.
Z gory dziekuje za jakiekolwiek odpowiedzi na temat. Przyjme kazda konstruktywna krytyke, ale naprawde - BARDZO prosze rowniez sprbowac mi pomoc.